WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

10.06.2014

Księżyc i miecz - Pergamin cz.3

Niniejszym wpisem skończymy z dziadkami, aczkolwiek nie wykończymy i pozwolimy jeszcze trochę pożyć... Jakby nie patrzeć, przynajmniej jeden ciągle ma jeszcze w życiu misję do spełnienia ;)
Musicie też pamiętać, że to co tu serwuję to mimo wszystko wersja robocza i chociaż staram się wygładzać potknięcia (nie mówię tu o takich bzdurach jak literówki) mogą się zdarzyć. Jakby coś komuś z czytających wpadła jakaś fabularna niespójność w oko to zawsze może wytknąć w komentarzu. Naprawdę będę wdzięczna.

poprzedni fragment

     Feron wstał i zaprosił swego gościa do stołu.
     Nalał królowi wina.
     – Skosztuj, przyjacielu, powiadam ci, przednie, z najlepszych siblithyjskich winnic. Stare... – Sam umoczył usta w szlachetnym trunku i delektował się jego bukietem, przymknąwszy powieki.

     Król, za radą gospodarza, skosztował wina i po długiej chwili orzekł:
     – W istocie, doskonałe... – odstawił kielich – lecz nie o winie przecież mieliśmy rozprawiać, Feronie, ale o starych pergaminach i legendach – przypomniał.

     Feron też odstawił swój kielich, wyprostował plecy i odetchnął głęboko.
     – Tak, tak... – odchrząknął. – Pamiętam, oczywiście.  Na czym to...? Ach, tak. Pytałeś o znak twego rodu na anviliońskim dokumencie. – Uśmiechnął się i sięgnął po półmisek, podsuwając go królowi.
     – Otóż to – mruknął Arthiran, częstując się kawałkiem mięsiwa.
     – Ów pergamin zawiera przepowiednię...­­
     Ręka z kawałkiem pieczystego zawisła w połowie drogi do ust. Arhiran wbił wzrok w mędrca, który ze stoickim spokojem i nieodgadnionym uśmieszkiem znów popijał wino.
     – Przepowiednię? – powtórzył władca. Na twarzy odmalowało się rozczarowanie.  – Czyżby przewidziano nasze zwycięstwo i koniec  Anvilionu? W takim razie marna to przepowiednia, bo Raskonia zawsze była silniejsza. A i na nic się już ów papier nie zda, skoro stało się, co miało się stać – dodał pogardliwie.
     Feron nadal się uśmiechał.
     – ...przestrogę... – kontynuował własną myśl, ignorując słowa króla.
     – A cóż po przestrogach pokonanemu?– prychnął Arthiran z sarkazmem.
     – ...i wskazówkę – dokończył wreszcie mędrzec, badając z uwagą barwę trunku w pucharku.

     Jego rozmówca uniósł brwi z wyraźną przyganą.
     – Zatem ów wędrowiec był zdrajcą swego ludu, skrywając tak ważną treść przed rodakami i wywożąc ją z kraju.
     – Surowo go oceniasz, mój królu. I nazbyt pochopnie. Ale nie wiesz jeszcze wszystkiego. – Feron odchylił się w swoim krześle, rozpierając w nim wygodniej. – Człowiek ów, był mędrcem, nie zdrajcą. A przepowiednię dostarczył tutaj, ponieważ dotyczy twego rodu… – Feron zwiesił głos, tym razem badając jakie wrażenie poczyniły na królu jego słowa.
     Teraz to Arthiran rozparł się wygodniej na krześle. Przez dłuższą chwilę obaj wzajem mierzyli się wzrokiem, próbując przeniknąć swoje myśli. Wreszcie Arthiran nie wytrzymał napięcia.
     – Powiedz wreszcie, co zawiera to pismo, Feronie – zażądał. – I jaki wszystko ma związek z żoną Ilvegora i z moim rodem?
     Feron odstawił puchar i splótł dłonie na podołku.
     – Zapisano tam wiersz – zaczął. – Jego słowa łączą losy Anvilionu z Raskonią, a ściślej z ród anviliońskich danargidów z rodem królów Raskoni. Słowa te brzmią tak:

     Moc utraci Smok Skrzydlaty w dzień ponury,
     W grzbiet smoczy  Lew rycząc, wrazi pazury.
     Nad konającym, zwycięzca zadusi Sokoła,
     Pisklę Sokole z Lwiej paszczy ujść zdoła.
     Nim nad dziedziną smoczą, nocy cień nastanie,
     Ów cios Lwu zada, w ostatnie dychanie.
     Nadziei światło nad Lwa przygaśnie domem
     I z trwogą w mrok pochyli, zwycięską Koronę.
     Szczenię Ostatnie wywiedzie Lew raniony,
     Nadziei jutrzenka na wschodzie zapłonie,
     Pisklę o Skrzydłach Smoczych, zwieńczone Koroną
     Z księżyca blasku i trzech gwiazd splecioną.
     Lwie Szczenię, Młodym Lwem się stanie,
     Gdy zimy lody puszczą, Nadziei szukanie...

     Fenor umilkł i znów na długą chwilę zapadła cisza.

     – Nietrudno domyślić się o kim mowa w przypadku Smoka i Lwa – odezwał się Arthiran, w zadumie głaszcząc brodę – ale co do reszty, to chyba nie bardzo wiem o co chodzi. Sokół? Nadzieja? Jaki to ma związek z rodem Lwów i Danargidami? Mógłbyś to wyjaśnić, Feronie?
     – W tym celu przecież cię zaprosiłem, królu . – Feron uśmiechnął się znów i skłonił lekko głowę.
     – Zatem? – Lekko już zniecierpliwiony Arthiran nerwowo przebierał po stole palcami.
     – Jak słusznie się domyślasz – zaczął swą opowieść mędrzec – Smok to Anvilion, Lew to oczywiście Raskonia, a ściślej dom Shadrydów. Smok został pokonany przez Lwa, a my włączyliśmy jego ziemie do naszego terytorium. Jednak dogorywający Smok zadał cios, nie śmiertelny wprawdzie, lecz okrutny i bolesny. W bitwie poległ bowiem następca tronu... – Feron przerwał na moment.

     Przez oblicze króla przebiegł skurcz wywołany bolesnym wspomnieniem śmierci jedynego syna. Fenor dał mu chwilę na opanowanie emocji po czym podjął opowieść:
     – Jest już tylko jedno Lwie Szczenię. Ostatnie.
     – Mój wnuk, Endargil – Arthiran przetarł zmęczoną twarz. – To jeszcze dziecko…
     – Szczenię Lwie Szczenię, Młodym  Lwem się stanie... – zacytował słowa przepowiedni Feron.
     – Na to jeszcze wiele lat przyjdzie czekać, przyjacielu. – Skrzywił się król z niechęcią.

     Nie takich wieści oczekiwał, ale rady gdzie i jak szukać tych, nad którymi kontrola i opieka zapewniłaby mu sen spokojny o przyszłość królestwa.
     – A co teraz? Twój wiersz mówi o nadziei. W czym niby ta nadzieja dla mnie? Endargil jest dzieckiem, a ja starcem. Nadzieję mogę mieć jedynie, że starczy mi sił bym wychował z niego godnego następcę. –Arthiran odwrócił wzrok i utkwił go w ciemności wieczoru za oknem.
     – Nie powinieneś tracić wiary, mój królu – oświadczył z powagą Feron. – A Nadzieją jest Pisklę Sokoła.
     – Tak? – Arthiran prychnął gniewnie. – A kimże niby miałoby być owo pisklę? Gdzie jest i jaką rolę mu przeznaczono w tej historii.
     Feron westchnął.
     – Cóż, mój informator nie wszystko zdążył mi wyłożyć przed śmiercią. Do wielu wniosków musiałem dochodzić sam i sam szukać informacji. Zaś inne, mnie same odszukały. Gdy Anvilion królem ogłosił Ilvegora z Falersei, z Danargo wysłano do Alsharath pisma odrzucające nasze roszczenia względem anviliońskiej korony.
     – Tak, tak – mruknął Arthiran.
     – Przypadkiem zwróciłem wtedy uwagę na pieczęcie. Jedna z nich należała do Ilvegora. Oto i nasz Sokół zduszony przez Lwa. Kim jest Pisklę Sokole, staje się więc oczywiste. Co zaś się tyczy owego starego pergaminu: wiemy już do kogo należą trzy spośród czterech pieczęci. Anviliońskie: Smok i Sokół, raskoński Lew... I tylko Księżyc wciąż pozostaje zagadką. Bowiem wciąż nie natknąłem się, na anvilioński ród, który  pieczętowałby się Księżycem.
     – Więc skąd owa pieczęć na tym dokumencie?
     – Człowiek, który mi go dostarczył wspomniał coś o rodzie, który w jego ojczyźnie przechowuje starą tradycję. Pozostawiła ją dawno temu kobieta, cudzoziemka. Legenda mówi, że pochodziła ona z Domu Księżyca. Po śmierci swego męża, Anviliończyka, opuściła rodzinę i powróciła do kraju swych przodków. Legenda owa mówi też, że ostatnia z jej krwi pójdzie jej śladem. Gedris, żona Ilvegora jest potomkinią owego rodu. I ostatnią z krwi swej przodkini.
     – Ale ten ród nie pieczętuje się Księżycem lecz Sokołem. Nie pojmuję... Nawet jeśli to znak rodowy prababki Gedris, to kto sygnował nim królewski dokument?
     – Dom Księżyca... osobliwe to i mam pewne podejrzenia. Dokumenty są bardzo stare. W czasach, kiedy je sporządzono mieszkały na tych ziemiach ludy... – mędrzec westchnął – jakkolwiek może się to zdawać niewiarygodne... Wiemy przecież, że mieli swój i to niemały udział w negocjowaniu tamtego, najstarszego pokoju.
     – Chyba wiem o czym, czy raczej o kim mówisz, Feronie. Ale jeśli to miałaby być prawda to poruszamy się po bardzo niepewnym gruncie mitów i legend.
     – Mity i legendy nie biorą się z nikąd. Zawsze zawierają ziarno, czy nawet wiele ziaren prawdy. A lud o którym teraz mówimy... Fakt, że opuścili te ziemie i nie wiemy, gdzie są ich siedziby, nie oznacza, że oni przestali istnieć. Choć oczywiście co do owej przodkini mogę się mylić. Myślę, że najlepiej będzie po prostu przyjąć, że była cudzoziemką.
     – Taaa... I sądzisz, że Gedris udała się do ojczyzny swej prababki?
     – Czy sądzę? – Feron uśmiechnął się swoim nieodgadnionym uśmiechem. – Nie, królu, nie sądzę. Jestem pewien, że tak właśnie uczyniła.
     – I w takim razie – westchnął król – zabrała ze sobą nasze Pisklę.
     – I to jest nasz największy kłopot. Rzecz bowiem w tym, że owo Pisklę jest naszą nadzieją na trwały pokój i więź pomiędzy Anvilionem i Raskonią. Ilvegor zostawił córkę, a ty masz wnuka. Wnioski nasuwają się same.
     – Jeśli jest jak mówisz, tym ważniejszym staje się dla nas odnalezienie kobiety i dziecka. Trzeba ustalić kraj pochodzenia jej prababki. Jutro...
     Niespodziewanie, Feron pokręcił przecząco głową.
     – Nie, Arthiranie. Nie trudź niepotrzebnie ludzi. Nikt nie odnajdzie Gedris, ani jej córki. To zadanie dla Młodego Lwa.
     – Żartujesz sobie, Fenorze?! – wykrzyknął Arthiran. – On ma osiem lat!
     – Oczywiście i dziś jest jedynie Lwim Szczenięciem. Przypomnę ci dwa ostatnie wersy wiersza: Lwie Szczenię, Młodym Lwem się stanie, Gdy zimy lody puszczą, Nadziei szukanie...
     Mędrzec rozłożył bezradnie ręce.
     – Nic nie możemy zrobić, mój królu, póki Endargil nie dorośnie i nie stanie się mężczyzną.
     – Mam więc porzucić sprawę, opuścić ręce i zdać się na ślepy los?
     – Nie do końca. W Danargo i tak zasiądzie królewski pełnomocnik. Niechże będąc na miejscu, przeszuka starannie tamtejsze archiwa. Może uda się znaleźć jakieś wskazówki. Musimy czekać, nie znaczy jednak, że bezczynnie. Ale to wszystko co możemy zrobić.
     Arthiran z uporem zacisnął usta, a po chwili rzekł:
     – Masz rację, każę przeszukać dokładnie wszystkie stare zapiski. Może uda się ustalić kraj, choć w przybliżeniu. Gdyby się udało znaleźć tę kobietę i dziecko, nim mój wnuk...
     – Na to nie licz. – Fenor ponownie ostudził jego upór . – Nie, nie mój królu. Nie próbuj naginać przeznaczenia. Los jest silniejszy niż człowiek. Możemy spróbować ułatwić wykonanie zadania. Lecz cokolwiek teraz uczynimy, to nie my znajdziemy Pisklę Sokoła, lecz Młody Lew.
     – Skoro powiadasz, musimy z tym czekać, aż mój wnuk dorośnie, to już raczej nie będzie pisklę – zauważył z przekąsem Arthiran.
     Fenor uśmiechną ł się lekko.
     – Przyszłość, mimo przepowiedni i wskazówek, pozostaje zagadką, mój panie. Poznać ją można, jedynie uzbrajając się w cierpliwość i czekając...

     Do późna w noc rozmawiali jeszcze o sprawach królestwa i o zwykłych ludzkich troskach.
     W zamkowej komnacie, w wielkim łożu spał spokojnie ośmioletni chłopiec, Endargil, potomek królów.

     
     Daleko od królewskiego pałacu, ukołysane w chłodnych ramionach matki, spało beztroskim i nieświadomym snem inne dziecko...

następny fragment

To było takie podsumowanie tego co zdarzyło się do tej pory. Moi drodzy, odtąd będziemy popychać akcję w przód. Niestety nawet w przybliżeniu nie potrafię podać kiedy ruszymy z tego miejsca. Rozdział następny nosi tytuł "Mrok" i jest napisany w... 0%. Ewentualnie zważywszy, że jest do niego opiska z konspektu powiedzmy że w 1%. Pomyślałam, że wrzucę tytuły wszystkich rozdziałów, będziecie wiedzieć ile ich jest i na co jeszcze trzeba poczekać. Jeśli uda mi się z całością uwinąć do przyszłych wakacji, będę z siebie dumna ;)

Ogólnie zarówno ten jak i następny tydzień przemknął nam pod znakiem posuchy. Pod koniec tygodnia w ogóle mnie nie ma będę dopiero w przyszłym, w tym zaś niewiele mam czasu na ogarnięcie czegokolwiek. Life is brutal... niezmiennie aktualne ;)
Jeżeli cokolwiek uda mi się poustawiać to będzie... to nie jest obietnica...

8 komentarzy:

  1. Za to, co mi tak pięknie pokolorowałaś, przycięłaś i dopisałaś (bardzo dobry wzór :) , chociaż i tak pozmieniam :p) przejrzę 2 (ostatnie) kawałki z dziadkami w roli głównej. Oczywiście jak mi wyślesz mailem żebym mogła zaznaczyć i szybko to nie będzie...ale do końca weekendu być powinno.
    karo

    OdpowiedzUsuń
  2. A żebyś wiedziała, że Ci wyślę :P, wieczorem dostaniesz cały rozdział...
    I nie musisz się spieszyć... bo jak zauważyłaś daję sobie rok na ogarnięcie tego. Nie jestem taką optymistką w kwestii czasu ja Ty :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mnie rozmowa staruszków rozjaśniła, rzuciła światło na wszystko, i chociaż wiele rzeczy było oczywistych teraz nie ma już żadnych wątpliwości i każdy kto żywił jakieś niejasności powinien się czuć usatysfakcjonowany.
    Mój pokrętny mózg cały czas dawał mi sygnały, że Fenor z jakiegoś powodu chce się zasadzić na życie króla, więc aż wstrzymałam powietrze, kiedy dał mu to wino :D Od samego początku pergaminu huczało mi w głowie: Nie wchodź do wieży! Nie jedz tego! Nie pij wina!! Więc kiedy skończył się dziadkowy rozdział odetchnęłam z ulgą :D
    Kasiu, będziemy czekać ile trzeba, chociaż nie unikniesz trucia z technicznym pytaniem "kiedy następny??" ;)
    Buziaki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to tak jest Monia, ekstremalnie przegadany rozdział, jak widać każdemu się trafia, a co gorsza bywa niezbędny jak Jan ;) Twój mózg coś wietrzy, ale to nie tym razem i nie w tej wieży... Częściowo naprawiłam indeks i wrzuciłam rozpiskę na rozdziały do tej powiastki... Żebyście wiedziały ile jeszcze przed nami, aczkolwiek z tej rozpiski mam napisany chyba jeszcze tylko jeden rozdział na dysku i coś tam się pałęta w notesach. W dodatku ten napisany wcale nie jest kolejny tylko jakiś ze środka wyrwany :D, bo mnie akurat tak naszło. Ale nic to, ogarniemy powoli :).
      Kiedy następny? Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu coś, ale raczej nie będzie to KiM...
      Miłego dnia :)

      Usuń
  4. Powieść bardzo mi się podoba przeczytałem całość jednym tchem :)
    Bardzo proszę o udostępnienie kolejnego fragmentu w niedługim czasie, ponieważ nie mogę się już doczekać dalszych losów "Pisklęcia Sokoła". Historia kojarzy mi się nieco z losami naszego rodzimego kraju, ale mógł na to wpłynąć fakt, że jeszcze niedawno szanowni nauczyciele pchali mi do głowy historie Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KiM jest absolutną fikcją, nie ma tuj zamierzonych analogii z historią Polski. Ale tę historię znam najlepiej (przynajmniej niektóre jej okresy), a pomysły się nie biorą z próżni, więc możliwe, że jakieś podobieństwa da się znaleźć. Bo przecież ta, czy tamta historia "kołem się toczy" :)

      Usuń
  5. Czy jest planowany dalszy ciąg, czy jest to już koniec opowiadania? Jeżeli (mam nadzieję że będzie ciąg dalszy:)) jednak planowana jest kolejną część to kiedy się pojawi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej będzie kontynuacja tej opowieści. Trudno mi określić dokładny termin, ale po usunięciu "Dzieci Żywiołów" z wattpada w planie mam kontynuację i dokończenie właśnie tej opowieści (równolegle z "15 godzin..."). Sądzę, że ten tekst doczeka się wznowienia jeszcze przed Bożym Narodzeniem.

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.