WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

22.06.2014

Ze zrozumieniem...


     W czym problem tym razem? A w totalnej porażce rodzimej edukacji ostatnich lat...

     Do czego piję... Ano do „czytania ze zrozumieniem”. Niby nic, a jednak szwendając się po kilku różnych forach i portalach niezmiennie trafiam na pokemony, którym ta umiejętność jest obca. Ba, można by rzec, że nawet wroga. I pusty śmiech mnie ogarnia, gdy słyszę, jaki to nacisk kładzie się na naukę „czytania ze zrozumieniem” w szkołach. Ktoś tu mocno skopał rzecz, bo de facto od lat nasze szkoły opuszczają rzesze, które bladego pojęcia nie mają czym właściwie owo „czytanie ze zrozumieniem” jest.

    Dziwne to wszystko. Dysy wszelkiej maści mnożą się jak grzyby po deszczu. Jeszcze kilka pokoleń i wrócimy w pełni do pisma obrazkowego. Dlaczego w pełni? Bo już dziś jest tak, że wyedukowani w „rozumieniu” pisanego tekstu są zdolni do zrozumienia zawartego w słowach przekazu, tylko wtedy jeśli ów zawiera odpowiednią ilość znaczków graficznych, eufemistycznie zwanych emotkami. Żałosne... ale prawdziwe.
     Mnie w szkole uczono po prostu czytać, na zrozumienie lub nie, nikt nie zwracał uwagi, nie było to potrzebne mojemu pokoleniu. My po prostu czytaliśmy. Teraz zastanawiam się, czy tej umiejętności można się nauczyć w szkole? Może po prostu tak jest, że niektórzy nie są zdolni opanować zrozumienia, niezależnie od systemu edukacyjnego? Może pseudonaukowa pseudopsychologia naszych czasów powinna zaakceptować i opisać kolejnego dysa? Może ktoś napisze na temat pracę magisterską? Albo i doktorat? Wszak w dysach tkwi naukowy potencjał nie do przecenienia.

     Cóż, osobiście wolałabym, żeby nauka czepiła się czegoś bardziej prozaicznego i z mniejszym potencjałem, niż trawiła bezcenny czas na badanie bezmiaru ludzkiej głupoty. Ale to tylko moje pobożne życzenie, sądząc z tego z czym przychodzi mi się użerać.
     Nie mniej ze swojej strony chwilami mam dość walki z wiatrakami i niedorozwojami wszelkiej maści, którym się zdaje, że jak się napiszą w komentarzu „a ja słyszałem/łam” (czytaj: śmignęło mi gdzieś w sieci) to winna taka wiedza każdego adwersarza zwalić z nóg i położyć na łopatki. Nokaut...
     Przykro mi, ja nie z tych, też słyszałam... że na Marsie żyją Marsjanie i wiele innych rzeczy.
     „Mundry” komentarz, wyrywający z kontekstu dwa słowa (dosłownie dwa i dwa wielokropki) i próbujący mi na podstawie tych dwu słów udowodnić, że całość zapisu jest niejasna i generalnie błędna, przyprawia mnie o mdłości, nie mniej skutecznie niż choroba morska. Chociaż powinnam się już przyzwyczaić do takich, skoro leczenie z choroby morskiej jest kwestią przyzwyczajenia właśnie. Niestety nie potrafię. Bo jeśli ktoś robi coś takiego (mowa o wspomnianych wyrwanych słowach) i argumentuje swoje upośledzenie umysłowe słowami: „Tak, wynika to z kontekstu, ale co by było gdyby wrzucić to do kwestii dialogowej i do tego bez opisu po myślniku? Całkowicie odwrotne znaczenie od zamierzonego otrzymujemy.” – to ja niestety nie potrafię nie rzygnąć złośliwością.

     Wiem, że po prawdzie jest tak: „Głupcy są genialni w niedorzecznościach. Żaden mędrzec nie przewidzi swym rozumem, co ich głupota wymyśli.”(Jan Fedorowicz). Co za tym idzie w tych niereformowalnych przypadkach tylko jedna reakcja jest słuszna... „Mętnej wody i głupców lepiej nie ruszać.(Isokrates). Ale chociaż pozrzędzić sobie na własnych śmieciach muszę. Nawet jeśli powinnam być bardziej pobłażliwa, w myśl tego: „Głupota - jest też pewnym sposobem używania umysłu.” (Karol Irzykowski)?
     Niestety muszę, bo się uduszę, bo po prostu ręce mi opadają. I myślę sobie, że Ciceron, wypowiadając słowa o próżnej dyskusji z idiotą, w najbardziej szalonych fantazjach nie przypuszczał, że idioci rozmnożą się w świecie liczniej niż karaluchy. Ludzkość się uwstecznia. Ale cóż takich czasów dożyliśmy.

     Ciceron mimo wszystko ma szczęście... zdążył zejść z tego świata.

17 komentarzy:

  1. Są ludzie i ludziska, Kasiu. Nic nie poradzisz na to, że niektórzy są mądrzy, a niektórzy mądrzy bardzo by chcieli być. Ale masz rację. Chociaż mogłabym obrazić niektóre naprawdę wartościowe osoby, to stwierdzam, że z młodym pokoleniem dzieje się coś niedobrego. Mam w rodzinie szesnastolatkę, która ledwo się potrafi podpisać, chociaż rozumów zjadła co najmniej z dziesięć. I uwierz mi, że niejednokrotnie się gryzę w język, bo mam jej ochotę z buta dać za formowanie zdań. Zamiast kropki używa: "co nie?". I takie właśnie ananaski odwiedzają również blogi i czytają opowiadania :) A później przecież wypadałoby coś z sensem napisać, co nie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnam dopisać jeszcze kilka zdań, bo w sumie nie chodzi mi o to, żeby osoby faktycznie borykające się z dysleksją poczuły się dotknięte. Ja nie zaprzeczam istnieniu dysleksji. Wiem że są ludzie którzy z nią muszą się uganiać na codzień. Problem w tym, że niue każdy dyslektyk jest leniem, za to każdy leń jest dyslektykiem. Tu jest pies pogrzebany. Nadużywa się zjawiska i to na ogromną skalę. I niczemu dobremu to nie służy, co nie? :D

      Usuń
  2. Droga Kajjko!

    Nie mogłabym się z Tobą bardziej zgodzić. Pierwszy raz ujawniam się na Twoim blogu, wcześniej będąc tylko jednym z tych "cichych podglądaczy", ale obok tego postu nie mogłam przejść obojętnie. Poruszył głęboko jakąś strunę i po prostu muszę sklecić te kilka zdań.
    Sama należę do tego pokolenia, przeszłam wszystkie bzdurne etapy "nowej" i "lepszej" edukacji. Jedyny wniosek jaki mi się nasuwa będąc obecnie na studiach? Szkoły masowo produkują wtórnych analfabetów. Jako umysł ścisły nigdy nie należałam do osób, które wysławiały się bardzo poprawnie i kwieciście, do dziś mam problem z interpunkcją, ale nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy zasłaniać się dysleksją, co wielokrotnie słyszałam wśród rówieśników. I aż mnie śmiech brał na te wszystkie wymówki. Również nie kwestionuję faktu, że istnieją osoby rzeczywiście mające problemy, ale czy naprawdę jest to aż tak ogromny odsetek dzieci? Oczywiście że nie! Brakuje im nauczycieli z pasją i mądrych rodziców, którzy nie będą ulegać we wszystkim swoim pociechom. Czyli motywacji i pokonania lenistwa. Najważniejsza jest świadomość własnych słabości i walka z nimi. Miałam to szczęście, trafiając na dobrych nauczycieli (choć niestety średnich pedagogów), którzy próbowali zmusić nas do wysiłku i wpoić w puste łepetyny cokolwiek ponad standardowy program nauczania. Udało im się to z mniejszym (jak widać :D) lub większym skutkiem, ale dziękuję im za to z całego serca, bo wiem jak dużo dla nas w ten sposób zrobili.

    Ostatni akapit dodaję do ulubionych. ;)

    A już poza tematem, jestem fanką Twoich opowiadań, DŻ pochłonęłam jednym tchem, podobnie jak Słony Wiatr. Czekam z niecierpliwością na kolejne posty. Tymczasem wracam do nauki na jutrzejszy egzamin ( tu również nie ma miejsca na czytanie ze zrozumieniem ;)).

    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie takich osób jak Ty nie chciałam skrzywdzić pisząc o młodym pokoleniu :) Witaj moja imienniczko :D
      Ja Wam powiem więcej. W szkole podstawowej przeszłam te wszystkie "badania" i wyszło, że też mam dysleksję. I wiecie co powiedziałam jak mi mama kazała dać pani zaświadczenie? "Weź, mama, nie rób obciachu!". I zaczęłam ćwiczyć, zakuwać i jeszcze raz ćwiczyć. Może do doskonałości dużo mi brakuje, ale pisać potrafię i czytam z takim zrozumieniem, że czasami wołałabym rozumieć mniej. Też nie neguję, że istnieją osoby, które rzeczywiście cierpią z powodu dysleksji i nie śmieję się z tego, ale zdecydowana większość po prostu wygodnie idzie przez życie i tyle. A "badania" w tym kierunku powinny być chyba ostrzejsze.

      I też czekam na następne rozdziały, Kasiu :) Czy to rzeź prowadząca do wybicia wszystkich bohaterów, czy wbijanie Melty na pal. Ja zawsze chętnie poczytam :D

      Buziaki!!

      Usuń
    2. Wiecie, Moniki? Spodziewałam się, że raczej mnie ktoś solidnie zruga za moją frustrację. Tymczasem Wasze komentarze utwierdzają mnie w smutnym przekonaniu, że nie całkiem się mylę. Cóż, skoro moje pokolenie i Wasze, które załapało się na „edukacyjne laboratorium”, wiemy już w czym problem, pozostaje nam nie dać się zwariować i nasze dzieci wspierać rozsądnie. Motywować do pracy i pomagać w nauce, a nie krótkowzrocznie osłaniać papierkami. Papierki zostawmy tym, którzy naprawdę ich potrzebują.
      Moja córka, od zawsze miała problem z matematyką. Nie wchodzi jej do głowy i już. I nie ma to nic wspólnego z pamięcią, bo pamięć ma doskonałą, ale muzyczną nie matematyczną. W ośrodku dowiedziałam się, że dziecko pewnikiem jest „dyskalkuliczne”.
      W pewnym sensie jest jak mówisz Nikki, zbyt lekką ręką wydaje się papierki. Panie w ośrodkach u każdego są w stanie znaleźć coś na co można wystawić papier. Można odnieść wrażenie, że ilość wydanych papierów jest dla nich miarą prestiżu zawodowego.
      Moja córka skończyła jednak szkołę bez zaświadczenia, bo nie w tym rzecz żeby iść na łatwiznę. Nie miała świadectw z paskiem, ale też szczerze wątpię, by papier pomógłby jej w uzyskaniu takich. Olałaby matematykę, w konsekwencji z innymi przedmiotami też radziłby sobie gorzej.

      Moniko, trzymam kciuki za egzaminy, mój syn też dzisiaj coś zalicza... Zatem, studenci, połamania piór :)

      Nikki, dla zaspokojenia Twojej ciekawości... Epizod z palem będzie, obiecuję, ale nie w tym opowiadaniu ;)

      Usuń
    3. Kajjka, ja się załapałam jeszcze na osiem klas, więc taki młodziak już nie jestem ;) Nowy czy stary system, zasuwać trzeba. A niestety papierki od zasuwania chronią. Pamiętam jak kiedyś w klasie na przerwie rozgorzała dyskusja co zrobić, żeby taki papierek otrzymać i okazało się to dziecinnie łatwe.

      No ja czekam i czekam na ten pal :D

      Usuń
    4. A to ja też się ujawnię :)

      Niektórzy twierdzą, że dysleksja bierze się z nieczytania. Dementuję plotki, zawsze czytałam książki hurtowo i zawsze miałam problemy z pisaniem. W podstawówce nie robiłam żadnych badań, po prostu ćwiczyłam, ale jak przyszła matura, to się przeszłam do przychodni po papierek. Bo bez papierka mogłabym po propstu nie zdać. Trochę dlatego, że pisanie na "co najmniej 2 strony A4 komputerowego wydruku" na kolejny bzdurny temat było dla mnie bez sensu, ja z moim umysłem ścisłym pisałam wypracowanie na pół strony i powinno wystarczyć. Trochę dlatego, że za moich czasów o zdaniu matury z polskiego decydowała trafialność w klucz. Dzięki papierkowi zyskałam możliwość pisania na komputerze (automatyczne sprawdzanie ortografii) i trochę więcej czasu, żeby posprawdzać co wymodziłam. I tyle co z niego skorzystałam.

      Dłużej zajmuje mi pisanie niż standardowemu ludziowi. Czasem się zawieszam jak przychodzi do dziwnego (dla mnie) słowa, muszę pomysleć, odmienić i dopiero wiem jak napisać, Niestety jest wiele słów, których nigdy się nie nauczę pisać tak o. Na przykład zawsze mam problem z herbatą albo biurkiem.

      Teraz przed jakimkolwiek napisaniem czegoś publicznie sprawdzam to kilka razy... I do ciężkiej cholery doprowadzają mnie ludzie piszący bez zachowania jakichkolwiek reguł ortogafii zasłaniający się papierkiem. W końcuśmy nie gęsi, nie trzeba tworzyć nowego języka. A jak ktoś ma problem, podejrzenie, że może nie tak się pisze dane słowo, to przecież są słowniki online, dużo łatwiej sprawdzić niż dawniej, w staromodnym papierowym (chociaż ja to uwielbiam zapach starych książek, im grubsza i starsza tym lepsza). Lenistwo króluje w internecie i nie tylko. Już nie mówię o niedouczeniu, bo to tylko pochodna. Rodzice nie poświęcają dzieciom uwagi. W szkole się tylko wymaga, ale nie za bardzo, bo rodzice będą się denerwować. Moja mama jest nauczycielką matematyki w podstawówce, co roku przechodzi gehennę z rodzicami, którzy uważają, że szkoła ma nauczyć ich dzieci (a najlepiej też wychować), ale tak, żeby nie zadawać do domu, żeby dzieci nie musialy się uczyć i w ogóle najlepiej niech się wyszaleją w szkole i broń Boże nie stawiać nikogo do kąta, przecież to, razem z klęczeniem na grochu jest przeżytkiem ze starych barbarzyńskich czasów. A po szkole spędzają dzieciństwo wpatrzone w ekrany, porozumiewając się z innymi niedouczonymi dziećmi pielęgnując "język polskawy".
      Tak więc ogólnie nie zwalałabym wszystkiego na szkołę, winni są też rodzice.

      Dodając cytat z Einsteina "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej są jednak pewne wątpliwości."

      Kajjko, dziękuję Ci za używanie w większości tekstów imion łatwych do odczytania dla dyslektyków. W tempie z jakim pożeram książki nie mam kiedy (bo akcja gna, to jak tu się zatrzymać) odcyfrowywać po literce takich imion nieoczywistych dla oka. I potem z siostrą komentując jakiegoś bohatera mówimy o nim np. "ten długi na F" ;)

      pozdrawiam
      Kasia

      Usuń
  3. Kasiu, Twój komentarz po raz kolejny potwierdza smutną teorię, że dysleksją w lwiej części zasłaniają się leniuchy i leserzy. Zauważyłam pewną prawidłowość: ludzie, którzy faktycznie mają dyslektyczne problemy ciężko pracują, żeby je choć w niewielkim stopniu zminimalizować i najczęściej udaje im się, uzyskać widoczne efekty tej ciężkiej pracy. Pozostali mają głęboko pracę nad czymkolwiek, wolą wymachiwać papierem, bo tak wygodniej.

    Nie wiem jak wygląda obecnie matura, swoją zdawałam wieki temu, ale moim zdaniem powinna decydować merytoryczna zawartość, a nie długość tekstu. Tyle, że wtedy ktoś musiałby te wypracowania czytać, żeby sprawdzić tę zawartość. I tu wracamy do punktu wyjścia... Komu się chce przewalać przez setki uczniowskich wypocin?

    Kochane, na koniec dochodzę do wniosku, że zgodnie ze starym przysłowiem, ryba psuje się od głowy. Wszystkie te problemy mają swe źródło w tym, że komuś czegoś się nie chce i kombinuje, jak pójść na łatwiznę.

    Kasiu, zawsze się obawiam, że imiona które wymyślam nastręczają problemów, właśnie dlatego, że większości je wymyślam. Cieszę się, że jednak nie sprawiają trudności :)

    Nikki, masz pal jak w banku... Mam też gdzieś palenie na stosie i krzyżowanie, wypchnięcie z wieży, topienie w bagnie też było w planie, ale chyba do tego nie dotarłam, do wyboru do koloru... A ile jeszcze możliwości do wykorzystania: głód, pragnienie, stratowanie, zaraza, zgryzota, uduszenie poduszką, trucizna, ukąszenie przez jakąś jadowitą gadzinę, zazdrosny kochanek/ka... Ha, to ja idę pisać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, jak nie możesz zapamiętać, czy wymówić któregoś imienia, to się nie męcz. Powiedz Kajjce, zabije tego kogoś i problem z głowy :P Może będziesz sobie mogła nawet wybrać jaką drogą opuści świat. Jak widać propozycji pod dostatkiem ;)

    Kajjka, ryba psuje się od głowy - prawda. Tylko że z obecną młodzieżą od d... strony też coś jest nie tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja jednam mimo wszystko jestem z siebie dumna, że mojej osobistej młodzieży mogę być dumna i wszystkim rodzicom tego życzę :)

      Usuń
  5. Witam,
    Ja też jestem jeszcze ze starego systemu edukacyjnego, czyli tradycyjnej pisemnej matury :)
    Zawsze miałam umysł ścisły i polski był/jest moją piętą Achillesową! Ale nigdy nie poszłam na skróty i męczyłam się z tym sama i męczę nadal. Część rzeczy jest łatwiejsza, a część nadal mi sprawia problem, ale tak jak pisała Kasia od tego są słowniki i podkreślniki błędów w programach edytorskich. Kiedyś tego nie było i ludzie sobie radzili!!! Teraz mamy łatwiej ale to nie oznacza, że trzeba wyłączyć mózg, myślenie! No tak łatwiej jest iść na skróty, nie tylko z papierkiem na dysleksję, WF... Niedługo papierek będzie dobry na wszystko! Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie! Kiedyś to był obciach, mieć taki papier, a teraz?!
    PS.Problem dysleksji ujawnia się na początku nauki, a nie przed maturą. ale u nas zawsze wszystko jest na odwrót!
    Lena

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiecie, ja to mam dysinterpunkcję :D Załatwię sobie papier i przykleję w widocznym miejscu na blogu i niech mnie wtedy ktoś spróbuje zrugać za przecinki, których nie ma, albo za te których jest za dużo, albo w ogóle za przecinki. I za wielokropki, bo tych też lubię nadużywać :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Podsumowując, wszyscy jesteśmy pokoleniem DYS! Niezależnie od wieku :D

    Może ludziska kiedyś się opamiętają, a jak nie, to mam swój świat - nochal w książkę i siedzieć tam ile trzeba :)

    W ramach wyjaśnienia jak wygląda dzisiejsza matura. Polega to głównie na zasadzie, że jak dany osobnik maturę zdający nie napisze (wspomni/rozwinie/przedyskutuje) o konkretnych kwestiach, jakie miał na myśli piszący temat wypracowania, w czasie gdy ów temat formułował - matura nadaje się do śmietnika. Bagatela.. to samo ma miejsce chociażby na biologii :)

    Melta na pal!

    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  8. Długo zastanawiałam się czy zabrać głos w końcu postanowiłam powiedzieć dwa zdania To jest mój pogląd Uważam ze zmiany polityczne przyczyniły się do tego ponieważ zmieniano wszystko czy było dobre czy zle między innymi szkolnictwo może zrozumiałabym poprawki historyczny ale biologia ,i inne przedmioty oraz cała reforma funkcjonowania kiedyś 1000 szkól na 1000 pp teraz likwidacja szkól do tego dochodzi bezrobocie i pogoń za pieniądzem to przyczynia się do rozpadu rodziny Młodzież nie jest głupia ale jak widzi co się dzieje i nie ma perspektyw na pracę to są efekty Proszę spojrzeć co to za sława za zamknięcie w pomieszczeniach kilku osób i obserwowanie ich zachowań To sa skutki wracając do dzisiejszych młodych czytelników trudno wymagać czytania ze zrozumieniem jak niektórzy mają klapki na oczach i widzą tylko w małym zakresie.nawet wchodząc na blog autorski piszą o tłumaczeniach Mimo tych warunków trafiają się jednak osoby godne podziwu ,twórcze i mające wiele talentów dlatego chociaż zgadam się z myślą przewodnią tego tekstu myślę jednak ze w dużym stopniu jesteśmy sami temu winni poprzez swoje wybory blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sposób się nie zgodzić, że przyczyn obecnego stanu rzeczy trzeba szukać głębiej. Blanko, wychowałam się w tak ochoczo dziś opluwanej komunie i chociaż za nią nie tęsknię, nie uważam, że wszystko co za jej czasów wymyślono i wprowadzono było złe.
      Od samego początku, kiedy upadła i zaczął się bum na zmiany, uważałam, że histeria jaka opanowała naród (a szczególnie polityków, a raczej wg mnie politykierów) i bezmyślny pęd do wywracania wszystkiego jak leci do góry nogami, bo „komnustyczne”, jest przejawem skrajnej głupoty. Wiele lat temu powiedziałam (aczkolwiek wtedy nie publicznie), że nic dobrego z tego nie wyniknie i bynajmniej nie cieszy mnie dzisiaj fakt, że okazało się to spełnionym proroctwem.
      Praca... mam dorosłą córkę, która od trzech lat usiłuje znaleźć pracę. Jakąkolwiek. Tu już nie chodzi o super płacę czy prestiż, ale o pracę w ogóle. Syn studiuje ze świadomością, że w kraju dla niego pracy najprawdopodobniej nie będzie, bo na fali bezmyślnych reform jakiś kretyn swego czasu uznał, że flota Polsce jest zbędna. Politycy i prości ludzie, którzy po I wojnie walczyli o dostęp do morza i własnymi rękami budowali Gdynię w grobach się przewracają.
      Młodzież, dokładnie jak mówisz, nie jest głupia, po prostu w swej mądrości dostosowuje się do naszych poziomu naszych żałosnych elit i tyle. Za to, że młodym się tego czy tamtego nie chce, odpowiadają niestety Ci, którzy ich wychowują. Nic nowego nie powiem jeśli zacytuję Jana Zamoyskiego: "takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Niezależnie od mojego zżymania się w poście nie mogę się nie zgodzić, że jako społeczeństwo zbieramy to, co przez lata sialiśmy i nadal siejemy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. A ja mam dysinteligęcję;) Czy też się liczy?

    Ogólnie nie bagatelizowałbym dysleksji. Osoby nią dotknięte naprawdę mają trudniej. Uważam, że badania powinno się robić, żeby pomóc jak najszybciej radzić sobie z przypadłością.
    Lenie zawsze znajdą sposób na wytłumaczenie swojego lenistwa.
    Doskonałym sposobem na czytanie ze zrozumieniem, jest czytanie głośno. Gdy się słyszy treść, łatwiej ją zrozumieć. Stąd wydłużony czas egzaminów dla dyslektyków, dzięki temu mają równe szanse.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety w tych czasach dysleksja jest traktowana nie jako coś do wyćwiczenia, ale jako usprawiedliwienie idiotyzmu, lenistwa etc.
    Monika

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.