WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

27.06.2014

Jesienny nokturn

Bez wstępów tym razem...

Start


        Deszcz lał bez przerwy. Szare strugi spływały smętnie z wielkiego parasola niesionego przez starszego mężczyznę w okrągłych okularach. Osłaniał nim siebie i młodą kobietę idącą obok niego.

Mini kondukt powoli minął cmentarną bramę i zmierzał w kierunku miejsca pochówku. Za trumną szło ich tylko dwoje, Adriana i stary adwokat ojca.
         Dziewczyna nie płakała. Oczy miała zaczerwienione, lecz suche, szczęki zaciśnięte. Prosty, czarny płaszczyk stanowczo pamiętał lepsze czasy. Kiedyś należał do jej matki.
         Ada nie lubiła czarnych rzeczy i nie miała niczego własnego w tym kolorze. Całości stroju dopełniał obciachowy toczek z krótką woalką, czarne rajstopy i buty równie niemodne, jak cała reszta.

         Wciąż jeszcze nie do końca otrząsnęła się z szoku, jakim była nagła śmierć ojca. Człowieka, który był dla niej wszystkim i dla którego, jak sądziła, wszystkim była ona.

         Rzeczywistość zweryfikowała te mrzonki.


         Od pogrzebu minęły niecałe trzy tygodnie.  Ada siedziała za stołem, wpatrując się tępo w pismo leżące na jego blacie. Czytała je niezliczoną ilość razy. Znała jego treść prawie na pamięć, ale wciąż nie mogła uwierzyć w zawarte w nim informacje. Została z niczym. Dom, ziemia, konie, nic nie należało do niej. Ojciec wszystko zastawił. Wprawdzie w testamencie „wszystko” zapisał jedynej, ukochanej córce. Tyle że w praktyce „wszystko” okazało się jednie kupą bankowych długów. Na co wydał zdobyte w ten sposób pieniądze? Tę tajemnicę zabrał ze sobą do grobu.  W liście adwokat ojca informował, że „wszystko” wykupił zagraniczny inwestor.

Nowy właściciel oczekiwał opuszczenia posiadłości do dziesiątego października. Dzisiaj był pierwszy.
Miała dziesięć dni na wyniesienie się z domu, w którym spędziła całe swoje dotychczasowe życie. Mogła zabrać jedynie osobiste rzeczy. Inne przedmioty należały do inwentarza i podlegały egzekucji. Zgodnie z literą prawa należały do nabywcy. Stare, zabytkowe meble, rodzinne portrety, książki, pamiątki po przodkach.
Dom nie był wielki, lecz miał zabytkowy charakter. Mały, uroczy szlachecki dworek otoczony malowniczym, starym parkiem. Dziś zapuszczonym, zarośniętym i bardziej przypominającym dziki las niż park. Ostatni ogrodnik pracował w majątku za czasów dziadka, po którym Adriana otrzymała imię. Martwe, materialne przedmioty... mogła ich nie żałować, nauczy się bez nich żyć i nie tęsknić za nimi. W końcu były tylko przedmiotami.
Jednak nie umiała nie żałować koni. Były jej miłością od najmłodszych lat. To dla nich podjęła studia weterynaryjne. Miała na dzieję, że po ich ukończeniu uda się jej rozwinąć w rodzinnej posiadłości hodowlę wspaniałych fryzyjczyków. Oczywiście trzeba byłoby wprowadzić wiele zmian, nabyć kilka dobrych, hodowlanych egzemplarzy, przebudować stajnię, być może dokupić areał pastwisk...
Niestety konie także nie należały do niej, a nieznośna myśl, że nie ma pojęcia, co się z nimi stanie, dusiła niczym zmora. Wykupienie zwierząt nie wchodziło w grę. Po pierwsze nic nie wiedziała o nabywcy majątku. Po drugie, kwota na jej osobistym koncie, pochodząca z funduszu założonego dla niej jeszcze przez matkę, miała wystarczyć na pokrycie kosztów studiów. Teraz będzie musiała spożytkować te pieniądze zupełnie inaczej. Musi kupić sobie jakieś mieszkanie i utrzymać się póki nie znajdzie pracy. Perspektywa studiów odpłynęła, bliżej nie określoną przyszłość, ba, możliwe, że nawet całkiem zginęła za horyzontem niepewnej przyszłości.
Może gdyby nie była zupełnie sama, perspektywa walki o jutro nie przerażałaby jej tak bardzo.
Suchy, bezgłośny szloch wstrząsnął szczupłą sylwetką. Zwlekła się ze stołka i poczłapała na górę do swojej sypialni. Poprawka, nie swojej... do sypialni, na najbliższą i kilka kolejnych nocy, łaskawie użyczanej przez nowego właściciela. Nawet pościel nie należała do niej.

Weszła do łazienki i stanęła przed lustrem. Spoglądała stamtąd na nią blada twarz, z podkrążonymi oczyma o intensywnie niebieskiej barwie i trochę przekrwionych białkach. Nie spała od dwóch dni. Od chwili, gdy przeczytała pierwszy raz list od prawnika.
Włosy półdługie, czarne i lśniące, teraz matowe i rozczochrane dopełniały przygnębiającego obrazu. Skrzywiła się z niesmakiem.
– Weź się w garść, Adriano – powiedziała głośno do swojego odbicia. – Trzeba się spakować i wynosić się stąd.
Łzy mimo woli napłynęły jej do oczu i potoczyły się po policzkach. Otarła je szybko wierzchem dłoni. Nie będzie płakać. Nie będzie. Od zawsze była twarda.
Miała dziesięć lat, kiedy umarła mama. Po jej śmierci to ona pocieszała kompletnie załamanego ojca. Ona, dziesięciolatka.
I teraz też da sobie radę z przeciwnościami losu. Przecież świat nie kończy się na utraconym majątku. Adriana jest młoda, ma dwadzieścia dwa lata i życie przed sobą. Znajdzie pracę i ukończy wybrane studia, a kiedyś... Kiedyś będzie hodować najlepsze fryzyjczyki w tym kraju.

Odkręciła prysznic i weszła pod strumień gorącej wody. Umyła włosy i długo jeszcze stała z zadartą twarzą, pozwalając wodzie spływać po ciele jakby chciała zmyć z siebie całe dotychczasowe życie.
Po kąpieli poczuła się trochę lepiej. Otuliła się szlafrokiem i starannie wytarła włosy. Rozczesała je, pozostawiając by same wyschły. Wprawdzie poskręcają się każdy w swoją stronę, ale uznała to za nieistotny drobiazg. I tak zwiąże je później gumką, albo zepnie klamrą. Ze schowka wyciągnęła wielką walizkę. Po namyśle wyciągnęła jeszcze jedną. Usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Postanowienia „żadnych łez” okazały się na wyrost. Wcisnęła twarz w poduszkę i rozryczała się na głos, uwalniając żal i napięcie trzymane w ryzach przez ostatnie trzy tygodnie. Zignorowała natarczywie dzwoniący na dole telefon. A może go nie słyszała? Przepłakała prawie godzinę, wylewając chyba wszystkie łzy jakie miała, wreszcie umęczona spazmatycznym szlochem i wyczerpana brakiem snu, zapadła weń, mimo dziennej pory.



         Obudziło ją trzaśnięcie drzwiami na dole.
         Usiadła, przecierając zaspane oczy. W pokoju było ciemno. Przespała cały dzień. Zerknęła na stojący na nocnym stoliku budzik. Dochodziła dwudziesta pierwsza trzydzieści.

         Ktoś kręcił się na dole. Słyszała kroki. Pomyślała, że to Jonasz, stajenny. Jedyny człowiek, który nie podziękował za pracę i niezmiennie każdego ranka stawiał się na swoim stanowisku, i podejmował obowiązki, które wypełniał dzień w dzień odkąd Ada sięgała pamięcią. I chyba robił po starej przyjaźni, bo przecież wiedział, że dziewczyna nie może mu zapłacić. Kiedy Ada o tym napomknęła, burknął tylko, że na życie starcza mu emerytura, a tutaj po prostu robi to, co lubi i żeby mu nie zawracała więcej głowy głupotami.

Zwlekła się z łóżka i niemal natychmiast potknęła na wyciągniętej ze schowka walizce. Z rumorem, jak długa rozciągnęła się na podłodze. Zaplątała się w szlafrok i przy próbie wyplątania się z niego narobiła jeszcze większego hałasu.
Drzwi do pokoju otwarły się, wpuszczając strugę światła. Ktoś wcisnął włącznik. Ada zmrużyła oczy, rozcierając stłuczone kolano.
– Kim pani jest i co tutaj robi?! – Usłyszała ostry, męski głos.
Podniosła wzrok.
        W drzwiach stał człowiek przesłaniający sylwetką niemal całe ich światło. Ubrany w jasne, sprane dżinsy i sportowy sweter w kolorze kości słoniowej. Mierzył ją surowym spojrzeniem ciemnych, głęboko osadzonych oczu. Włosy też miał ciemne, zauważyła mimochodem, prawie czarne, trochę rozwichrzone, jakby je rozburzył niesforny podmuch.

Zirytowała się. Omal nie powybijała sobie zębów. Leżała rozciągnięta na podłodze, z obtłuczonym boleśnie kolanem, a jakiś obcy facet, bezczelnie panoszący się po jej domu, zadaje głupie pytania.
– Dziękuję za troskę, nic mi nie jest – warknęła wściekła. – Mieszkam tu, jeśli chce pan wiedzieć. I to ja się pytam, kim pan jest i co tu robi?
Z twarzy mężczyzny znikł surowy wyraz. Rysy wygładziły się. Uśmiechnął się na tę tyradę i przegarnął palcami rozwichrzoną czuprynę. A jednak czesze je palcami, wiedziałam, pomyślała Adriana.
– Przepraszam – powiedział już spokojniej – rzeczywiście, powinienem najpierw spytać, czy nic pani nie...
– Nic mi nie jest – przerwała mu niezbyt grzecznie.
Była zła. Miała się pakować, a poryczała się jak dziecko i przespała cały dzień.
– Mieszka pani tutaj? – zapytał.
– Tak. A co?
– Nic. Chyba musimy porozmawiać.
– Nie sądzę. – pozbierała się wreszcie z podłogi.
– Proszę się ubrać, zaczekam na dole w salonie.
– No, dobre sobie... – zaczęła Ada, ale drzwi za mężczyzną już się zamknęły.

Pozytywnym skutkiem zmarnowanego na sen dnia był fakt, że wypoczęta czuła się o wiele lepiej. Nie była tak rozbita i zawieszona jak rankiem. Mimo, że za oknem było teraz ciemno, to świat i dzień następny, choć wciąż były niewiadomą i wyzwaniem, nie przerażały już tak bardzo.
Kto by pomyślał, że kilka godzin snu, może zdziałać cuda w ludzkiej psychice, rozważała, szorując zęby w łazience. Włosy, które pozostawiła po umyciu mokre, oczywiście wyschły, ale przedstawiały niesamowity widok.
– Narzeczona Frankensteina – mruknęła, wykrzywiając się swojego odbicia w lustrze.
Nic dziwnego, że gość naskoczył na nią zamiast kurtuazyjnie zapytać, czy czegoś sobie nie połamała. Jako tako ogarnęła nieład na głowie, rozczesując niesforne loki i zawiązała je w koński ogon. Malownicze sińce pod oczami nadal były widoczne, ale już nie tak wyraźnie jak rano. Uznała, że na tę rozmowę nie musi ubierać wizytowego stroju. To on był intruzem, kimkolwiek jest, a ona była u siebie w domu. Przynajmniej na razie. Na bieliznę wciągnęła dresowe spodnie i polarową bluzę, zamek zasuwając pod samą brodę. Mało oficjalnie i dostatecznie mało atrakcyjnie, uznała. Położyła rękę na klamce i wzięła głęboki oddech. Jakiś szósty zmysł podpowiadał jej, że gość ma coś wspólnego z nowym właścicielem. Może ten przysłał go na rekonesans? Albo żeby dopilnował, by wyprowadzając się nie zabrała czegoś, czego nie powinna zabierać? Albo żeby w ogóle szybciej ją stąd wykurzył?
Zacisnęła gniewnie szczęki. O, co to, to nie. Mowy nie ma. Ma czas do dziesiątego października, nie ruszy się stąd ani dnia wcześniej. Z tym mocnym postanowieniem nacisnęła klamkę i zeszła na dół.

Mężczyzna siedział w salonie w ulubionym fotelu ojca, przeglądając jeden z rodzinnych albumów. No, ty bezczelny...!
Ada szybkim krokiem przeszła przez salon, prawie przebiegła i wyrwała album z rąk intruza.
– To prywatne zdjęcia! – wysyczała czerwona ze złości.
– No, tak, przepraszam – powiedział lekko, zupełnie nie zrażony jej wrogim tonem. – Panna Adriana Krymańska, prawda?
– Oczywiście – burknęła niechętnie Ada.
Nieznajomy wstał i wyciągnął rękę, przedstawiając się:
– David Ferbs.
Ada spojrzała na niego nieufnie. Cofnęła się o krok, a wyciągnięta po przyjacielsku dłoń zawisła niezręcznie w powietrzu. Mężczyzna chrząknął i cofnął rękę. Ponownie rozsiadł się w fotelu.
– Zdjęcia należą do pani, może je pani zabrać...
– Jeżeli jest pan tu po to, by dopilnować żebym nie zabrała czegoś co do mnie nie należy, to nie potrzebnie się pan trudził. Znam listę sprzedanych przedmiotów na pamięć. Nie jestem złodziejem i nie wezmę niczego, co się na niej znajduje nawet jeżeli jest to srebrna łyżeczka, którą dostałam w dniu swoich narodzin.
– A jest na tej liście?
Ada wzruszyła ramionami.
– Zgodzi się pan, że pora jest dość późna na wizytę. Proszę więc powiedzieć czego pan sobie życzy i zostawić mnie w spokoju. Mam trochę roboty z pakowaniem.
David uśmiechnął się, a Ada nie wiedzieć czemu pomyślała, że ma całkiem miły uśmiech. Idiotka, skarciła się natychmiast za tę myśl.
– Czego chcę...? – Z zagadkowym uśmiechem pocierał brodę palcem wskazującym i kciukiem. – Może kawy? Albo nie, o tej porze chyba lepsza będzie herbata.
Otworzyła usta ze zdumienia. Co?! Zdaje mu się, że gdzie trafił? Do kawiarni? Czy może do herbaciarni?
– S-słucham? – zająknęła się.
– Pytałaś czego chcę, Adriano – całkiem bezceremonialnie przeszedł na ty – więc, poproszę o herbatę.
– Chyba pan sobie żartuje...
– Ani trochę.
To już szczyt wszystkiego! Władował się do jej domu (bo ciągle jeszcze czuła się tu u siebie) bez zaproszenia, zajął ulubiony fotel ojca, grzebie w prywatnych fotkach i jeszcze każe sobie robić herbatkę. Co za arogancki typ! Ale przystojny, podpowiedziała złośliwie podświadomość. A pies ogryzł, jego męski urok! Świadomość natychmiast przywołała Adę do porządku.
– Natychmiast opuść mój dom – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – O czymkolwiek chcesz ze mną rozmawiać, jeśli chcesz, wróć o przyzwoitej porze, zapukaj do drzwi i poczekaj aż usłyszysz „proszę” nim tu znów wejdziesz.
Roześmiał się i najwyraźniej nie miał zamiaru wykonać żadnego z kategorycznych żądań Ady. Zacisnęła gniewnie szczęki.
– Dzwonię na policję. – Ruszyła do telefonu w holu, ale nie zdążyła podnieść słuchawki.
         Jego dłoń nakryła jej własną.
– Adriano, zanim zadzwonisz, pozwól że coś ci wyjaśnię...

Jego dotyk i słowa wypowiedziane niemal wprost do ucha, wywołały u obojga całkowicie nieoczekiwany dreszczyk. Ku swojemu zaskoczeniu Ada odnotowała ów deszczyk, zdecydowanie jako miły.
David, ku swojemu, również. Znalazł się tak blisko niej, że jego usta niemal musnęły włosy tuż za uchem. Czuł ich zapach i nagle miał ogromną chęć ściągnąć z nich gumkę i rozburzyć je palcami... Reakcja i wrażenia, wywołały w nim konsternację. Przecież ma do czynienia z całkiem obcą sobie osobą.
Wyprostował się i puścił jej rękę. Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
– To jest mój dom, nie twój – oznajmił twardo.
– To ty kupiłeś posiadłość? – Uniosła brwi.
– W rzeczy samej. – Uśmiechnął się z satysfakcją.
Cofnęła się o krok i splotła ramiona przed sobą. Istotnie, jego nazwisko brzmiało obco. Mówił jednak poprawną polszczyzną bez żadnego obcego akcentu i pewnie dlatego nie zwróciła na to wcześniej uwagi. Zatem to jest ów zagraniczny inwestor...

Ściągnęła gniewnie brwi. A niechże sobie będzie nawet kosmiczny! Ada ma czas na wyprowadzkę i zamiar ściśle trzymać się wyznaczonych terminów.
– Mam prawo tu przebywać do dziesiątego października – oświadczyła buńczucznie. – I jeśli chcesz, żebym się wyniosła szybciej od razu mówię, nie ma mowy.
– Dlaczego z góry zakładasz najgorsze i przyklejasz mi etykietkę zimnego drania, który marzy jedynie o tym, by wyrzucić cię na bruk? – W jego słowach zabrzmiało oskarżenie pomieszane z przykrością.
Nie nabierzesz mnie na takie sztuczki, panie Ferbs, pomyślała Adriana. A niby po co tu jesteś?
– A jakiemu innemu celowi miałaby służyć ta wizyta? – zapytała wojowniczo.
– Nie byłoby mnie tutaj, gdybym wiedział, że ty tu wciąż jesteś. Nie lubię ingerować w niczyją prywatność...
– Akurat – prychnęła z kpiną, wpadając mu w słowo.
­– Próbowałem się z tobą skontaktować. Dzwoniłem dzisiaj kilka razy, ale nikt nie odbierał. Pomyślałem, że już się wyprowadziłaś i przyjechałem. Chciałem zobaczyć dom...
– Po ciemku?
– Liczyłem na to, że jest elektryczność i – powiódł dokoła wzrokiem – nie pomyliłem się. Sam zrobiłbym sobie herbatę, ale skoro zastałem dotychczasową gospodynię uznałem, że nieuprzejmie będzie się szarogęsić, tym bardziej, że zapytałaś czego sobie życzę.
– No, dobra, chyba jednak zrobię ci tę herbatę – Ada opuściła bezradnie ręce i ruszyła w kierunku kuchni – sobie też...
– Od razu lepiej – mruknął z satysfakcją.
– Jesteś bezczelny...
– A ty, nawet jak się złościsz, jesteś śliczna...
Co za głupek, pomyślała Ada, ale nie powiedziała tego, poprzestając na drwiącym prychnięciu.

         Zajął miejsce za kuchennym stołem i w milczeniu obserwował, jak krząta się po kuchni. Postawiła wodę na kuchence. Wyjęła spodki, filiżanki i dzbanek z zaparzaczem.
– Skoro już tu jestem, pozwolisz zadać sobie kilka pytań? – spytał ostrożnie.
Oparła się o blat kuchenny, twarzą zwracając w stronę Davida.
– Pytaj – rzuciła krótko.
– Dokąd się zamierzasz się wyprowadzić?
– Nie rozglądałam się jeszcze za żadnym mieszkaniem, ale coś sobie znajdę. Co cię to właściwie obchodzi? – Zirytowała się i odwróciła.
– Obchodzi. Kupując posiadłość, nie wiedziałem, że ktoś tu mieszka. Dowiedziałem się dopiero po fakcie, kiedy zgłosił się wasz adwokat w celu ustalenia terminu, w jakim dotychczasowi mieszkańcy mają się wyprowadzić.
Zaskoczona Adriana uniosła brwi.
– Nie wiedziałeś, że dom ma lokatora?
– Nie, Adriano, nie wiedziałem. Kupiłem po prostu posiadłość, wystawioną na licytacji, bo mi się spodobała. Opis nie zawierał informacji o lokatorach. Przyznaję, to zaniedbanie z mojej strony, że tego nie sprawdziłem, niestety stało się. Chociaż gdybym wiedział, że jest tu tak urocza lokatorka, być może zażądałbym umieszczenia jej na liście inwentarzowej. – Uśmiechnął się szeroko.
– No, też coś – oburzyła się Ada. – Niewolnikami to handlowano w starożytnym Rzymie. Trochę się zmieniło od tamtych czasów, nie sądzisz?
Spoważniał.
– Masz rację – przyznał – trochę się zmieniło. Po prostu... Mniejsza o to. Pracujesz gdzieś? Czym się zajmujesz?
Ada zalała herbatę wrzątkiem i z trzaskiem odstawiła czajnik na kuchenkę.
– W ogóle nie rozumiem, po co ci te informacje? Kupiłeś dom i ziemię. Sądziłam, że o to chcesz pytać.
– O to też, ale najpierw chcę się dowiedzieć czegoś o tobie.
– Wiesz co?! Jakbym wiedziała, że jesteś taki wścibski to kiedy spytałeś, czy możesz pytać powiedziałbym ci żebyś się wypchał.
Z irytacją i impetem postawiła przed nim filiżankę z herbatą, prawie rozpryskując płyn dookoła.
– Jeśli słodzisz, cukier jest w szafce, tej po prawej. To lokal samoobsługowy. Jak wypijesz, umyj naczynia, tam jest zlew. A potem, dokładnie zamknij za sobą drzwi. Dobranoc.
Odwróciła się na pięcie i pomaszerowała na górę.


Uśmiechnął się do siebie, potem westchnął i poszedł po cukier.


Ok, to teraz słowo wyjaśnienia... Wiem, że czekacie na "Yave", że wisi w powietrzu KiM, ale ja po prostu musiałam się wyrwać z tych swoich nieistniejących światów. Uwielbiam pisać fantastykę, ale czasem potrzebuję się od tego odetchnąć, żeby się nie udusić.
Ten tekst to mój eksperyment. Panicznie boję się osadzania akcji w realnej rzeczywistości. Zawsze obawiam się, że zwyczajnie spapram jakieś istotne szczegóły czy realia, a w przypadku gdy akcja toczy się w świecie, w którym żyjemy na co dzień, nijak nie będę mogła się zasłonić magią, czy inną fantazją (tu będę się zasłaniać fikcją :D).
Ale tak poważnie... Wszystko, co osadzam w normalnym życiu, wydaje mi się potwornie... beznadziejne. Postanowiłam, że na pierwszy rzut spróbuję swoich sił wybierając jako miejsce zwyczajną Polskę, która z przyczyn oczywistych jest mi najbliższa, tak na rozgrzewkę. Jeśli akcja zostanie uwieńczona sukcesem, to może i za granicę się wybiorę. I od razu mówię, że oczywiście będę naciągać mocno naszą tutejszą codzienność, tak jak mi wygodnie. Same ocenicie na ile Wam się mój eksperyment spodoba i czy w ogóle się spodoba.

To jest dopiero początek historyjki i oczywiście będzie ciąg dalszy, jednak kiedy się pojawi, nie wiem. To, co podałam dzisiaj, to taki "zwiastun". Nie wiem, jakie to długie wyjdzie, nie jestem do końca pewna w jakim kierunku pójdzie. Znaczy z grubsza mam wyklarowany pomysł, ale tylko z grubsza i póki co, nawet tytuł nie jest pewny, co w moim pisaniu jest dość nietypowe, bowiem zwykle staruję od tytułu i najczęściej roboczy zostaje na wieki wieków. Naprawdę jak dotąd to może raz mi się zdarzyło, że tytuł uległ zmianie. Jakiś jednak powinien być, więc na razie zostanie właśnie ten - "Jesienny nokturn" i jakkolwiek jest beznadziejny to i tak wstępny był jeszcze gorszy. Zmienię, jeśli wymyślę lepszy ;).
Być może pobawię się tym tekstem na wyjeździe, zobaczymy. Podstawowe złożenie jest takie, żeby było baaardzo zwyczajnie i po ludzku, absolutnie żadnych magicznych sztuczek, nierzeczywistych stworków, nadludzkich talentów, telepatii (w którą kocham wyposażać swoich bohaterów) itp., itd. Ma być zwyczajnie do bólu. A teraz zostawiam Wszystko Waszym opiniom :).

A tu inspiracja muzyczna do tego tekstu :) Nokturn to wprawdzie nie jest, ale kto by tam się przejmował takimi drobiazgami ;)





19 komentarzy:

  1. Jestem pozytywnie zaskoczona :) Lubię Twoje teksty, ale ten jest wyjątkowy :) Zobaczymy co z tego wyjdzie i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę, że jednak pozytywnie :) ale lepiej jednak będzie uzbroić się w cierpliwość :)

      Usuń
  2. Jesienny nokturn brzmi bardzo romantycznie , intrygująco że ma sie ochotę zajrzeć . Z reguły nie lubię wspólczesnej literatury a juz kompletnie zniechęca mnie osadzenie w realiach polskich , Nie to żebym duzo czytala tego typu tekstów ale mam taki uraz nawet nie wiem skad ale ten tekst przeczytałam z przyjemnościa i jestem ciekawa dalszego ciągu życzę udanego weekendu blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z reguły unikam współczesności jak ognia. Myślę, że tu też będzie mocno naciągana, ale jakoś może da się przełknąć bo generalnie stanowi jedynie tło dla historyjki.
      Pozdrawiam i również życzę miłego weekendowego wypoczynku :)

      Usuń
  3. No, no, no! Jestem pod ogromnym wrażeniem! Jaka diametralna odmiana! Jak dziwnie się u Ciebie czyta o budziku i suszeniu włosów! I elektryczności! Łał!
    Ada bombowa, David współczesny dżentelmen. Przynajmniej tak go odebrałam. Nie mogę się doczekać jak to rozwiniesz.

    Pamiętaj, Kasiu, że mimo że jest to rzeczywistość, która nas otacza, to jest to głównie Twoja rzeczywistość. Jeśli postanowisz ulokować Statuę Wolności w Ugandzie, właśnie tam będziemy ją oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie takich wpadek najbardziej się obawiam, że mi tu ktoś wyskoczy z tekstami, że "w życiu nie słyszał o czymś tam, w tym kraju". I że co gorsza będzie miał rację, bo jednak ja jestem człowiekiem nieco od rzeczywistości oderwanym. Ale jak nie spróbuję to się nie dowiem, czy potrafię...
      David to przede wszystkim jest facet, oczywiście z mojego punktu postrzegania facetów, za który to punkt pewnie niejeden rzeczywisty facet przeciągnąłby mnie pod kilem :P

      Chyba powinnam dziękować opatrzności, że moich tekstów jednak nie czytują faceci :D

      Hehehe... ja się też nie mogę doczekać jak to rozwinę, ale generalnie uważam że to będzie baaardzo blogowy tekścik :) Obiecuję nie przenosić Statuy do Ugandy. Obawiam się, że Nowojorczycy mogliby mi mieć za złe ;)

      Usuń
    2. Ale to jest prywatne prawo pisarza. Ty tu rządzisz! A jeśli komuś to nie będzie odpowiadało, że w środku Warszawy wyrośnie krzywa wieża, albo przespaceruje się tygrys, to niech sobie przeczyta przewodnik po mieście, a nie powieść!

      Mój mąż (kiedy jeszcze mi sprawdzał teksty) zawsze zaczynał od słów: żaden facet w życiu by się tak nie zachował/tak nie powiedział, ty nic nie wiesz o facetach! itd. Także wiem co masz na myśli :D

      Jestem pod gigantycznym wrażeniem Twojej wszechstronności. Każde opowiadanie jest o czymś zupełnie innym, dzieje się gdzieś indziej i ma zupełnie różne poziomy powagi, że tak to ujmę. Serwujesz nam wszystko. Od tragedii, horroru i rzezi po słodkie romansidła. Pełna amplituda.
      I wydaje mi się, że nikogo tu nie odstraszysz jak napiszesz blogowy tekścik ;)

      Usuń
  4. Jeszcze o piosence zapomniałam wspomnieć. Francuskiego nie znam ani słowa poza dzień dobry, ale teledysk pasuje perfekcyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja cię "hejtę" Kajjka,
    Weźże nie rób se siary i popraw ten nokrutn na okładce na nokturn :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahaha! Dobre :D Oglądałam ją z każdej strony i nie zauważyłam :D To najlepiej świadczy jakie mam oko do literówek...

      Usuń
    2. O żesz :P! Nikki co do literówek to możemy sobie rękę podać :D. Zaraz to zmienię ;)

      Usuń
  6. Nikki, tak dla ścisłości to horroru jeszcze nie serwowałam :P. Ale mam jeden w przygotowaniu, może nawet dwa dałyby się podpiąć pod ten gatunek, kiedyś pewnie tu trafią ;) Ja tu broń boże nie chcę nikogo odstraszać. Liczę, że mimo wszystko skusi się więcej osób, choćby cichcem. Kolega stwierdził że moja metoda na zwiększanie frekwencji to: "Sex, sex i nadzieja na sex :D". Postanowiłam wziąć sobie do serca i odrobinę poderotyzować bloga :P. Tak, że w nowym opowiadaniu "sex, sex..." tak to na pewno nie będzie, ale "nadzieję na sex :D" możecie mieć ;)

    Też nie znam francuskiego, ale mnie nastraja głównie linia melodyczna, w drugiej kolejności wizja, zaś tekst kompletnie nie ma znaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jak kto widzi horror. Jak dla mnie zaserwowałaś go Dellanowi i Razie! :P
      Coś jest na rzeczy z tym sekszeniem (nie wiem czy jest takie słowo) w powieściach... E.L. James zarobiła za zeszły rok dziesięć razy więcej milionów niż S. King, więc odpowiedź nasuwa nam się sama. A Tyś zdolna bestyja więc karierę wróżę murowaną ;)
      Bardzo mnie zaciekawiłaś taką totalną zmianą. Początkowo starałam się wyłapać który to może być wiek, ale po tym jak się wkradło słówko "obciachowo", to sobie myślę: co jest grane?! Nie da się u Ciebie nudzić, oj nie da!

      Usuń
    2. Skoro tak mówisz... miliony kuszą, będzie od teraz od czasu do czasu trochę seksowania, a co tam ;).
      Nikki, Dellan i Raza, dostali na co sobie zapracowali - dożywotnią traumę. W przypadku Dellana nieco osłodzoną, bo przecież dzieci będzie widywał, a Raza... zakładam, że Torca, który ma poważny problem z dotrzymywaniem obietnic i tym razem się pomylił, mówiąc "nigdy" ;)

      Usuń
  7. Ano, ja gapiłam się w okładka jak sroka w gnat z 5 minut zanim zajarzyłam, co w niej nie ta
    Z wyglądu słowa nie poznawałam, dopiero jak popatrzyłam na tytuł pisany w tekście to w końcu zobaczyłam, co zgrzyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam, Drogą Autorkę :)
    Przyznaję się bez bicia, że szybko "przeleciałam"okładkę i tej literówki nie zauważyłam :(.Bardziej skupiłam się na koniu, niż na napisie ;) Brawo dla Karo za spostrzegawczość ;).
    Ale chciałam pisać o tekście ;). Bardzo mi się podoba Kajjka w wydaniu krajowym i współczesnym :). Według mnie fajnie w tym fragmencie zarysowałaś historię, mamy dwójkę bohaterów, co pozwala wysnuwać pewne wnioski ;). W tym wstępie brakuje mi tylko jednego: lokalizacji. Nie jest to jakimś poważnym mankamentem, ale w moim odczuciu nieco odrealnia historię, która z założenia (o ile się nie mylę) ma być prawdopodobna ;)
    Jak uda mi się, to przed wyjazdem przeczytam następny fragment i coś naskrobię ;)

    Pisz, pisz koniecznie, czy to fantastycznie, czy realistycznie. Czytelników Ci nigdy nie zbraknie :)

    Pozdrawiam i buziaki zostawiam,
    Soul :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O żesz ty… Wow! No Kasiu udowadniasz, że jesteś wszechstronnie uzdolniona, nie ma znaczenia czy akcja jest osadzona w fantastycznym czy realistycznym świecie. Trzeba próbować, a najważniejsze to się odważyć na coś nowego. Zaintrygowałaś mnie Kasiu!
    Twoje opisy są fantastyczne, takie realistyczne, że można wszystko sobie ze szczegółami wyobrazić, cudownie. Jestem bardzo ciekawa jak to dalej poprowadzisz… już nie mogę się doczekać, co tam masz dla nas w zanadrzu!?
    … Nadzieja na sex … moim zdaniem to lepsza metoda na podniesienie frekwencji niż sam sex! :P :D
    Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia… i pieniądze!
    Lena

    OdpowiedzUsuń
  10. Soul, teraz już wiem, po co mi ten koń był tam potrzebny, a trochę się ze szukałam takiego, co by mi pasował ;) Masz rację, co do lokacji... Konkretna lokacja jednak wymusza trzymanie się ich przynajmniej częściowo i tego się chyba boję, że nie ogarnę. Nie mniej zgadzam się, bo mnie też tego tu brakuje i chyba dlatego konkretne miejsca i miasta się pojawią. Wiocha też już ma swoją nazwę choć jeszcze jej w tekście nie wymieniłam. W dalszym ciągu padną też jakieś wskazówki, co do miast, regionów. Mocno enigmatyczne pewnie, ale mam świadomość, że są potrzebne, bo bez tego realizm diabli wezmą :)

    Leno, sama jeszcze do końca nie wiem jak to poprowadzę, chociaż mniej więcej połowę mam już spisaną. Myślę, jednak, że ogólnie nie odbiegnie od moich własnych standardów. Czy to w realnym czy w wymyślonym świecie zwykle moje historie kręcą się wokół spraw babsko-męskich. Temperaturę w każdym razie przewiduję tu trochę zmienną. Zobaczymy jak to wyjdzie.

    Niezależnie od tego jak niewiele warta z punktu widzenia literackiego jest ta historyjka bardzo mnie motywujecie i bardzo Wam za to dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O i już mi się bardzo podoba. Opowiadanie czyta się lekko z uśmiechem na twarzy. Temperament bohaterki bardzo mi się podoba nareszcie kobieta która potrafi "fuknąć". Pozdrawiam Iwona

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.