WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

20.06.2014

Yave cz.14

Moi drodzy Czytelnicy, witam po krótkiej przerwie... Na dzisiaj Yave. Wprawdzie nie w samo południe, ale mam nadzieję, że i tak czekający się ucieszą. Ja z kolei mam nadzieję, że od poniedziałku wpadnę już w stały rytm. I to tyle zbędnego gadania ;).

poprzedni fragment


     Rok drugi... Nammas... początek lata...

     Palce nerwowo bębniły o blat stołu. Arut rzucił niechętne spojrzenie na pismo, leżące obok dłoni, opatrzone królewskimi pieczęciami.
     Lato dopiero się zaczęło, ale dni już były upalne. Gorące powietrze wpadało przez szeroko otwarte okno wychodzące na sad. Z daleka dobiegał wesoły śmiech dzieci. Mężczyzna westchnął ciężko, odsunął od siebie list i podszedł do okna.
Pomiędzy jabłoniami migały kolorowe sukienki córek. 

     Uśmiechnął się do siebie. Kobieca dłoń wsunęła się pod jego ramię.
     – Trudno uwierzyć, że są już takie... dorosłe – Uśmiechnęła się Illith.
     – Dzieci jeszcze... – mruknął, nakrywając dłoń żony własną.
     Illit uniosła brwi.
     – Zobaczysz, ani się obejrzymy, a trzeba nam będzie za mąż je wydawać. Tylko patrzeć, jak Melta się ożeni i wnuków się doczekamy...
     Arut drgnął i bezwiednie zacisnął palce na dłoni kobiety.
     – Nieprędko znów go zobaczymy, prawda? – ciągnęła ona, nie zwróciwszy uwagi na gest męża.
     – Świszczypała – warknął Arut przez zaciśnięte zęby. – Gdzie takiemu do żeniaczki?
     – Swoje lata już ma – dowodziła Illith. – Niechby tylko do domu zjechał, znalazłaby się tu panna dla niego.
     Teraz spojrzał na żonę z rozbawieniem.
     – Można by pomyśleć, moja droga, że masz już dla niego kandydatkę.
     Illith uśmiechnęła się pobłażliwie i westchnęła lekko.
     – Tak tylko gadam – wzruszyła ramionami – sam sobie pewnie jakąś dworską pannę wynajdzie. Wiejskie dziewczyny to dla rycerza tylko zabawki.
     – Illith? – Arut zmarszczył brwi, a ona odsunęła się od męża.
     – Uker przyjechał, z tobą chce się widzieć. I jest z nim Yave...
     – Kochanie...
     Ale ona spojrzała na niego z powagą.
     – Mój drogi, ja też nie jestem ślepa. I także umiem liczyć. Piwa wam zaraz każę podać, bo gorąco dzisiaj.

     Mężczyzna westchnął tylko ciężko, gdy kobieta odeszła. Przetarł dłońmi twarz.
     Gdyby dziewczyna zwróciła się do niego, poprosiła o pomoc... A tak, miał związane ręce.

***
     Sporo trudu kosztowało Ukera wyciągnięcie Yave z domu. Najchętniej zaszyłaby się w lesie z dala od ludzi i w ogóle nie opuszczała zagrody. Było jej tam dobrze. Nikt nie patrzył, nie szeptał za plecami. W każdym razie, trzymając się z dala od osady ani tego nie widziała, ani nie musiała słuchać. Wykręcała się więc za każdym razem, gdy jechał na targ i nawet do matki nie pozwalała się zabrać.
     Tillemi i Gedor od czasu do czasu zaglądali do nich i to był cały kontakt ze światem, jaki utrzymywała Yave.
     Tym razem Uker się uparł, twierdząc, że zdziczeje do cna w lesie, a i małego, któremu już na czwarty miesiąc szło, trzeba przyzwyczajać do ludzi.

     Handel sarniną, jeleniną i skórami był głównym źródłem dochodu Ukera. Wybierał się do Aruta, mieli ustalić dostawy dziczyzny i postanowił zabrać ze sobą żonę. Nie ustąpił, choć Yave podnosiła całe mnóstwo argumentów, poczynając od tego, że dziecko malutkie jeszcze, a kończąc na obowiązku wydojenia dwóch kóz.
     – Kozy dojone rano, a przed wieczorem będziemy w domu. Nic im nie będzie. A tobie trochę czasu między ludźmi dobrze zrobi. Jak zechcesz to zostaniesz u matki i zabiorę cię, jak będę wracał, ale tu sama cały dzień... Zapomnisz w końcu gadać po ludzku, Yave.
     – Dobrze wiesz, dlaczego się między ludzi nie pcham – mruknęła naburmuszona.
     – Skarbie – przyciągnął ją do siebie – nic skuteczniej nie ucina ludzkiego gadania niż podniesione czoło i pogodna twarz. Nic skuteczniej go nie napędza, niż chowanie się przed ludzkim wzrokiem. Jedziesz ze mną i już. Przygotuj, co tam ci potrzeba dla Ireda, ja idę zaprzęgać...

     Dzień był upalny, ale droga w cieniu drzew minęła szybko i... w ciszy. Kobieta siedziała obok męża na koźle, ze śpiącym smacznie dzieckiem w ramionach. Uker zerkał na nią kątem oka i uśmiechał się pod wąsem.
      Ogarnął ją ramieniem.
     – Nie martw się, kochana. Nikomu nie dam złego słowa powiedzieć na moją żonę, ani o synu plotkować.
     Ale kiedy chciał skręcić z głównej drogi do domu Tillemi, powstrzymała go.
     – Jadę z tobą – oświadczyła stanowczo.
     – Ale ja...
     – Wiem do kogo jedziesz – potrząsnęła głową. – Masz rację, muszę temu stawić czoła. Muszę się przyzwyczaić. Nie mogę się całe życie chować w lesie.

***
     – Mamo! Mamo!
     
     Illith odwróciła się z chochlą w garści. Nie musiała sama gotować, ale lubiła to robić i często osobiście doglądała to przygotowywania posiłków, to przygotowywania przetworów na zimę.
     – A czegóż to wrzeszczycie, kozy jedne, jakby się co paliło?
     Dwie podniecone czymś dziewczynki podskakiwały wkoło niej. Młodsza próbowała wsadzić palec w konfiturę. Matka powstrzymała ją w ostatniej chwili.
     – Gorące! Oparzysz się! Co się stało? Czemu krzyczycie?
     – Uker przyjechał, do taty. I jest z nim Yave, i przywieźli tego malutkiego synka! Chodź zobacz, mamo! Jest taki śliczny i śpi, i nic w ogóle mu nie przeszkadza, że hałas dookoła. – Mayah tryskała ekscytacją.

     Illith odłożyła chochlę otarła dłonie o fartuch.
     – Gdzie Ellay?
     – Została z nimi, bo czekają przed domem. Nie chcieli wchodzić, a Ellay, kazała iść po ciebie.
     – Dobrze, chodźmy – zakomenderowała matka. – Tylko cicho mi bądźcie, bo uszu natrę. Nie wolno wrzeszczeć nad malutkim dzieckiem.
     Dziewczynki chichocząc podreptały za matką.

     Uker pomagał zsiąść żonie z wozu, gdy Illith stanęła w progu. Uśmiechnęła się radośnie na widok gości.

     – Witaj, Ukerze – skinęła głową mężczyźnie i wyciągnęła ramiona do Yave. – Yave, dziecko drogie, cieszę się, że cię widzę. – Objęła przyjaźnie młodą kobietę. – Ukerze, mąż mój w domu, idź do niego, bo pewnie masz jakąś sprawę.
     – Wolałbym tu poczekać, niewiele czasu zajmę.
     – O już, już – prychnęła Illith – tak zaraz was nie puszczę. Twoja żona i ja, też mamy swoje sprawy. Zaraz powiem mężowi, że czekasz, a Yave zabieram ze sobą i bez dyskusji – dorzuciła stanowczo, widząc, że ta chce zaprotestować. – W domu trochę chłodniej, dziecko przewiniesz, nakarmisz. Idziemy.
     Delikatnie popchnęła Yave przed sobą, a za nimi podążyły rozradowane dziewczynki.
     W sieni zwróciła się do najstarszej córki:
     – Zabierz Yave do jadalnej, ja zawiadomię ojca, że Uker czeka i zaraz do was przyjdę...

     W obszernej, jasnej izbie panował przyjemny chłód, dający odczuwalną ulgę wobec panującego na zewnątrz letniego skwaru. Cztery córki Illith nie odstępowały Yave na krok.
     Mały obudził się i zaczął się wiercić. Z pewnością trzeba było go przewinąć, jak sugerowała gospodyni. Yave rozejrzała się bezradnie, szukając miejsca, żeby bezpiecznie położyć malucha. Jasnowłosa Ellay postawiła koszyk z rzeczami Yave na miękko wyściełanej sofce i z radosnym uśmiechem wyciągnęła ku niej ręce.

     – Daj mi go, potrzymam... Mayah biegnij po jakiś pled, położymy na stole, żeby twardo nie było – pogoniła siostrę. – Najlepiej ten z zamorskiej wełny, co go Melta przywiózł zeszłego roku! – zawołała jeszcze nim tamta zniknęła za drzwiami.
     Z przejęciem trzymała w ramionach wiercącego się coraz niespokojniej malucha, podczas gdy jego matka szukała w koszyku zabranych na zmianę pieluszek. Chwilę później wpadła Mayah z pledem i rozłożyła go na stole.
     Yave podziękowała uśmiechem, odbierając Ireda od nie kryjącej rozczarowania Ellay. Położyła małego na stole i rozwinęła go z pieluszki. Niemowlak z radością wierzgał swobodnymi nóżkami. 

     Rozchichotane dziewczynki nachyliły się nad nim. Każda chciała go dotknąć.
     – Mamo! Zobacz! Trzyma mnie za palec! – zawołała uradowana Mayah. – I nie chce mnie puścić! Lubi mnie! – Dziewczynka wolną ręką delikatnie połaskotała niemowlęcy brzuszek. Malec roześmiał się na głos.
     – Pierwszy raz głośno się śmieje – powiedziała Yave – dotąd tylko się uśmiechał.
     – Śmiech takiego malca jest bezcenny. – Illith uśmiechnęła się do młodej matki.
     – To ja, ja! Ja go rozśmieszyłam! – Podskakiwała dumna z siebie Mayah. – Wy nie umiecie! – Puchnąc z dumy spojrzała z góry na siostry. Dwie młodsze miały wyraźnie niezadowolone miny.
     – Bo ty się wszędzie pchasz pierwsza – podsumowała Ellay i wywróciła oczyma.
     – Dziewczynki, dosyć tych zbytków, Yave musi nakarmić dziecko i potrzebuje do tego odrobinę spokoju. Zmykajcie mi stąd. Ellay, zabierz siostry do ogrodu. No, już...

     Kiedy roześmiana gromadka opuściła wreszcie izbę, zrobiło się cicho. Aż nazbyt cicho.
Illith usiadła obok karmiącej kobiety i z czułością spoglądała na malca łapczywie ssącego pierś.
     – To śliczny chłopczyk, Yave. Jest... – zawahała się, westchnęła i po chwili powtórzyła tylko:
     – Jest śliczny. Wiesz, co? – Podniosła się nagle. – Dam ci coś...
     – Ale mnie nie trzeba...
     – Nie odmawiaj. To dla małego. Przyda się zobaczysz.

     Odeszła, a Yave odetchnęła ciężko i odsunęła śpiące dziecko, wolną ręką poprawiła ubranie. Czuła się trochę nieswojo. Illith nie napomknęła nawet słowem, ale młoda kobieta była przekonana, że ona wie. Ona i jej mąż, Arut, też. Choć oboje zachowywali dyskrecję i dystans, nie czyniąc żadnych aluzji i szanując jej wolę, by ojcem pozostał Uker.

     Illith wróciła z puchowym becikiem.
     – Dotknij tylko jaki mięciutki – podsunęła go Yave – mały całą zimę będzie miał cieplutko. Nie zmarzną mu ani nóżki, ani rączki. To doskonały, gęsi puch.
     – Pani Illith, naprawdę... Uker doskonale dba o wszystko. Niczego nam nie brak.
     – Uker to dobry człowiek – powiedziała, siadając obok. – Dobrego męża wybrałaś, Yave, dobrego. – Zamilkła na chwilę i znów zawiesiła wzrok na dziecku, śpiącym w ramionach matki. – Ale becik musisz wziąć – uśmiechnęła się – nie ustąpię.

     Yave odpowiedziała nieśmiałym uśmiechem.
     – Wezmę, pani Illith. Dziękuję...

następny fragment


Na dziś tyle, więcej będzie... jak będzie ;). Wolę nic nie obiecywać, ale będę się starała czas oczekiwania skrócić maksymalnie...

5 komentarzy:

  1. Ale miła niespodzianka :) Strasznie się stęskniłam za Yave.
    Nie obiecuj, bo my mamy dobrą pamięć i później Cię zagdaczemy :) Wypatrzyłam po drodze kilka literówek, więc należy podziękować, bo to znaczy, że się spieszyłaś z publikacją :) Małżeńska sielanka trwa. Rozdział niby o niczym, a jednak wyczuwamy nadchodzące kłopoty. Skoro obydwoje rodzice Melty od razu rozpoznali w dzieciaku wnuka, a jego siostry z miejsca się w nim zakochały, to nie ma siły, żeby Melta przeszedł obojętnie... Bardzo mnie intryguje jak to rozegrasz tak więc czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
    Brakuje mi trochę tego rogatego charakterku Yave z pierwszych rozdziałów, ale chyba została skutecznie przytłoczona przez los. Może nie tyle przytłoczona co rozbita. Stara Yave by się nie bała gadających ludzi, ale ustatkowana matka ma już inne podejście do życia.
    W każdym razie dziękuję za tak miły rozdział :) Rozkosz sobie Ciebie poczytać zwłaszcza po przerwie :)
    Miłego wieczoru!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki rozdział o dniu powszednim ;).
      Arut rozpoznał wnuka w Iredzie, natomiast Illith, jest po prostu bystrą obserwatorką i... umie liczyć ;). To jej wystarczyło, by domyśliła się prawdy. Nie jest biologiczną matką Melty.
      Tak sobie myślę, że może jako następną z "Dzikich łabędzi" odkurzę historię Illith i Aruta.
      Pożyjemy zobaczymy... :)

      Usuń
  2. Połowiłam trochę te literówki... Faktycznie było ich trochę, mam nadzieję, że większość dopadłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za kolejny fragment rzeczywiście wygląda to jak cisza przed burzą spokojnie i słodko Bardzo jestem ciekawa co było w liście bo zachowanie Aruta wskazuje na klopoty dzięki blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tę uwagę o liście Blanko, bo często jest tak, że zapominam o czymś co dla mnie jest oczywiste i jasne. I właśnie zdałam sobie sprawę, że nigdzie nie wyjaśniłam kwestii tego pisma. Jakoś będę musiała z tego teraz wybrnąć...
      Dla mnie oznacza to trochę główkowania, dla Was pewnie dłuższe oczekiwanie, ale coś z tym zrobić muszę... i zrobię :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.