Zakładam, że wszyscy są w temacie i wiedzą, o co chodzi dlatego wstępu dzisiaj nie będzie. Gdyby jednak ktoś wpadł znienacka i czuł się nie wtajemniczony, w indeksie są podlinkowane wszystkie dotąd opublikowane części "Yave". Można też skorzystać z etykietek.
– O... oczywiście – wybąkała, odzyskawszy głos. – Wejdźcie, proszę...
Gość wkroczył do środka pewnym krokiem. Zbliżył się do stołu
i postawił na nim duży, wyraźnie ciężki kosz.
– Moja żona przysyła to dla ciebie.
Yave pomyślała tylko, że przy całej życzliwości, jaką zawsze
okazywała jej Illith, z tym można było posłać sługę. Z całą pewnością, nie
podarunki były powodem tej niespodziewanej wizyty i zachodziła w głowę,
próbując dociec prawdziwej jej przyczyny.
– Pani Illith, jak zawsze łaskawa dla mnie wielce – powiedziała
ostrożnie i dygnęła w podziękowaniu. – Przekażcie, panie, ode mnie wdzięczne
słowa swej małżonce. Zechciejcie usiąść. – Wskazała miejsce za stołem.
Arut rozgościł się chętnie, dyskretnie rozglądając dookoła.
W izbie panował idealny porządek i było nieskazitelnie
czysto. Cynowe i miedziane naczynia lśniły niczym lusterka, podłoga zamieciona,
stół wyszorowany do białości, a w maleńkich okienkach zawieszono ręcznie
robione, koronkowe firaneczki.
– Widzę, że radzisz sobie doskonale, moja droga.
– Mój brat zagląda tu często i pomaga mi. Czasem przychodzi
też matka. Zechcesz napić się piwa, naczelniku? Wczoraj Gedor przywiózł świeże.
– Z przyjemnością – uśmiechnął się pod wąsem – dzień dzisiaj
ciepły, piwo dobre będzie na ochłodę.
Kiedy Arut wszedł mały siedział na podłodze pośrodku izby i
ustawiał jeden na drugim drewniane klocki. Teraz porzucił zabawę, wstał i przyglądał
się przybyłemu.
Arut widział go kilka razy, gdy Yave z Ukerem zajeżdżała do
wsi, wątpliwe jednak było, by dziecko mogło pamiętać jego. Nigdy nie dotąd nie
wziął go na ręce, nawet wtedy, gdy bywali w jego domu. Zawsze obserwował tylko
dyskretnie, nie chcąc nikogo krępować nadmiernym zainteresowaniem.
Sięgnął do stojącego na stole kosza i wyjął miodowe ciastko.
– Lubisz ciasteczka, Iredzie? – Wyciągnął ku dziecku rękę z
łakociem.
Mały sięgnął łapką, chwycił ciastko i natychmiast wpakował
do buzi. Starszy mężczyzna uśmiechnął się, pod wąsem.
– Chodź do mnie – poklepał zachęcająco kolano – to
dostaniesz więcej.
Chłopczyk, podszedł śmiało i bezceremonialnie zaczął
wdrapywać się na kolana mężczyzny. Ten podniósł go ze śmiechem i posadził
wygodnie, podając następne ciastko.
– Przyniosę piwo – bąknęła, obserwująca scenkę Yave.
Ogarnął ją jakiś dziwny niepokój. Wyszła do komory,
pozostawiając na chwilę synka pod opieką naczelnika. Nie podobał się jej
sposób, w jaki Arut spoglądał na jej syna.
Zdawała sobie sprawę, że ludzie nie wierzą w ojcostwo Ukera.
Ired był jego absolutnym zaprzeczeniem.
Podobny jak dwie krople wody do naturalnego ojca, był żywym
oskarżeniem i dowodem jego winy. Dlaczego naczelnik osobiście tu przyszedł? Nie łudziła się, że Arut nie żywi żadnych podejrzeń, może nawet miał pewność. Nie ma już Ukera, który był jej schronieniem, a Ired jest przecież wnukiem Aruta...
Czy w takim razie teraz, kiedy brakło opieki męża, będzie chciał odebrać jej dziecko, by przywrócić dobre imię swojemu synowi?
Czy w takim razie teraz, kiedy brakło opieki męża, będzie chciał odebrać jej dziecko, by przywrócić dobre imię swojemu synowi?
Niespokojna i pełna najróżniejszych obaw wróciła do izby z
dzbanem piwa i kruchymi rogalikami, nadziewanymi słodkim serem, które piekła wczoraj.
Postawiła dzban i koszyk z pieczywem na stole przed gościem. Mały, którego
mężczyzna podrzucał na kolanach, śmiał się głośno.
– Jaki się zrobił ciężki – stwierdził pogodnie naczelnik. –
Pamiętam, kiedy się urodził, jakby to było ledwie wczoraj, a tu popatrz tylko,
jak ładnie wyrósł.
– Ma już półtora roku – odparła, siląc się na spokojny, obojętny ton i usiadła naprzeciw swego
gościa.
– No tak – westchnął ów – czas szybko płynie... Ani się
obejrzymy, jak będzie z niego mężczyzna.
– Na to, mimo wszystko, trochę jeszcze przyjdzie poczekać.
Co tak naprawdę cię do mnie sprowadza, panie? – Wypaliła nie, mogąc już dłużej
znieść niepewności.
Arut zakłopotał się nieco.
– Cóż... – przeczesał dłonią szpakowate włosy – jako
naczelnik... Widzisz... Ty i twój syn należycie do dziedziny, za którą jestem
odpowiedzialny. Martwię się trochę o ciebie, o was... Młoda niewiasta, małe
dziecko. Różnie się zdarza, a ty tu sama, z dala od wioski i ludzi.
– Brat mój troszczy się o mnie i pomaga, gdy potrzebuję
męskiej pomocy.
– Co nie zmienia faktu, że na co dzień tu jesteś sama. Nie
powinno tak być. A jeśli coś nagle się stanie? Co zrobisz?
– Sam rzekłeś, że dobrze sobie radzę. – Yave ściągnęła brwi.
– Oczywiście, rzekłbym nawet, że doskonale. Ale póki śniegi
nie spadną i drogi nie zasypią.
– Poradzę sobie i zimą. Tu drewna na opał nie brak.
– Yave, ja wiem, że jesteś twarda i nie poddajesz się. Ale
wiem też, że samotnej dziewczynie nie jest łatwo. Duma nie pozwala ci prosić o
pomoc. Ale zważ, że nie tylko o swój byt musisz się troszczyć. Nie możesz być
dziecku i matką, i ojcem równocześnie...
– A dlaczego to troszczysz się o los obcej ci kobiety i jej
dziecka, naczelniku? – Przerwała mu pytaniem, mrużąc oczy, nie odrywając wzroku
od twarzy starszego mężczyzny.
Arut westchnął.
– Chodź, usiądź tutaj, przy mnie – powiedział. – Usiądź
proszę – powtórzył, widząc że się waha.
Posłuchała w końcu i przysiadła obok, a on ujął jej dłoń i
ścisnął.
– Moje dziecko, wiele już zim dźwigam na karku. Dość wiele,
by dostrzec, to czego nikomu nie chcesz powiedzieć.
Zagryzła wargi. Więc jednak wie.
– Uker ci powiedział, tak? – zapytała cicho.
– Nie, nie powiedział. Nigdy nie wymienił imienia Melty. Nie
musiał. Pamiętam, jak tamtego lata mój syn wodził za tobą oczyma, chociaż jemu się
zdawało, że nie widzi nikt. Przyznaję, nie upominałem go, bo nie spodziewałem
się po nim takiej beztroski. Umiem jednak liczyć moja droga. Sam jestem ojcem, lekarzem
i znam się trochę na tych sprawach. Poza tym, gdybym jeszcze miał jakieś
wątpliwości... – Uśmiechnął się, patrząc na chłopczyka, który tymczasem zasnął
na jego kolanach. – On, z dnia na dzień, coraz bardziej jest podobny do swojego
ojca.
Yave zabrała rękę.
– Nie oddam dziecka – powiedział twardo.
Arut skrzywił się zirytowany.
– Jak możesz sądzić, że chcę ci je odebrać? Jesteś jego
matką. Nie po to tu przyszedłem, by was rozdzielić.
– Po cóż więc?
– Mój syn uwiódł dziewczynę i porzucił brzemienną. Dom okrył
hańbą. Pozwól choć w części tę hańbę zetrzeć. Zamieszkaj z nami Yave. – Patrzył
na nią ciepło i życzliwie.
– To... – Wciągnęła głęboko powietrze, zaskoczona propozycją
Aruta. – To niemożliwe. Niemożliwe.
– Dlaczego? Byłabyś pod moją opieką. Nie dopuszczę, by cię
obmawiano, by was, ciebie czy jego – wskazał wzrokiem uśpione dziecko –
spotkała jakakolwiek krzywda.
Z uporem potrząsnęła głową.
– I ja nie chcę niczyjej krzywdy. Zgadzając się
przyznałabym, że dziecko jest Melty i okryła go niesławą.
– Mój syn sam jest sobie winien – żachnął się gniewnie Arut.
– Osobiście bym go wybatożył, gdyby tu był!
– Nie – potrząsnęła głową – nie wiń go, proszę. O niczym nie
wie.
– Jak to... nie wie?
Dziewczyna zwiesiła głowę, niczym winowajca żeby ukryć cisnące
się do oczu łzy. Nie chciała, by mężczyzna je zauważył. Chwilę strawiła na
opanowaniu zaciskającego się gardła. Nie chciała żeby głos jej drżał.
– Kiedy wyjeżdżał nie wiedział, że spodziewam się dziecka.
Nie powiedziałam mu – wyznała wreszcie.
Wprawiła, tymi słowami, swego gościa w osłupienie i
konsternację
– Nie powiedziałaś?! Dlaczego, Yave?!
– Chciałam, ale... bałam się, że wpadnie w złość. Mówił, że
nie może się obarczać żoną.
– A cóż to za wymówka?! – Teraz mężczyzna wpadł w gniew. – Skoro
tak, nie trzeba mu było dziewcząt niewinnych uwodzić!
– Może gdym ja nie była taką głupią gąską...
– O, nie. Nie broń go, dziecko. Melta starszy jest od
ciebie. Dość starszy, by mieć rozumu za was dwoje. To mój jedyny syn, wiem, ale
nie znajduję usprawiedliwienia dla takiej beztroski. Żadnego. Dlatego tym
bardziej proszę, byś zgodziła się na moją propozycję. O chwili jego narodzin – spojrzał na chłopca – wiedziałem,
że Ired to mój wnuk. Nikt nie musiał mi tego mówić. Nie wtrącałem się, gdy żył
Uker, lecz wszystko się zmieniło. Teraz jesteś sama...
– Jestem wdową po Ukerze, Naczelniku – powiedziała twardo. – Ja wiem... – chwyciła
jego dłoń i ucałowała z szacunkiem – wy serce macie szlachetne i nie chcecie dla
mnie źle. Zrozumcie mnie jednak. Jestem to winna Ukerowi, żeby zostać tutaj i
żeby Ired pozostał jego synem.
Arutowi nie łatwo było pogodzić się z takim stanowiskiem,
ale nie chciał przeprowadzać swoich zamiarów przemocą, ani wbrew woli kobiety.
– Jesteś pewna? Przemyśl to sobie dobrze, Yave. Jedno moje
słowo starczy, by ściągnąć Meltę. Król nie odmówiłby mi. Teraz znów jesteś
wolna. Musiałby ożenić się i uznać syna...
– Sam rzekłeś... musiałby. Nie znaczy to, że by chciał. Nie,
Naczelniku, ja nie chcę niczyjej litości, niczyjej łaski. Los nas rozdzielił.
Skoro stało się, niech tak zostanie. Do wsi nie wrócę. Ludzie i tak plotkują.
Mówicie, że dziecko podobne do ojca...
– Jak dwie krople wody. Pamiętam Meltę w jego wieku...
– Tym bardziej nie wrócę. Im mniej będzie kłuć ludzkie oczy
tym podobieństwem, tym więcej naszego spokoju... I waszego też.
Arut westchnął ciężko.
– Nie przymuszę cię przemocą, moje dziecko. Ale powtórzę,
przemyśl rzecz. A gdybyś zmieniła zdanie, pamiętaj, że w moim domu zawsze jest
dla was miejsce.
– Dziękuję. Zawsze pamiętam życzliwość, jaką mi okazujecie,
ty panie i twoja małżonka.
– Zezwolisz, bym czasem zajrzał, tu do was?
– Kiedy tylko wam wola. To wasz wnuk. Wy nie odbieracie mi
go. Jakże mogę wam bronić go zobaczyć?
– Między ludzi też czasem wyjdź. Obmowy się nie lękaj. Dość
jeszcze tu mojej władzy, by kąśliwe języki poucinać. Zachodź do nas czasem.
Moja żona kupowała twoje hafty i koronki. Nadal chętnie kupi, a tobie każdy
grosz się przyda. Przyjdziesz?
– Przyjdę – obiecała.
Arut podniósł w ramionach śpiącego Ireda, z czułością
ucałował główkę małego i podał dziecko matce.
– Dbaj o niego i na siebie uważaj. Nie lękaj się. Twoja
tajemnica jest bezpieczna. Może masz rację. Zostawmy to losowi. Czas pokaże jak
będzie.
Pocałował ją w czoło.
Kobieta zaniosła śpiące dziecko do drugiej izby. Potem
wyszła przed dom, odprowadzając swego gościa.
Arut z ciężkim sercem odwiązał lejce i usiadł na koźle niewielkiego, dwukołowego wozu.
Arut z ciężkim sercem odwiązał lejce i usiadł na koźle niewielkiego, dwukołowego wozu.
– Obiecaj, że przemyślisz, co ci mówiłem, Yave. – Poprosił
jeszcze raz.
Skinęła głową, ale w oczach palił się zacięty upór. Objęła
się ramionami. Mężczyzna uśmiechnął się do niej ciepło, choć widział, że marne
są szanse, by ona zmieniła zdanie.
– Dbaj o was oboje. O siebie i o małego... Córko.
Zacisnęła usta, ale po chwili odpowiedziała spokojnie:
– Do zobaczenia, naczelniku.
Zawrócił wóz i cmoknął na konia i strzelił lekko lejcami po
zadzie. Yave stała w progu i obserwowała jego przygarbioną sylwetkę, póki ta
nie znikła za najbliższym zakrętem. Potem weszła do domu, starannie zamknęła za
sobą drzwi, oparła się o nie i ukryła twarz w dłoniach...
I na razie tyle... A tymczasem zabieram się strugać nowy obrazek. Do czego? Już nie długo się dowiecie ;) Nie wykluczone zresztą, że obrazki (tak jest ich więcej i każdy do innego tekstu) pokażę wcześniej w ramach zapowiedzi nowości ;)

Los ( czytaj Kajjka :) ) nie oszczędza Yave. Może znajdzie się jakiś wioskowy kawaler zainteresowany młodą wdową. Wątpię by Arut potrafił nie wygadać się przed synem. " Dla dobra " wnuka pewnie mu się wymsknie. Mam nadzieję, że Yave będzie twarda i nie da się przestawiać po kątach. A Melta musi trochę pocierpieć. Nie ma że boli. Trzymam kciuki za Yave - twardzielkę. Jak to mówi jedna koleżanka: samiec nasz wróg!:-) Pozdrawiam, Patula
OdpowiedzUsuńNic nie powiem ;) w swoim czasie dowiecie się wszystkiego. Chyba skutecznie udało mi się obrzydzić Wam Meltę... ;)
UsuńKajjko, obrzydzić Meltę? Never. Melta to drrrrań, a my lubimy Twoich drani ;)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się ten rozdział podobał. Różnił się od innych, był dopieszczony w najmniejszym szczególe. Język dialogów, emocje, strach Yave, zagubienie Aruta, co by tu zrobić, żeby ją zachęcić, a nie zniechęcić. Majstersztyk. Co by nie było i jakiej bym solidarności z niesamowicie silną Yave nie czuła, nie zapominajmy, że Melta się nią zabawił, ok, ale ma powód, żeby być na nią wściekły. Co prawda możemy tylko gdybać, ale prawdopodobnie, jako człowiek dobry, wychowany przez równie dobrych ludzi, nigdy by nie ściągnął na siebie takiej hańby. Trzymam z Yave, ale sama sobie uwarzyła taką sytuację. Amen :)
Obiecuję Ci solennie, że dostaniecie takiego, którego serdecznie znienawidzicie i odtańczycie taniec dziękczynny kiedy w końcu zrobię mu to, co mu zrobiłam. Znaczy to nie ja właściwie tylko... Cicho, nic już nie mówię, dowiecie się kiedyś tam, w którym z kolejnych epizodów, nie w Yave ;)
UsuńO rany... Teraz mnie zżera ciekawość!
UsuńIle jeszcze przewidujesz Yave?
Nikki, nie wiem ile tego faktycznie wyjdzie w przełożeniu na wpisy, ale na pewno jesteśmy tu bliżej końca niż początku :)
UsuńFragment swietnie napisany chociaż smutny ona jest bardzo uparta i dumna ale czy rozsądna - ja bym tego niepowiedziala powinna bardziej dbać o zdrowie dziecka / zima , odsobnienie/ niż o swoją dumę juz i tak go skrzywdzila nie mówiąc o nim ojcu .Może Melta by postąpil wlaściwie a tak nie mial mozliwości podjęcia decyzji Trudno stawiać na nim kreske tylko dlatego ze uwiodł dziewczyne Jak to sie mówi nie ma dymu bez ognia Oczywiście drzę na samą myśl o drugim nurcie tej powieści czyli komentarzach mowa jest o jakiś niegodziwych rzeczach które autorka już knuje dzieki miłego weekendu Kajko blanka
OdpowiedzUsuńDziękuję Blanko :) Dla uspokojenia powiem tylko, że w epizodzie "Yave" raczej już nikogo więcej nie zamorduję... Chociaż niektórzy powiadają: nigdy nie mów nigdy ;)
UsuńOna uparta, a on ugodowy. Sama też bym się zachowała, to taka duma, najczęściej szkodliwa.
OdpowiedzUsuńMasz całkowitą rację, coś z tym trzeba będzie zrobić :)
UsuńBrakuje mi trochę akcji, niekoniecznie krwi i flaków (choć jak zwykle będą mile widziane), tylko czegoś co wywoła dreszcz emocji. Z drugiej strony tęsknie za jakimś takim sielankowym fragmentem. Ale nie ma co narzekać przeczuwam powrót Melty, więc pewnie będzie zarówno akcja jak i sielanka :)
OdpowiedzUsuńPS Szkoda, że tak "sucho" opisałaś śmierć Ukera, myślę, iż zasłużył na więcej uwagi.
Z Ukerem jakoś tak wyszło :( Może faktycznie powinnam to zrobić nieco inaczej, w sensie ująć całe wydarzenie w inaczej. Ale chyba zaczyna mi się śpieszyć do końca i ztąd to zaniedbanie względem jego osoby. Akcja jeszcze będzie, to mogę powiedzieć na pewno. I tylko tyle, bo nie chciałabym zdradzać zbyt wielu szczegółów :)
OdpowiedzUsuń