Postanowiłam, że puszczę tego tekstu tyle ile mam z niego gotowego materiału, a to znaczy, że będzie jeszcze przynajmniej jeden wpis poza dzisiejszym. Co dalej zobaczymy...
Kompletnie zwariowałaś Adriano, skarciła się. Ale latających w brzuchu
motyli i tak nie potrafiła powstrzymać na samo wspomnienie tego przypadkowego,
nic nie znaczącego dotyku.
A co by było, jakby spróbował ją pocałować?! Boże, zirytowała się na
siebie, przecież nie próbował. To obcy facet i na pewno przez myśl mu to nawet
nie przeszło.
Ada, uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie zimny prysznic, ale nim
się ruszyła z łóżka drzwi do jej pokoju uchyliły się i w szparze pojawiła się
głowa Davida.
– Wybacz, chciałem tylko...
– Mówiąc o drzwiach miałam na myśli drzwi wyjściowe, a nie te! – Usiadła
na łóżku rozzłoszczona.
Ledwo zdołała się odwołać się do zdrowego rozsądku, a on znów pojawił się
w polu widzenia i z niemałym trudem osiągnięta równowaga rozsypała się jak
domek z kart. Sam dźwięk jego łagodnego, głębokiego głosu wywołał ponowne harce
motyli.
Stał w drzwiach, nie próbując naruszać prywatnej przestrzeni Ady i uśmiechnął
się tym swoim zniewalającym uśmiechem, wywołując w niej kolejny atak furii i
motylków równocześnie. Oparł się o futrynę, splótł ramiona na piersi i z wesołymi
iskierkami w oczach spoglądał na czerwoną z gniewu i zażenowania Adę.
– Pozwolę sobie zauważyć, że po raz kolejny próbujesz wyrzucić mnie z
mojego własnego domu – stwierdził z rozbawieniem. – Mimo to, może nawet byłbym nawet skłonny cię posłuchać, gdyby nie
fakt, że jest już późno, nim dojadę do miasta będzie środek nocy. Poza tym
przyjechałem, bo miałem zamiar spędzić tu weekend. I nadal mam. Teraz zaś
chciałem jedynie spytać, którą z sypialni mógłbym zająć? Znasz w końcu ten dom
lepiej ode mnie i póki tu jesteś, jesteś w nim gospodynią.
– Chcesz tu nocować?! – Wytrzeszczyła oczy.
Kiedy zostawiła go w kuchni na dole miała szczerą nadzieję, że sobie
pojedzie i nie pokaże się, póki ona nie opuści domu. Ma dość spraw na głowie,
żeby miała ją bawić perspektywa niańczenia gościa, nawet jeśli ten był prawnym
właścicielem.
– Oczywiście – oznajmił tymczasem David. – Mówiłem przecież, że chcę
spędzić tu weekend. Nie sądzisz chyba, że będę spał w samochodzie.
– Sądzę, że w stajni
byłoby ci wygodniej – zauważyła sarkastycznie.
– Jak mam to
rozumieć? – Zmrużył oczy.
– Nijak – warknęła. –
Chodź, dam ci pościel i pokażę gdzie możesz spać.
Ze schowka wyciągnęła kołdrę, prześcieradło i poduszkę. Wcisnęła wszystko
w ręce Dawida i dała znak, by szedł za nią. Postanowiła ulokować go w sypialni
na drugim końcu korytarza. Im dalej, tym lepiej. Sam fakt, że spędzi noc pod
tym samym dachem wywoływał irytację i... inwazję motylków.
Zapaliła światło i weszła do pokoju. David posłusznie dreptał za
kompletnie nieświadomą jego myśli Adą. A myśli...
Cóż... zdecydowanie nie chciały podążać grzecznymi ścieżkami. Jakiś
irracjonalny magnetyzm przyciągał go do Adriany, a umysł bombardowały obrazy
podsuwane przez wymykające się spod kontroli zmysły.
Przełknął ślinę i zagryzł wargi, próbując nie nakręcać wyobraźni i nie
patrzeć na zgrabne łydki i burzę ciemnych włosów, których zapach zakręcił mu
wcześniej w głowie i nie zastanawiać się co ma pod bluzą, czy w ogóle coś ma.
Przecież to było zupełnie absurdalne. Znali się może od godziny. Znali się...
dobre sobie. Nic o sobie nie wiedzieli tak naprawdę. Wymienili jedynie
uprzejmości przedstawiając się sobie. A przecież pamiętał to uczucie, jak
piorun z jasnego nieba, nagłe i gwałtowne. Już kiedyś tego doświadczył.
Zacisnął szczęki. Nie, nie chce o tym myśleć, wracać do przeszłości. Nie
teraz. Tamto i tak nie wróci. Ale ona, Ada jest tu i teraz...
Jej spokojny, stanowczy głos przerwał ten chaotyczny strumień wspomnień i
pragnień płynący głowie:
– Tu jest łóżko – powiedziała, ściągając pokrowce z mebli. – Tam masz
łazienkę – wskazała drzwi w głębi. – Okna wychodzą na park. Podkręć grzejnik,
jeżeli byłoby ci za chłodno.
Przyglądał się jej ustom w ogóle nie słuchając co do niego mówi. Wargi
poruszały się układając się zgodnie z wypowiadanymi głoskami, a on hipnotyzował
się tym obrazkiem.
Zarejestrował coś o chłodzie...
Nagle znalazł się tuż przy niej, bardzo blisko. Zdążył rzucić pościel na
łóżko i mając obie ręce wolne przeciągnął Adę do siebie, zamykając w uścisku.
– Znam sposób na podniesienie temperatury...
– Co ty... – zaczęła dziewczyna, a reszta słów utonęła w namiętnym pocałunku,
jakim zamknął jej usta.
Motyle oszalały, a Ada straciła poczucie rzeczywistości. David całował z
wprawą wytrawnego smakosza, poznającego smak nowej, nieznanej potrawy. Wolno, z
wyczuciem i cholernie zmysłowo.
Zakręciło się jej w głowie, kolana zmiękły w jednej chwili, więc
odruchowo zarzuciła mu ramiona na szyję, całym ciężarem własnego ciała,
opierając się o jego pierś.
Zamruczał z zadowolenia jak kocur i natychmiast pogłębił pocałunek. Jego
język już nie tylko badał. Poszukiwał i domagał się odpowiedzi. Ręka wsunęła
się pod bluzę i pieszczotliwie przesuwała po gładkiej skórze na plecach. Powoli
powędrowała na biodro, wsunęła się teraz pod gumkę dresowych spodni i lekko
zacisnęła się na pośladku, po czym przesunęła się na brzuch i zaraz potem
powędrowała niżej. Długie, mocne palce znalazły się pomiędzy jej udami a wnętrze
dłoni objęło kobiecy wzgórek.
Dziewczyna zesztywniała, gwałtownie wciągając powietrze. David zaś
oprzytomniał i natychmiast zabrał rękę. Podniósł głowę, spojrzał na Adę, oddychając
równie ciężko jak ona. Spodnie uwierały nieprzyjemnie, ciemne oczy płonęły,
podświadomie szukając w jej oczach przyzwolenia, ale Adriana odsunęła się od
Davida.
Drżała i objęła się w obronnym geście ramionami. Przyglądała mu się zaskoczona,
zdezorientowana i skonsternowana. I z wyraźną obawą.
Zdał sobie sprawę, jak nieodpowiednio się zachował, zażenowany wbił palce
w czuprynę.
– Przepraszam, Adriano – powiedział cicho. – Nie chciałem... To znaczy...
Chciałem... – plątał się, nie wiedząc jak się wytłumaczyć.
– Chciałeś mnie przelecieć – stwierdziła lodowatym, oskarżycielskim
tonem.
– Nie! - zaprzeczył gwałtownie.
Oczywiście, że chciał, ale nie z wyrachowania. Oczywiste jednak było i to,
jak ona musiała odebrać jego zachowanie. Powinien jej wyjaśnić. Tylko jak? Przecież
są sobie obcy. Jak ma rozsądnie wyjaśnić, że jest pierwszą kobietą, która
wzbudziła w nim tak silne i gwałtowne pragnienie? A właściwie drugą, bo
przecież pierwszą była Estera. Tego się nie da ująć w rozsądnych słowach, bo w
tym nie ma rozsądku... Jednego tylko był pewien, w żadnym razie nie chciał jej skrzywdzić
czy wykorzystać i bardzo pragnął żeby ona była tego świadoma.
Postąpił krok w jej kierunku, wyciągając ramiona, by ją przytulić, przeprosić,
ale cofnęła się natychmiast odgradzając od niego krzesłem.
– Dotknij mnie jeszcze raz, a oskarżę cię o próbę gwałtu – syknęła ze
złością przez zęby. – Jesteś tu właścicielem, ale chyba zapomniałeś, że mnie
nie ma na liście nabytych przedmiotów.
– Adriano...
– Ze ścieleniem radź sobie sam – była już przy drzwiach – w innych
sprawach też – dorzuciła zjadliwie i trzasnęła za sobą drzwiami.
Upadł na łóżko i przetarł twarz dłońmi.
– Ależ z ciebie skończony dureń, Davidzie... – mruknął z irytacją.
Ranek wstał rześki. W nocy był przymrozek, który pokrył wszystko cieniutką warstwą szronu, nadając okolicy, w szczególności staremu parkowi, bajeczny wygląd. Adę obudziło jękliwe skrzypienie otwieranych w stajni boksów. Jonasz niezawodnie był już na stanowisku.
Okna jej sypialni wychodziły na podwórze.
Słońce jeszcze nie wzeszło. Nad horyzontem różowił się jedynie coraz szerszy
pas jutrzenki.
Ada wzięła szybki prysznic i ubrała się. Zbiegła na dół. Dopiero pusta
filiżanka po herbacie, stojąca w zlewie przypomniała o wczorajszym wieczorze i
fakcie, że prócz niej ktoś jeszcze spędził noc w domu. Skrzywiła się z
niechęcią i rozmarzeniem równocześnie. Z niechęcią, bo przecież kazała mu umyć
po sobie naczynia, a nie zrobił tego, poprzestając na wrzuceniu ich do zlewu. Z
rozmarzeniem, na wspomnienie cudownego pocałunku, którym obdarzył ją David. I
znów z niechęcią, bo uważała, że zrobił to z premedytacją. I jeszcze raz z
rozmarzeniem, bo mimo wszystko wrażenia jakie pozostawił, były niesamowite i
gdyby nie wyszło to poza ów bajeczny pocałunek...
Niestety wyszło. David posunął się o krok dalej i wyraźnie dał do
zrozumienia, że nie poprzestanie na pocałunku, jeżeli tylko ona będzie chętna. Co
on sobie wyobrażał?! Gniewnie potrząsnęła czupryną. Że wskoczy mu do łóżka i radośnie
rozłoży nogi? Co za bezczelny, arogancki... Ostatecznie pozostała niechęć i
irytacja.
– Dzień dobry, Adriano. – Głęboki, aksamitny głos wyrwał ją z gniewnych
myśli.
– Dla kogo dobry, to dobry – burknęła zgryźliwie, zła, że kolejną myślą
była ta, iż w tym głosie można się zakochać.
Wrzuciła filiżankę do zmywarki i zajęła się przeglądaniem zawartości
lodówki, rozważając jajka na miękko lub kanapkę z szynką i pomidorem.
– Nie wyspałaś się? – Uniósł brwi i spojrzał w okno. – No tak, w sumie
jest bardzo wcześnie.
– Jakbym wiedziała, że ty cierpisz na bezsenność i wstajesz o świcie,
wstałabym jeszcze wcześniej. Albo później...
– Żeby uniknąć spotkania ze mną – stwierdził najwyraźniej zmartwiony.
– To akurat nie powinno cię dziwić.
– Ado – pierwszy raz użył zdrobnienia, zwracając się do niej – jeszcze
raz cię przepraszam. Naprawdę nic złego nie miałem na myśli wczoraj...
– Ta... jasne... Poza tym, że chętnie byś zaliczył darmowy numerek, przed
snem, ot tak, dla rozrywki.
– To nie tak. – W jego oczach pojawił się jakiś dziwny wyraz. Adriana nie
umiałaby go określić. Z całą pewnością nie była to jednak drwina, ani cynizm.
– Nie? A jak?
– Po prostu... bardzo chciałem cię pocałować, tylko tyle.
– Aha, znaczy jak chcesz pocałować kobietę zawsze pakujesz jej rękę w
majtki? Osobliwe... – urwała i zaczerwieniła się gwałtownie, bo właśnie
uświadomiła sobie, że rękę w majtki wsadził dopiero, gdy ona gorliwie i z
zapałem odpowiedziała na jego pocałunek.
Teraz zaś całą winę zwala na niego. Tymczasem on pomyślał jedynie to, na
co ona pozwoliła, by mógł sobie pomyśleć.
– W porządku – stwierdziła pojednawczo – przyjmuję przeprosiny. Po prostu
więcej tego nie rób.
– Obiecuję – położył rękę na sercu. – O ile sama nie będziesz chciała –
dorzucił z szelmowskim uśmiechem.
– No wiesz, co?! – oburzyła się. – A zresztą czemu ja się dziwię?!
Powinnam już wiedzieć, że jesteś wyjątkowo bezczelny!
– Nie możesz zaprzeczyć, że wczoraj chciałaś.
– To już szczyt wszystkiego! Ja chciałam, żebyś dobierał się do moich
majtek?!
– Nie, ale chciałaś, żebym cię całował i temu nie możesz zaprzeczyć.
Zaczerwieniona ze wstydu i złości, bo istotnie w ostatniej kwestii miał
absolutną rację, cisnęła na blat wyciągniętą patelnię.
– W lodówce są jaja i wędlina, chleb w chlebaku, resztę sam sobie znajdź!
I śniadanie też sam sobie zrób!
Chwyciła kurtkę i trzasnęła za sobą drzwiami.
Chłód poranka uderzył w rozpalone policzki. Szczęki zaciskały się
gniewnie. Co to wszystko ma znaczyć? Jakim prawem? Czy jemu naprawdę zdaje się,
że kupił ją wraz z majątkiem? Jak to możliwe, że do tego wszystkiego doszło?
Czy ona naprawdę daje mu jakieś powody by tak śmiało sobie poczynał? Wysyła
jakieś tajemne sygnały, czy co? W dodatku, mimo jego bezczelnego zachowania, nigdy
wcześniej w obecności mężczyzny nie czuła się tak swobodnie. I dotyczyło to
także tych, których znała znacznie dłużej niż kilka godzin. Jej własne reakcje
na osobę Davida złościły ją i irytowały znacznie bardziej niż on sam i jego
bezczelne ręce. I usta...
Burknęła pod nosem jakieś przekleństwo, otuliła się szczelniej kurtką i
pomaszerowała w stronę garaży, by poszukać kartonów, do których będzie mogła
spakować swój niewielki dobytek. Nie było tego dużo, dwa, trzy pudła powinny
wystarczyć. Rzuciła przelotne spojrzenie na zaparkowane na podjeździe auta, rozklekotaną
półciężarówkę Jonasza, jej własne seicento, egzemplarz prawie muzealny i ze
sporym przebiegiem. Obok nich błyszczący, sportowy model McLarena, ze skórzaną
tapicerką. Skrzywiła się z niesmakiem i omal nie wpadła na stajennego, a
właściwie to na taczkę z nawozem, który właśnie wywoził ze stajni.
– Ostrożnie, Ado. – Na pomarszczonej, czerstwej twarzy pojawił się
życzliwy uśmiech. – Niezła furka, co? – Postawił taczkę i skazał wzrokiem na srebrne
cudo Ferbsa.
Ada obojętnie wzruszyła ramionami.
– Nie narzekam na moje seicento. Nie kręcą mnie super nowe modele prosto
z salonu. Samochód to środek lokomocji, a nie biżuteria z brylantami do
obwieszania się. Nie widzę żadnego sensu w takim afiszowaniu się. – Wydęła
pogardliwie usta.
– Może po prostu go na to stać? – odpowiedział spokojnie stary człowiek.
– Może – mruknęła Ada. – Jonaszu, jak to możliwe, że ciągle tu jesteś?
Wszyscy inni odeszli.
– Póki mi płaci, to jestem.
– Płaci ci? – Ada otworzyła szeroko oczy. – Ferbs ci płaci?
– Przedwczoraj rozmawiałem z nim telefonicznie. Pytał, czy chcę zatrzymać
tę pracę. Zgodziłem się.
– Wiesz, co zamierza zrobić z końmi?
– Na razie chyba nic. Dostałem wytyczne, że póki co, wszystko ma zostać
po staremu. A jak długo, tego nie wiem. Czemu sama go nie zapytasz? – Wskazał
brodą w kierunku domu.
Obejrzała się i dostrzegła Davida stojącego w podcieniu i zapinającego
skórzaną kurtkę.
– Może później – burknęła niechętnie. – Idę poszukać pudeł.
– Będzie cię tu brakować, Ado – westchnął mężczyzna, chwytając taczkę.
– Nic już nie mów, Jonaszu, bo się rozkleję. – Odwróciła twarz i łykając
łzy pobiegła w kierunku garaży.
Nie wiem, czy nie poleciałam za bardzo po akcjach, ale z drugiej strony tak sobie to wykoncypowałam, więc tak musi być. Zresztą w praniu powoli wszystko wyjdzie dlaczego tak właśnie układam i tworzę tych bohaterów i co nimi kieruje. Każdy w końcu jakiś tam jest. Oni są właśnie tacy ;). Jak spojrzeć, na otaczający nas świat, to kręcą się po nim takie indywidua i oryginały, że oni mimo wszystko i tak wydają się banalni i normalni, przynajmniej w moich oczach ;).
Mała wizualizacja na koniec... Szlachecki dworek...

.gif)

Jestem zadowolona pobudką Podoba mi się to co przeczytałam zupełnie jak bym tam była i widziała to.Nie wiem czy to będzie krótka forma czy długa bo piszesz tak i tak i jesteś mimo wszystko nieprzewidywalnie przewidywalna . chociaż wzmianka o Esterze wskazuje raczej na dłuższe opowiadanie Oczywiście ja mam nadzieję że wyjdzie Ci z tego gorący romans a nie kolejna obyczajowa powieść z problemami Tak czy owak przeczytałam ten fragment z przyjemnoością Uroczej niedzieli Kati blanka
OdpowiedzUsuńHihi... Niech się dziewczyna cieszy, że wstawił ta filiżankę do zlewy, a nie zostawił gdzie popadło ;) I... Ach... jak my lubimy facetów po przejściach, z bolesnymi wspomnieniami w sercu... To chyba ten syndrom pielęgniarki, podświadomie chcemy uleczyć nieszczęśliwe serca, nawet, jeśli tylko na stronicach opowieści ;)
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie się zapowiada :) i czekam na dalszy ciąg ;)
Pozdrawiam, Soul :)
Ładnie już coś między nimi iskrzy! David, facet po przejściach… ciekawe jaką skrywa tajemnicę?! Ada ma 22 lata a on? Mh…
OdpowiedzUsuńWizualizacja … właśnie mniej więcej tak wyobrażałam sobie ten dworek. Chociaż pierwszych 6 lat mojego życia spędziłam na wsi, jestem zagorzałym mieszczuchem :P ale taki dworek na weekendowe wypady poza miasto idealny. Co mnie zawsze na wsi doprowadzało do szału to te plotki (siedzenie w oknach i na ławkach przed domem), zawiść i pokazowe niedziele w kościele! Masakra!!!
To sobie trochę ponarzekałam...
Miłej niedzieli
Lena
A to drań. Zupełnie zaburzył Adową równowagę duchową(;
OdpowiedzUsuńJak zwykle super
Blanko, romans bez problemów to jak żołnierz, bez karabinu ;). Na obyczaje raczej się nie nastawiam, ale temperaturę mogę obiecać zróżnicowaną, pełny zakres na termometrze. Chciałabym żeby wyszło jak w życiu, czyli tyleż nieprzewidywalne, co przewidywalne :).
OdpowiedzUsuńSoul, zdecydowanie tak, lubię serwować traumę swoim bohaterom, bo wtedy wg mnie są bardziej interesujący i łatwiej ich polubić ;). Ada na jej szczęście dobrze ja widać czuje się w kuchni i nich to będzie kolejny dowód na to, że cokolwiek piszę nie utożsamiam się z bohaterami. Ja dłubania w garach szczerze nie cierpię ;)
Leno, jeśli chodzi o wiek Davida jeszcze się do końca nie zdecydowałam, ale zakładam, że coś pomiędzy 30 a 35 lat. Musiał mieć czas, na te swoje "przejścia" i pewien dystans do nich, poza tym ma już ugruntowaną i stabilną pozycję zawodową (aczkolwiek ciągle nie mogę się zdecydować pod jaką branżę go podpiąć ;)), a na to też kilka lat trzeba pracować. Zakładam że nie odziedziczył fortuny po babci, ale sam sobie na to co ma zapracował ;).
Anonimie... do zaburzania jeszcze nie przystąpił, ale niewątpliwie już zamieszał w tyglu, zdolna bestia jest i tyle :)
Jak przeczytałam "szlachecki dworek" od razu sobie dopowiedziałam "z drewna, lecz podmurowany, świeciły z daleka pobielałe ściany" :) Tak ładnie to opisujesz, że Mickiewicza zaczynam recytować :D
OdpowiedzUsuńTo się David zdziwił jak po łapach dostał! Na co on liczył? Ale wszystko tłumaczy to, że nie kontrolował co robi. Chociaż zagranie zbyt śmiałe i zbyt szybkie, to przecież obydwoje nieco odpłynęli... Ale przecież Ada nie byłaby kobietą, gdyby nie zrobiła mu odpowiedniej awantury!
Ja to odczytuje jednoznacznie. Jeśli już na samym początku mieliśmy rękę w majtkach, to oznacza, że na później szykujesz coś jeszcze więcej i jeszcze mocniej i jeszcze szybciej. Nie w Twoim stylu jest osiadanie na laurach :) Coś czuję, że będę się cieszyć i wściekać naprzemiennie. Tajemnicza ukochana... Pierwszym pytaniem jaki pojawiło mi się w głowie było, czy jeszcze żyje? A jeśli tak, to co mu zrobiła i kiedy się pojawi?! Jeśli się pojawi nie będzie raczej moją ulubioną postacią :)
Podobasz mi się Kasiu w nowej odsłonie :) Piszesz nam wakacyjnego lajta (bo nie sądzę, żebyś Davida na pal nabijała) i jak na razie świetnie Ci to idzie. Takie opowiadanie, które nie wymaga mega skupienia i koncentracji i trzeba się nim po prostu cieszyć :)
O, i tu mnie masz ;) "Wakacyjny lajt" to idealne określenie ;)
UsuńSzykuję właśnie kawałek na jutro. W sumie chciałabym dodać tego opowiadania tyle, ile mam, a jeszcze kawałeczek mam ;). Mam nadzieję wyrobić z materiałem do połowy lipca (znaczy z tą częścią,którą mam), potem nie będzie mnie na chacie przez miesiąc i wszystko będzie zależało od tego, czy będę dysponować wystarczającą ilością wolnego czasu i wordem ;). Pisać pewnie tak czy inaczej sobie będę, choćby wieczorami. Chciałabym dokończyć "Jesienny" w trakcie "urlopu i równolegle podciągnąć "Yave" i KiM. A w planie jeszcze tekst na kolejny zbiorczy projekt ;). Możecie trzymać kciuki żeby się udało wszystkie sroki połapać, żeby mi w końcu same ogony w garściach nie zostały :)
Miesiąc?! Nie było Cię przez kilka dni, a ja już stukałam palcami o blat biurka, a teraz miesiąc?! Jedynym pocieszeniem jest to, że mnie też nie będzie przynajmniej dwa tygodnie, więc jakoś zleci :)
UsuńI nie przejmuj się. Powolutku, bez pośpiechu i wszystkie sroki będą Twoje ;)
Nie będzie tak źle, do sieci będę miała na pewno dostęp i będę do Was zaglądać, nie gwarantuję tylko, że dam radę dodawać wpisy ;). Poza tym wszystkim nam przyda się mały odwyk ;).
UsuńOdwyk od Kajjki??!! Nie!!
UsuńTaa, a ja tylko liczę te kwiatki...
OdpowiedzUsuńPodeślij przed publikacją 3 część i wstecznie te dwie to zaraz ci zrobię kolorowankę :D
Karo, a licz sobie :P To jest totalny lajt, cienki, banalny i w ogóle... Wyślę Ci zaraz ten trzeci kawałek, ale nie wiem czy zdążysz, bo już jest ustawiony na jutro na południe ;). Wyślę trzeci osobno a dwa wcześniejsze w jednym to nimi się później zajmiesz. Z góry dziękuję ;)
UsuńLajt nie lajt, ale widać, że autor chciał pisać co innego a potem zmieniła zdanie, ale nie do końca zdania :p ;)
OdpowiedzUsuńKaro, dzięki :) prawie wsio naniosłam, pewnie psując też przy okazji inne :P Nie mogłam się zdecydować w jaką branżę ubrać księcia z bajki, tam dopiero będą kwiatuszki. Przy tym o biznesie przez B, nie mam bladego pojęcia. Piszę o tym po omacku i cieszę się, że biznesmeni nie czytują obciachowych, blogowych lajtów ;) To zestresowani ludzie, jeszcze by który nie zdzierżył i szlag by go trafił, obciążając sumienie :D. To właśnie te realia, przed którymi zwykle uciekam ;).
UsuńKasia zapowiada się super. Romansik z facetem po przejściach. Ciekawe co to za kobieta , o której wspomniał i co się takiego wydarzyło, że żadna kobieta do tej pory go nie ruszyła. Zabieram się za czytanie. Iwona
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że to lekkie opowiadanko się spodobało :)
UsuńCzytałem na Wacie, ale on mnie nie lubił i nie chciał nic ode mnie opublikować ;-(
OdpowiedzUsuńPrzeniosłem się więc tutaj. Tobie to bez różnicy, prawda?
Ale on jej bajki wciska. Makaroniarz jeden, makarony na uszy nawija. Przecież każdy biznesmen musi mieć w sobie dużą dozę egoizmu, dlatego kupuje po kosztach, od komorników, nieco po złodziejsku, bandycku, a nie w legalny i drogi sposób. Chociaż taki biznesmen też nabywa w legalny, tyle że w tym przypadku "legalne wcale nie znaczy uczciwe".
No ale rozumiem, że młoda sierotka Marysia mu się spodobała, a że chce w nią fiuta wcisnąć, to trzeba zbajerować. Nie mogę go za to krytykować, większość z nas - męskich przedstawicieli ludzkiego gatunku, myśli w taki sposób.
Natomiast bardzo szybko się do siebie przyklejają. Czy mam się z góry nastawiać, że to będzie romantyczna bajka dla dorosłych, zakończona happy endem?
Tak, zdecydowanie tak jeśli chodzi o romantyczną bajkę, i oczywiście absol;utnie mi nie robi mi różnicy gdzie czytasz :)
Usuń