Niniejszym wpisem skończymy z dziadkami, aczkolwiek nie wykończymy i pozwolimy jeszcze trochę pożyć... Jakby nie patrzeć, przynajmniej jeden ciągle ma jeszcze w życiu misję do spełnienia ;)
Musicie też pamiętać, że to co tu serwuję to mimo wszystko wersja robocza i chociaż staram się wygładzać potknięcia (nie mówię tu o takich bzdurach jak literówki) mogą się zdarzyć. Jakby coś komuś z czytających wpadła jakaś fabularna niespójność w oko to zawsze może wytknąć w komentarzu. Naprawdę będę wdzięczna.
poprzedni fragment
Nalał królowi wina.
– Skosztuj, przyjacielu, powiadam ci, przednie, z
najlepszych siblithyjskich winnic. Stare... – Sam umoczył usta w szlachetnym trunku i delektował
się jego bukietem, przymknąwszy powieki.
Król, za radą gospodarza, skosztował wina i po długiej
chwili orzekł:
– W istocie, doskonałe... – odstawił kielich – lecz nie o
winie przecież mieliśmy rozprawiać, Feronie, ale o starych pergaminach i
legendach – przypomniał.
Feron też odstawił swój kielich, wyprostował plecy i
odetchnął głęboko.
– Tak, tak... – odchrząknął. – Pamiętam, oczywiście. Na czym to...? Ach, tak. Pytałeś o znak twego
rodu na anviliońskim dokumencie. – Uśmiechnął się i sięgnął po półmisek,
podsuwając go królowi.
– Otóż to – mruknął Arthiran, częstując się kawałkiem
mięsiwa.
– Ów pergamin zawiera przepowiednię...
Ręka z kawałkiem pieczystego zawisła w połowie drogi do ust.
Arhiran wbił wzrok w mędrca, który ze stoickim spokojem i nieodgadnionym
uśmieszkiem znów popijał wino.
– Przepowiednię? – powtórzył władca. Na twarzy odmalowało
się rozczarowanie. – Czyżby przewidziano
nasze zwycięstwo i koniec Anvilionu? W
takim razie marna to przepowiednia, bo Raskonia zawsze była silniejsza. A i na
nic się już ów papier nie zda, skoro stało się, co miało się stać – dodał
pogardliwie.
Feron nadal się uśmiechał.
– ...przestrogę... – kontynuował własną myśl, ignorując
słowa króla.
– A cóż po przestrogach pokonanemu?– prychnął Arthiran z
sarkazmem.
Jego rozmówca uniósł brwi z wyraźną przyganą.
– Zatem ów wędrowiec był zdrajcą swego ludu, skrywając tak
ważną treść przed rodakami i wywożąc ją z kraju.
– Surowo go oceniasz, mój królu. I nazbyt pochopnie. Ale nie
wiesz jeszcze wszystkiego. – Feron odchylił się w swoim krześle, rozpierając w
nim wygodniej. – Człowiek ów, był mędrcem, nie zdrajcą. A przepowiednię
dostarczył tutaj, ponieważ dotyczy twego rodu… – Feron zwiesił głos, tym razem badając
jakie wrażenie poczyniły na królu jego słowa.
Teraz to Arthiran rozparł się wygodniej na krześle. Przez dłuższą
chwilę obaj wzajem mierzyli się wzrokiem, próbując przeniknąć swoje myśli.
Wreszcie Arthiran nie wytrzymał napięcia.
– Powiedz wreszcie, co zawiera to pismo, Feronie – zażądał.
– I jaki wszystko ma związek z żoną Ilvegora i z moim rodem?
Feron odstawił puchar i splótł dłonie na podołku.
– Zapisano tam wiersz – zaczął. – Jego słowa łączą losy Anvilionu
z Raskonią, a ściślej z ród anviliońskich danargidów z rodem królów Raskoni.
Słowa te brzmią tak:
Moc utraci Smok
Skrzydlaty w dzień ponury,
W grzbiet smoczy Lew rycząc, wrazi pazury.
Nad konającym,
zwycięzca zadusi Sokoła,
Pisklę Sokole z Lwiej
paszczy ujść zdoła.
Nim nad dziedziną smoczą,
nocy cień nastanie,
Ów cios Lwu zada, w
ostatnie dychanie.
Nadziei światło nad
Lwa przygaśnie domem
I z trwogą w mrok pochyli,
zwycięską Koronę.
Szczenię Ostatnie
wywiedzie Lew raniony,
Nadziei jutrzenka na
wschodzie zapłonie,
Pisklę o Skrzydłach
Smoczych, zwieńczone Koroną
Z księżyca blasku i
trzech gwiazd splecioną.
Lwie Szczenię, Młodym Lwem
się stanie,
Gdy zimy lody puszczą,
Nadziei szukanie...
Fenor umilkł i znów na długą chwilę zapadła cisza.
– Nietrudno domyślić się o kim mowa w przypadku Smoka i Lwa
– odezwał się Arthiran, w zadumie głaszcząc brodę – ale co do reszty, to chyba
nie bardzo wiem o co chodzi. Sokół? Nadzieja? Jaki to ma związek z rodem Lwów i
Danargidami? Mógłbyś to wyjaśnić, Feronie?
– W tym celu przecież cię zaprosiłem, królu . – Feron
uśmiechnął się znów i skłonił lekko głowę.
– Zatem? – Lekko już zniecierpliwiony Arthiran nerwowo
przebierał po stole palcami.
– Jak słusznie się domyślasz – zaczął swą opowieść mędrzec –
Smok to Anvilion, Lew to oczywiście Raskonia, a ściślej dom Shadrydów. Smok
został pokonany przez Lwa, a my włączyliśmy jego ziemie do naszego terytorium.
Jednak dogorywający Smok zadał cios, nie śmiertelny wprawdzie, lecz okrutny i
bolesny. W bitwie poległ bowiem następca tronu... – Feron przerwał na moment.
Przez oblicze króla przebiegł skurcz wywołany bolesnym wspomnieniem
śmierci jedynego syna. Fenor dał mu chwilę na opanowanie emocji po czym podjął
opowieść:
– Jest już tylko jedno Lwie Szczenię. Ostatnie.
– Mój wnuk, Endargil – Arthiran przetarł zmęczoną twarz. –
To jeszcze dziecko…
– Szczenię Lwie
Szczenię, Młodym Lwem się stanie... –
zacytował słowa przepowiedni Feron.
– Na to jeszcze wiele lat przyjdzie czekać, przyjacielu. –
Skrzywił się król z niechęcią.
Nie takich wieści oczekiwał, ale rady gdzie i jak szukać
tych, nad którymi kontrola i opieka zapewniłaby mu sen spokojny o przyszłość
królestwa.
– A co teraz? Twój wiersz mówi o nadziei. W czym niby ta
nadzieja dla mnie? Endargil jest dzieckiem, a ja starcem. Nadzieję mogę mieć
jedynie, że starczy mi sił bym wychował z niego godnego następcę. –Arthiran
odwrócił wzrok i utkwił go w ciemności wieczoru za oknem.
– Nie powinieneś tracić wiary, mój królu – oświadczył z
powagą Feron. – A Nadzieją jest Pisklę Sokoła.
– Tak? – Arthiran prychnął gniewnie. – A kimże niby miałoby
być owo pisklę? Gdzie jest i jaką rolę mu przeznaczono w tej historii.
Feron westchnął.
– Cóż, mój informator nie wszystko zdążył mi wyłożyć przed
śmiercią. Do wielu wniosków musiałem dochodzić sam i sam szukać informacji. Zaś
inne, mnie same odszukały. Gdy Anvilion królem ogłosił Ilvegora z Falersei, z
Danargo wysłano do Alsharath pisma odrzucające nasze roszczenia względem
anviliońskiej korony.
– Tak, tak – mruknął Arthiran.
– Przypadkiem zwróciłem wtedy uwagę na pieczęcie. Jedna z
nich należała do Ilvegora. Oto i nasz Sokół zduszony przez Lwa. Kim jest Pisklę
Sokole, staje się więc oczywiste. Co zaś się tyczy owego starego pergaminu:
wiemy już do kogo należą trzy spośród czterech pieczęci. Anviliońskie: Smok i Sokół,
raskoński Lew... I tylko Księżyc wciąż pozostaje zagadką. Bowiem wciąż nie natknąłem
się, na anvilioński ród, który
pieczętowałby się Księżycem.
– Więc skąd owa pieczęć na tym dokumencie?
– Człowiek, który mi go dostarczył wspomniał coś o rodzie,
który w jego ojczyźnie przechowuje starą tradycję. Pozostawiła ją dawno temu
kobieta, cudzoziemka. Legenda mówi, że pochodziła ona z Domu Księżyca. Po
śmierci swego męża, Anviliończyka, opuściła rodzinę i powróciła do kraju swych
przodków. Legenda owa mówi też, że ostatnia z jej krwi pójdzie jej śladem.
Gedris, żona Ilvegora jest potomkinią owego rodu. I ostatnią z krwi swej
przodkini.
– Ale ten ród nie pieczętuje się Księżycem lecz Sokołem. Nie
pojmuję... Nawet jeśli to znak rodowy prababki Gedris, to kto sygnował nim
królewski dokument?
– Dom Księżyca... osobliwe to i mam pewne podejrzenia.
Dokumenty są bardzo stare. W czasach, kiedy je sporządzono mieszkały na tych
ziemiach ludy... – mędrzec westchnął – jakkolwiek może się to zdawać
niewiarygodne... Wiemy przecież, że mieli swój i to niemały udział w
negocjowaniu tamtego, najstarszego pokoju.
– Chyba wiem o czym, czy raczej o kim mówisz, Feronie. Ale
jeśli to miałaby być prawda to poruszamy się po bardzo niepewnym gruncie mitów
i legend.
– Mity i legendy nie biorą się z nikąd. Zawsze zawierają
ziarno, czy nawet wiele ziaren prawdy. A lud o którym teraz mówimy... Fakt, że
opuścili te ziemie i nie wiemy, gdzie są ich siedziby, nie oznacza, że oni
przestali istnieć. Choć oczywiście co do owej przodkini mogę się mylić. Myślę,
że najlepiej będzie po prostu przyjąć, że była cudzoziemką.
– Taaa... I sądzisz, że Gedris udała się do ojczyzny swej
prababki?
– Czy sądzę? – Feron uśmiechnął się swoim nieodgadnionym
uśmiechem. – Nie, królu, nie sądzę. Jestem pewien, że tak właśnie uczyniła.
– I w takim razie – westchnął król – zabrała ze sobą nasze
Pisklę.
– I to jest nasz największy kłopot. Rzecz bowiem w tym, że
owo Pisklę jest naszą nadzieją na trwały pokój i więź pomiędzy Anvilionem i
Raskonią. Ilvegor zostawił córkę, a ty masz wnuka. Wnioski nasuwają się same.
– Jeśli jest jak mówisz, tym ważniejszym staje się dla nas
odnalezienie kobiety i dziecka. Trzeba ustalić kraj pochodzenia jej prababki.
Jutro...
Niespodziewanie, Feron pokręcił przecząco głową.
– Nie, Arthiranie. Nie trudź niepotrzebnie ludzi. Nikt nie
odnajdzie Gedris, ani jej córki. To zadanie dla Młodego Lwa.
– Żartujesz sobie, Fenorze?! – wykrzyknął Arthiran. – On ma
osiem lat!
– Oczywiście i dziś jest jedynie Lwim Szczenięciem.
Przypomnę ci dwa ostatnie wersy wiersza: Lwie Szczenię, Młodym Lwem się stanie, Gdy zimy lody puszczą, Nadziei szukanie...
Mędrzec rozłożył bezradnie ręce.
– Nic nie możemy zrobić, mój królu, póki Endargil nie
dorośnie i nie stanie się mężczyzną.
– Mam więc porzucić sprawę, opuścić ręce i zdać się na ślepy
los?
– Nie do końca. W Danargo i tak zasiądzie królewski
pełnomocnik. Niechże będąc na miejscu, przeszuka starannie tamtejsze archiwa.
Może uda się znaleźć jakieś wskazówki. Musimy czekać, nie znaczy jednak, że
bezczynnie. Ale to wszystko co możemy zrobić.
Arthiran z uporem zacisnął usta, a po chwili rzekł:
– Masz rację, każę przeszukać dokładnie wszystkie stare
zapiski. Może uda się ustalić kraj, choć w przybliżeniu. Gdyby się udało
znaleźć tę kobietę i dziecko, nim mój wnuk...
– Na to nie licz. – Fenor ponownie ostudził jego upór . –
Nie, nie mój królu. Nie próbuj naginać przeznaczenia. Los jest silniejszy niż
człowiek. Możemy spróbować ułatwić wykonanie zadania. Lecz cokolwiek teraz
uczynimy, to nie my znajdziemy Pisklę Sokoła, lecz Młody Lew.
– Skoro powiadasz, musimy z tym czekać, aż mój wnuk
dorośnie, to już raczej nie będzie pisklę – zauważył z przekąsem Arthiran.
Fenor uśmiechną ł się lekko.
– Przyszłość, mimo przepowiedni i wskazówek, pozostaje
zagadką, mój panie. Poznać ją można, jedynie uzbrajając się w cierpliwość i
czekając...
Do późna w noc rozmawiali jeszcze o sprawach królestwa i o
zwykłych ludzkich troskach.
W zamkowej komnacie, w wielkim łożu spał spokojnie ośmioletni chłopiec, Endargil, potomek królów.
Daleko od królewskiego pałacu, ukołysane w chłodnych ramionach
matki, spało beztroskim i nieświadomym snem inne dziecko...
następny fragment
To było takie podsumowanie tego co zdarzyło się do tej pory. Moi drodzy, odtąd będziemy popychać akcję w przód. Niestety nawet w przybliżeniu nie potrafię podać kiedy ruszymy z tego miejsca. Rozdział następny nosi tytuł "Mrok" i jest napisany w... 0%. Ewentualnie zważywszy, że jest do niego opiska z konspektu powiedzmy że w 1%. Pomyślałam, że wrzucę tytuły wszystkich rozdziałów, będziecie wiedzieć ile ich jest i na co jeszcze trzeba poczekać. Jeśli uda mi się z całością uwinąć do przyszłych wakacji, będę z siebie dumna ;)
Ogólnie zarówno ten jak i następny tydzień przemknął nam pod znakiem posuchy. Pod koniec tygodnia w ogóle mnie nie ma będę dopiero w przyszłym, w tym zaś niewiele mam czasu na ogarnięcie czegokolwiek. Life is brutal... niezmiennie aktualne ;)
Jeżeli cokolwiek uda mi się poustawiać to będzie... to nie jest obietnica...

Za to, co mi tak pięknie pokolorowałaś, przycięłaś i dopisałaś (bardzo dobry wzór :) , chociaż i tak pozmieniam :p) przejrzę 2 (ostatnie) kawałki z dziadkami w roli głównej. Oczywiście jak mi wyślesz mailem żebym mogła zaznaczyć i szybko to nie będzie...ale do końca weekendu być powinno.
OdpowiedzUsuńkaro
A żebyś wiedziała, że Ci wyślę :P, wieczorem dostaniesz cały rozdział...
OdpowiedzUsuńI nie musisz się spieszyć... bo jak zauważyłaś daję sobie rok na ogarnięcie tego. Nie jestem taką optymistką w kwestii czasu ja Ty :D
Według mnie rozmowa staruszków rozjaśniła, rzuciła światło na wszystko, i chociaż wiele rzeczy było oczywistych teraz nie ma już żadnych wątpliwości i każdy kto żywił jakieś niejasności powinien się czuć usatysfakcjonowany.
OdpowiedzUsuńMój pokrętny mózg cały czas dawał mi sygnały, że Fenor z jakiegoś powodu chce się zasadzić na życie króla, więc aż wstrzymałam powietrze, kiedy dał mu to wino :D Od samego początku pergaminu huczało mi w głowie: Nie wchodź do wieży! Nie jedz tego! Nie pij wina!! Więc kiedy skończył się dziadkowy rozdział odetchnęłam z ulgą :D
Kasiu, będziemy czekać ile trzeba, chociaż nie unikniesz trucia z technicznym pytaniem "kiedy następny??" ;)
Buziaki!!
Bo to tak jest Monia, ekstremalnie przegadany rozdział, jak widać każdemu się trafia, a co gorsza bywa niezbędny jak Jan ;) Twój mózg coś wietrzy, ale to nie tym razem i nie w tej wieży... Częściowo naprawiłam indeks i wrzuciłam rozpiskę na rozdziały do tej powiastki... Żebyście wiedziały ile jeszcze przed nami, aczkolwiek z tej rozpiski mam napisany chyba jeszcze tylko jeden rozdział na dysku i coś tam się pałęta w notesach. W dodatku ten napisany wcale nie jest kolejny tylko jakiś ze środka wyrwany :D, bo mnie akurat tak naszło. Ale nic to, ogarniemy powoli :).
UsuńKiedy następny? Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu coś, ale raczej nie będzie to KiM...
Miłego dnia :)
Powieść bardzo mi się podoba przeczytałem całość jednym tchem :)
OdpowiedzUsuńBardzo proszę o udostępnienie kolejnego fragmentu w niedługim czasie, ponieważ nie mogę się już doczekać dalszych losów "Pisklęcia Sokoła". Historia kojarzy mi się nieco z losami naszego rodzimego kraju, ale mógł na to wpłynąć fakt, że jeszcze niedawno szanowni nauczyciele pchali mi do głowy historie Polski.
KiM jest absolutną fikcją, nie ma tuj zamierzonych analogii z historią Polski. Ale tę historię znam najlepiej (przynajmniej niektóre jej okresy), a pomysły się nie biorą z próżni, więc możliwe, że jakieś podobieństwa da się znaleźć. Bo przecież ta, czy tamta historia "kołem się toczy" :)
UsuńCzy jest planowany dalszy ciąg, czy jest to już koniec opowiadania? Jeżeli (mam nadzieję że będzie ciąg dalszy:)) jednak planowana jest kolejną część to kiedy się pojawi?
OdpowiedzUsuńJak najbardziej będzie kontynuacja tej opowieści. Trudno mi określić dokładny termin, ale po usunięciu "Dzieci Żywiołów" z wattpada w planie mam kontynuację i dokończenie właśnie tej opowieści (równolegle z "15 godzin..."). Sądzę, że ten tekst doczeka się wznowienia jeszcze przed Bożym Narodzeniem.
Usuń