WALENTYNKI zbliżają się wielkimi krokami, startujemy z niespodzianką...
Dziś część pierwsza zgodnie z zapowiedzią. Kolejne o 17:00 każdego dnia aż do 14 lutego.
W jednej części ukryję informację o tym co było inspiracją do napisania tego właśnie opowiadania. Będzie to jedna z trzech odpowiedzi w mini quizie. Zaczynamy zabawę :). Ach, zapomniałabym, tekst 18+ ;)
Start
Rahil trzymał głowę dogorywającego brata na kolanach. Serce
ściskał ból. Z otwartej rany, na piersi Arnona sączyła się jasnoczerwona,
spieniona krew. Ostrze przebiło młodzieńca na wylot. Oddychał z trudem, a
powietrze ze świstem uchodziło z przebitego płuca. Ściskał dłoń Rahila
drętwiejącymi palcami. W gasnącym wzroku płonął gniew. Usiłował coś powiedzieć,
lecz nie mógł zaczerpnąć tchu.
– Cicho, bracie, cicho – mówił łagodnie starszy z książąt,
gładząc czoło Arnona dłonią ubroczoną w jego krwi.
– Rahilu... – wycharczał ranny – strzeż...
– Cicho, nic nie mów. Zwyciężyliśmy. Tamci gryzą piach –
uspokajał Rahil.
– Nie... – pierś Arnona podnosiła się i opadała z coraz
większym trudem – musisz... strzeż się...
Dalsze słowa uwięzły w gardle. Twarz konającego wykrzywił
grymas bólu i żalu. Klatka piersiowa poruszyła się raz jeszcze i
znieruchomiała. Rahil czuł palące pod powiekami łzy, lecz nie pozwolił im
płynąć. Powoli wysunął dłoń ze zwiotczałych palców Arnona. Zamknął oczy brata i
zasłonił jego twarz skrajem płaszcza.
Został już tylko on. Ostatni z rodu...
Nic nie jest dziełem przypadku... Przeznaczenie... Dosięgnie cię
zawsze...
Zacisnął szczęki. Przeciwny był, by Arnon ciągnął
z nim na wojnę. Ale brat, choć młodszy, był dorosły i... uparty. Postawił na
swoim, a teraz...
Głupia potyczka, przypadkowa i bezsensowna. Kilkudziesięciu
maruderów. Niedobitków wrogiej armii. Zbójecka banda grasująca po okolicy... I
bezsensowna, przypadkowa śmierć...
Rahil podniósł się z klęczek. Obrzucił płonącym spojrzeniem
przekrwionych oczu ludzi, którzy otoczyli ich milczącym kręgiem. Ubroczeni
posoką, ciężko oddychający po zakończonej ledwie chwilę temu walce, kilku z
krwawiącymi ranami. Lecz nie brakowało nikogo. Tylko Arnon, tylko on...
– Przygotujcie stos – polecił.
Czuł, jak w piersi wzbiera bezgraniczny gniew. Dlaczego?! Z
gardła wydobył się krzyk. Zawarł w nim wszystko: rozpacz, ból, wściekłość i
brak nadziei.
Przekleństwo... Będzie się skradać za tobą jak padlinożerca za
drapieżnikiem... Nie umkniesz przed nim... Nie ukryjesz się... Znajdzie cię
wszędzie...
Eyana wierzchem dłoni otarła pot z twarzy.
Obozowisko rozbiły w szerokiej dolinie. Owce pasły się
spokojnie na ubogiej trawie. Potrzebowały jednak wody. Jeśli jej nie znajdą,
nie uda się doprowadzić do Lathanaru nawet połowy stada, a wtedy cała wyprawa
okaże się daremnym trudem. Sprzedaż nie pokryje strat, nie wspominając już, by
udało się osiągnąć jakikolwiek zysk. Jeśli zaś nie zarobią odpowiedniej kwoty,
stracą ziemię i dom.
Ich ojciec, Horat, dzierżawił Dader od ponad dwudziestu lat.
Już dawno nosił się z zamiarem zakupienia go na własność. Pragnął zapewnić swym
siedmiu córkom bezpieczną przyszłość.
Eyana była pewna, że uiścił zapłatę, której żądał właściciel ziemi i tak naprawdę należała ona do nich. W domu nie znalazły się jednak żadne dokumenty, które by ów fakt potwierdziły.
Eyana była pewna, że uiścił zapłatę, której żądał właściciel ziemi i tak naprawdę należała ona do nich. W domu nie znalazły się jednak żadne dokumenty, które by ów fakt potwierdziły.
Horat zmarł nagle w mieście, w domu bankiera, któremu ufał i
u którego zwykł był przechowywać zarówno gotówkę, jak i cenne papiery. To do
tego właśnie lichwiarza należał dzierżawiony majątek. Człowiek ów zgodził się
odsprzedać posiadłość Horatowi, lecz po jego śmierci uparcie twierdził, że
hodowca nie zapłacił ani grosza z
umówionej ceny. Eyana nie wierzyła mu i miała poważne wątpliwości, czy śmierć
ojca, mężczyzny zdrowego i krzepkiego przecież jeszcze, była naturalna.
Niestety, niczego nie była w stanie udowodnić.
Rodzina nie była bogata, ale Horat, dobry gospodarz, przez
lata zebrał sumę, której wysokość znacznie przekraczała wartość Dader.
Pieniądze jednak znikły, równie tajemniczo, jak tajemnica okryła nagłe zejście
najemcy z tego świata. Tymczasem właściciel gruntu zażądał od osieroconych
dziewcząt zapłaty za dzierżawę, albo natychmiastowego opuszczenia ziemi. Do
tego Eyana w żadnym razie nie chciała dopuścić. Stałyby się bezdomnymi
żebraczkami.
Była najstarszą pośród siedmiu sióstr, córką pierwszej żony
Horata, kobiety z dalekiej północy. Podobna do matki, nie pamiętała jej jednak,
ta bowiem umarła, gdy dziewczyna była
niemowlęciem. Ojciec dopiero po latach ożenił się ponownie. Druga żona dała mu
sześć córek, kolejno: Miran, Fealę, Kaynę, Amirę i bliźniaczki Rivan i Royę.
Lecz i ona umarła, wydając na świat te ostatnie. Eyana matkowała młodszym siostrom.
Po śmierci ojca na nią, najstarszą, spadła odpowiedzialność za losy rodziny.
Hodowla owiec o wyjątkowo białej i delikatnej wełnie,
przynosiła całkiem przyzwoite zyski. Horat handlował głównie wełną i zarodowymi
zwierzętami. Jednak teraz, by zdobyć pieniądze, jego córki zmuszone były
sprzedać spory odsetek hodowlanego pogłowia. Odbudowa strat potrwa co najmniej
kilka lat, a przez ten czas zyski z hodowli i sprzedaży wełny znacząco spadną.
By zminimalizować straty Eyana postanowiła zbyć zwierzęta tam, gdzie szansa na
uzyskanie najlepszej ceny była największa, na targu w Lathanarze. Aby się tam
dostać trzeba było przejść ze stadem, szlakiem przez niegościnną, półpustynną
krainę Farugh.
Szlak, bardzo umowne określenie, nie był wyraźnie wytyczonym
traktem. Eyana wiedziała o nim jedynie, że wiódł w kierunku południowym, a
wyznaczały go studnie oddalone od siebie o dwa, trzy dni marszu. Poza tym
kraina była sucha i pozbawiona wody.
Wolno obracał w dłoniach złoty pucharek. Przyglądał się
zdobiącym go klejnotom. Nic nie warte błyskotki... Z rozmysłem zgniótł naczynie
i cisnął w kąt.
Cóż wart teraz ów majątek, który przez pokolenia
pieczołowicie gromadzili przodkowie? Dziś wszystkie te skarby są tak samo
martwe i nic nie znaczące jak oni. Rahil nie przekaże ich nikomu. Jest sam...
Ostatni z potężnego rodu ilSahdaar. Bez wiary i nadziei. Bez potomstwa...
Przeklęty przez bogów... Kupował miłość, albo raczej
wierzył, że zdoła ją kupić i przechytrzyć los. Kobiety, które brał darzyły go
bałwochwalczym uwielbieniem i niewolniczym posłuszeństwem, graniczącym z
nabożnym lękiem. Szybko się nimi nudził. Żadna z nich nie stała się brzemienna
za jego sprawą.
W sercu narastały złość i rozżalenie. Przecież nie jest
niedołężnym starcem! Ma tylko dwadzieścia osiem lat! Jest młody, silny i
zdrowy. Dlaczego musi ponosić konsekwencje błędów przodka, którego nigdy nie
poznał?!
Wyszedł na dziedziniec. Gwardziści kręcili się po
dziedzińcu, oporządzając konie. Wybrani
spośród najlepszych. Doskonale wyczuwali jego nastroje. Już od kilku dni
widzieli targające nim gniew i niecierpliwość. Zbliżył się kapitan, mężczyzna w
średnim wieku, o surowym, poważnym obliczu i ponurym wejrzeniu niemal czarnych
oczu.
– Zbierz ludzi – polecił Rahil.
– Dokąd dzisiaj? – zapytał gwardzista, obojętnym tonem. Jego
twarz ani na chwilę nie zmieniła wyrazu. Nie drgnął ani jeden mięsień, nie
mrugnęła powieka.
Młody człowiek utkwił wzrok w dali.
– Wyrocznia...
Dzień miał się ku końcowi, a one wciąż nie znalazły kolejnej
studni. Bliźniaczki, najmłodsze i najsłabsze, nie miały już siły iść dalej.
Musiały odpocząć. Zresztą obóz trzeba było rozbić póki światło dzienne nie
zgasło.
Wielodniowa wędrówka wszystkim dała się we znaki. Upragniona
studnia jednak musiała być gdzieś w okolicy, bo miały za sobą kolejne trzy dni
marszu odkąd opuściły ostatnią. Eyana wysłała Miran i Kaynę na poszukiwanie
źródła, póki słońce jeszcze stało dość wysoko nad horyzontem. Pozostałym
poleciła rozbicie namiotów i przygotowanie posiłku. Woda pitna także była na
wyczerpaniu.
Wszystkie troski, nagle spadłe na Eyanę, ciążyły i
przytłaczały. Prawie niewidoczna, pionowa zmarszczka przecięła gładkie czoło,
ale dziewczyna zaraz otrząsnęła się z przygnębienia. Nie wolno jej było
okazywać słabości i znużenia. Dziewczęta potrzebowały siostry, która się nimi
zaopiekuje i zatroszczy, nie takiej, która sama wymaga opieki i pocieszania.
Zajęła się przeglądem stada. Szczęśliwie nie utraciły dotąd
ani jednej sztuki. Wciąż miały do zbycia setkę rasowych owiec. Nie dało się
jednak ukryć, że zwierzęta nie wyglądały już tak doskonale, jak w chwili, gdy
ruszały w drogę. Delikatna, jasna sierść była teraz skołtuniona i brudna, a
boki owiec zapadnięte. Eyanę ogarnęły poważne wątpliwości, czy decyzja o
popędzeniu ich aż do Lathanaru była słuszną. Westchnęła ciężko. Nawet jeśli
nie, nie było odwrotu. Były już bliżej celu drogi, niż domu. Rezygnacja i
powrót nie miały sensu.
Ramieniem osłoniła oczy od słońca, wypatrując powrotu
sióstr. Nad obozowiskiem unosiła się wąziutka smużka dymu. Widocznie dziewczętom
udało się już rozpalić ogień. Jedno, czego nie brakowało na tym szlaku, to
wysuszonych, bydlęcych odchodów służących za opał.
Zeszła z pagórka i ciężkim sercem powlekła się w stronę namiotów. Marzyła o zielonych łąkach Dader, ojcowskiego majątku, o który przyszło im walczyć. O jego cienistych zagajnikach i srebrnych strumieniach, dających orzeźwienie i ochłodę w gorące dni. Nienawidziła pustyni, gorącej i suchej za dnia, zimnej nocą. Pokręciła przecząco głową, gdy Amira podsunęła miseczkę ze skromną strawą. Niepokój sprawiał, że żołądek miała zawiązany w supeł. Nie zdolna była przełknąć niczego poza kilkoma łykami, lekko już stęchłej, wody. Na nogi poderwały ją i pozostałe dziewczęta, radosne okrzyki wracających sióstr.
– Znalazłyśmy! – wołała z daleka Miran.
Biegła w ich stronę i wymachiwała rękami. Za nią podążała
Kayna, dźwigając dwa worki z wodą.
– Znalazłyśmy... – wydyszała Miran, gdy dopadły obozowiska.
– Jest studnia. Niedaleko, niecałą godzinę – spojrzała na słońce – powinnyśmy
zdążyć napoić stado i wrócić nim się ściemni.
Kayna rzuciła worki obok ogniska i usiadła ciężko,
wspierając dłonie na udach.
– Dobrze – powiedziała Eyana, a nadzieja nieśmiało
zaświeciła w sercu, że może jednak uda się doprowadzić stado bez strat. –
Zjedzcie szybko i idziemy.
– Nie lepiej przenieść cały obóz? – spytała Feala.
– Nie. Jeśli teraz weźmiemy się za zwijanie obozowiska, do
studni dotrzemy o zmroku i będziemy musiały spędzić noc pod gołym niebem. Noce
są zimne, a nie chcę narażać bliźniaczek. I tak są już wyczerpane i słabe.
Pędził na złamanie karku, jak sam demon. Boki konia
pokrywały płaty piany. Gwardziści zostali daleko w tyle.
Po jakiego diabła w ogóle tam jechał?! Czego się
spodziewał?! Że dostanie zbawienną radę? Rozwiązanie problemu, który drążył
jego duszę, jak robactwo owoc? Czy tak naprawdę Wyrocznia kiedykolwiek
udzieliła komuś sensownej odpowiedzi?
Przeklęte przeznaczenie i tak dopada wszystkich. Jego także
dopadnie. Nie ucieknie przed nim...
Studnia i róża... Znajdź różę przy studni, zerwij jej pąk i spraw, by zakwitł dla
ciebie, a twój ród przetrwa...
Cóż za brednie! Głupota i absurd! Niedorzeczność!
Gdy najgorętsza furia się wypaliła, zatrzymał wreszcie
spienionego konia i zeskoczył na ziemię. Padł na kolana i zacisnął dłonie w
pięści. Wzniósł je, wygrażając bogom, a z głębi trzewi wydobył się krzyk gniewu
i rozpaczy...
Eyana odetchnęła z ulgą, widząc, jak zwierzęta zaspokajają
pragnienie. Siostry napełniały poidła i chlapały się radośnie, zmywając z
siebie kurz kilkudniowej wędrówki. Eyana także przemyła twarz, ochlapała
ramiona i kark. Potem wdrapała się na pobliski pagórek, by rozejrzeć się po
okolicy. Szukała śladów przepędzanego bydła i trzody. Śladów szlaku. Osłoniła
ręką oczy, spoglądając na południe. Czekały je jeszcze co najmniej dwa
przystanki przy kolejnych studniach, nim dotrą do Lathanaru.
Gdy tak trwała zamyślona, nagle zorientowała się, że wesołe
śmiechy dziewcząt zamieniły się w okrzyki strachu. Odwróciła się gwałtownie i
uderzyła twarzą w pierś stojącego tuż za nią człowieka. W oczach pociemniało, a
z nosa pociekła krew. Upadłaby, gdyby nie przytrzymało jej czyjeś ramię.
– Spokojnie, dziewczyno – usłyszała drwiący, męski głos.
Ocierała rękawem krew, rozmazując ją po twarzy.
– Psiakrew... – zaklął mężczyzna. – Głowa do góry. –
Pociągnął ją za warkocz, zmuszając, by natychmiast wykonała polecenie.
– Moje siostry – wymamrotała niewyraźnie. Z zadartą twarzą
widziała tylko błękitne niebo nad sobą. Zmrużyła oczy, bo raziło je światło.
– Chodź – powiedział krótko i pchnął dziewczynę w dół
zbocza. – Głowa w górze – upomniał, znów pociągając za włosy, gdy tylko
spróbowała ją opuścić i spojrzeć przed siebie. Jej ramię tkwiło w twardej, silnej dłoni, gdy
prowadził, potykającą się na nierównościach, ku pozostałym.
– Siadaj – prawie wcisnął Eyanę w ziemię, zmuszając, by
usiadła obok sióstr – i głowa w górze – przypomniał, tym razem nie ciągnąc już
warkocza.
Nie był sam. Teraz on i pozostali górowali nad zbitymi w grupkę, przerażonymi dziewczętami siedzącymi na ziemi. Otoczyli je kręgiem, uniemożliwiając ewentualne próby ucieczki. Wszyscy uzbrojeni, kilku dzierżyło w dłoniach długie, elastyczne bicze. Odziani w płócienne ubrania i lekkie skórzane napierśniki. To właśnie o taki napierśnik rozbiła sobie nos Eyana.
Bliźniaczki zaczęły głośno szlochać na widok zakrwawionej
twarzy starszej siostry. Jeden z napastników natychmiast kazał im się uciszyć,
strzelając ostrzegawczo z bicza. Uderzenie nie dosięgło żadnej, ale dziewczynki
skuliły się, połykając łzy. Kayna przytuliła je do siebie, by dodać otuchy.
– Eyana... – szepnęła trwożnie Miran – ty krwawisz...
– Nic mi nie jest. To tylko rozbity nos. – Starała się
uspokoić siostrę.
– Uderzył cię? – spytała ta jeszcze ciszej.
– Nie, sama sobie rozbiłam.
– J... – zaczęła Miran, ale urwała i zacisnęła lękliwie
usta, bo ów mężczyzna właśnie znów się do nich zbliżał, wyciskając po drodze
nadmiar wody ze zmoczonego kawałka płótna.
Przyklęknął obok Eyany, otarł jej krew z twarzy, po czym
położył chłodny kompres na nasadzie nosa. Nachylił się nad nią przy tej
czynności i mogła mu się przyjrzeć. Smagłe oblicze o szlachetnych, wyrazistych
rysach z proporcjonalnym, lekko orlim nosem. Oczy miał ciemne. Koloru włosów
nie mogła dostrzec, skrywał je zawój z czarnego płótna.
– Nie ruszaj tego, póki krew nie przestanie płynąć. Spędźcie
stado! – polecił swoim ludziom, wstając. – I trzymajcie z dala od studni!
Eyana zagotowała się z gniewu
– Dlaczego?! – Podniosła głos. – Zwierzęta potrzebują wody!
– Milcz, dziewczyno – warknął do niej. – Będziesz mówić
kiedy cię zapytam.
– Co takiego?! – Spróbowała wstać, ale ostrzegawcze
smagnięcie batem poinformowało, że nie powinna tego robić.
– Co to ma znaczyć?! – zawołała i nie zważając już na zakazy, zerwała kompres z twarzy, gwałtownie potrząsając przy tym głową, co sprawiło, że krew z rozbitego nosa znów zaczęła kapać.
– Co to ma znaczyć?! – zawołała i nie zważając już na zakazy, zerwała kompres z twarzy, gwałtownie potrząsając przy tym głową, co sprawiło, że krew z rozbitego nosa znów zaczęła kapać.
– Do diabła! Mówiłem, nie ruszaj tego! – Huknął gniewnie.
Wyrwał Eyanie z rąk mokrą szmatę i przycisnął ponownie do twarzy, silnym
szarpnięciem za warkocz, odchylając do tyłu głowę.
– Dlaczego nas uwięziliście? – wycharczała, rękawami
ocierając płynącą krew.
– Prawem własności – powiedział twardym tonem. – Złodziei na
mojej ziemi mam prawo zatrzymać i zabić.
– Co?! – Spróbowała oderwać jego dłoń od swojej twarzy, ale
nie pozwolił na to. – O czym ty mówisz, człowieku?!
– Nie krzycz – upomniał surowo. – Ty i twoje siostry
kradniecie z mojej studni wodę dla swego stada, a skoro tak, mam prawo
traktować was jak złodziei.
– Studnie przy szlaku są dostępne dla wszystkich! Nie masz
prawa...!
– Nie jesteście na szlaku – przerwał jej – lecz na mojej
ziemi, a ta studnia należy do mnie.
– Niemożliwe... – wymamrotała.
Krew przestała wreszcie cieknąć. Człowiek postawił Eyanę na nogach i zacisnął żelazny uchwyt na ramieniu.
– Chodź. – Pociągnął ją w kierunku studni. – Wiesz, jakim
znakiem oznaczone są powszechne studnie?
– O-oczywiście – odpowiedziała niepewnie.
– Czy tak wygląda? – Wskazał znak wyryty u dołu kamiennej
cembrowiny.
Żołądek podjechał Eyanie do gardła, gdy wzrok padł na ryt.
Powszechne studnie były oznaczone trzema falistymi liniami ułożonymi poziomo jedna nad drugą. Ta także, ale linie były pionowe. Przeniosła przerażone spojrzenie ze studni na jej właściciela.
Powszechne studnie były oznaczone trzema falistymi liniami ułożonymi poziomo jedna nad drugą. Ta także, ale linie były pionowe. Przeniosła przerażone spojrzenie ze studni na jej właściciela.
Udowodniona kradzież była surowo piętnowanym przestępstwem.
Karano za nią obcięciem uszu, a czasami i dłoni. W niegościnnej, suchej
Farugh woda była cenniejsza od złota. Tu za jej kradzież karano nawet śmiercią.
Reszta krwi odpłynęła z twarzy Eyany, pokrywając ją śmiertelną bladością.
Reszta krwi odpłynęła z twarzy Eyany, pokrywając ją śmiertelną bladością.
– Właśnie... – mruknął mężczyzna, widząc minę dziewczyny.
– Nie zdawałam sobie sprawy, że zeszłyśmy ze szlaku. – Wbiła
spojrzenie w ziemię.
– To was nie usprawiedliwia – stwierdził twardo.
– Wiem – powiedziała niemal szeptem.
Potrząsnęła lekko głową, nie podnosząc wzroku.
– Proszę, nie krzywdź moich sióstr, to jeszcze dzieci.
Proszę...
Nie odpowiedział tylko długą chwilę przyglądał się
dziewczynie. Tak długą, że wreszcie ona odważyła się spojrzeć na niego. Surowe
spojrzenie ciemnych oczu ścisnęło jej serce lękiem.
– Obmyj twarz – polecił znacznie łagodniejszym tonem niż
poprzednio.
Zrobiła, co kazał.
– Zapłacimy za wodę...
– Zapłacicie, powiadasz?
– Tak. – Nabrała powietrza, starając się odnaleźć w sobie
zwykłą pewność siebie, choć niepokój o los sióstr wciąż trzymał za gardło. –
Podaj swoją cenę.
Obserwował ją z nieodgadnionym wyrazem twarzy, palcem
wskazującym postukując w podbródek.
Studnia i róża...
Wyrocznia...
Studnia... Dziewczyna... Dziwne, pomyślał.
Przywodziła na myśl różę. Dziwne, niedorzeczne, lecz tak
właśnie było.
Była inna niż pozostałe dziewczęta. Jasnowłosa, o delikatnej
różanej karnacji i zielonych oczach. Smukła, ale nie chuda. Urocza i powabna.
Miała mały, prosty nos o wąskich delikatnych nozdrzach i najbardziej kuszące
usta, jakie w życiu widział. Brwi nieco ciemniejsze niż włosy. I rzęsy... długie,
ciemne, rzucające cień na policzki. Pod jego spojrzeniem bladła i rumieniła
się na przemian.
Prosta, luźna suknia poplamiona krwią z rozbitego nosa, nie
pozwalała dokładnie ocenić sylwetki, ale wyobraźnia podpowiadała mu wyjątkowo
kuszące wizje. Dłonie miała niewielkie, wąskie, o smukłych palcach.
Niezahartowana, alabastrowa skóra na nich, była pokaleczona i poocierana. Widać
praca fizyczna dotąd nie była jej codziennym zajęciem, choć ubogi ubiór
przeczył bogactwu. Ujął lewą i nie odrywając wzroku od zielonych oczu,
przesunął pieszczotliwie palcami po jej wewnętrznej stronie. Była miękka jak
płatki róży... Znów ta róża, pomyślał
zaintrygowany.
...znajdź różę przy studni...
– Kradzież karzemy tu obcięciem dłoni – powiedział
mrukliwie, a ona zadrżała. Nie był jednak pewien czy dreszcz wywołały groźne
słowa, czy może jego dotyk. Przemknęło mu przez myśl, że chyba wolałby to
drugie.
– Szkoda będzie okaleczyć, tak urocze ciało...
Usta dziewczyny zadrżały, gdy dotarły do niej sens słów, ale
nie odwróciła wzroku.
– Czy to twoja cena? – zapytała tylko.
– Wzięłyście coś czego nie możecie zwrócić, więc mam prawo
żądać czegoś, co dla was jest bezcenne. Jedno życie, to moja cena.
Pierś Eyany unosiła się i opadała szybko. Rzuciła spojrzenie
na skulone na ziemi siostry.
– Weź moje – powiedziała bez namysłu. – Im pozwól odejść.
– Jesteś pewna? – zapytał. Choć jego twarz pozostała
kamienna, w oczach zapalił się jakiś błysk. – Mogę wziąć którąś z twoich
sióstr...
– Nie! – Wpadła mu słowo. – Nie... Pozwól im odejść. Nie każ im
patrzeć, jak umieram, proszę...
– Zaufasz mi? Oddasz mi życie, wierząc, że dotrzymam słowa i
uwolnię twoje siostry?
– Nie mam wyboru. Ale nie kazałeś nas zabić natychmiast,
więc... Tak. Zaufam ci. Jeśli dasz mi słowo
przyjmę śmierć, wierząc, że go dotrzymasz.
– Jesteś odważna... – powiedział z podziwem. Wierzchem dłoni
pogładził jej policzek. – Jak ci na imię?
– Eyana...
Uniósł brwi i nabrał powietrza, zatrzymując je w płucach,
jakby zaskoczył go dźwięk tego słowa. Po chwili odrzekł:
– Masz moje słowo... Eyano – wymówił jej imię powoli, z namysłem. –
Uwolnię twoje siostry i nie każę im patrzeć na twoją śmierć.
Przymknęła powieki.
– Dziękuję – wyszeptała z wdzięcznością.
– Gdzie rozbiłyście obóz?
– Godzinę marszu na północ.
– Moi ludzie odprowadzą dziewczęta i dopilnują, by jutro
opuściły moją ziemię.
– Nie krzywdźcie ich, błagam...
– Dałem ci słowo, Eyano. Nigdy nie łamię danego słowa. Idź,
pożegnaj się z siostrami.
Odprowadził ją wzrokiem, po czym przywołał jednego z
gwardzistów i wydał polecenia.
Dziewczęta tuliły się do Eyany z płaczem i lamentem. Ona
jedna nie płakała, choć powstrzymywanie łez niemało kosztowało ją trudu. Trzech
mężczyzn zbliżyło się do nich, nagląc do pośpiechu. Starsze dziewczęta
szlochały cicho, z trudem oderwały od Eyany lamentujące głośno bliźniaczki.
Wreszcie, zaganiając stado z pomocą trzech konnych, ruszyły na północ. Wiele
jeszcze razy oglądały się za siebie, spoglądając przez łzy, póki pozostawionej
siostry nie skryło przed ich wzrokiem wzniesienie.
Reszta wojowników, na polecenie wodza dosiadła koni i
odjechała w sobie wiadomym kierunku. W pobliżu studni została tylko Eyana i
młody mężczyzna, który mienił się być panem tej ziemi i miał odebrać jej życie.
Stanął tuż za nią.
– Jesteś gotowa, Eyano? – zapytał cicho, muskając wargami
skroń.
Znów zadrżała, a on znów nie wiedział czy dlatego, że jej
dotykał, czy że przeraziły ją jego słowa.
Przełknęła ślinę i w milczeniu skinęła głową.
Wyciągnął krótki, zakrzywiony sztylet. Położył dłoń na jej ramieniu i zacisnął palce na materiale sukni.
Wyciągnął krótki, zakrzywiony sztylet. Położył dłoń na jej ramieniu i zacisnął palce na materiale sukni.
Zamknęła oczy, oddychała szybko i płytko, starając się
opanować panikę.
Szarpnął tkaninę, rozrywając ją. Obnażył ramię i plecy
dziewczyny. Przez chwilę w milczeniu podziwiał jasną, nieskazitelną skórę.
Przesunął opuszkami palców wzdłuż kręgosłupa, czując pod nimi przyjemne
mrowienie. Z trudem opanował chęć, by tą samą drogą pozwolić powędrować ustom.
Czubkiem sztyletu błyskawicznie zrobił trzy krótkie, pionowe
nacięcia na lewej łopatce. Zdążyła ledwie krzyknąć, gdy przycisnął do rany
kawałek czystego płótna, by zatamować krwawienie. Objął ją, tuląc do piersi.
– Już dobrze, Eyano – szeptał do ucha, czuł jak drży z bólu
i strachu. – Już koniec...
Emocje, lęk, niepokój o siostry, niepewność, wizja śmierci,
ból zmogły jej wytrzymałość. Nogi ugięły się pod nią i odpłynęła w ciemność,
nie czując już, jak unoszą ją silne ramiona...
Osunęła się w jego objęcia bez czucia. Podniósł ją
ostrożnie, zaniepokojony omdleniem. Ranki nie były niebezpieczne dla życia,
choć niewątpliwie sprawiły ból. Przez chwilę stał niepewny co ma uczynić,
potem ostrożnie złożył dziewczynę na ziemi, uważając przy tym, by nie
zanieczyścić świeżych, wciąż jeszcze krwawiących ranek. Podarł płótno na
cieńsze pasy i szybko opatrzył skaleczenia. Rozciągnął na ziemi płaszcz i
ułożył na nim Eyanę, potem poszedł do studni i zaczerpnął świeżej, chłodnej wody.
Napełnił niewielki bukłak. Przyklęknął przy nieprzytomnej dziewczynie. Nalał
trochę wody w garść i zwilżył jej twarz. Nos i warga spuchły, a na lewym
policzku wykwitł siniec, skutek zderzenia z jego piersią okrytą twardą skórzaną
zbroją. Skrzywił się z niesmakiem. Bywał gwałtowny, ale nie brutalny względem
kobiet.
Wsunął dłoń pod kark, uniósł lekko głowę dziewczyny i
ostrożnie próbował wlać w jej usta kilka kropel chłodnego płynu.
– Otwórz oczy, Eyano. Wróć do mnie...
Świadomość wróciła. Leżała na ziemi, a ktoś, podtrzymując
głowę usiłował wlać w gardło zimną, orzeźwiającą wodę. Zakrztusiła się.
Pomógł jej usiąść. Rozdarta suknia zsunęła się i odsłoniła
pierś o ciemno-różowym sutku. Rahil przyglądał się z zachwytem.
Znajdź różę przy studni, zerwij jej pąk...
Znów powróciła natrętna myśl. Palce niemal bezwiednie
obrysowały sutek, który zareagował natychmiast na tę pieszczotę, twardniejąc i
sztywniejąc. Jej oddech przyspieszył i stał się płytszy. Bała się. Starała się
nad tym panować, lecz widział ten strach w oczach.
Róża...? Róża... Z każdą chwilą bliższy był pewności, że
słusznie uczynił, zatrzymując tę właśnie dziewczynę.
– Nie zadawaj mi bólu – szepnęła błagalnie, nie mogąc
wydobyć głosu ze ściśniętego gardła. – Zabij mnie szybko, proszę...
Zabije ją? Czy nie zabije? Kto chce wiedzieć, zapraszam jutro o siedemnastej. Pamiętajcie o ukrytej informacji ;)
*tak, wiem, że jak się rozbije nos, to łeb należy pochylić w dół, a nie zadzierać w górę, ale wtedy Rahil nie miałby pretekstu do darcia Eyany za warkocz, dlatego tak jest i tak zostanie...

Bardzo mnie to opowiadanie zaciekawiło. Masz niesamowity talent :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że ją nie zabije. Pewnie się domyśli, że ona jest tą różą... Sądzę też, że się w niej zakocha, ale to tylko moje zdanie ;).
Martwi mnie tylko to, jak poradzą sobie jej młodsze siostry...
Pozdrawiam!
Amy ;)
Wierz mi nie tylko Ciebie to martwi... co wydarzy się dalej, jutro... ;)
UsuńNo pewnie, że nie zabije! :D Świetne i od samego początku bardzo wciągające. Uwielbiam romanse na tle historycznym. Suknie, zbroje, rycerze i omdlewające niewiasty, to dokładnie mój klimat. Chociaż sama nie byłabym w stanie wymyślić czegoś takiego, to przecież musimy być zróżnicowane, żeby monotonii nie było :D
OdpowiedzUsuńStrasznie chciałam przeczytać od razu o 17, ale niestety mogłam dopiero teraz. Z niecierpliwością czekam na jutrzejszą kontynuację!
Pozdrawiam!
Nikki, jakbyś pisała tak jak ja, to bym nie czytała z wypiekami, bo nigdy do końca nie jestem zadowolona ze swojego pisania, a już szczególnie z moich pikantnych przypraw :) Zmyślam, zmyślam, panicznie się boję umiejscawiać akcję w konkretnym miejscu czy czasie. Boję się, że to mało wiarygodnie wyjdzie i nikt nie kupi mojego kitu. Coś tam się pląta w szufladzie, ale na razie nie próbuję tego ruszać... może kiedyś ;). Póki co omdlewające dziewoje i rycerze zdają mi się bezpieczniejsi. Lubię bajki pisać i już ;)
UsuńTo się świetnie, a nawet lepiej niż świetnie składa, bo ja lubię bajki czytać :D I kupuję te Twoje wszystkie "kity" bez mrugnięcia. Dziękuję za bardzo pochlebny komplement, ale myślę, że nie masz się czego bać, bo to, co przeczytałam do tej pory baaardzo mi się podoba. A uwierz mi, że nie tracę czasu na nudne opowiadania. Zaczynałam czytać kilka blogów o różnych tematykach i dopiero Ty zatrzymałaś mnie na dłużej. Znaczy na stałe, bo czytam, kiedy tylko mam wolną chwilkę i czytać będę nawet jak już wszystko przeczytam :). W każdym razie jestem bardzo szczęśliwa, że tu trafiłam i nawiązałam z Tobą kontakt, ponieważ myślę, że robiąc to co robimy zmierzamy w bardzo podobnym kierunku. Pisarstwo traktujemy w pewien sposób "na serio" i mimo że to hobby, to jednak bardzo nam zależy na pozytywnym odbiorze. I może jakiś profitach w przyszłości...? Co do scen 16+ uważam, że są zabarwione bardzo subtelną i bardzo smaczną erotyką pobudzającą wyobraźnię. Jeśli będziesz chciała to zaostrzyć wiem, że uda Ci się to na pewno, bo emocje to Ty umiesz rysować doskonale!
UsuńTroszkę się rozpisałam, ale taka nasza wada ;) Co do pisania - zero ograniczeń! I pomyśleć, że w szkole nie znosiłam pisać wypracowań!
Hehe, w podstawówce pisałam wypracowania na parapecie, na dużej przerwie. W liceum, pisałam o 4 rano przed wyjściem do szkoły (wychodziłam przed 7), od razu na czysto do zeszytu, bo nie było już czasu żeby się bawić w brudnopisy. Poza tym, że ZAWSZE stawiałam przecinki nie tam gdzie trzeba, albo wcale, nie miałam problemu z zaliczeniem pozytywnej oceny. Chwalę się :p. Nad podkręcaniem ciągle pracuję. Kiedyś pewnie wrzucę coś troszkę mocniej przyprawionego, aczkolwiek nie sądzę bym napisała coś a'la Grey. To nie moja bajka. Czytuję i takie rzeczy bo czemu nie, ale nie czuję tego w pisaniu ;). To, że w ogóle się otwarłam na publikowanie zawdzięczam Soul i kilku innym osobom, ale głownie jej. To naprawdę dobra dusza i też pięknie pisze :)
UsuńW polecanych blogach u mnie na pasku są tylko dwa. Nie polecam "czegokolwiek", ani na zasadzie "poleć mnie a ja ciebie". Tylko to, co w moich oczach, warte jest polecenia. Mam jeszcze dwa blogi na oku, być może też dołączą do mojej listy ;).
Lecę rozdzialik przeczytać, bo chciałabym dobić i być na bieżąco :D.
Chwalipięta :p To dobrze, trzeba się chwalić!
UsuńJa "podkręciłam" swoje pierwsze dwa opowiadania w iście Grey'owskim stylu, ale przy obecnym uznałam, że już z tego wyrosłam, więc jest (przynajmniej tak mi się wydaje) dużo delikatniej. Pomijając, że straciłam przez to kilka czytelniczek, to ja się czuję dużo lepiej koncentrując na innym przekazie, innych emocjach i zdarzeniach.
Dziękuję bardzo za wyróżnienie i umieszczenie mnie wśród tych, co to pięknie piszą. Czuję się niezmiernie zaszczycona :). Co do Soul, to już byłam na jej stronie i jak tylko będę na bieżąco u Ciebie (czas, czas i jeszcze raz czas. Skąd go brać?), to biorę się za "Zwierzenia o północy".
Odliczam do 17! Może dzisiaj uda mi się wcześniej przeczytać, bo już się nie mogę doczekać kontynuacji!
Nie dziękuj :) Postanowiłam po prostu umieszczać tam wyłącznie strony osób, które w pisaniu etap fanficków mają już sobą, mają zielone pojęcie o tym co robią i dystans do własnej twórczości. Zrezygnowałam z rozsyłania reklam. Komentuję tylko tam, gdzie uznam, że warto. Rzaaaadko biję brawo. Wiem, że to nie zachęca do wejścia do mnie, ale nie zależy mi na odwiedzinach znajdujących odzwierciedlenie wyłącznie w liczniku ;). Wolę jedną, dwie aktywne czytelniczki niż setkę statystów :). Nie założyłam bloga na jedno opowiadanie, bo to bez sensu. Trochę pewnie jeszcze potrwa nim to miejsce się rozhuśta, ale ma czas. Jak to mówią: co nagle to po diable, więc nie będę się śpieszyć ;) Lecę zakupy zrobić, do poczytania wieczorkiem :)
UsuńMiałam nadzieje, że wczoraj uda mi się przeczytać, ale niestety... plany planami, a życie robi swoje... ;) Właśnie skończyłam część pierwszą i zaraz zabieram się za dalszy ciąg, ale chciałam i tu zostawić po sobie jakiś ślad. Nieduży, co prawda, bo coś więcej napiszę na koniec ;) Tęczowo - powiadasz... Hmm... Podoba mi się i zapowiada się "ciekawie", hihi... Lecę czytać dalej :) Do następnego.... ;)
OdpowiedzUsuńW kwestii "tęczy" kładę łeb na pieniek i poddaję się opinii sirEmila. Powiedział, że tęcza jest, to muszę mu wierzyć na słowo ;). Chociaż chyba nie jest dramatycznie, skoro dał radę bez aviomarinu :D. Bardzo bardzo się cieszę, że chce Ci się czytać dalej, czyli że jednak się podoba :)
UsuńPodoba i to bardzo!
OdpowiedzUsuńJa zawsze byłam noga z polskiego, wolę przedmioty ścisłe ;-)
Ale czytanie to moja pasja, to oderwanie się od rzeczywistości, chwile wytchnienia... Cieszę się, że tu trafiłam :-) Kasiu tak trzymaj! A przecinkami się nie przejmuj się! :-)
Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia.
Lena
Leno, cieszę się, że zyskałam aktywną czytelniczkę :). Każdy ma swoją bolączkę, moją jest przecinkologia ;). Na jutro wrzuciłam Wam kawałek "Wysp", na niedzielę kawałek "Powietrza".
Usuń