Zapraszam na trzecią, ostatnia już część mojej walentynkowej historii :) 16+ dzieci proszę zamknąć oczęta :p
Sen, zły sen, nawiedzający go od dnia, gdy sam, w walce przelał pierwszą krew, stając się mężczyzną. Powracał nieubłaganie, przypominając o winie dziada, którego nigdy nie poznał. Sen, który dręczył jego duszę, odbierał nadzieję i wiarę.
Przekleństwo nieuchronnie podążało za jego rodem. Rahil był
ostatni i wkrótce przelana tamtego dnia niewinna krew doczeka się
zadośćuczynienia.
Znów go śnił. Krzycząc, próbował powstrzymać bezwzględnego
przodka, przestrzec go, ale nie mógł zostać wysłuchany. Był Przyszłością i
Przeszłość nie mogła go usłyszeć. Niczego nie mógł zmienić. Rozpacz rozdzierała
mu serce i dławiła oddech. Palce zaciskały się konwulsyjnie na jedwabnej
pościeli. Mięśnie napinały się drżąc z wysiłku, a ciało pokryło się potem.
Mamrotał coś niewyraźnie, walcząc z niewidocznym przeciwnikiem.
Ktoś go dotykał. Gniewnie odtrącił dłonie, ale one powróciły
z uporem. Zacisnęły się na jego ramionach i próbowały nim potrząsnąć.
Przeklinam cię,
Rahilu, książę ilSahdaar... Nie!
– Obudź się, Rahilu... Obudź się, proszę...
Otworzył oczy... Sen wciąż trwał. Jej twarz tuż nad nim...
Wciągnął ramiona... Niech sen się nie kończy...
– Eyana... – wymamrotał.
Przyciągnął ją do siebie i odwrócił się tak, że znalazła się pod nim. Jego ruchy były
gwałtowne, drapieżne... Przycisnął ją swoim ciężarem, że ledwie mogła oddychać.
– Rahilu... Miałeś zły sen... Obudziłam cię...
Nie słuchał jej.
– Eyana... Mój sen...
Moja róża...
Nie pozwolił jej mówić, rozgniatając usta pocałunkami. Tulił
ją do siebie chciwie. Jakby się bał, że ona zniknie jeśli rozluźni uchwyt.

