WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

13.02.2014

Studnia i róża - cz. 2

Kontynuujemy... Znaleźliście już ukrytą informację? Nie? to szukamy dalej ;)

   


     Oderwał palce od jej piersi i ujął podbródek, unosząc twarz. W jego wzroku zapłonęło coś, czego nie znała i nie potrafiła określić.
     – Dlaczego sądzisz, że chcę cię zabić, Eyano?
     – Powiedziałeś...
     – Powiedziałem, że chcę życia, nie śmierci. Twoje życie należy do mnie.
     Zaskoczenie odbiło się w niebieskich oczach. Zastygła w bezruchu, zdezorientowana odpowiedzią. Z wolna docierał do niej sens, a zaskoczenie zaczęło przeradzać się w gniew.
     – Oszukałeś mnie...
     – Ja? – Uśmiechnął się z lekką drwiną. – Nie. To ty, źle zrozumiałaś.
     – Wiedziałeś o tym.
     – Czy to znaczy, że wolałabyś abym cię zabił?
     Zignorowała pytanie. To los sióstr budził jej niepokój, nie własny.
     – Moje siostry, to jeszcze dzieci. Potrzebują mnie. Czy w takim razie pozwolisz mi do nich wrócić?
     – Nie, Eyano – szepnął.

     Niespodziewanie nachylił się i przytulił wargi do jej ust. Zamarła w bezruchu. Nie broniła się, ale też nie odpowiedziała w żaden sposób na tę czułość.
     Podniósł po chwili głowę i utkwił pociemniałe spojrzenie w źrenicach, dziewczyny. Wyprostował się i odsunął od niej, nie uwalniając wzroku. Oszołomiona, przyglądała mu się szeroko otwartymi oczyma, gdy w pośpiechu odpinał skórzaną zbroję, a następnie odrzucił na bok.

...zerwij różę... zerwij jej pąk...



     – Co chcesz zrobić? – zapytała drżącym głosem.
     Zdjął z głowy zawój, odsłaniając krótko przycięte, gęste, czarne włosy. Ściągnął tunikę, obnażając twardy tors.
     Potem wstał i postawił dziewczynę na nogi. Zdarł z niej suknię, pozostawiając ją teraz zupełnie nagą. Przerażona, osłoniła ramionami piersi. Odsunął się o krok i powoli przesuwał wzrok po ślicznej sylwetce, podziwiając z zachwytem w oczach, jasną skórę. Wyciągnął ramię i dotknął ciepłej, gładkiej skóry na biodrze.

     – Znajdź różę przy studni i zerwij... – szepnął do siebie. W języku północnych ludów Eyana znaczy – róża.
     Podniósł wzrok i zajrzał w rozszerzone lękiem oczy. Uśmiechnął się łagodnie. Ujął jej twarz w dłonie.
     – Nie bój się, Eyano. Nie bój się... – złożył delikatny pocałunek na ustach – obejmij mnie... Zrób to, proszę – ponaglił, wyczuwając, że się waha.
     Objęła go ostrożnie, a on z westchnieniem przytulił ją, pieszcząc dłońmi alabastrową skórę na plecach. Całował włosy, szepcząc by się go nie bała.

     – Co chcesz zrobić? – powtórzyła szeptem pytanie.
     Wplótł palce we włosy na jej karku i delikatnie odchylił głowę, znów szukając ust. Przerwał pocałunek tylko na chwilę, by powiedzieć:
     – Będziemy się kochać... Ja, będę się z tobą kochał, Eyano...


     Patrzył w niebo na zapalające się gwiazdy, tuląc dziewczynę do siebie. Oddechy z wolna wyrównywały się, a tętna zwalniały, powracając do naturalnego rytmu.
     – Czy teraz... mnie zabijesz...? – zapytała cicho.
     Uśmiechnął się. Na palce nawijał jedwabiste pasma jasnych włosów.
     – Nie zabiję cię, Eyano. Martwa nic nie jesteś warta, żywa...
     Usiadł i pociągnął ją w górę, zmuszając tym samym, by także usiadła. Sięgnął po tunikę i podał jej.
     – Twoja suknia jest zniszczona. Załóż to.
     Sam założył szarawary. Zasznurował buty. Podprowadził czekającego cierpliwie w pobliżu wierzchowca. Otulił Eyanę płaszczem i posadził na siodle. Wskoczył na koński grzbiet, sadowiąc się za nią. Zebrał wodze.
     – Dokąd mnie zabierasz?
     – Do domu. Do domu...
     Spiął konia i ruszył galopem...

     Kratownica w bramie nie była jeszcze zamknięta. Czekali na jego powrót.
     Po dziedzińcu kręcili się gwardziści i wartownicy. Rzucali tylko dyskretne spojrzenia w jego stronę, gdy wjechał na dziedziniec. Nie czynili uwag pomiędzy sobą. Nie lubił, gdy ktokolwiek komentował jego poczynania i oni o tym wiedzieli. Dopiero, gdy znikł we wnętrzu budynku, ten czy ów rzucił krótkie zdanie:
     – Przez jakiś czas będzie spokój.
     – Taa... Przywiózł nową zabawkę.
     – Czy to nie była ta dziewczyna? Ta z rozbitym nosem, tam przy studni?
     – Może... Nam i tak nic do tego...


     Nawet za życia ojca, choć nie cierpiały biedy, Eyana nie doświadczyła takiego luksusu.
     Ogromna łaźnia z wanną, o rozmiarach sporej komnaty, wypełnioną podgrzewaną wodą. Kosztowne olejki i pachnidła... Delikatne, jedwabne szaty... Stół zastawiony wszelkim jadłem w ilości takiej, że siostrom i jej samej starczyłoby na wiele dni tego, co tu podano jako jeden posiłek. Nie skąpiono niczego...

     On siedział na drugim końcu stołu, przyglądając się dziewczynie w milczeniu. Prawie nie jadła. Żołądek miała ściśnięty niepewnością o przyszłość sióstr. Jak poradzą sobie sobie bez niej? Czy uda im się cokolwiek sprzedać? Czy potencjalni kupcy poważnie potraktują niedorosłe dziewczęta w roli kontrahentów? Czy nie zostaną bezlitośnie oszukane przez nieuczciwych handlarzy, którzy odbiorą im stado, w zamian pozostawiając nic nie znaczącą kwotę, która nie pozwoli rozwiązać problemów? Setki pytań bez odpowiedzi, kołatały się w jej głowie, sprawiając udrękę, która stawała się nie do zniesienia. One były same, bezradne i bezbronne, ją otoczono luksusem, na który nie zasłużyła.

     – Nic nie jesz, Eyano. Jedz – zachęcił łagodnym głosem gospodarz.
     Potrząsnęła przecząco głową.
     – Nie jestem głodna... Nie mogę jeść... – dodała ciszej.
     Wsparł podbródek na dłoni.
     – Rozumiem. Miałaś dzisiaj wiele wrażeń – uśmiechnął się pobłażliwie. – Jesteś zmęczona. Powinnaś odpocząć.
     Skinął na niewolnicę, dyskretnie stojącą z tyłu i czekającą na polecenia.
     – Samilo, zaprowadź Eyanę do sypialni i usłuż jej, jeśli czegoś sobie zażyczy.
     Służka skłoniła się w milczeniu. Uśmiechnęła się do Eyany, czekając aż ta wstanie od stołu.

     – Dobrej nocy... – uświadomiła sobie, że wciąż nie zna jego imienia – panie...
     – Dobrej nocy, Eyano.


     Nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, myśląc o niej. Po co ją tu przywiózł? Dał się ponieść jakiemuś bezsensownemu przeczuciu, zapewne z powodu tamtych absurdalnych słów, jakie usłyszał od Wyroczni. Jej imię... Zacisnął pięści. Bzdury... Powinien był zabrać połowę stada, jako zapłatę za wodę i na cztery wiatry przepędzić dziewczyny ze swojej ziemi. Tak właśnie by postąpił z każdym innym złodziejem. Dlaczego w ogóle znalazł się dzisiaj przy tamtej studni? Włóczyli się bez celu po okolicy, bo nie mógł usiedzieć w domu. Co akurat tam go przywiodło?

Przeznaczenie...  Podąża tajemnymi ścieżkami...

     Co jest jego przeznaczeniem? Klątwa rzucona w rozpaczy? Czy jej złamanie? Dotąd nie  próbował spełnić słów wyroczni. Uważał je za bezsensowny bełkot. Okrutny żart bogów. Niczego nie szukał. A przecież znalazł... A może to przeznaczenie znalazło jego?

Znajdzie cię wszędzie...
(inspiracją dla tego opowiadania była się scenka z... Biblii - Stary Testament)

     Do diabła! Nie zaśnie dzisiaj! Wyskoczył z pościeli i wyszedł na taras, biegnący wzdłuż ściany pałacu. Wychodziły nań, wsokie od podłóg po stropy, okna kilku komnat. Chłodne, pustynne powietrze przyjemnie głaskało rozgrzaną skórę. Lekki, nocny wiatr poruszał cienkimi zasłonami w otwartych drzwiach sypialni obok.
     Wahał się tylko chwilę.
     Wolno odgarnął zasłonę i cicho wsunął się do środka. Nie chciał jej obudzić. Ale ona nie spała. Leżała na boku z twarzą zwróconą w kierunku okien. Zauważyła go natychmiast i usiadła na łóżku z pytaniem w oczach.
     – Nie śpisz... – stwierdził odrobinę zaskoczony.
     – Nie mogę zasnąć – odpowiedziała.
     – Ja także. – Usiadł naprzeciw niej. – Tęsknię... Za tobą, Eyano.
     Po chwili wyciągnął się na boku, wspierając głowę na zgiętym ramieniu.
     – Powinnaś spać. Jutro nie będziesz wypoczęta.
     Położyła się obok zwrócona w jego stronę. Pogładził jej policzek wierzchem dłoni.
     – Tęsknię za tobą... – powtórzył – i nie rozumiem dlaczego. Znam cię ledwie chwilę...
     Milczała.
     – Powiedz coś, Eyano.
     – Pozwól mi odejść i zatroszczyć się o siostry.
     – Nie.
     – Wrócę. Przyrzekam.
     – Nie, Eyano. Należysz do mnie. Nie chcę żebyś myślała o siostrach. Zabraniam ci.
     – Tego nie możesz mi zabronić.
     W jego oczach pojawiło się zaskoczenie. Zrobiła coś, na co nie ważyła się dotąd żadna kobieta, nawet jeśli nie była niewolnicą. Eyana, sprzeciwiła mu się. Tak po prostu. Zdumienie odebrało mu głos. Dopiero po dłuższej chwili wykrztusił:
     – Dlaczego nie mogę?
     – Ponieważ dałam ci władzę nad moim życiem, wraz z nią wziąłeś prawo do ciała, ale dusza i myśli pozostają moje. I zawsze tak będzie. Nie możesz tego zmienić.

     Z konsternacją uświadomił sobie, że dziewczyna ma rację. Mógł ją zniewolić. Mógł kochać się z nią w każdej chwili, gdy zapragnął, ale swoje serce i duszę mogła mu podarować tylko ona sama. Piękna jak kwiat róży, uzbrojona w kolce wolnej woli. Nawet jej życie... Należy do niego, ponieważ ona zgodziła się mu je oddać. Sam, mógłby wziąć jedynie śmierć.

Przeznaczenie podąża tajemnymi ścieżkami... Zerwij pąk róży i spraw, by dla ciebie zakwitł...

     Zerwał różę, lecz jak sprawić, by kwitła dla niego? Zdało mu się, że starczy, iż ją posiadł, że narzuci jej swą wolę. Nakaże kwitnąć i stanie się, jak sobie zażyczy. Tymczasem jej myśli, dusza były daleko stąd, a serce trawił robak niepokoju o rodzinę. I nie mógł wyrwać z niej pamięci, której ona nie zechce porzucić. Wstał.

     – Nie chcę, żebyś o nich myślała – warknął. – Umarłaś dla nich.
     Eyana usiadła.
     – Ale ja żyję. I jeśli chcesz zabić we mnie pamięć, będziesz musiał odebrać mi życie.
     – Nie boisz się śmierci? – zdumiał się.
     – Boję się. Ale nie zaprę się siebie, by jej uniknąć. – Patrzyła mu śmiało prosto w oczy.
     Otworzył usta chcąc coś odpowiedzieć, ale rozmyślił się i warknął tylko:
     – Śpij, Eyano. Dobrej nocy.
     Odwrócił się, by odejść.
     – Nie wiem, jakie nosisz imię...
     Zatrzymał się i spojrzał przez ramię.
     – Jestem Rahil, książę ilSahdaar, ostatni w tym rodzie.
     – Dobrej nocy, Rahilu...


     Rzucił się na łóżko i wbił wzrok w sufit. Próbował zrozumieć samego siebie.  Dlaczego nie powiedział jej prawdy?
     Ludziom, których posłał z siostrami Eyany, nakazał towarzyszyć dziewczętom aż do Lahtanaru. Mieli dopilnować, by nie stała im się po drodze żadna krzywda, by nie oszukano ich przy handlu i dano słuszną cenę, za towar, który oferowały. Potem mieli odprowadzić je do domu, gdziekolwiek był, strzegąc w drodze ich bezpieczeństwa. Nie powiedział jednak o tym Eyanie. Co go powstrzymało? Pragnął przecież, by go podziwiała, by była mu oddana. Bezgranicznie. Chciał, by jej myśli należały wyłącznie do niego... Delikatna, krucha kobieta, której bez trudu mógłby pogruchotać kości gołą ręką, a jednak była silna. Bała się jak każdy, bólu, nędzy, śmierci. Ale odważnie, z determinacją stawiała czoło tym lękom. I była dumna. Mógł ją niewolić, upokarzać, poniewierać, ale nie mógł odebrać jej dumy i woli.
     Prawie nie spał tej nocy, rozmyślając i szukając odpowiedzi, nim zdał sobie sprawę, że pierwszy raz w życiu zapragnął, by ktoś go pokochał. Nie mówił mu fałszywe słowa o miłości, lecz pokochał uczciwie i szczerze.
     Eyana była uczciwa, nie ukrywała swoich myśli, nawet jeśli miały by wzbudzić jego gniew. Jeżeli go pokocha, jej miłość będzie właśnie taka: prawdziwa, czysta, uczciwa i szczera. Postanowił, że zdobędzie jej serce świadomy, że na uczucie będzie musiał zapracować szczerością.
     Nie powiedział nic, bo nie chce wdzięczności. Musi jednak zaufać jej czystemu sercu i pozwolić ocenić swoje czyny. Musi dać się poznać, nie jako książę i pan włości, lecz jako człowiek. To jedyna droga i sposób do osiągnięcia cel, który sobie wyznaczył. Czy będzie umiał zdobyć się na szczerość? Odsłonić przed kobietą zakamarki swojej duszy? Obnażyć słabości, rozterki i lęki?


     Ogrody były piękne. W tej suchej krainie były oazą pełną zieleni i wszelakich innych barw. Nawadnianie ich musiało być tytaniczną pracą i kosztować majątek.
     Eyana przechadzała się cienistymi alejkami. Wiele niezwykłych kwiatów o fantastycznych kształtach widziała pierwszy raz w życiu. Woda szemrała sennie w fontannach. Rozpryskując się na kamieniach tworzyła srebrzystą mgiełkę, która w upale dawała ulgę roślinom i ludziom. W unoszących się w powietrzu kroplach światło słońca rozszczepiało się i migotało setkami tęcz.

     Chrzęst kroków na wysypanej żwirem ścieżce sprawił, że spojrzała w bok.
     Nie widziała Rahila od kilku dni. Od tamtej nocy kiedy był w jej sypialni i odszedł gniewny, bo nie przyznała mu racji. Nic jednak się nie zmieniło. Służba nadal traktowała ją z atencją. Nie zbywało jej na niczym. A w sercu wciąż tłukł się ten sam niepokój.
     Teraz Rahil zbliżał się wolnym krokiem. Utkwił w niej spojrzenie ciemnych oczu. Twarz pozostawała kamienna. Tylko brwi ściągnął lekko, z namysłem. Cała jego sylwetka emanowała energią i siłą, a płynne ruchy przywodziły na myśl drapieżnika. Jest piękny, pomyślała Eyana, a serce zatrzepotało niespokojnie.

     – Witaj, Eyano – powiedział, a jego głos zawibrował miękko, sprawiając, że znów przeszył ją dreszcz.
     – Witaj, Rahilu...

     To także było dla niego osobliwe. W domu otaczały go  niewolnice, żadna z nich nie zwracała się do niego po imieniu. Wolne kobiety, ze względu na jego pozycję także się nie ośmielały. Eyany nie onieśmielał. Nie na tyle, by chciała nazywać go panem, albo choć tytułować księciem. Co dziwniejsze podobało mu się to. Podobał mu się sposób w jaki wymawiała jego imię. Dotknął jej policzka, mówiąc:
     – Nie masz już sińca. Cieszę się, że nie zrobiłaś sobie poważniejszej krzywdy. Chodź – ujął jej dłoń, lekko zaciskając na niej długie, mocne palce – przejdziemy się. Chcę z tobą porozmawiać.
     Poprowadził ją alejką w głąb ogrodów.
     – Podoba ci się w moim domu? – zapytał.
     – Ogrody są piękne, pałac także... – Zdawało się, że chce jeszcze coś dodać, lecz w ostatniej chwili zmieniła zdanie i zamilkła.
     – Ale...? – zapytał po chwili.
     Potrząsnęła tylko głową.
     – Nie jesteś tu szczęśliwa...? – Bardziej stwierdził niż zapytał.
     Znów potrząsnęła głową, tym razem potwierdzając jego słowa.
     – Chcę, żebyś była szczęśliwa, Eyano. Pragnę tego.
     – Czy to także chcesz mi nakazać?
     – A posłuchałabyś?
     – Nie można komuś kazać być szczęśliwym.
     Uśmiechnął się.
     – Można skłamać, że się jest.
     Popatrzyła na niego ze zdumieniem w zielonych oczach.
     – Skłamać? Po co?
     – Na przykład, żeby sprawić przyjemność komuś, kto pragnie byś była szczęśliwa.
     – To nieuczciwe – stwierdziła stanowczo. – Byłbyś zadowolony, wiedząc że kłamię?
     – Może bym nie wiedział.
     – Człowiek nie potrafi ukrywać tego, że jest szczęśliwy ani tego, że nie jest. Wiedziałbyś.

     Usiedli na kamiennej ławeczce w cieniu migdałowego drzewa. Spoglądał zamyślony w dal.
     – Nie jesteś szczęśliwa. Wciąż o nich myślisz. Chociaż ci zabroniłem.
     – To moja rodzina. Są całym moim światem...
     – Już nie, Eyano. Teraz twój świat jest tutaj.
     – Nie masz na to wpływu, bez względu jak bardzo pragniesz, by tak właśnie było.
     – Nie będziesz mi posłuszna?
     – Nie w tej kwestii – zdecydowanie potrząsnęła głową.
     – A jeśli ci powiem, że nie musisz lękać się o ich los? Ludzie, których z nimi odesłałem, dostali polecenie towarzyszyć im i chronić je w drodze do domu.
     Spojrzała na niego zaskoczona, ale zaraz powróciła do swojego stanowiska.
     – Nawet jeśli tak... Posłałeś trzech wojowników, by zapewnili im bezpieczeństwo. Dziękuję... – zamilkła na chwilę zastanawiając się, czy powinna mówić dalej, wyłuszczając, co wciąż leży jej na sercu. – Czy tego właśnie ode mnie oczekujesz? Wdzięczności? – zapytała wreszcie. – Jeśli tak, masz ją oczywiście, ale to nie rozwiązuje wszystkich problemów. Moje siostry są młode, niedoświadczone. Miran, ma tylko piętnaście lat. Jest ufna i łatwowierna. Jak sobie poradzi z ludzką chciwością? Z zarządzaniem majątkiem, o ile uda się jej go zachować? Tamten człowiek oszukał naszego ojca, być może przyczynił się do jego śmierci. Jakie szanse w konfrontacji z nim ma Miran i pozostałe, które są jeszcze dziećmi?
     – Wiesz, co cenię w tobie? – zapytał, wbijając intensywny wzrok w jej oczy. – Jesteś uczciwa i bezwzględnie szczera. Nie chcę twojej wdzięczności, Eyano. Chyba dlatego nie powiedziałem ci o tym tamtej nocy, że nie chcę byś była mi wdzięczna. Chcę... – urwał. Podniósł jej dłoń do ust. – Powiedziałem ci teraz, ponieważ chcę być względem ciebie równie szczery i uczciwy, jak ty jesteś. A teraz wybacz...
     Płożył dłoń dziewczyny na jej kolanach i oddalił się.

     Odprowadziła go spojrzeniem, jeszcze bardziej niespokojna niż wcześniej. Ale teraz palił się w niej nie tylko niepokój o los sióstr. Rahil... Jego słowa zasiały w niej zamęt. Polecił chronić jej siostry, lecz nie po to, by się przypodobać?
     Im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej skłaniała się ku jego racjom. Nie chciał jej wdzięczności. Gdyby tak było powiedziałby, co uczynił jeszcze tam, przy studni. Mógł powiedzieć wtedy, gdy przyszedł do jej sypialni. Lecz nie zrobił tego. Dopiero dziś...
     Pożądał jej. Nie miała, co do tego wątpliwości. Widziała to w jego oczach, wyczuwała w dotyku. A jednak nie tknął jej od tamtego pierwszego razu, choć należała do niego i nie musiał prosić o zgodę. Gniewał się, gdy mu się sprzeciwiała, ale nie próbował łamać sprzeciwu przemocą. Czegoś od niej chciał i w głębi ducha Eyana wyczuwała czego. Czy będzie zdolna mu to dać? A siostry? Nie zapomni przecież o nich. Nie przestanie ich kochać i martwić się o nie. Ludzie Rahila odprowadzą je do Dader i wrócą tutaj, pozostawiając własnemu losowi. Niepewność, jak dziewczęta dadzą radę trudnościom, z którymi przyjdzie im się borykać, nie pozwoli Eyanie skupić się na jakimkolwiek innym uczuciu. Tymczasem Rahil, żądał całej jej uwagi i oddania. Jeśli jednak nie zrozumie i nie nauczy się nią dzielić z innymi... Jeśli nie wyzbędzie się egoizmu, ona nigdy nie będzie mogła uczciwie powiedzieć mu, że go kocha.


     Młody mężczyzna w milczeniu słuchał poleceń.
     – Otrzymasz wszelkie pełnomocnictwa. W moim imieniu dokładnie zbadasz sprawę Horata i jego majątku. Zrób to dyskretnie. Tak, by ów łajdak niczego wcześniej się nie domyślił. Chcę dostać dokładny raport.
     Człowiek skinął głową i wyszedł a Rahil odchylił się w fotelu, splatając dłonie na podołku i pogrążył w zadumie.


     Obudził ją jakiś dźwięk. Przez chwilę wsłuchiwała się w nocną ciszę, próbując go zidentyfikować. Dochodził spoza jej komnaty. Zaintrygowana wyszła na taras, wdychając chłodne nocne powietrze. Dźwięk znów dobiegł jej uszu. Brzmiał jak zduszony krzyk, jęk kogoś dręczonego przykrym snem. Dochodził z komnaty obok. Z sypialni Rahila...
     Weszła tam, nie zastanawiając się, co robi. Człowiek umęczony złym snem cierpiał i chciała mu pomóc. Nie miało znaczenia kim jest.

     Przez cienką, pół przezroczystą moskitierę widziała, jak niespokojnie rzuca się w pościeli, mamrocząc przez sen jakieś niewyraźne słowa. Odgarnęła zasłonę i usiadła obok niego. Zacisnęła palce na jego ramionach i starała się nim potrząsnąć.
     – Obudź się, Rahilu... Obudź się, proszę – mówiła.
     Wreszcie znieruchomiał i otworzył oczy, oddychając ciężko...


     Stary człowiek tkwił na klęczkach przed dumnym księciem. Ów patrzył na niego z góry, z pogardą i wstrętem.
     – Błagam, okaż łaskę, panie. Idziemy już wiele dni. Woda się skończyła. Moje wnuki... – starzec wskazał wzrokiem troje przerażonych pacholąt, kulących się u jego stóp – mają tylko mnie. Byliśmy spragnieni...
     – Kradzież, pozostaje kradzieżą – oznajmił książę lodowatym tonem.

     Nie...! Nie rób tego, dziadku!

     – Za kradzież mojej własności karzę śmiercią – mówił dalej książę, a jego bezwzględność zmroziła serce starca.
     – Ulituj się na dziećmi, panie – jęknął, obejmując błagalnie nogi wielmoży. Ten odtrącił lekceważącym kopnięciem jego suche, kościste ramiona.

     Okaż litość! Okaż im miłosierdzie!

     – Weź moje życie, panie, będę ci służył wiernie jak pies...
     – Życie psa więcej warte niż twoje – prychnął z pogardą ziemianin. – Brać ich. – Wskazał chłopców gwardzistom.

     Ci, brutalnie oderwali łkające dzieci od nóg starca.

     – Zarżnąć – padło bezwzględne polecenie, a starzec zawył przeciągle.
     Chciał rzucić się ku wnukom, lecz żelazne ramię chwyciło kark, nie pozwalając ruszyć się z miejsca. Jęczał więc tylko, z rozpaczą patrząc, jak żołnierz kolejno podrzyna gardła pacholętom...

     Każde z nich miało twarz Eyany... Nie zabijaj! Nie!

      Suche, żylaste dłonie starca bezsilnie darły ziemię. Upadł twarzą w piach, a ciałem wstrząsał spazmatyczny szloch.
     – Twoja kolej, staruchu...

     Niewinna krew...! Nie, dziadku! Nie!

     Zimna stal dotknęła karku starca. Odwrócił uwalaną pyłem twarz. Jego wzrok płonął szaleństwem, gdy spoglądał w kamienne oblicze księcia..
     – Przeklinam cię... – wycharczał. – Przeklinam cię, Rahilu, książę ilSahdaar! Przeklinam po trzykroć...! W trzy pokolenia ród twój sczeźnie i nie pozostanie nikt z twojej krwi...!

     Nieee...!

     – Twoje przekleństwo mniej warte niż twoje życie, psie – warknął książę, uderzając mieczem.
     Trzasnęła kość i stary człowiek niczego więcej już nie powiedział. Upadł u stóp okrutnika przy studni, a cieknąca z rany krew zlała się w plamę przypominającą purpurowy kwiat róży...

     W połyskującej w słońcu kałuży odbiło się ludzkie oblicze... Jej oblicze...

     – Obudź się, Rahilu...!



Na ciąg dalszy zapraszam jutro o 17:00...

11 komentarzy:

  1. Całkiem rozumny facet z tego Rahila. Potrafi sobie wszystko przemyśleć i wyciągnąć słuszne wnioski. Być może (wnioskując po ostatniej scenie) nie zawsze był dobrym człowiekiem, ale przecież ludzie się zmieniają. Bardzo jestem ciekawa zakończenia. No i tego w jaki sposób pokaże jej, że jest zwykłym, łaknącym uczucia facetem. Zakocha się nasza róża, czy się nie zakocha? Myślę, że już się zakochała, a na pewno mocno zauroczyła wyczuwając jego dobroć i dowiadując się, że nie zostawił jej sióstr bez pomocy. A do zakochania jeden krok!
    Nie mogę się pozbyć skojarzenia z "Piękną i Bestią". On kiedyś okazał się okrucieństwem, więc odbywa karę w samotności i ma warunek. Bella musi go pokochać zanim opadnie ostatni płatek róży. W innym wypadku na zawsze pozostanie potworem. No i oczywiście Piękna nie ima się jego okrutnej powierzchowności i dostrzega w nim wrażliwość i dobro. Czy podobnie będzie w Twoim opowiadaniu? Mam nadzieję, że tak, bo uwielbiam tą historię :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, końcowa scena tego fragmentu wyjaśni się jutro ;). Nic nie mówię, bo popsułabym całą zabawę :). O 17:00
      Następnym razem, jak zaplanuję automatyczne publikowanie wpisów, ustawię na 12 w południe ;)

      Usuń
    2. Doskonały pomysł! W samo południe brzmi idealnie.
      Ponieważ jutro mąż zabiera mnie na randkę będę mogła przeczytać dopiero późnym wieczorem :/ Wiem, wiem... Wychodzę na romantyczną kolację i żal mi, bo rozdziału nie przeczytam na czas! Kobiecie nie dogodzisz.

      Usuń
    3. A to ja Wam życzę fantastycznego wieczoru, a rozdział nie ucieknie ;)

      Usuń
  2. Twój styl pisania przypomina mi trochę Sapkowskiego w Wiedźminie, a szczególnie w opowiadaniu o Grinie.
    Zainteresowałaś mnie również tematem drabble...
    Jeśli znajdę czas w moim szalonym życiu, to zagłębię się dokładnie w Twój blog.
    Pozdrawiam
    Kumpel
    krainaeventy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Wilczyco :)
      Porównanie mi pochlebia, ale... nie jestem pewna czy to powód do radości, czy raczej powinnam się tym martwić, ale tak mam. Łatwość wchodzenia w styl, tak mam. Wada czy zaleta? Sama nie wiem. Grin wyszedł, jaki wyszedł, naprawdę nie starałam się nikogo naśladować. Myślę, że kilka użytych tam słów nasuwa (nie tylko Tobie, kilka osób już mi o tym mówiło) skojarzenia z Sapkowskim, chociaż w ogóle tego nie planowałam.
      Miło mi będzie, jeżeli czasem zajrzysz :)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
    2. A lropós slow - tak, ale ogolny styl tez troszke podobny. :)) Przynajmiej dla mnie.

      Usuń
    3. Niestety (albo i stety) nie tylko dla Ciebie :). Widziałam już, że są nowe wierszyki. Poczytam dzisiaj, ale teraz niestety obowiązki ;)

      Usuń
  3. Przede wszystkim... No i gdzie ta tęcza??? Ja się pytam :p Ja już tutaj rączki zacieram, a Ty mnie zbywasz półsłówkami... :( Ja się tak nie bawię...:p No ale teraz na poważnie. Straszny ten sen i straszny człowiek był z jego dziadka, brrr... aż mnie wstrząsnęło... Czytając, zastanawiam się, czy Rahil faktycznie pragnie aby Eyana go szczerze pokochała, czy zależy mu na tym jedynie dlatego, iż jest to środek do celu - zdjęcia klątwy... Hmm... Jak na razie nie jestem przekonana co do jego szczerości. Ale zobaczymy, co będzie dalej ;) Uciekam czytać końcówkę, o ile mój małżonek nie wróci zbyt szybko, a wtedy znajdę chwilę dopiero pod wieczór :(. Bardzo mi się podoba, Kami ;):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... Nie ma tęczy? Troszkę jest ;), dziadek miał być wredny i cieszę się że wywołuje reakcje "brrrr". Rahil nie szukał środka do zdjęcia klątwy, bo uważał że Wyrocznia klepie bzdury. "Środek" sam mu wlazł w łapki, a jak już wlazł to czemu nie skorzystać, no nie?
      Hihi, mój maż pojechał do Przemyśla, a ja się wykręciłam bo nienawidzę zakupów i szybciutko Wam odpowiadam :). Lecę robić te pudełka, do pogadania wieczorem :). Bardzo się cieszę, że się podoba, wieczorem siądę się rozmarzyć przy Twoim "Życzeniu" :) A, Soul obiecuję, że w kolejnym tęczowym tekście postaram się przełamać i wyjść poza "półsłówka", w końcu muszę to zrobić...

      Usuń
    2. Trzymam za słowo ;) hihi...

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.