WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

14.02.2014

Studnia i róża - cz. 3






Zapraszam na trzecią, ostatnia już część mojej walentynkowej historii :) 16+ dzieci proszę zamknąć oczęta :p


poprzedni fragment                   

     Sen, zły sen, nawiedzający go od dnia, gdy sam, w walce przelał pierwszą krew, stając się mężczyzną. Powracał nieubłaganie, przypominając o winie dziada, którego nigdy nie poznał. Sen, który dręczył jego duszę, odbierał nadzieję i wiarę.
Przekleństwo nieuchronnie podążało za jego rodem. Rahil był ostatni i wkrótce przelana tamtego dnia niewinna krew doczeka się zadośćuczynienia.
     Znów go śnił. Krzycząc, próbował powstrzymać bezwzględnego przodka, przestrzec go, ale nie mógł zostać wysłuchany. Był Przyszłością i Przeszłość nie mogła go usłyszeć. Niczego nie mógł zmienić. Rozpacz rozdzierała mu serce i dławiła oddech. Palce zaciskały się konwulsyjnie na jedwabnej pościeli. Mięśnie napinały się drżąc z wysiłku, a ciało pokryło się potem. Mamrotał coś niewyraźnie, walcząc z niewidocznym przeciwnikiem.
     Ktoś go dotykał. Gniewnie odtrącił dłonie, ale one powróciły z uporem. Zacisnęły się na jego ramionach i próbowały nim potrząsnąć.

     Przeklinam cię, Rahilu, książę ilSahdaar... Nie!

     – Obudź się, Rahilu... Obudź się, proszę...

     Otworzył oczy... Sen wciąż trwał. Jej twarz tuż nad nim... Wciągnął ramiona... Niech sen się nie kończy...
     – Eyana... – wymamrotał.
     Przyciągnął ją do siebie i odwrócił się  tak, że znalazła się pod nim. Jego ruchy były gwałtowne, drapieżne... Przycisnął ją swoim ciężarem, że ledwie mogła oddychać.
     – Rahilu... Miałeś zły sen... Obudziłam cię...
     Nie słuchał jej.
     – Eyana...  Mój sen... Moja róża...
     Nie pozwolił jej mówić, rozgniatając usta pocałunkami. Tulił ją do siebie chciwie. Jakby się bał, że ona zniknie jeśli rozluźni uchwyt.
     Błądzące po ciele dłonie wsunęły się pod nocną koszulę. Pragnął dotyku jej nagiej skóry na swojej, potrzebował jak powietrza do oddychania. Poddała mu się. Otuliła sobą z czułością. Wplotła palce w jego włosy, pieszcząc palcami kark. Oddawała pocałunki, sama szukając jego ust. Śpiesznie i z desperacją szukał drogi, a gdy odnalazł zanurzył się w niej gwałtownie, prawie brutalnie. Jęknęła, wginając ciało i napięła mięśnie. Czuła, jak porusza się w niej gorąca, nabrzmiała żądzą męskość, bezwzględnie narzucając rytm, zmuszając, by za nim podążała. Rahil patrzył na jej twarz szeroko otwartymi oczyma, a jakby jej nie widział, wciąż trzymając ją ciasno przy sobie, biorąc pośpiesznie i zachłannie. Ona była snem... Snem, który nagle się spełnił i chciał się nią nasycić nim się przebudzi...

     Że nie śni, uświadomił sobie dopiero, gdy zdyszany i spocony opadł na jej rozgrzane ciało. Nadal trzymał ją w ramionach. Nie śniła mu się...
     Patrzyła na niego, a w oczach wciąż jeszcze palił się żar miłosnego uniesienia. Tak, jak Rahil oddychała szybko, łapiąc powietrze rozchylonymi ustami.
     – Jesteś tutaj, Eyano – szepnął zdumiony, czując ciepło wypełniające serce. – Jak to możliwe?
     – Ja... Krzyczałeś... Chciałam cię obudzić i... – urwała, a w jej wzroku pojawiła się niepewność.
     – Kochałem się z tobą. – Uśmiechnął się.
     – Tak – szepnęła, odwracając wzrok.
     – Eyano, popatrz na mnie. Patrz...! – Ścisnął ją lekko. – Nie chciałaś tego? Powiedz...
     – Nie... ja... Nie wiem, czy ty chciałeś... Byłeś jak zaczarowany. Nie słuchałeś mnie. Chyba myślałeś, że śnisz...
     – Tak myślałem. I bałem się, że sen się skończy, a ty znikniesz. Ale jesteś...
     – Jestem... – powiedziała, ujmując jego twarz w dłonie.
     – Zawsze bądź. Obiecaj, że zawsze będziesz. Obiecaj mi.
     Otworzyła usta, ale nie mogła wydobyć głosu z gardła. Chciał tej obietnicy i dałaby mu ją, gdyby nie ów niepokój, który nieustannie ją dręczył. Nie mogła zapomnieć o rodzinie, a brak wieści, co dzieje się z nimi nie pozwalał skupić się na tym, by choć spróbowała zdefiniować swoje uczucia do Rahila. Wciąż tęskniła i pragnęła wrócić do swego domu w Dader. Gdyby teraz powiedziała, że chce przy nim być zawsze, okłamałaby go. Odsunęła ręce od jego twarzy i odwróciła wzrok.
     – Nie mogę... Wybacz...
     Ścisnął ją tym razem ze złością. Boleśnie. Chciał sprawić ból.
     – Nawet teraz o nich myślisz – warknął gniewnie.
     Odwrócił się na plecy, odrzucając ramiona nad głowę. Dłonie zamknął w pięści.

     Eyana usiadła, podniosła pomiętą koszulę i wciągnęła ją na siebie.
     – Wybacz – powtórzyła.
     Zacisnął dłoń na jej nadgarstku, pociągnął w swoją stronę i zmusił, by przytuliła się do jego piersi.
     – Nie pozwoliłem ci odejść – warknął. – Masz tu zostać.
     Westchnęła tylko z rezygnacją. Objęła go ramieniem, wsłuchując się w muzykę bijącego równo serca.
     – Wysłałem zaufanego człowieka na północ. Nie chciałem ci mówić...
     – Obiecywałeś mi szczerość – żachnęła się gniewnie.
     Zacisnął palce na jej ramieniu, zmuszając by zamilkła.
     – Nie chciałem ci nic mówić – powtórzył – póki nie otrzymam od niego raportu. Kazałem dokładnie zbadać sprawę twojego ojca i dyskretnie mieć oko na siostry. Spodziewam się wieści za kilka dni. Wtedy bym ci powiedział, ale ty jesteś taka niecierpliwa... – Przycisnął usta do jej czoła.
     – Martwię się.
     – Wiem.
     – Ale ty troszczysz się o nie, choć są dla ciebie obce. Jesteś dobrym człowiekiem.
     – Nie, Eyano. Nie jestem. Jestem egoistą. I dlatego się o nie troszczę.
     – Nie rozumiem.
     Przewrócił dziewczynę na plecy i zawisł nad nią, spoglądając z powagą w oczy.
     – Chcę mieć cię tylko dla siebie, ale nie będę miał, póki ty martwisz się o rodzinę. Dlatego, się o nie troszczę. Żebyś przestała o nich myśleć...
     Usta błądziły po jej twarzy i szyi, gdy odchyliła głowę, dając mu dostęp do wrażliwych miejsc.
     – Nie wierzę ci... – szepnęła, gładząc pieszczotliwie jego barki. – Masz dobre serce... gorące i szczere...
     Podniósł głowę i z ciężkim westchnieniem wyciągnął się obok niej. Przymknął oczy. Eyana uniosła się łokciu. Drobnymi palcami pogładziła policzek mężczyzny.
     – Rahilu...?
     – Jestem ostatni w moim rodzie, Eyano. Przeklęty... – odezwał się wreszcie.
     – P-przeklęty? – Uniosła głowę i zaskoczona spojrzała na niego. – Co ty mówisz? Dlaczego tak sądzisz?
     – To stara historia... Z nią wiąże się koszmar, który mnie czasem dręczy we śnie, jak dziś. Powraca w nim to, co wydarzyło się na długo przed tym nim się narodziłem. Nie mogę tego pamiętać, a przecież za każdym razem, gdy sen się powtarza, mam wrażenie jakbym tam był. Próbuję powstrzymać mego dziada, ale on mnie nie słyszy. Tamten człowiek w rozpaczy rzucił przekleństwo, a ono wypełni się z moją śmiercią. Mój ród wymrze, Eyano, bo nie mam potomstwa...
     – Jesteś młodym człowiekiem...
     – ...i nie będę go miał.
     – Rahilu...
     – Nie jesteś pierwsza. Przez moje łoże przewinęły się dziesiątki kobiet. Brałem je i porzucałem, szukając kolejnych, gdy nie zachodziły w ciążę. Później wiele z nich miało dzieci, ale nigdy ja nie byłem tego przyczyną. Nigdy, Eyano.
     – Za co przeklęto twego dziada? Powiedz mi, proszę.
     – Przyłapał rodzinę koczowników przy studni na naszej ziemi. Starca z trojgiem wnucząt...
     – Przy tamtej?
     – Nie wiem, być może przy tamtej. Błagali o litość...
     – Co się z nimi stało?
     Rahil przytulił ją mocniej.
     – Mój przodek kazał ich zabić. Starzec przeklął go. Powiedział, że ród wymrze w trzy pokolenia... Wkrótce potem śmierć zabrała trzech młodszych braci księcia Rahila. Tak, noszę jego imię. Nie zostawili potomstwa. Mój dziad, spłodził jednego syna. Mojego ojca.  I on umarł młodo. Miałem brata. Zginął w potyczce... Nie ma już nikogo, tylko ja, a ja nie mam dzieci... Nie mam nadziei...
     – Krzywdzie można uczynić zadość...
     – Względem kogo Eyano? – powiedział z bólem. – Tamta rodzina dawno już obróciła się w proch. Ich kości bieleją gdzieś na pustyni. Przekleństwo podąża za mną jak drapieżnik za ofiarą. Nie ma sposobu, by go uniknąć.
     Serce Eyany wezbrało gwałtowną litością. Zrozumiała, jak bardzo Rahil musi czuć się samotny. Opuszczony przez wszystkich, z potwornym piętnem i ciężarem w duszy.
     – Musi być jakiś sposób, by odwrócić klątwę. Zawsze jest.
     – Pytałem wyroczni...
     – I co ci powiedziała?
     Skrzywił się niechętnie.
     – To, co mówi wszystkim. Jakieś bezsensowne słowa, bzdury.
     – Ale ty nie kazałeś nas zabić. Tam przy studni. Czy to słowa Wyroczni skłoniły cię do pobłażliwości?
     – Może tak, a może nie. Sam nie wiem...
     – Zabijałeś innych?
     – Tak, Eyano. Zabijałem.
     – Za kradzież wody?
     Uśmiechnął się.
     – Nie. Nigdy nikogo bym nie zabił za to, że potrzebował zaspokoić pragnienie. Może zabrałbym połowę stada, czy innego towaru, złodziejowi i przepędził na cztery wiatry, wymierzając co najwyżej kilka batów. Zabijałem na wojnie, w walce. Nigdy nie zabiłem bezbronnego człowieka.
     – Ode mnie zażądałeś życia. Dlaczego, Rahilu? Dlaczego nie zabrałeś części stada i po prostu nas nie przepędziłeś?
     – Nie wiem, Eyano, nie wiem. Coś kazało mi tak właśnie postąpić. Nie wiem nawet dlaczego tamtego dnia pojechaliśmy w tamto miejsce. Nigdy nie dbałem o studnie.
     – Co dokładnie powiedziała Wyrocznia, Rahilu?
     – Kazała mi szukać róży przy studni... Bzdura... A potem... kiedy spotkałem ciebie, nagle te słowa powróciły. Byłaś jak kwiat róży, piękna, niewinna... Eyana... Kto dał ci to imię?
     – Moja matka je nosiła. Pochodziła z północy.
     – Wiesz, że w mowie ludów północy oznacza różę? – Uśmiechnął się. – Kiedy powiedziałaś, jak masz na imię... Pomyślałem wtedy, że... – ułożył się na boku i patrzył na nią. – Wyrocznia nigdy nie mówi wprost. Może nie chodziło o krzew, lecz o człowieka? Kobietę, taką jak ty...?
     Jego dłoń przesunęła się po wdzięcznej linii ciała Eyany, a ona sama zarumieniła się lekko i spuściła wzrok.
     – Jest noc – westchnął – powinnaś spać.
     – Tak. Masz rację – powiedziała, siadając. Znów chwycił jej nadgarstek.
     – Zostań. Śpij tutaj. Przy mnie. Proszę...



     Eyana uniosła do ust kielich z winem. Jego delikatna woń połaskotała nozdrza. Zbladła i odstawiła puchar, nawet nie mocząc ust.
     – Podaj mi, proszę, wodę. Czystą wodę – zwróciła się do służki.
     Rahil siedzący, jak zwykle po drugiej stronie stołu obserwował ją uważnie. Wczoraj odłożyła pomarańczę, choć wiedział, że je lubi.
     – Eyano, czy jesteś chora?
     – Nie – zaprzeczyła szybko. – Nic mi nie jest. Jestem tylko zmęczona. Położę się wcześniej. Wybacz, Rahilu...
     – Oczywiście. Samilo... – skinął na niewolnicę, a ta posłusznie podążyła za panią.
     Książę odprowadził obie chmurnym spojrzeniem. W głowie zaświtała jakaś myśl ale stłamsił ją natychmiast jako kompletnie niedorzeczną.


     Rahila nie było od kilku dni. Eyana nie czuła się najlepiej. Samila obserwowała ją uważnie, domyślając się przyczyny słabości. Wreszcie podzieliła się swoimi domysłami z dziewczyną.

     – Jesteś pewna Samilo? – Eyana nie kryła zaskoczenia przypuszczeniami służki.
     To prawda czuła się źle. Nie krwawiła już dawno, zupełnie umknęło to jej uwadze. Ale przecież Rahil twierdził, że jest niepłodny.
     – Trochę się na tych rzeczach znam – stwierdziła nieco chełpliwie Samila i zaraz spoważniała. – Im szybciej, tym lepiej. I dobrze się składa, że jego nie ma w domu.
     – Nie rozumiem...
     – Och, a co tu rozumieć? Ja znam jedną starą znachorkę. Zaprowadzę cię do niej. O nic się nie martw, Eyano. Ona wszystko załatwi. Potem powiemy, że jesteś chora, póki nie wydobrzejesz. On się nie domyśli.
     – Nie rozumiem, Samilo. Co ma załatwić ta kobieta? Dlaczego, Rahil nie ma o niczym wiedzieć? Przecież spełniłoby się największe z jego marzeń.
     – Oszalałaś, Eyano?! Nie chcesz chyba urodzić jego dziecka?! – Teraz to Samila była zaskoczona. – Przekleństwo ojca spadnie na potomstwo. On nie powinien mieć potomków. Żadnych.

     Do Eyany z wolna zaczęło docierać, o czym mówi służka. Zrobiło się jej niedobrze. Pociemniało w oczach, nogi ugięły się pod nią i uchwyciła się kolumienki przy łóżku, by nie upaść. Usiadła i wzięła kilka głębokich oddechów.
     – Samilo, ta kobieta... Powiedziałaś, że pomagała innym...
     – Tak. I tobie także pomoże. Zaufaj mi...
     Eyana nie słuchała. Myśli krążyły w jej głowie, jak szalone. Pomagała innym... Innym kobietom... Innym kochankom Rahila...? Pomagała, to znaczy...? Zabijała jego nienarodzone potomstwo. By mogła się spełnić ta okropna klątwa.
     – Zostaw mnie, Samilo. Zostaw mnie samą. Muszę pomyśleć.
     – Posłuchaj mnie, Eyano... Ściągniesz na siebie kłopoty. On ci nie uwierzy.
     – Wyjdź, proszę.

     Gdy za służebną zamknęły się drzwi, dziewczyna skuliła się na łóżku, obejmując się ramionami.
     Oszukiwany... Przez cały czas go oszukiwano. Te wszystkie kobiety, które odbierały mu nadzieję, krzywdziły bezlitośnie, dając posłuch wrogim podszeptom. Dlaczego? Dlaczego starej znachorce zależało na tym, by zniszczyć ród książąt ilSahdaar? Czy ta kobieta mogła mieć coś wspólnego z klątwą? A może w ogóle nie było żadnej klątwy? Może przypadkowe zrządzenie losu sprawiło, że Rahil pozostał jedynym potomkiem swego rodu, a teraz komuś zależy, by był również ostatnim? Klątwa była bardzo wygodną wymówką. Przeklęty... nie zostawi potomstwa.
     Eyana zadrżała. Ktoś oszukał Rahila, tak jak oszukano jej ojca. Znała tylko jeden powód, dla którego człowiek zdolny byłby się posunąć do knucia podobnie ohydnej intrygi. Chciwość.
     Rahil był bogaty. Jeżeli umrze bezpotomnie jego majątek przejdzie w ręce... Właśnie, w czyje?
Samila... Trzyma rękę na pulsie. Służyła także innym kochankom, była pośredniczką. Znachorka... Ktoś musiał zlecić jej „opiekę” na tamtymi kobietami. Rzecz musiała pozostawać w tajemnicy, by utrzymać Rahila w przekonaniu o własnej niedoskonałości.
     Nie uwierzy jej...? Oczywiście. Ponieważ wmówiono mu, że nie jest zdolny, by spłodzić potomstwo. Jeśli Eyana powie mu o ciąży, nie uwierzy, że to on jest ojcem dziecka.
     Z oczu potoczyły się łzy. Płakała nad Rahilem, któremu kłamstwem odebrano nadzieję, nad sobą i swoim własnym losem. Nie uwierzy jej...?
     Otarła łzy wierzchem dłoni. Nigdy go nie okłamała. Nawet wtedy, gdy mówiąc co myśli narażała się na jego gniew. Powie mu, powie, jak tylko wróci.


     W malutkiej lepiance panowały półmrok i zaduch. W ścianach nie było okien. Nad paleniskiem, znajdującym się po środku jedynego tu pomieszczenia, wisiał czarny od sadzy, pogięty kociołek. Bulgotało w nim coś, a nieprzyjemna woń wypełniała całą izbę. Dym i para w większości uchodziły przez otwór w krytym strzechą dachu, ale część ich snuła się po kątach, dodatkowo utrudniając dostrzeżenie tego, co się w nich znajduje. Obok paleniska siedziała stara kobieta. Niemal łysa, o twarzy pooranej niezliczoną ilością zmarszczek. Jej skóra była ciemna od dymu. A może od słońca? Trudno było to określić.

     Przed lepianką zatrzymała się postać okryta od stóp do głów ciemnym, wełnianym płaszczem. Rozejrzała się na boki, jakby dla upewnienia, że nikt jej nie widzi. Uchyliła liche drzwi i wsunęła się do środka, starannie je za sobą zamykając.
     – Przyszłaś sama – zaskrzeczała starucha, nie odwróciwszy nawet głowy. – Dlaczego?
     – Ona się waha, ale przekonam ją – padła odpowiedź. Głęboko naciągnięty na twarz kaptur nie pozwalał dojrzeć twarzy, ale głos zdradzał kobietę.
     – Nie boi się? Nie boi się przekleństwa? – zapytała skrzekliwie wiedźma.
     – Ona jest inna niż tamte. Jest... – kobieta zawahała się. – Jest twarda. I odważna. Nie boi się go. Sprzeciwia mu się.
     – Nie może mu powiedzieć, wiesz o tym.
     – Na szczęście nie ma go w domu. Ale musimy się śpieszyć.
     – Jeżeli jest taka, jak mówisz... Nie możemy ryzykować. Mój pan nie będzie zadowolony, jeśli pokpimy rzecz. Ona... Usiądź i zaczekaj tu... – poleciła starucha i wyszła.
     Kobieta w kapturze nie usiadła jednak. Przede wszystkim dlatego, że nie było na czym usiąść, ale nawet gdyby było, wolała stać. Wzdrygnęła się, spoglądając na bulgoczącą w kociołku ciecz. Denerwowała się wyraźnie. Odetchnęła dyskretnie, gdy znachorka powróciła.
     – Weź to. – Wcisnęła w ręce kobiety zakorkowany flakonik. – Dodasz cztery, pięć kropli do jakiegoś napoju i dopilnujesz, by wypiła. Powinno rozwiązać problem.
     – Co to jest? – zapytała niepewnie zakapturzona kobieta.
     – Nie musisz wiedzieć. Dasz więcej niż pięć kropli, zabijesz. Jeśli nie zechce milczeć... Zabij.


Przekleństwo... Będzie się skradać za tobą jak padlinożerca za drapieżnikiem...

     Nie mogła spać. Przewracała się z boku na bok, oczekując na sen, ale ten nie nadchodził. Do komnaty wsunęła się Samila.
     – Słyszałam, że nie śpisz... – powiedziała, siadając na łóżku.
     – Nie mogę zasnąć... Dlaczego, Samilo? Przecież...
     – Jego przekleństwo podąża za nim, Eyano. – Kobieta przyjaźnie ujęła dłoń dziewczyny. – Chciałabyś skazać na taki los dziecko?
     – Przecież to nie prawda.
     – Ależ prawda...
     – Nie! – zaprzeczyła gwałtownie Eyana. – Gdyby nią była, nigdy nie spłodziłby potomka. Ani ze mną, ani z nikim innym. One wszystkie go oszukiwały. Ty go oszukujesz, Samilo. A teraz próbujesz mnie skłonić bym i ja go okłamała. Dlaczego?
     Samila przyglądała się jej nieco zbita z tropu.
     – Klątwa...
     – Nie wierzę w klątwę. To znaczy, wierzę, że tamta tragiczna historia się zdarzyła. Wierzę nawet w to, że ów człowiek przeklinał w rozpaczy. Ale klątwę można zażegnać dobrymi uczynkami. Rahil nie jest złym człowiekiem. Jest troskliwy i... Jestem pewna, że jego uczciwość dawno już zmyła z niego winę dziada. Nie mogę go tak skrzywdzić, Salimo. Po prostu nie mogę.
     Służka pogładziła policzek dziewczyny. W jej oczach był smutek.
     – Kochasz go, prawda, Eyano?
     – T-tak – zająknęła się lekko. – Tak, kocham go – powtórzyła pewnym głosem.
     – Więc, powiesz mu...?
     – Gdy tylko wróci.
     Służka pokiwała głową zamyślona. Wstała.
     – Postaraj się zasnąć, Eyano. Przyniosę ci coś do picia. Na sen.


Nic nie jest dziełem przypadku... Przeznaczenie... Ono zawsze cię dosięgnie...

     Ciepłe usta wędrowały po jej twarzy, zostawiając na niej delikatne pocałunki.
     Eyana wolno uniosła powieki i zobaczyła uśmiechniętą twarz Rahila, tuż nad swoją.
     – Wróciłeś... – Także się uśmiechnęła, zaplatając ramiona na jego szyi.
     – Przed świtem. Ale nie chciałem cię budzić.

     Eyana usiadła gwałtownie. Nie będzie zwlekać z wieścią ani chwili. Powie mu natychmiast.
     – Rahilu, muszę ci o czymś powiedzieć...
     Uniósł brwi zaciekawiony. Uśmiechał się zachęcająco.
     – Tak?

     Jeśli nie uwierzy jej, nikomu nie uwierzy... A klątwa stanie się faktem. Wzięła głęboki oddech.
     – Ja... Ty... Będę miała dziecko...
     Nie odrywała wzroku od jego oczu i widziała, jak łagodny spokój ustępuje miejsca zaskoczeniu i dezorientacji. Uśmiech powoli gasł na twarzy mężczyzny, a w źrenicach zapaliło się coś, czego absolutnie nie chciała w nich zobaczyć. Chwyciła jego dłonie i zacisnęła na nich palce.
     – Będę miała dziecko... Będziemy mieli... – powtórzyła z rozpaczliwą determinacją, czując jak jej słowa padają w próżnię.
     – Dobrze wiesz, że to niemożliwe – wycedził przez zęby lodowatym tonem.
     – Nie wiem, co jest możliwe, a co nie, Rahilu. Wiem jedynie, że w łonie noszę twoje dziecko.

     Wyszrpnął ręce z jej dłoni i zerwał się z łóżka. Zaczął przemierzać komnatę nerwowym krokiem. Palce wplótł we włosy i zacisnął, jakby chciał je wyrwać.
     – Dlaczego, Eyano? – Spojrzał na nią z rozpaczą. – Dlaczego?
     – Zanim mnie osądzisz, wysłuchaj...
     – A co tu słuchać?! – zawołał, wznosząc w górę ramiona, po czym znów przeniósł pełne wyrzutu spojrzenie na dziewczynę. – Dlaczego, Eyano. Pokochałem cię. Kochałbym cię do końca swoich dni i bez tego kłamstwa...
     – Kłamstwa?! – wpadła mu słowo, a jej głosie drgał gniew. – Czy kiedykolwiek cię okłamałam?!

     Zamarł w bezruchu i zaskoczony ripostą zamrugał oczyma. To prawda. Nie okłamała go. Nigdy dotąd. Tym bardziej nie mógł pojąć, dlaczego robi to teraz. Naprawdę jest w ciąży? Jeśli tak, musiała go zdradzić, oddać się innemu. Jego gniew rozgorzał na nowo... A rozsądek ponownie go zgasił. Jeżeli nie kłamie... Nie, nie mógł uwierzyć, że mogłaby go zdradzić. Nie ukryłaby tego przed nim. Nie umiała kłamać, nie była zdolna, by wieść podwójne życie. Lawirować pomiędzy nim, a innym mężczyzną. Eyana była uczciwa i przecież nikt lepiej od niego o tym nie wiedział. A skoro była uczciwa, mówiła prawdę. Spłodził dziecko...
Ogarnęły go wstyd i niewysłowiona radość równocześnie. Omal nie rozsadziły mu piersi. Wstyd, bo w nią zwątpił, choć nigdy nie dała po temu powodu. Radość, bo nagle świat wokół przestał być martwy. Nabrał barw, a życie nabrało sensu. Spłodził potomka... Klątwa straciła swą moc. Przekleństwo zgubiło jego ślad. I zawdzięcza to jej. Róży, którą znalazł przy studni i która zakwitła dla niego.

     – Eyano – wykrztusił, z trudem wydobywając głos z gardła ściśniętego wzruszeniem, wyciągnął ku niej ramiona – chodź do mnie i wybacz mi. Wybacz, że w ciebie zwątpiłem.
     Wyskoczyła z łóżka, potrącając niewielki stolik na którym stała kryształowa szklanka z napojem.
     – Och... – zmartwiła się.
     – Och... – powtórzył, przewracając wzrokiem – to tylko szklanka. Chodź do mnie...
     Wtuliła się w jego ramiona. Szczęśliwa i pełna nadziei.

     Do komnaty wsunęła się Samila. Musiała usłyszeć łoskot upadającego mebla i brzęk tłuczonego szkła. Jej twarz poszarzała gwałtownie, gdy ujrzała Rahila przyciskającego do piersi Eyanę... Żywą i radosną.
     – Przepraszam – wymamrotała pobladłymi wargami – usłyszałam hałas i... Nie wiedziałam, że wróciłeś, panie. Sądziłam, że Eyana jest sama.
     – W porządku, Samilo – uśmiechnął się, bo w tej chwili nie potrafiłby się gniewać na nikogo – przyślij kogoś, niech tu posprząta.
     – Tak jest...
     Uciekła w popłochu.

     – Nie powiedziałam ci jeszcze wszystkiego, Rahilu.
     Ucałował czoło kochanki i westchnął:
     – Cokolwiek jeszcze dzisiaj powiesz, niczym mnie już bardziej nie zaskoczysz...
     Ale ona była teraz śmiertelnie poważna. Potrząsnęła głową.
     – W twoim domu dzieją się złe rzeczy...
     – O czym ty...
     – Próbowano mnie nakłonić, bym nie mówiąc ci nic pozbyła się dziecka.
     – C-co?! Dlaczego? Kto?!
     – Nie wiem dlaczego, ale powiedziano mi, że... że to się zdarzyło nie pierwszy raz. Że... te kobiety, które były z tobą... Powiedziałeś, że żadna nie stała się brzemienna za twoją sprawą, ale... Nie wierzę w to, Rahilu.
     Twarz mężczyzny gwałtownie pobladła.
     – Na bogów, Eyano. Jeśli... – słowa nie chciały mu przejść przez gardło.
     – Ktoś chce, byś nie miał potomstwa i żył w przekonaniu, że nie możesz go mieć.
     – Zabijały moje dzieci, ukrywając to przede mną? Dlaczego? Komu miałoby zależeć, na mojej bezpotomnej...
     Ciarki przebiegły mu po plecach. Jeśli domysły Eyany są słuszne, wróg jest tutaj. W jego domu. Chwycił ramiona Eyany i potrząsnął nią lekko.
     – Kto? Powiedz mi kto?!
     – S-samila... Powiedziała, że zaprowadzi mnie do znachorki, która pomagała innym... By nie musiały wydawać na świat dzieci... przeklętego ojca.
     – Nie uwierzyłaś jej...
     – Nie, bo gdybyś był przeklęty... Nie pokochałabym cię...
     Podniósł jej twarz, ujmując podbródek.
     – Byłem przeklęty, Eyano... – położył palec na jej ustach, widząc, że chce coś mówić – byłem do dnia, w którym znalazłem przy studni różę... Samila nie działała sama. Ktoś inny za tym stoi, dowiem się kto, ale ona nie zbliży się już do ciebie. Do nikogo się nie zbliży.
     – Rahilu...
     – Nie obawiaj się, nie zabiję jej. Wyciągnę z niej wszystko, co wie. Potem opuści mój dom na zawsze. Bez jakiejkolwiek zapłaty. Samila jest tylko niewolnicą. Wykonywała czyjeś polecenia. I spokojny będę dopiero, gdy znajdę głównego winowajcę.


     Samilę znaleziono dwa dni później. Właściwie jedynie jej zwłoki, porzucone w okolicy wioski. Zdążyły się już do nich dobrać padlinożercy i trudno było z całą pewnością określić jaką śmiercią zginęła. Jednakże na nieuszkodzonym skrawku skóry na karku odcisnął się splot czegoś, czym ściśnięto jej szyję. Najprawdopodobniej uduszono ją.
     Rahil, któremu pokazano ciało, obejrzał dokładnie owe znaki. Zacisnął zęby. Potem kazał spalić szczątki kobiety.

     Przechadzał się teraz nerwowo tam i z powrotem po swojej bibliotece. Na stole leżało kilka starych  zwojów i jakaś oprawiona w skórę księga, też nosząca ślady wieloletniego użytkowania. Wezwał kapitana gwardii, Kharida i czekał niecierpliwie na niego.

     – Wejść! – powiedział głośno, gdy ktoś energicznie zastukał do drzwi.
     Kharid stanął przed księciem w lekkim rozkroku i skłonił się nieśpiesznie. Rahil zlustrował go od stóp do głów. Nie umknął jego uwadze żaden szczegół. Kapitan, był człowiekiem w średnim wieku, krzepkim i czerstwym. Wysoki, o surowym wejrzeniu i wyrazie twarzy. Przywykł do nie okazywania żadnych emocji. Włosy skrywał czarny zawój. Odziany jak zwykle w płócienną tunikę i skórzaną zbroję. U boku szabla w pochwie ze skóry z tłoczonym wzorem, na drugim biodrze sztylet w podobnej pochwie i... długi, pleciony rzemienny bicz, o niespotykanym, charakterystycznym splocie...

Przeznaczenie... Ono zawsze cię dosięgnie...

     Gwardzista patrzył prosto w oczy Rahila. Wzajem mierzyli się wzrokiem. Każdy z nich zyskał pewność we własnych podejrzeniach. Dłoń Kharida prawie niezauważalnym ruchem przesunęła się w kierunku rękojeści szabli, a Rahil jakby od niechcenia zbliżył się do stołu, na którym prócz księgi i zwojów leżała także jego własna broń. Gdy znalazła się w zasięgu ręki zapytał:
     – Dlaczego, Kharid?
     Na ustach kapitana wykwitł drwiący uśmieszek.
     – Dlaczego nie? Jestem wystarczająco blisko spokrewniony z rodem ilSahdaar, by po was dziedziczyć.
     – To przed tobą Arnon próbował mnie ostrzec. To ty go zabiłeś.
     – Ja. – Nie próbował się bronić, zasłaniać kłamstwem, nie było sensu.
     Zdał sobie sprawę, że w starych rodowych księgach Rahil znalazł prawdę i klucz do rozwiązania zagadki.
     – A teraz zabiję ciebie, Rahilu – ciągnął z lodowatym opanowaniem, wysuwając ostrze szabli z pochwy – i tę głupią dziewuchę, razem z twoim bękartem, także.

     Palce Rahila zacisnęły się na rękojeści. Kharid zaatakował nagle, jak wąż. Ciął w piruecie, precyzyjnie i szybko. Rahil w ostatniej chwili zdążył wykonać unik i sparować atak. Obaj byli świetnymi szermierzami i każdy miał swoje mocne i słabe punkty. Na korzyć Kharida przemawiało doświadczenie, Rahil był młodszy i zwinniejszy. Kharid nie spodziewał się, że walka będzie łatwa. Liczył jednak, że arystokrata okaże się mniej wytrzymały od niego, że zmęczy się i popełni błąd, który on, Kharid, będzie mógł wykorzystać.
     Rahil skoncentrował się maksymalnie. Nie dbał o siebie, lecz jeśli przegra ten pojedynek, przypieczętuje los Eyany. Do tego za nic nie chciał dopuścić. Obaj przeciwnicy byli zdeterminowani i obaj rzucili na szalę wszystkie swoje atuty. Kharid wirował wokół przeciwnika, wyprowadzając sekwencje błyskawicznych ciosów, zmuszając do obrony i starając się go zmęczyć. Rahil osłaniał się, parował ciosy. Nie próbował przełamać ataku. Cofał się, obserwując i szukając luki. Obrót, zwód,  atak, obrót, zwód atak, obrót zwód, atak... Rutyna... Prawidłowość, zgubiła starego lisa, który nie docenił wprawy i siły młodszego mężczyzny. Przede wszystkim jednak nie docenił jego determinacji.
     Obrót, zwód... Tym razem Rahil nie przyjął ataku. Wykonał półobrót i uchylił się co sprawiło, że wyprowadzony z impetem cios trafił w próżnię. Kharid na ułamek sekundy stracił równowagę i mocno wychylił się do przodu. Przeciwnik z półobrotu z rozmachem ciął go przez plecy, druzgocąc kręgosłup.
Zdrajca z głuchym stęknięciem zwalił się na podłogę. Kończyny drgały, nie mógł mówić, głos ugrzązł mu w gardle. Szeroko otwartymi oczyma patrzył na Rahila wznoszącego ostrze, by wbić je w serce zdrajcy...


     Sześć miesięcy później...
     Eyana stała na tarasie zapatrzona w rozgwieżdżone niebo nad horyzontem. Ciepły wiatr rozwiewał jasne włosy. Rahil stanął za nią, objął i przytulił. Wsparła głowę na jego piersi.
     – Jak się dziś czujesz? – zapytał, muskając ustami skroń kobiety.
    Dłoń mężczyzny delikatnie gładziła jej zaokrąglony brzuch.
     – Nasz syn był grzeczny? Nie dokuczał ci dzisiaj?
     – Nie może się doczekać wiosny – powiedziała, uśmiechając się – i ja też...
     – Ojcowizna twoich sióstr jest bezpieczna. Mają dobrego zarządcę. Osobiście odpowiada przede mną za to, by majątek przynosił zyski, także za bezpieczeństwo i spokój dziewcząt. Kiedy się urodzi – lekko przycisnął rękę do brzucha Eyany – pojedziemy do nich. Jeśli będziesz chciała...
     Odwróciła się w jego ramionach i objęła za szyję, całując gorąco.
     – Dziękuję, kochany...
     – To ja dziękuję tobie, Eyano. Przywróciłaś mi nadzieję...


Przeznaczenie podąża tajemnymi ścieżkami... Zerwij pąk róży i spraw, by zakwitł dla ciebie...

KONIEC


Mam nadzieję, że podobało. Zapraszam do zabawy w mini quizie. Szczegóły jeszcze dzisiaj :)

9 komentarzy:

  1. Hej!
    Ciekawa fabuła... Gdybym ja to napisała i napisała jeszcze CD, napisałabym, że urodziła się córka... Ale to tylko taka diaboliczna myśl^^ Rahil nie byłby zachwycony.
    Pozdrawiam i Wesołych Walentynek!
    Kumpel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna ze znajomych proponowała, żeby sobie ściągnął na kark pozostałe siostry. Kochane, miałam z niego zdjąć klątwę a nie biedaka nakłaniać do samobójstwa ;). Co tam jest napisane pod tekstem? KONIEC i tak właśnie ma być, dalszego ciągu nie będzie bajki kończą się "i żyli długo i szczęśliwie" i tak ma zostać :D. A tak na marginesie, myślę, że będzie zachwycony cokolwiek się urodzi, zresztą jak wyjdzie córka będzie miał motywację i pretekst do dalszej pracy nad tym, coby ród nie sczezł ;)
      Pozdrawiam... K :)

      Usuń
  2. I jak zwykle Ty u mnie, ja u Ciebie ;)
    Bardzo fajne! Wzruszyłam się nawet, a nie zdarza mi się to przy opowiadaniach. Ja po prostu kocham takie słodkości! Taka już ze mnie romantyczka i nic nie poradzę :)
    Świetnie opracowana i poprowadzona intryga. O zdolnościach pisarskich nawet nie wspominam, bo bym się musiała powtarzać! Z każdą Twoją przeczytaną pracą uzależniam się coraz bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały czas myślę o tym Twoim Rahilu... Wiem, że napisałaś KONIEC, więc koniec, bo z autorem się nie dyskutuje, ale strasznie ciekawą postać z niego stworzyłaś... Taki silny, oschły, zaprawiony w morderczej walce, ale kiedy trzeba czuły, troskliwy i delikatny. Hmm... Rozmarzyłaś mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikki, nie wiem jak, ale u mnie intrygi same się tworzą. Jak zaczynałam to nie planowałam żadnej dopiero pod koniec się ten pomysł pojawił. Jak napisałaś o Rahilu, to się zastanowiłam i doszłam do wniosku, że chyba większość moich męskich bohaterów dałaby się wcisnąc w tę charakterystykę. Jakoś tak tacy właśnie pasują mi do klimatu fantasy. No i lubimy sobie pomarzyć ;). Mam nadzieję, że troszkę odmienną postać udało mi się stworzyć w Dzieciach. Co dziwniejsze to żaden z Wojowników, ale właśnie on jest moim ulubieńcem. Załapiesz o kogo chodzi, jak do niego dotrzesz ;)

      Usuń
  4. Wiem, że miałam tu napisać coś więcej, ale nie wiem czy czas mi na to pozwoli. pozwól więc, że poruszę tylko to co najważniejsze, a resztę napiszę Ci na ES (jakoś wieczorkiem, albo jutro). bardzo ciekawie to wszystko zamotałaś. Była to klątwa, czy jedynie dobrze usnuta intryga? Albo może jedno było drugim i na odwrót...? Podoba mi się, bardzo. O stylu nie wspomnę, powołując się na wypowiedź czytelniczki powyżej ;) I wcale tak strasznie tęczowo nie było, jak uprzedzałaś ;) bardzo zachowawcza jesteś z tym +16 ;) Ale masz rację lepiej dmuchać na zimne... ;):). Buziaki, Soul :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co jest najlepsze? Że ja w końcu sama nie wiem czy ta klątwa była czy nie :D. Do pogadania wieczorem na ES, powinnam się wstrzelić koło 20 :)

      Usuń
  5. Witam,
    Bardzo ładne opowiadanie, takie romantyczne... i ta klątwa. Genialny pomysł! A postać Rahila mh... nic dodać, nic ująć. Na pierwszym miejscu "Dzieci żywiołów" mój faworyt!, druga "Studnia i róża".
    Czytam pokolei według indeksu tytułów...
    Poza błędami "przecinkologia" :P i literówkami dla mnie jest idealnie :) Nie brak Tobie Kasiu fantazji, wyobraźni i pomysłów na ciekawe historie, bohaterowie są prawdziwi, skomplikowani... A opisy sprawiają ,że można poczuć się jakby się tam było, w środku akcji.
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W DŻ jest mniej byków, bo jest betowane "zewnętrznie", a inne sama poprawiam, to wiele rzeczy mi umyka :(. Strasznie się cieszę, że się podobają opisy, bo narrację uważam za swoją piętę achillesową. Zawsze lepiej czułam się w dialogach, więc jeśli udało mi się opanować inne elementy to ogromnie mnie to cieszy :). Na dziś i na jutro przygotowałam fragmenty, Wysp i Powietrza ;)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.