WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

13.01.2016

Dioris cz.15






     – Pan wrócił! – Z wieścią wpadła do kuchni Liki. – Do wieczerzy pewnie zaraz zechce siadać!
     Diye pośpiesznie zagoniła dziewczęta do pracy i dopiero teraz, kątem oka dojrzawszy Dioris, wciąż siedzącą za stołem, przypomniała sobie o niej.
     – Ty jeszcze tutaj? – fuknęła. – Biegnij na górę, a już. Przebrać się, bo zaraz do wieczerzy będziemy siadać.
Dioris popatrzyła na nią dziwnie, łokcie wsparła na blacie i podparła brodę dłońmi. Wzrok miała lekko mętny.
     – Nie chsę wieszerzy – burknęła nieco bełkotliwie.
     – Nie gadaj mi tu głupstw! Król zauważy twoją nieobecność i będzie gniewny. Marsz na górę.
     Dioris zaparła się jak osioł.
     – Rossłości się? No to, so? Nie idę nigzie... i już. – Wychyliła do końca zawartość kielicha i sięgnęła po dzban, ale że ręka nie od razu trafiła na ucho Diye zdążyła sprzątnąć go jej sprzed nosa,
     – O, nie. Stanowczo masz już dosyć – oznajmiła, jednoczenie ze zgrozą spostrzegając, że w dzbanie niewiele już pozostało do ocalenia. – No, oberwie mi się za ciebie – mruknęła pod nosem. – A, trudno. Jazda mi natychmiast na górę, do spania! Jak mnie zapytają, gdzie jesteś to powiem, że zasnęłaś i może się nie wyda, że się spiłaś.

     Ale wysłanie Dioris gdziekolwiek okazało się być z tych niemożliwych do wykonania. Znów oparła brodę na rękach, łokcie wspierając na stole.
     – Mowy nie ma. Nie idę. Tu będę siezieć, bo tak mi dobszsz...
     – Próbuje ocalić naszą skórę przed reprymendą! – rozeźliła się na dobre Diye, po prawdzie troskając się głównie o własną. – Czekaj ty... Mnie się oberwie, ale tobie też. Zobaczysz, napuszczę go na ciebie, zobaczysz! – Spróbowała groźby, robiąc groźną minę, licząc w duchu, że to poskutkuje, ale gdzie tam.
     – A... nie boję się... Niech się spróbuje tylko pokasłać... dam mu w sęby... O, tak mu dam. – Niezdarnie machnęła ręką w powietrzu.
     Ochmistrzyni sapnęła gniewnie.
     – Skoro tak, to siedź tu sobie! I żebyś wiedziała, że go napuszczę!

     Nie było sensu się szarpać z pijaną dziewczyną. Diye zostawiła ją w spokoju i odeszła, mrucząc pod nosem:
     – W zęby mu da, królowi... dobre sobie... No, patrzcie ludzie, do czego to doszło?
     Nie niepokojona już Dioris westchnęła ciężko. Nie zamierzała się ruszać z miejsca, w którym było jej ciepło i wygodnie. Męczące ją wcześniej strach, poczucie winy, przygnębienie utonęło w przyjemnym szmerze. Obserwowała tylko pomieszczenie spod półprzymkniętych, bo z wolna ogarniała ją błoga senność, z którą wcale nie próbowała walczyć. Wiadomo sen jest doskonałym lekarstwem na najrozmaitsze bolączki i znakomitą ucieczką od wszelkich kłopotów.
      Krótko potem kuchnia opustoszała, bowiem zgodnie z tutejszym zwyczajem wszyscy domownicy zasiadali do posiłków razem. Tak służba jak i gospodarz, przy jednym stole.

     Botta z apetytem wymiatał z talerza ciepłą, smaczną polewkę. Dopiero po dłuższej chwili zwrócił uwagę na nieobecność swojego gościa. I natychmiast wzbudziło to w nim podejrzliwość.
     – Diye, gdzież to się podziewa panna? – Rozejrzał się. – Dlaczego jeszcze nie zeszła? Coś jej dolega?
     Kobieta odchrząknęła i uniosła nieznacznie brwi. Nie zaskoczyły jej pytania i w głębi ducha przygotowała się już na burę, więc odpowiedziała:
     – Panna siedzi w kuchni, panie. Powiedziała, że wieczerzy jeść nie chce, to na siłę jej nie ciągnęłam. – Bezradnie rozłożyła ręce Diye.
     Nachmurzył się. Owszem, zdawał sobie sprawę, że kiedy ją tu przyprowadził kilka godzin temu, nie była w najlepszym nastroju. Na szczęście, dzięki jego czujności, nic złego się nie stało i teraz izolowanie się w samotności nie było, jego zdaniem, dobrym pomysłem. Dioris powinna być tu z nimi i z podniesionym czołem patrzeć ludziom w oczy. Nikt nie miał tu prawa o cokolwiek ją obwiniać, czy okazywać brak szacunku.
     – Idź i powiedz jej, że ma tu przyjść. – Polecił Diye. – Bo tak każę i że będę się gniewał, jeśli nie posłucha.
     – Już jej to mówiłam, a jakże. – Kobieta wzruszyła ramionami. – Odrzekła, że się ciebie nie boi, i że... wybacz, panie, ale to jej słowa... że da ci w zęby, jeśli się odważysz sam w kuchni pokazać. – Diye wiedziała oczywiście, że Botta się wścieknie i z pełną premedytacją dolała oliwy do ognia. Wiedziała też, że nie zrobi Dioris żadnej krzywdy, ale jest jedyną osobą, która w tej chwili może odesłać dziewczynę do łóżka. W przeciwnym razie ta będzie nocowała dziś pod kuchennym stołem.
 
     Ręka Botty niosąca łyżkę do ust nie dotarła do celu, zakończywszy podróż w połowie drogi. Przy stole rozległy się chichoty, mężczyźni krztusili się od powstrzymywanego śmiechu. Łyżka z impetem chlupnęła w talerz.
     – Już ja sobie z nią pogadam – mruknął złowrogo, wstając od stołu z zaciśniętymi gniewnie szczękami. Oczy ciskały błyskawice.
     – Ależ wieczerza, panie... – wtrąciła Diye z miną niewiniątka.
     – Już się najadłem – syknął przez zaciśnięte zęby.

     Wparował do kuchni zamaszystym krokiem, trzasnąwszy z rozmachem drzwiami.
     – Dioris?! – huknął od progu. – Co to za…! - Urwał w pół zdania.
     Jego Dioris siedziała na końcu, albo raczej na wpół leżała, na blacie długiego, kuchennego stołu z głową ułożoną na wyciągniętym ramieniu. Tuż przy dłoni leżał przewrócony srebrny kielich niepozostawiający wątpliwości, co rodzaju zażytego nasennego środka. Na gwałtowne, hałaśliwe pojawienie się Botty i jego podniesiony głos, jedyną reakcją był nieznaczny ruch palcami. Tak, jeśli chodzi o zęby mógł być spokojny. Z całą pewnością, Dioris nie stanowiła dla nich zagrożenia.
     – No pięknie... – mruknął do siebie, pochodząc bliżej. Sięgnął i odgarnął niesforne kosmyki z jej twarzy. Wybełkotała tylko coś niewyraźnie. – Aleś się zaprawiła, nie ma co...
     Usiadł przy niej i podniósł ze stołu. Spojrzała na niego spod przymrużonych powiek i westchnęła. Głowa poleciała bezwładnie na jego ramię.
     – Wszyssko mi jedno – mruknęła bełkotliwie.
     – Co takiego? – Uniósł brwi, podtrzymując ją, by nie wylądowała pod stołem.
     – Rób, so chsesz… wszysscho mi jedno…
     Z kwaśną miną wstał i zarzuciwszy sobie jej ramię na szyję podniósł z ławy. Bezwładnie zaciążyła mu w ramionach, a ciężka głowa spoczęła na jego piersi.
     – Niech no ja dorwę tego, co dał ci się tak urżnąć – warknął pod nosem.

     Z Dioris na rękach stanął w izbie, w której domownicy kończyli wieczorny posiłek.
     – Kto ją tak spoił?! – Groźny wzrok spoczął na obecnych.
     Wszystkie głowy odwróciły się w stronę Botty ale nie odezwał się nikt.
     – Pytałem, kto ją tak spoił? – powtórzył pytanie król.
     Diye westchnęła. Wiedziałam, że mi się oberwie – pomyślała z przekąsem. – Trudno, głowy mi nie urwie.
     – Dałam jej pucharek wina – powiedziała głośno.
     – Chcesz mi wmówić, że to – potrząsnął trzymaną w ramionach Dioris – za sprawą jednego kielicha? – Botta uniósł brwi z niedowierzaniem.
     – No... nie – wyznała ze skruchą. – Nieopatrznie zostawiłam na stole dzban z winem i…
     – Wystarczy – przerwał jej Botta. – Jutro porozmawiamy.
     Podrzucił lekko swój ciężar, poprawiając uchwyt i ruszył na górę po schodach.
     – Kobiety – prychnął tylko, rzucając przez ramię gniewne spojrzenie na Diye, ale ona już odetchnęła z ulgą. Jutro z pewnością dostanie się jej jakaś słowna reprymenda, ale tylko tyle. Gdyby Botta zamierzał surowo ją karcić zrobiłby to natychmiast. Nie zwykł odwlekać żadnych swoich postanowień.

     Kopniakiem otworzył drzwi komnaty Dioris i tak samo je za sobą zamknął. Pijaną w sztok ułożył na łóżku. Poskrobał się po głowie, rozważając co dalej robić. Była naprawdę solidnie urżnięta i pozostawienie jej w tym stanie samej mogłoby być niebezpieczne. Będzie musiał tu kogoś przysłać żeby jej pilnował.
Dziewczyna poruszyła się i zaczęła coś niewyraźnie bełkotać. Nachylił się. Mówiła po barthyjsku. Znów te wspomnienia... Tkwiły w podświadomości i nawet teraz nie dawały jej spokoju. Wypełzały z zakamarków pamięci, jak wstrętne włochate pająki, dręczyły duszę i umysł.
     – Cicho, no, cicho – szepnął, gładził delikatnie ciepły, zaróżowiony policzek.
     Umilkła na chwilę i zdawało się, że teraz śpi. Odwrócił się do drzwi. Przyśle tu kogoś, może Diye? Za karę, że dała się jej tak upić niech teraz w nocy tu czuwa. Zrobił dwa kroki i zatrzymał się. A jeśli ona znów będzie gadać przez sen? Ktoś obcy będzie słuchał jak nieświadoma odsłania swoje tajemnice. Jak się będzie potem czuła, kiedy cała osada pozna to, co tak skrzętnie skrywa nawet przed nim? Nie, nie. Nikogo tu nie przyśle, sam zostanie i zatroszczy się o nią. Jeśli przyjdzie mu usłyszeć czego ona, przytomna, nie powierzyłaby czyimś uszom, niech to będą jego uszy. Nie pierwszy raz byłby powiernikiem jej sekretów. I niech już tak zostanie, że tylko on. U niego wszelkie tajemnice pozostaną bezpieczne. Wyprostował się, odetchnął głęboko, obrzucił spojrzeniem leżącą i znów zakłopotany poskrobał się po głowie.

     Wciąż miała na sobie ubranie, w którym ćwiczyła strzelanie z łuku. Skórzany kaftan bez rękawów narzucony na cienką koszulę, skórzane spodnie i wysokie buty. Zaczął od ściągnięcia butów. Najpierw Dioris, potem własne. Przecież skoro ma tu zostać... Bez butów będzie mu wygodniej. I co dalej?
     – W tym spać nie możesz... – burknął, sam się przed sobą usprawiedliwiając, kiedy uporawszy się z butami ostrożnie rozbierał ją ze skórzanego kaftana. Krągłe wzgórki piersi wyraźnie (zdaniem Botty stanowczo nazbyt wyraźnie) rysowały się pod cieniutką koszulą. Zacisnął zęby i drżącymi rękoma zabrał się za spodnie, z cichą nadzieją, że koszula, którą ona ma sobie jest długa. Bardzo, bardzo długa i pozbawienie jej niewygodnych do spania spodni nie okaże się dla niego kolejną torturą. Nie narazi na męki oglądania tego, czego jako człowiek honoru oglądać nie powinien. Ale gdzie tam, dziś los sprzysiągł się przeciw niemu. Złośliwa sztuka odzieży ledwo sięgała połowy uda a na domiar złego podwinęła się frywolnie, odsłaniając zalotnie jedno biodro. Zacisnął teraz nie tylko zęby, ale i powieki, po omacku przesuwając dłonie po jej udach i łydkach, by pozbyć się niewygodnych portek. Trudno, on, Botta, nigdy nie wycofuje się ze swoich decyzji a wcześniej postanowił, co postanowił. I nawet, jeżeli była to decyzja podjęta dość pochopnie, to choćby teraz miał gryźć cholewki własnych butów doprowadzi, co zaczął do końca. To znaczy, ściągnie z niej odzież i przypilnuje spokojnego snu... Cisnął wreszcie spodnie za siebie w jakiś kąt i oddychając ciężko przysiadł na brzegu łóżka. Odwrócił się plecami do Dioris, by trochę odsapnąć po zadanych sobie mękach.

     W komnacie było potwornie gorąco. Tak przynajmniej jemu się wydawało, pozbył się, więc własnego kaftana i koszuli. Ostrożnie zerknął przez ramię, ku dziewczynie. Na ułamek sekundy spojrzenie spoczęło na miejscu odsłoniętym przez podwiniętą koszulę. Tętno podskoczyło natychmiast i zaczęło walić jak oszalałe. Błyskawicznie sięgnął ręką i obciągnął ubranie na niej, najniżej jak tylko się dało.
     – W imię, czego ja się tak katuję? – jęknął pod nosem i podszedł do okna. Otworzył je na oścież i wystawił twarz na wieczorne, rześkie powietrze. – Co bym nie uczynił teraz, ty jutro i tak byś niczego nie pamiętała – mruczał na głos.
     Ale dobrze wiedział, że on sam czułby się jak zdrajca i łajdak, gdyby wykorzystał okazję. Zatem nie było wyboru, pozostawały tortury... Westchnął ciężko. Ciągnący od okna ziąb pozwolił mu nieco ochłonąć. Lecz o ile Botcie, z przyczyn oczywistych, było gorąco to Dioris niekoniecznie. Przymknął zatem okno i dziewczynę okrył starannie wełnianą kołdrą. Wyciągając się obok. W końcu skoro ma spędzić tu noc, nie będzie krążył po izbie jak schwytane zwierzę, nawet jeśli dokładnie tak się czuł. Jak zwierzę zamknięte w klatce. Wodzony na pokuszenie i zmuszony do panowania nad instynktami.

     Podparł głowę ramieniem i obserwował twarz Dioris. Poruszała ustami, szepcząc coś. Zwróciła głowę w jego stronę i uniosła ciężkie powieki. Patrzyła na niego przymglonym, nieprzytomnym wzrokiem. Nieszczęsnemu Botcie krew znów zagrała marsza w tętnicach. Pogładził wierzchem dłoni policzek.
     Nie wytrzymam... Kto by zresztą wytrzymał? Tylko pocałunek, Naimah... Przysięgam, tylko jeden, maleńki pocałunek... Wplótł palce w jasne włosy i nachylił się nad nią, powolutku przyciągając jej twarz do swojej. Usłyszał błagalny szept:
     – Proszę, panie, nie każ mi... – Zdziwiony podniósł głowę i ściągnął brwi. – Ja... ja już będę posłuszna, tylko nie... Proszę, nie karć mnie, nie bij... Niedobrze mi... Nie mogę... Nie dzisiaj, nie tak... Proszę...
Słowa zdawały się być skierowane do niego i nie do niego równocześnie. Jakby ona nie zdawała sobie sprawy gdzie jest i z kim. Znów znalazła się w tamtym koszmarze, bezbronna i bezwolna, błagała o łaskę.
     – Co, nie tak? Powiedz, maleńka. Powiedz mi, wszystko powiedz... Mów, kochanie – nakazał łagodnie.
     – Przepraszam, panie, nie mogę, nie... Daruj mi... – mówiła coraz ciszej. Botta nachylił się, zbliżając ucho do jej ust, by słyszeć co mówi. Skarżyła się żałośnie i szeptała błagalnie, a on słuchał i czuł, jak włosy jeżą mu się na karku. Objął dziewczynę i przytulił do piersi.
     – Nie bój się już. To tylko wspomnienia, przeszłość... – Uspokajał ją, szepcząc  wprost do ucha. – Tamto nigdy już nie wróci, nie pozwolę. Teraz ja jestem przy tobie, tylko ja. Tamto już minęło...
     Ucichła wreszcie i ułożyła ufnie głowę na jego piersi. Nawet nieśmiało objęła go ramieniem i tak zasnęła. Botta zaś długo nie mógł zasnąć. Płonął w nim gniew i oburzenie, wściekłość i nienawiść. Przysiągł sobie, że znajdzie sprawcę jej krzywdy. Znajdzie i zapłaci mu za nią.

***
     Przebudziła się. Głowa leżała na czymś ciepłym, niezbyt miękkim, co unosiło się równomiernie. Ucho wyłowiło regularne: puk-puk, puk-puk. Coś delikatnie łaskotało policzek. Włosy...? Tak z pewnością włosy. Krótkie, miękkie włoski porastające zazwyczaj... pierś mężczyzny. Co?!
     Dioris poderwała się gwałtownie. Botta! Bo to do jego piersi leżała przytulona. Obejmował ją jednym ramieniem, podobnie jak ona jego. Drugie odrzucił niedbale nad głową i spał twardo sprawiedliwym snem, z wyrazem beztroskiego spokoju na twarzy. Zdrętwiała. Co to ma znaczyć?! Co on robi w jej łóżku?! Głowę miała ciężką i pełną jak najczarniejszych scenariuszy.
     Spiłam się wczoraj. A potem... Co było potem? Co ja zrobiłam? Co on zrobił?! Nic nie pamiętam. A jeśli...? Krew odpłynęła jej z twarzy i brakło odwagi do snucia dalszych przypuszczeń. Obrzuciła przestraszonym spojrzeniem samą siebie i zdała sobie sprawę z tego co ma na sobie, albo raczej czego nie ma. Bo tego co miała zaiste niewiele było, oj, niewiele. Rozejrzała się po komnacie. Rzeczy jej i jego porozrzucane były bezładnie po kątach. Lęk ustąpił za to poczuła narastający gniew i z całej siły uderzyła otwartą dłonią w muskularną klatkę Aury.
     – Ty, bydlaku! – wrzasnęła.

     Drgnął, brutalnie wyrwany z błogiego snu i nie bardzo wiedząc, co się dzieje, uchylił ostrożnie uchylił jedno oko. Dioris siedziała mu okrakiem na brzuchu i czerwona ze złości okładała go wściekle pięściami.
     – I to się nazywa miłe przebudzenie i wdzięczność za okazaną troskę... – mruknął lekko schrypniętym, zaspanym głosem i skrzywił się z niesmakiem.
     – Troskę?! – krzyknęła wzburzona Dioris. – Ja ci pokażę troskę! Wykorzystałeś mnie, ty łajdaku! Zabiję cię! – I rzeczywiście złapała go za gardło.
     Usiadł natychmiast a ona zjechała w dół, lądując na jego udach. Oderwał jej dłonie od swojego gardła i wykręcił do tyłu ramiona. Teraz był równie wściekły i poirytowany jak ona, ale nie tylko to. Przyciągnął ją do siebie, zmuszając by oparła się o jego nagą pierś. Dzielił ich tylko materiał cienkiej koszuli, którą miała na sobie.
     Widziała jego twarz, zawisłą złowrogo tuż nad swoją twarzą. Zamarła w bezruchu.
     – Nie wykorzystałem cię. Za kogo ty mnie masz? – syknął. – Byłaś kompletnie pijana, ale nie tknąłem cię, choć przyznaję nie było mi łatwo się powstrzymać. Bo jestem tylko mężczyzną. Ale teraz... – Zniżył głos, który zawibrował złowrogo aksamitnym pomrukiem. – Teraz nie jesteś już pijana...
     Oddechy obojga były krótkie i szybkie. Dioris napięła mięśnie. Botta nie pozwalał się jej odsunąć, wbił wzrok w jej usta i zbliżył do nich swoje tak, że ciepłe oddechy mieszały się ze sobą.
     – Jesteś prawie naga... I siedzisz na mnie... A ja wciąż jestem tylko mężczyzną...
     Ostrożnie przytulił usta do ust Dioris. Choć napięta jak struna, posłusznie rozchyliła wargi przynaglana spragnionym dotykiem ciepłego koniuszka jego języka, który wykorzystał natychmiast nieśmiałe przyzwolenie i wsunął się między nie w poszukiwaniu słodyczy.
     Puścił jej ręce i chwycił głowę, wplatając palce w miękkie jedwabiste loki. Jeden pocałunek... Tylko jeden – przeleciało przez myśl rozgorączkowanego Botty – bogowie, tak mało... Za mało...
     Jego dłonie niemal bezwiednie przesunęły się po plecach Dioris w dół i wsunęły pod brzeg krótkiej koszuli. Pieszczotliwie gładziły jej biodra, powolutku wędrując teraz na powrót w górę. Pieścił wąską kibić... Wyżej... Czuł pod palcami żebra... Jeszcze wyżej, troszeczkę... Już dotykał ostrożnie opuszkami palców... Ona, wciąż spięta i drżąca, lecz nie odsuwała się. Jeszcze wyżej...

     Przestał myśleć. Był już tylko żarem, płomieniem, tylko dotykiem. Dłoń delikatnie zamknęła się na cudownie aksamitnej półkuli. Druga niecierpliwie podciągała koszulę, by dotyk, którym on sam był teraz, mógł stać się jeszcze pełniejszy, gorętszy...
     – Dioris... – mamrotał jej imię pomiędzy namiętnymi pocałunkami, z których ten jeden, niewinny, już dawno stał się historią. – Dioris, pragnę cię...

     Powrócił strach. Zamknął ją w szponach, zadławił. Tamten strach... Znów się to stanie. Dotyka jej, całuje...
     Zaczęła go odpychać i szarpać na sobie koszulę, starając się ją obciągnąć, zasłonić się, ukryć przez wzrokiem.
     – Nie... – wydyszała w panice. – Nie, nie...
     Wciąż obejmował ją ramionami, choć nie przytrzymywał przemocą.
     – Maleńka, ja... – próbował uspokajać łagodnie. Nie słuchała go.
     – Nie dotykaj, zostaw... Zostaw mnie...
     Odsunęła się i zwinęła się w kłębek na łóżku. Odwróciła się do niego plecami. Naciągnęła kusą koszulę jak tylko się dało, by się zasłonić. Wiele nie brakowało, a podarłaby ją. Trzęsła się jak liść.
     – Nie mogę. Nie potrafię. Nigdy... Nigdy... – Szloch rwał słowa.

     Botta opadł na plecy i leżał tak przez chwilę z przymkniętymi oczyma, zbierając myśli i czekając aż wypali się trawiące wnętrzności pożądanie. Wiedział już z jakim demonem przyjdzie mu walczyć, poznał go wczoraj i nagle poczuł się tak rozpaczliwie bezradny. Zacisnął dłonie w pięści.
     Nie ustąpi. Podejmie tę walkę i wygra ją, choćby świat miał się zapalić.

     Objął szlochającą dziewczynę.
     – Naimah, kochanie moje... Już dobrze – szeptał. – Kiedyś mi zaufasz. Nauczysz się mi ufać, zobaczysz. Ja będę czekał. Choćby do końca życia...
     – Nie rób tego, porzuć myśli o mnie. Nie rozumiesz? Jestem zhańbiona, unurzana w błocie, nie jestem ciebie warta. Nikogo nie jestem warta...

     – Jesteś czysta jak górski kryształ. Musisz tylko wyjść z mrocznej jaskini własnych wspomnień. Będę cię prowadził, ostrożnie i cierpliwie aż wyjdziesz ze mną na słońce.

Koniec cz.I


 Tak, wiem, zostali w takim trochę zawieszeniu, ale wszystko się wyjaśni w części drugiej. Dioris potrzebuje się, ze tak powiem "oczyścić" dokonując zemsty. Czy jej się to uda? Czy ktoś jej w tym pomoże? A może ją wyręczy? Czy zostanie z Bottą, czy jednak odejdzie? Odpowiedzi na pytania, które na razie są otwarte dostaniecie w części drugiej, nad którą pracuję.
Nie rozpieszczam Was, wiem, ale poza tym, że z przyjemnością dzielę się z Wami swoją pasją, muszę troszkę pracować nad nią tak "na poważnie" i stąd nie leci to wszystko tak szybko i tak często jak na początku istnienia bloga. Nie mniej nie zamierzam porzucać bloga, który na chwilę obecną stał się moją stroną autorską.
Pozdrawiam wszystkich bywalców i do kolejnego wpisu :).

34 komentarze:

  1. taak, bywalcy dziekuja i beda czekac na wiecej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję Bywalcom, że macie do mnie cierpliwość :)

      Usuń
  2. Mamy duzo cierpliwosci, warto miec dla takich tekstow pozdrawiam ania s

    OdpowiedzUsuń
  3. I nawet jej nie zjebał? Nie ma co, końcówka mnie zawiodła, bo ani krzyku i awantury porządnej, ani dobrego seksu nie było. Chyba przyjdzie mi poczekać na część drugą, by otrzymać to czego chcę. Choć nadal tego władcy nie lubię, bo jak dla mnie to totalnie za miękki jest, a już to, że szukał winnych tego, ze mu się dziewczyna upiła, mnie rozbawiło. Przecież to był jej wybór - piła bo chciała, dorosła jest, więc jeśli komuś należy się opierdziel, to właśnie jej, a nie kobiecie co pozostawiła dzban, a co miała niby robić? Chować go jak przed dzieckiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tudno o dobry seks z kobietą, która przez niemal rok była gwałcona przez zwyrodnialca. Gdyby ją zmusił żeby zaspokoić swoje ciągoty, nie byłby ani trochę lepszy od niego. To w sumie jest mniej więcej połowa. Cześć druga ciągle jest w rozsypce, bo na razie skupiłam się na poprawianiu "Dzieci" i na pisaniu "15 godzin..." ale jak tylko uporam się z jednym z nich wezmę się za ciąg dalszy :). Nie wiem jednak jak to będzie z tym seksem, bo o ile pamiętam to zakończyłam tę opowieść bez niego, ale poniewaz i tak muszę ją dopiero posklejać do kupy i połatać, to wszystko jeszcze jest możliwe :).

      Usuń
    2. Ja tam to akurat rozumiem, że nie było tego seksu, ale ostatnio, tak przypadkiem doszłam do wniosku czego mi w twoim opowiadaniu brakowało, był podział na dobrych i złych, ten zły nie miał lepszych cech, a ten dobry nie miał gorszych. Byli przez to tacy jednolici, jednostajni, bezbarwni.

      Usuń
    3. A teraz to mam wrażenie jakbyś trochę poszukiwała dziury w całym ;).
      Co rozumiesz poprzez „cechy lepsze i cechy gorsze”? Pojęcie dobra i zła jest bardzo względne. I to czy ktoś jest zdolny do litości albo okrucieństwa, zależy nie od posiadania „cechy”, ale od okoliczności. Bo „cechę” posiada każdy. Każdy człowiek zdolny jest zarówno do dobra jak i do zła. Tyle, że co jest dobre a co złe zależy od punktu odniesienia i okoliczności. I w zależności od tych okoliczności moi bohaterowie są w pełni zdolni do wszystkiego, do czego jest zdolny człowiek. Ich charaktery są spójne, bo nie mieszam w nich w sposób absurdalny cech ze sobą sprzecznych. I taki Kalgas doskonale wie czym jest litość, a Botta potrafi być bezwzględny. To jest tak oczywiste, że nie ma potrzeby o tym pisać rozwlekłych charakterystyk zaśmiecających tekst, to jest między wierszami.

      Usuń
    4. Nie, nie szukam dziury w całym, a jedynie piszę jakie mam odczucia, z którymi nie musisz się zgadzać. Przede wszystkim to był bardzo krótki tekst, więc nie miałaś za bardzo czasu na wątki poboczne i pokazywanie po przez inne wydarzenia, niż te główne, cech osobowości bohaterów. Faktem jednak jest iż było jednolicie i podzieliłaś świat wyraźnie na dobro i zło, jak w bajkach i tak też odbieram twój tekst. Ciekawi mnie jednak jakby to było u ciebie, gdyby opowiadanie było dłuższe, ale może kiedyś na takie trafię i wtedy zobaczę. Póki co nie widziałam w Kalgasie litości i dobroci a w Borcie bezwzględności i jakieś złej cechy, czy zachowania, które nie byłoby dobre, poprawne, grzeczne. Chodzi o to, że każdy człowiek popełnia błędy, ale też czyni coś dobrego, często nawet nieświadomie. Ty to zło zarezerwowałaś wyłącznie dla złych, a dobro dla dobrych i tak Kalgas nie zrobił nic, co by wzbudziło moją sympatię do niego (choćby odrobinkę), a Botta nie zrobił nic co można by było uznać za okrutne i przez jakiś czas być na niego złym.

      Usuń
    5. Nie kwestionuję Twoich odczuć, masz do nich pełne prawo. Aczkolwiek umknęło w takim razie Twej uwadze, że K zamiast sprawić Diors solidne lanie to jeszcze podwózkę do domu jej zafundował, choć mógł powlec na sznurku. A taki Botta, mimo że ogólnie milusiński, to jednak regularnie organizuje i bierze czynny udział w wyprawach, w trakcie których jego ludzie i on sam łupią, palą, zapewne niejednego przy okazji zamordują i niejedną zgwałcą. Jednak jeśli mimo to masz taki a nie inny ich obraz, to nic nie poradzę.
      A z drugiej strony, Kalgas jest w tym tekście właśnie po to, by nie dało się go polubić, a Botta po to, by lubił go każdy kto czyta, zatem Twoje odczucia są takie jakie zamierzyłam sobie wywołać, więc mimo wszystko mogę uznać że jest ok :).

      Usuń
    6. Ja przyłączam się do opinii, że postacie męskie są papierowe i płaskie.
      Nie jest to wielki problem w amatorskim blogu i opowieści stylizowanej na baśń. Ale nie powinno mieć miejsca u osoby aspirującej do bycia pisarzem.

      Opowieść jest ciekawa, doskonale się czyta, ale przydałoby się więcej psychologicznego realizmu w postaciach męskich. Bo z Botty zrobiłaś niestety męską Mary Sue - przystojny, honorowy, prawy, męski, cierpliwy, bogaty książę. Nikt nie uwierzy, że mógł gwałcić na wyprawach łupieżczych, albo łup zdobywać inaczej niż w uczciwym rycerskim pojedynku :D

      Niestety wywoływanie sympatii do bohatera czyniąc z niego idealną kukiełkę jest błędną drogą. Bohater typu Merry Sue zaczyna irytować czytelnika.
      I faktycznie wychodzi z tego Botty niedorajda, który w realnym życiu zostałby szybko obalony przez ambitniejszego i bardziej bezwzględnego konkurenta. Bo w koczowniczym środowisku facet, który daje sobą pomiatać przez brankę, nie będzie traktowany serio przez wojowników.
      Gdybyś jeszcze jakoś ten szacunek do kobiet i ich wysoką pozycję społeczną wyjaśniła, bo ja wiem, jakimiś tradycjami związanymi z boginią wojny czy matrylinearnym sposobem dziedziczenia władzy, to byłoby wiarygodniejsze.


      Niby z Aurów uczyniłaś takich lądowych Wikingów, ale tak prowadzisz narrację, by czytelnik szybko o tym zapomniał. W średniowiecznym świecie napadanie na siebie nawzajem celem zdobycia łupów to akurat nic szokującego. Nie napisałaś nic, co by wskazywało na to, dlaczego Aurowie mieli u sąsiadów opinię krwiożerczych bestii. Ot, rabowali niewolników, dobra i już. A to świadczy, że nie zabijali jak leci, żeby nie psuć towaru. Skąd więc przekonanie o krwiożerczości?

      Natomiast na każdym kroku podkreślasz, jacy Aurowie są cudowni. Są tacy bez skazy, że nawet niewolnicy wolą być u nich niewolnikami niż wolnymi we własnym kraju.


      Więc nie "jest ok", niestety.

      Ola

      Usuń
    7. Dziękuję za tak obszerną i wnikliwą analizę. Uwagi zawsze biorę sobie do głowy i zawsze uważnie je analizuję, a do niektórych nawet się stosuję. Tak więc dziękuję za czas poświęcony moim bazgrołom.

      Nie wiem skąd przyszło Ci do głowy, że do czegokolwiek aspiruję. Podejrzewam, że powodem może być jeden wydany w niszowym wydawnictwie ebook. Zdecydowana nadinterpretacja z Twojej strony. Byłam, jestem i pozostaję amatorką. Piszę tak, jak sama lubię czytać, czyli lekko i zdecydowanie mało ambitnie. I to się raczej nie zmieni. Nawet jeśli udałoby mi się wydać więcej ebooków.

      A co do „nie jest ok”... Dla niektórych nawet dzieła noblistów nie są „ok”. Więc niezależnie od moich inspiracji, które sobie wyssałaś z palca, nie oczekuj ode mnie cudów.

      Usuń
    8. Szkoda, że nie chcesz. Bo masz talent, który szkoda marnować.

      Ola

      Usuń
  4. Kiedy część2?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z częścią drugą ruszę po Nowym Roku.

      Usuń
  5. Cieszę się, że jakaś informacja dająca nadzieję na kontynuację Dioris. Opowiadanie to skradło moje serce, podobnie jak Yave.
    Pozdrawiam cieplutko:) Czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dioris już wisi w grafiku. Planuję z nią ruszyć po Nowym Roku. Bardzo się cieszę że mimo swojej niedoskonałości opowiadanie znajduje przychylność w oczach czytelników. W części drugiej będę miała na uwadze poprawić odrobinę wizerunek Botty. Ale zapewne będą to jedynie kosmetyczne zmiany, bo niezależnie od zastrzeżeń tego bohatera tak właśnie sobie wymyśliłam.
      Pozdrawiam również i proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości :)

      Usuń
  6. Chyba muszę laurkę namalować i wysłać ją Babeczce, bo dzięki jej blogowi trafiłam w kilka świetnych miejsc w necie:)
    Kajjko, tworzysz świat, który porywa i zachwyca, przenosi w inny wymiar. Wymiar, niby nierealny, ale zarazem rzeczywisty, prawdziwy, namacalny aż do bólu. Cykl "Dzikie Łabędzie" bardzo mi się podoba i wręcz... dzika radość mnie ogarnia, że ciąg dalszy "Dioris" nastąpi, i to nie za długo - oby złe wiatry omijały Twoją wenę, a brutalna rzeczywistość wzięła na wstrzymanie na wciąż i nie dokuczała ponad zwykłą normę:)
    Nie wydaje mi się, żeby wizerunek Botty potrzebował jakiejkolwiek korekty - jest normalnym mężczyzną, wodzem, wojownikiem - siłę i bezwzględność wykazuje wtedy, gdy wymaga tego sytuacja/dobro jego narodu, a przy poranionej emocjonalnie kobiecie nie zgrywa macho, potrafi wspiąć się ponad swe pragnienia "tu i teraz" i zależy mu na tym, żeby Dioris odnalazła/odzyskała samą siebie i w pełni świadomie odważyła się mu zaufać/pozwolić sobie go pokochać i uwierzyć w nich oboje, we wspólną przyszłość. Botta wciąż balansuje na bardzo cienkiej linii: własnych pragnień (nie tylko tych cielesnych, bo myślę, że on przede wszystkim chciałby ukoić ból duszy Dioris, a że łączy to ukojenie z bliskością fizyczną... no cóż... jemu ta bliskość kojarzy się z czymś dobrym, przyjemnym, cudownym) i demonów Dioris, dla której "bliskość" z mężczyzną równoznaczna jest z koszmarem.
    Z lektury "Yave" wiem, że misja Botty zakończyła się sukcesem, ale jakże miło będzie o tym poczytać:)
    Kajjko, może i piszesz amatorsko, ale na pewno nie mało ambitnie - pokora jest nader wskazanym uczuciem u każdego twórcy, ale poczucie wartości własnego talentu również. Twoje postrzeganie męskości, relacji między kobietą i mężczyzną, relacji międzyludzkich jest mi bardzo bliskie i zaspokaja moje potrzeby emocjonalne. Podobnież jak poczucie humoru i upodobanie do dialogów:) Jak dla mnie, to dialogów nigdy za wiele:)
    Na podstawie tych historii można by piękny film nakręcić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tyle miłych słów. Ogromnie mnie cieszą, szczególnie, że pojawia się tutaj bardzo niewiele komentarzy.
      Zapewne dlatego, że zasługuję głównie na krytykę, a przyjmować jej nie umiem, więc "krytycy" odpuszczają ;). Bo inne komentarze, życzliwe, takie jak Twój, pojawiają się tu sporadycznie. I jak mi ktoś pisze, że "zachwyty gimnazjalistek są miłe, ale..." (taką uwagę też dostałam) to tak trochę strzał kulą w płot. Gimnazjalistki u mnie nie czytają, a co za tym idzie nie wypowiadają się, ja to wiem.

      U mnie relacje między kobietą i mężczyzną są zazwyczaj proste jednoznaczne i opierają się na wzajemnym szacunku. Jeśli ktoś nie szanuje drugiego człowieka zostaje tym złym i to cała filozofia. I nie ma tu znaczenia płeć.

      Pisząc o poprawie wizerunku Botty miałam raczej na myśli, że w drugiej części pozwolę się trochę wykazać drugiej stronie jego natury, tej twardszej i bardziej brutalnej. Może wtedy jego postać stanie się pełniejsza i bardziej strawna dla poszukiwaczy rzeczy doskonałych :). Choć sukcesu nie wróżę, bo doskonali ludzie nie istnieją. Doskonałe książki też nie, bo piszą je przecież niedoskonali ludzie.

      Jeszcze raz dziękuję, bo może i u mnie komentarzy niewiele, ale takie sprawiają, że nie tracę wiary w to co robię :).

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Bardzo proszę, polecam się na przyszłość:) Przyznam, że trochę dziwi mnie tak znikoma ilość komentarzy, bo opowiadania są świetne i można by o nich podyskutować. He, he, gimnazjalistką nie jestem i nigdy nie byłam, bo wykształcenie na tym poziomie pobierałam przed reformą oświaty. I jako pokolenie przedinternetowe miałam kiedyś sceptyczny stosunek do wszelkiej aktywności w necie. Ale "trafił mnie piorun" w postaci pewnej fascynacji i przełamałam się. I dzięki temu wydarzyło się w moim życiu wiele fantastycznych rzeczy. Myślę, że wiele osób czyta Twe opowiadania z upodobaniem, tylko tak się jakoś przełamać nie mogą, żeby skrobnąć słówko.
      Nie, żebym była typem słodzącym, ale stanowczo nie zgadzam się, że zasługujesz głównie na krytykę - weźże nawet takich głupot nie pisz! To, że komuś nie leży Twój sposób widzenia i przedstawiania świata, bohaterów i ich poczynać, to nie znaczy, że Ty źle piszesz. Wielu innym osobom właśnie takie postrzeganie się podoba.
      Ta Twoja "cała filozofia" jest również moją filozofią.
      Z wyobrażaniem sobie mroczniejszej strony Botty problemu nie mam, mimo że taki "miętki" przy Dioris bywa, ale baaardzo chętnie o nim poczytam:)
      Słodko-gorzki finał I części jest, jak dla mnie, optymalny. Raz, że nie ma opcji, żeby niewinna dziewczyna, po takiej traumie, była w stanie tak szybko z niej wyjść, a dwa, to niech się Botta wykaże hartem ducha i ciała:) "Odwrócił się plecami do Dioris, by trochę odsapnąć po zadanych sobie mękach." - he, he, cudo. Oj, ćwiczy się biedak w samokontroli:) Przyda mu się przy władaniu krajem:)
      Doskonałość jest nudna jak flaki z olejem - niech nas Bóg broni przed takim kataklizmem!:)

      Usuń
    3. To o zasługiwaniu na krytykę, to taki mój czarny humor był. Zapewniam że doskonale wiem, jak piszę jak i to na co mnie stać ;).
      Zdecydowanie ja też jestem pokoleniem przedgimnazjalnym.
      Cieszę się bardzo, że właśnie takie osoby jak Ty tu zaglądają :).

      Co się tyczy traumy Dioris, niektórzy chyba uważają, że jakby Botta ją, z przeproszeniem, solidnie wychędożył raz na dzień, albo chociaż stłukł na kwaśne jabłko, to szybciej by z niej wyszła. Dla mnie to zwyczajny brak empatii.
      Być może popełniłam błąd nie opisując ze szczegółami co w rękach Kalgasa przeszła Dioris, ale tego zmieniać nie będę. Celowo pozostawiłam to w domyśle. Chciałam, żeby czytający sam stworzył sobie wizję tego, co dla niego jest najgorsze i wtedy spróbował zrozumieć, jak zniszczona została psychika Dioris. Nie podaję czytelnikowi wszystkiego na tacy, często stosuję skróty myślowe i to też niektórzy mają mi za złe. Ale jak gdzieś wspominałam, piszę tak, jak sama lubię czytać.

      Bottę stworzyłam jako lekarstwo na rany Dioris, gdybym go zrobiła innym, to nie wiem czy dowiózłby ją żywą do Nammas. Mając w perspektywie kolejną niewolę u kolejnego drania popełniłaby mi samobójstwo.

      Rozgadałam się nieco, chyba trochę mi brakuje możliwości wygadania się przed Czytelnikiem. Niewielu daje mi na to szansę, więc korzystam :D.
      Dziękuję za kolejne życzliwe słowa. Naprawdę, aż się po takich rozmowach chce robić tę kolejną część :).

      Usuń
    4. Kajko, ja twoją twórczość lubię i zawsze ją polecam. Mam też w planach kiedyś tu wrócić i przeczytać coś innego twojego, najlepiej także już ukończonego. Więc mojej uwagi nie bierz sobie od razu w sposób taki negatywny do serca. Ja nie mam wiele do zarzucenia Botcie (dobrze odmieniłam?) odnośnie jego zachowania do Dioris. Natomiast tak jak mówię - nie pokazałaś jego żadnej złej cechy, przez co stał się w moim odczuciu szklanym rycerzykiem z bajki, który w prawdziwym świecie nie miałby prawa bytu, a już z pewnością jako władca, bo by go inni zmietli. Tak samo ciężko mi zawierzyć w kraj gdzie nawet niewolnicy woleli być bardziej niżeli u siebie. Oczywiście jest wiele takich przypadków w historii, wielu niewolników rzymskich po uwolnieniu się spod jarzma panów nie wracało do domów, a otwierało w Rzymie firmy, np piekarnie i ich posągi nagrobne były często równie wielkie co ich wcześniejszych panów. Jednak historia nie przedstawia tego na zasadzie "każdy, zawsze, wszystko pięknie i wspaniale", a twoje opowiadanie już tak, dlatego ja odbieram je jako przyjemną bajkę, coś co jest fajne na wyciszenie, spędzenie czasu przed spokojnym snem, ale nie jest to coś co we mnie wzbudziło jakieś większe emocje, bo tak jak mówię - ja jestem z tych co, emocje wzbudzają u nich bohaterowie, a by z nimi cierpieć i z nimi się cieszyć, ja muszę w nich jakiś czas, podczas czytania wierzyć. U ciebie nie mogłam uwierzyć w istnienie takiego władcy, ani takiego miejsca jakim przedstawiłaś jego kraj. Jednak nadal pozostaje to przyjemną prozą. Rozumiem, że stworzyłaś Bottę by był lekarstwem na rany Dioris, ale to nie znaczy od razu, że on musiał być kryształowy. Dla niej mógł być dobry, mogła przypominać mu nawet jego własną matkę czy zmarłą narzeczoną, powód zawsze prosto znaleźć. Bardziej chodzi mi o jego ogólny styl bycia, w nim były tylko dobre cechy, czyli taki papierowy, kryształowy rycerzyk. Postać zupełnie nieautentyczna, nieżyciowa, nierealna, a tym samym też sztuczna, przerysowana, tekturowa, bez drugiego dna. Chciałaś by taki był i miałaś do tego prawo, a ja mam prawo go przez to odbierać w taki, a nie inny sposób, jako niemożliwy by istnieć, nudny ideał, za delikatny jak na wodza, za mało decyzyjny jak na władcę.

      Usuń
    5. Wcisnę się tu z odpowiedzią, bo jest najbliżej wpisu, na który odpowiadam:) Gdyby Botta spróbował na siłę przekonać Dioris, jakiż to seks jest wspaniały, to skutek zdecydowanie byłby daleki od zamierzonego. Dobrze, że Botta zdążył na czas i powstrzymał Rokkę, bo biedna dziewczyna mogłaby już z ucieczki w szaleństwo nie powrócić. Ja osobiście jestem Ci wdzięczna, że nie opisujesz z detalami, co Kalgas wyrabiał z Dioris - potrafię to sobie wyobrazić, a skoro Botta, słuchając jej szeptanych skarg, czuł, że "włosy jeżą mu się na karku", to ja wolałabym o tym nie czytać. Mam ten problem, że wyobraźnia uruchamia mi się czasem aż za bardzo, a potem nie mogę pozbyć się z głowy obrazów i słów, których wolałabym nie pamiętać. Wiem, to śmieszne, aż tak przeżywać losy fikcyjnych postaci, ale tak mam i już. Oczywiście, nie przy każdym czytanym tekście czy oglądanym filmie, ale czasem potrafi mnie to nieźle emocjonalnie sponiewierać. Nie zaprzeczam, że lubię gdy mnie mocno przy czytaniu "weźmie", ale staram się swej głowy nie dręczyć koszmarnymi wizjami.
      Zważywszy na obszerność moich wpisów, to wcale się nie rozgadałaś:) A poza tym, to lubię wymieniać się spostrzeżeniami czy przemyśleniami o książce,filmie.
      Kolejną część pisz koniecznie, bo ja nogami przebieram w oczekiwaniu na pierwszy raz Dioris i Botty:)

      Usuń
  7. TM dawno u mnie nie byłaś :)
    Nie chciałabym, żebyś zbyt osobiście odbierała, że z tym czy tamtym się nie zgadzam. Każda z nas ma jakieś tam odczucia względem tekstu, bohaterów i fabuły. Każda ma prawo do swojego punktu widzenia i każda może swojego stanowiska bronić.
    Uwagi, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam, to mówiłam już i powtarzam, zawsze biorę do serca. Nie w sposób negatywny, po prostu, zawsze staram się je analizować. Potem takie przemyślenia i analizy procentują (mam nadzieję) jak zabieram się za coś nowego.

    W życiu się nie spodziewałam, że taką dysputę na temat Botty będziemy toczyć. Wcale nie mam Ci za złe, że masz do tej postaci zastrzeżenia. Lubię jak pod tekstami coś się dzieje, jak ktoś wątpi i się nie zgadza, a ja mam wtedy możliwość wygadania się na temat i przedstawienia swojego punktu widzenia. Nie wszystko da się zawrzeć w treści, dlatego takie rozmowy są bardzo pożądane, a jak sama wiesz, mało ich u mnie :).

    Bottę z troszkę innej strony podejrzymy w tej drugiej części. Chociaż jak mówiłam, to będzie jedynie kosmetyka, bo diametralnie natury mu nie odkręcę.
    Niewolnicy mieszkają tam, gdzie się im każe. Na razie ich wola lub jej brak nie ma wpływu na ich chęci. Jeśli czytałaś „Yave”, to tam gdzieś wspominałam, że nie wszyscy czuli się w Kraju Aurów szczęśliwi i kiedy im to umożliwiono wrócili do Barthii. Wielu rzeczy i informacji w samej „Dioris” brakuje. To moja wina, bo początkowo cały cykl miał stanowić jednorodną całość, dopiero później uznałam, że nie jest wart, żeby się z nim męczyć i postanowiłam zrobić z niego kilka zazębiających się blogowych opowiadań. W efekcie brakuje informacji, które są w innych częściach, a chronologia zdarzeń w ogóle leży i kwiczy.
    Liczę, że choć trochę uda mi się poprawić wizerunek Botty, tak z Twojego punktu widzenia, ale sama wiesz, nie da się dogodzić wszystkim. Jeśli więc względem niego nadal pozostaniesz sceptyczna to zrozumiem :).

    Ostatnio przyszła do głowy kolejna bajka (miałam nic nie gadać, ale pokusa jest silniejsza :D). Staram się tam troszkę inaczej kreować bohaterów, właśnie biorąc pod uwagę, żeby nie byli zbyt jednowymiarowi. Kolejny mój eksperyment. Zobaczymy jak wyjdzie. Jak dobrze pójdzie, będzie można poddać go ocenie w przyszłym roku. Ale najpierw „15 godzin…” druga część „Dioris” :).
    A tak na marginesie, mam nadzieję, że Melta z "Yave" wypadł choć trochę lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie czytałam u ciebie nic innego niż to co komentowałam, więc tylko "Jesienny..." i "Dioris". Ostatnio gdy miałam chwilkę to zajrzałam do Joanny. Jakoś w okolicach świąt pewnie wpadnę do ciebie.
      Smuci mnie trochę, że u mnie też coraz mniej osób do dyskusji. Jest dużo co wpada na trochę, a potem ucieka i zamyka nawet swoje opowiadania. Staram się już tym nie przejmować i robić swoje.

      Usuń
    2. Widać taki już nasz, blogerów, los :). Ja tam robię swoje, ostatnimi czasy posty niezbyt często się pojawiają, ale próbuję być konsekwentna i kontynuować to co jest rozpoczęte :) "Yave" jakbyś chciała w nią zerknąć, tu na blogu jest cała, na waciaku dopiero zaczęłam ja wrzucać.

      Usuń
    3. Akurat na wattpadzie ja nie czytam nic, tylko cztery opowiadania, które nie mają alternatywy czytania na blogu. Jakoś tego wattpada nie lubię, więc gdy zacznę czytać to na blogu, ale to dopiero, gdy przeczyta wszystko inne co już sobie zaplanowałam i z czym chce się do świąt właśnie wyrobić. Co prawda zostało mi niewiele, bo jakieś 15 opowiadań, więc jestem dobrej myśli :) Przypomnij mi tylko w okolicach świąt tytuł mailowo czy w prywatnej wiadomości :)

      Usuń
    4. A tu się nie wciskam, tylko dołączam do rozmowy:), bo fajnie jest podyskutować, szczególnie, gdy inni mają odmienne zdanie, albo zupełnie inaczej postrzegają pewne sprawy.
      Jak dla mnie, to Botta zdecydowanie nie jest typem mężczyzny - "budyń z soczkiem" i nie odbieram go jako chodzącego ideału - Taka Miłość przypomnij sobie, jak na początku dwukrotnie ciepnął Dioris o podłoże niczym workiem kartofli:) Dopiero, gdy zorientował się, że jest ranna, to odtajał, a gdy niewinnym, wedle niego, żartem otworzył piekło w jej duszy, to go siekło - że się tak wyrażę. Jak dla mnie - Botta jest jak najbardziej życiowy i realny, a jego delikatność wobec Dioris nie jest równoznaczna z brakiem hardości, waleczności czy braku decyzyjności. Jest inteligentny, wie czego chce, nie poddaje się przy pierwszych trudnościach czy niepowodzeniach, ma w sobie siłę, spokój, poczucie własnej wartości. I ma poczucie humoru, a to wielka zaleta:) Będę bronić Botty, bo go lubię i mnie jawi się jako mężczyzna przez duże "M":)
      We mnie ta historia zdecydowanie wzbudza uczucia - ileż ludzi, tyleż odczuć, wrażliwości na inne rodzaje emocji.
      Botta wart jest dyskusji:) Jak dla mnie, to Botta jest po prostu dobrym człowiekiem i wojowanie sztuka dla sztuki zdecydowanie go nie kręci. Chce stworzyć silne, bogate państwo, w którym ludzie będą czuć się bezpiecznie. No i trudno mu się dziwić.
      Myślę, że niejaki chaos może wynikać z faktu, że nie masz Kajjko zamkniętej, skończonej historii - część już opublikowałaś, a w tym czasie w głowie zrodziły się nowe pomysły, wątki, historie,... postacie wtrącają swoje trzy grosze... scenki gotowe do spisania pchają się z głowy na palce,a palce nie mają pod ręką klawiatury,bo proza życia nie pozwala usiąść i spisać na gorąco... - ot, zwykłe rozterki każdego pisarza. I bynajmniej nie piszę tego z przekąsem - kiedyś trochę pisałam i miałam bardzo krytyczne podejście do tej mojej pisaniny, więc przeżyłam prawdziwy szok przy lekturze "Listów Tolkiena", bo przy pisaniu miałam takie same problemy i rozterki jak On!:)Ależ to było budujące:)
      Melta zdecydowanie kryształowy nie jest, gagatek jeden.

      Usuń
    5. Tony, ale to co piszesz o Botcie, to ciągle wymienianie jego zalet i tego jaki jest cudowny, bo to, że rzucił kimś jak workiem kartofli, nie wiedząc, że ten ktoś jest ranny, trudno uznać za wadę. Wymień mi proszę jego wady, cechy negatywne, złe postępowania.
      Bronisz, go bo go lubisz, a ja lubiłabym go bardziej, gdyby był realny, a nie złożony z samych zalet. Nie widzę w nim wad. Co jest wadą? Że niewinnie żartował i ją tym uraził? No proszę cię, nie bądźmy śmieszni, to nie jest wada, to nie jest negatywna cecha.
      Tak samo państwo, gdzie niewolnicy czują się dobrze. Czy to jest logiczne? Dla mnie nie i w tym opowiadaniu nie było wyjaśnione czy każdy miał takie same odczucia, ale jednak na to był nakierowany czytelnik.

      Usuń
    6. W ogóle to przytoczę zdanie kogoś powyżej, wypowiedź Oli, bo mam dokładnie takie same odczucia co ona i nie zmienię ich już po tej części, być moze ulegnie to zmianie po przeczytaniu kolejnej.

      "Opowieść jest ciekawa, doskonale się czyta, ale przydałoby się więcej psychologicznego realizmu w postaciach męskich. Bo z Botty zrobiłaś niestety męską Mary Sue - przystojny, honorowy, prawy, męski, cierpliwy, bogaty książę. Nikt nie uwierzy, że mógł gwałcić na wyprawach łupieżczych, albo łup zdobywać inaczej niż w uczciwym rycerskim pojedynku :D

      Niestety wywoływanie sympatii do bohatera czyniąc z niego idealną kukiełkę jest błędną drogą. Bohater typu Merry Sue zaczyna irytować czytelnika.
      I faktycznie wychodzi z tego Botty niedorajda, który w realnym życiu zostałby szybko obalony przez ambitniejszego i bardziej bezwzględnego konkurenta. Bo w koczowniczym środowisku facet, który daje sobą pomiatać przez brankę, nie będzie traktowany serio przez wojowników."

      Botta nie ma wad, to czyni go papierowym rycerzykiem bez drugiego dna. Nie jest w żaden sposób psychicznie złożony. To postać jednolita, ideał, stworzony chyba tylko dla małolatów co jeszcze w ideału wierzą i łudzą się, że taki władca naprawdę utrzymałby się na tronie i swoim łagodnym postępowaniem sprawiał, że ludzie by go szanowali i słuchali. Znajdź takiego władce na kartach historii, który nie został szybko strącony ze stołka, a postawię piwo. Nie ma takiego, bo taki gość byłby całkiem nierealny i nienormalnym by było trzymanie go u władzy.

      Usuń
    7. TM, ja to widzę tak… człowiek nie jest tak prosty i oczywisty, żeby dało się jego cechy sklasyfikować w tabelce czarne-białe Granice pomiędzy wadą a zaletą są cienkie i płynne. Świat nie jest tak jednoznaczny i oczywisty. Nie da się go tak klasyfikować, bo wtedy umykają szczegóły i szczególiki. Sienkiewiczowski Kali w swoim barbarzyństwie był bardzo mądrym człowiekiem. Rozumiał, że dobro i zło to nie jest narzucony odgórnie kanon, czego nie potrafił zrozumieć cywilizowany Staś.
      Ty i Ola zrobiłyście sobie właśnie tabelkę. Po stronie „białe” wypisałyście cechy Botty i zabrakło Wam materiału, żeby wypełnić rubrykę „czarne”. Bo nie dostrzegacie szarości.
      Botta nie jest złożony z samych zalet. Jest złożony z różnych cech, które w człowieku osiągają różne natężenie i zależnie od okoliczności przechylają się to w stronę bieli, to czerni.
      W drugiej części zima dobiega końca i mam w planie wysłać Bottę za Rzekę. Więc będzie miał okazję się trochę wykazać ;).
      Muszę się przyznać, że trochę mnie nakręciłyście. I dobrze, bo wreszcie ruszę ten projekt z miejsca :).

      Usuń
    8. W takim razie podaj mi te jego czarne cechy, bo ja ich nie widzę. Ty i Tony ciągle się przy czymś upieracie, ale nie macie argumentów na poparcie swoich teorii. Wypisz mi złe cechy Botty i wydarzenia, w których postąpił źle i nie usprawiedliwiał go przy tym jakiś chwalebny czyn czy dobra intencja.
      Nie wiem ile Tony ma lat. Ja staram się patrzeć na świat i czytaną prozę bez różowych okularów i wzdychania do ideałów, mam do tego prawo. Ktoś woli osoby, które w realnym świecie nie miałyby szansy przetrwać czy nawet istnieć, to też jego wybór, ale nie widzę sensu, by upierać się, że Botta jest ludzki, bo nie jest. To postać bajkowa, pełna zalet, nie posiadająca wad. Niemal każdy jego czyn i ruch był podyktowany tym by postąpić właściwie i czasami Dioris nie urazić, nie skrzywdzić, do innych podchodził podobnie. Taki Gary Sue, postać papierowa, przerysowana, wyidealizowana, nierealna. Żaden fragment z nim nie przekonał mnie do niego, bym była w stanie w niego uwierzyć i faktem jest, że taki władca szybko by przestał rządzić, bo zaraz by go strącił ktoś bardziej władczy, bo takie ciepłe kluchy nie nadają się na wodzów. Po tym jaki obraz jego namalowałaś nie da się już uwierzyć, że gdzieś tam grabił i gwałcił - tu zgadzam się z Olą.
      Bronisz się tym, że piszesz tak jak sama lubisz czytać. Okay, jeśli lubisz czytać o przerysowanych, nierealnych, wyidealizowanych bohaterach, to masz do tego prawo. Jeśli lubisz o nich pisać, to też masz do tego prawo, ale przyznaj, że tworząc go nie myślałaś o ty, by był prawdziwy, a jedynie o tym by był dobry i by Dioris miała z nim dobrze. W nim poza tą dobrocią nie ma niczego więcej, nie jest złożony, jest prosty jak drut i jako postać jest kwadratowy.
      I nie broń się Sienkiewiczem, bo nie o tym w tej chwili była mowa jak bohaterowie postrzegają świat. Mowa była o tym, że Botta nie ma żadnej złej cechy, ani że przez te 15 rozdziałów nie zaprezentował żadnego złego zachowania, złego postępowania. Bo jeśli postąpił źle, to przez przypadek, zaraz czuł się przez to winny, tak jak to przedstawiła Tony z tym żartem czy siepnięciem o ziemię. Złe czyny, które da się usprawiedliwić niewiedzą, to nie są złe czyny, a więc nie składają się na jakąś negatywną cechę bohatera. Ty napchałaś do niego wszystko co białe, nie było tam miejsca na żadną szarość.

      Usuń
    9. Chyba się nie rozumiemy.
      Przecież wcześniej napisałam, że nie postrzegam świata jako kombinacji czerni i bieli, a Ty żądasz żebym wypisała „czarne” cechy Botty? Nie ma dla mnie czegoś takiego jak cechy czarne i białe.

      Mam wrażenie, że za wszelką cenę usiłujesz przyprzeć mnie do muru i wymusić na mnie przyznanie Twojej racji. Tylko, że tu nie ma jednej racji. Tony i moja jest tak samo dobra jak Twoja i Oli. Nie staram się zmieniać Twojego postrzegania świata, po prostu mam inne, więc i Ty tego nie rób.

      Przykłady i argumenty dostałaś w poprzednich odpowiedziach. Nie mam na to wpływu, że się z nimi nie zgadzasz a nawet je dyskredytujesz jako nic nie warte żarty. Nie narzucam Ci swojej interpretacji a jedynie ją przedstawiam, licząc się z tym, że się z nią nie zgodzisz i proszę o to samo.

      Z wcześniejszej rozmowy wnoszę, że Tony jest w wieku zbliżonym do mojego. Może dlatego na rzeczy patrzymy z innej perspektywy, mamy podobne postrzeganie bohaterów i dostrzegamy te szarości, które nie istnieją dla Ciebie i Oli.

      I nie rozumiem, dlaczego mnie nie wolno podeprzeć się Sienkiewiczem, jeśli Ty podpierasz się opinią innej osoby.
      Nie widzę sensu ciągnąć dalej tej rozmowy, bo w sumie każdy już wyraził swoje zdanie i wszystko zostało już powiedziane.

      Usuń
    10. Kasiu, ale nie podałaś argumentów, podałaś jedynie jak ty to widzisz. Ja natomiast napisałam fakt, że Botta nie ma żadnej cechy negatywnej i że przez 15 części ani razu nie postąpił źle, co czyni go bohaterem idealnym, a więc typowym Gary Sue. Oczywiście taki bohater ma prawo istnieć jeśli opowiadanie jest typu bajki i ja tak odbieram twoją Dioris i dlatego ją lubię. Natomiast Tony napisała "Jak dla mnie, to Botta zdecydowanie nie jest typem mężczyzny - "budyń z soczkiem" i nie odbieram go jako chodzącego ideału". Jeśli więc Botta nie jest ideałem, to musi mieć wady. Pytam się więc konkretnie jakie ma te wady, bo może faktycznie je ma, tylko ja je pominęłam, nie dostrzegłam. Za wadę jednak nie można uznać uczynienia czegoś w niewiedzy, zwłaszcza gdy potem ma się po tym wyrzuty sumienia. Tu nie padł żaden argument.

      Ty gdzieś tam poparłaś moje zdanie, że Botta nie był stworzony po to by być realistyczny, a by być lekarstwem na rany branki. Akceptuje taki wybór, był twój, miałaś do niego prawo, bo to twoje opowiadanie i twój plan na nie. Nie widzę jednak sensu, by widzieć w Botcie realnego wodza, bo na to już nie ma argumentów. Nie widzę też powodu, by widzieć w nim postać z krwi i kości, gdy nie jest zbudowany z cech dobrych i złych, bo przecież takie cechy tworzą nas, ludzi, a Botta ich nie posiada. Ja go odbieram jako królewicza z bajki, dobrego, kryształowego, mającego na celu wyratować tego cierpiącego Kopciuszka. Nie wiem tylko czy ty chciałaś, by on był tak odbierany, jako tylko i wyłącznie dobry bohater, czy chciałaś by jego postać zmuszała do refleksji, była złożona i ciekawa pod kątem psychologicznym. Jeśli w planach miałaś to pierwsze, to ci się to udało, ale jeśli to drugie, to niestety twój plan się nie ziścił, przynajmniej nie w moim przypadku.

      I mój komentarz to nie atak, a subiektywna opinia. I tak jak mówię, wszystko zależy od tego jakie miałaś oczekiwania po tej opowieści i po tej postaci, z jakimi myślami podeszłaś do tworzenia. Ja osobiście pisząc i czytając bardzo skupiam się na tym by postacie były realne, życiowe, a ich psychika złożona, by byli ciekawi pod kątem psychologicznym, bez podziału na dobrych i złych oddzielonych murem. Taki sobie stawiam cel pisząc i o takich samych złożonych bohaterach i wydarzeniach lubię czytać, od czasu do czasu jednak lubię też uciec w bajki, rzadko bo rzadko, ale jednak. Po opisie twojego opowiadania i po tym co powiedziała mi osoba je polecająca spodziewałam się jednak czegoś innego, czegoś głębszego, poważniejszego stąd moje pierwsze rozczarowanie, ale szybko przestawiłam się i zaczęłam o tym myśleć jak o słodkiej opowieści na dobranoc i takim wydaniu, z takim nastawieniem przyjmuję ją jako coś świetnego.

      Usuń
  8. Miłe Panie, nawet nie wiecie, jak ja się cieszę, że nam się taka rozmowa rozwinęła.
    Musicie wybaczyć, że poodpowiadam Wam jutro, ala dzisiaj już mi oczy wysiadają :). Gdybyście jednak chciały coś jeszcze wymienić między sobą, to zdjęłam moderację komentarzy, bo przestałam nadążać :D.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.