Niespodzianka... Dzisiaj zmiana klimatu ;). Ostatnio zrobiliśmy sobie wyzwanie i w ramach tego założyłam, że zrobię kawałek do 15 godzin... właśnie. Kawałek nie jest może imponująco długi, ale jest i będzie, mam nadzieję, kopniakiem do kolejnych. To było takie miejsce w tekście, na którym się zablokowałam normalnie, ale mam je za sobą, na szczęście. Jest jeszcze co najmniej jedno, z którym też będę mieć problem, ale do niego jeszcze trochę i może nim tam dotrę to jakoś sobie to zdążę poukładać ;). Zapraszam... A pod tekstem jest kawałek, który sobie można... hmmm... odpalić.
poprzedni fragment
Noc... Ciemność... Cisza, rozpraszana jedynie jednostajnym mruczeniem generatorów.
Magazyny były dobrze strzeżone, a jakże. Ale i tak
reflektory osadzone na wieżyczkach wartowniczych nie ogarniały każdego kąta.
Strażnik zresztą też nie wysilał się na nudnej, nocnej warcie. Oparty leniwie,
w niedbałej pozie, o słupek podtrzymujący daszek na gnieździe wieżyczki, żuł
gumę i rytmicznie potrząsał głową. Od ucha biegł cieniutki kabel i znikał w
kieszeni mundurowej bluzy, na piersi. Zasadniczo nie powinien, ale... Tu na
tyłach panował spokój. Tutaj były jedynie magazyny ze szmatami. A w końcu gacie
nie są jakimś tam strategicznym sprzętem w armii. Owszem, bez gaci trochę
głupio na froncie, ale w razie bum, da się. Poza tym, od czasu do czasu,
przebiegał przecież wzrokiem teren, wraz ze smugą reflektora. Od czasu do czasu,
podnosząc rękę, dawał też znak kolegom na sąsiednich wieżyczkach, że wciąż jest
na posterunku. Odpowiadali podobnie, zapewne, podobnie jak on skupieni na
własnych sprawach. Warta pro forma...
Chciało mu się lać. Cholera, że też dał się namówić na tę
wycieczkę do pobliskiego baru tuż przed swoją zmianą. Nie dość, że potem musiał
się nieźle gimnastykować, żeby żaden z przełożonych nie wyczuł od niego odoru
piwa, to teraz znów miał wrażenie, że za chwilę pęknie mu pęcherz. Miał
szczęście, że nie byli regularnym wojskiem a jedynie paramilitarną formacją
zabezpieczającą różne obiekty na zapleczu. W takich grupach panował o wiele
lżejszy, od wojskowego, rygor. Na wiele rzeczy patrzono przez palce. A teraz
potrzebował sobie użyć i to bardzo, bo jeśli tego nie zrobi, to za chwilę zleje
się spodnie.
Boki czworokątnego gniazda były niestety dość wysokie. Zbyt
wysokie by mógł się swobodnie odlać. Będzie musiał zejść na dół. Dopiero co
sygnalizował obecność na posterunku. Ile czasu może mu zająć zejście po
drabince i wykonanie prostej fizjologicznej czynności? Nikt nie zauważy, że
przez krótką chwilę go nie było. Wypluł gumę i odłożył karabin. Tylko by mu
przeszkadzał. Objął stopami drabinkę i zsunął się błyskawicznie w dół.

