Wyczekana ;). Długo nie mogłam się za to zabrać, ale w końcu ruszyłam to z miejsca. Uprzedzam jednak, że możecie się poczuć nieco zaskoczeni. Mam jednak nadzieję, że mi zaufacie i nie zniechęcicie się do tego tekstu. Wszystko co się w nim dzieje jest integralną częścią całego cyklu. Ponieważ nigdy nie połączyłam wątków w jednolitą całość, niejednokrotnie musze wracać i nawiązywać do przeszłych zdarzeń, czasem też te zdarzenia mogą pojawiać się w różnych częściach, bo są istotne dla bohaterów nie tylko jednej ale też innej części. W przypadku tej części postanowiłam jednak połączyć w całość to co dodtyczy jednej rodziny, szczególnie, że to co będziecie (mam nadzieję) początkowo śledzić, ściśle wiąże się z losem tytułowej bohaterki.
Po zamknięciu "Dioris" postaram się ogarnąć także wątki pozostałych łabędzic, nawet jeśli są one mocno nieudolne i jako że pisane najwcześniej najsłabsze. Ale chciałabym tu na blogu w całość zamknąć cały cykl.
A teraz już zapraszam na inauguracyjny wpis z Dioris II.
Rok
wcześniej…
Palamare
- stolica Barthii
Potężne wrota uginały się z każdym uderzeniem tarana
i trzeszczały złowieszczo. Było oczywiste, że długo już nie wytrzymają.
Zresztą, nieliczni obrońcy na murach i tak nie byli w stanie powstrzymać
nawały. Nieobyci z bronią mieszczanie, jeden po drugim, porzucali stanowiska i
biegli ratować dobytek.
Płonęły składy kupieckie. W ciasnej, miejskiej
zabudowie ogień stanowił śmiertelne zagrożenie a opanowanie go graniczyło z
cudem. Kłęby duszącego dymu ograniczały widoczność.
Młody Anegord porzucił konia. Płochliwe zwierzę
jedynie przeszkadzało. Przez prący w kierunku rynku tłum przedzierał się pod
prąd w kierunku atakowanej bramy. Chciał dostać się do ojca i wesprzeć go w
walce. Widział go już, ale wciąż jeszcze był daleko. Oczy piekły od dymów, łzy
zacierały i rozmazywały obraz.

