WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

2.04.2018

Dzieci Żywiołów - prolog

Witam świątecznie, choć w sumie to już o tej porze raczej po świątecznie, ale nie mniej serdecznie życzę wyszstkim moim gościom, wszystkiego dobrego nie tylko w święta. Poświętach, czy też międzyświętami to okres znacznie dłuższy i też obejmijmy go życzeniami :).

Dziś zapowiadany wcześniej "return" "Dzieci Żywiołów". Opowieść jest po lekkim liftingu, po poprawkach (mam nadzieję, że byków została tam minimalna i nie rzucająca się w oczy ilość). Dostaną też na blogu nową, nie prezentowaną tu wcześniej grafikę. I mam nadzieję, że w tej nieco poprawionej odsłonie znajdą swoich amatorów.
Zapraszam...


Start



PROLOG

   Jest pełnia lata.
     Ziemia pęcznieje dojrzewającym zbożem, Powietrze pełne jest radosnego świergotu ptaków. Woda łagodnie szemrze w korytach rzek i potoków. Wieczorami zaś, Ogień snuje opowieści, rozsypując wokół ognisk złote iskry, rozpala wyobraźnię młodych, rozgrzewa pamięć starych.
     Bo cień, który niegdyś spowijał krainę Taar, może wrócić. Dlatego nie wolno nam dopuścić, by pamięć pokrył kurz Ziemi, by zmyła ją Woda, rozwiał Wiatr lub spopielił Płomień...

     Tak naprawdę, historia ta zaczęła się daleko stąd, na niezwykłej, tajemniczej planecie o nazwie Aravat. Ona to była naszą Matką, Matką Siginów-Kapłanek.

     Aravat – wspaniały, wielobarwny świat, zasobny w wodę i minerały, w którym ludzie żyli i rozmnażali się. Z którego dóbr od zawsze czerpali zachłannie, a niegdyś piękna i dziewicza Aravat ubożała i stawała się jałowa. Właśnie wtedy pojawili się pierwsi z nas. My – dzieci Światów, dzieci ich Żywiołów. Aravat – nasz dom, który opuściłyśmy, by swoje miejsce i przeznaczenie odnaleźć daleko od niego.
     I na zawsze pozostanie w naszych sercach, choć życie na niej nie było dla nas łaskawe.
 
     Wszyscy rodziliśmy się ludźmi, bez darów budzących lęk. To Aravati, bogini i opiekuńczy duch Światów, Matka Żywiołów – to ona nas wybierała i naznaczała, gdy osiągaliśmy odpowiedni wiek.
     Mówiono o nas Przeklęci, lecz my nazywaliśmy siebie Wybranymi – Siginami. Lękano się nas, bo nikt nie rozumiał, kim jesteśmy. Ścigano, polując jak na zwierzęta. Schwytanych zabijano bądź, okazując fałszywą litość, wypędzano na pustynie, bez żywności i wody, skazując na pewną śmierć.
     Aravati chroniła jednak swoje dzieci. Ci spośród nas, którym udało się przetrwać na pustyniach, którzy zdołali zbiec fanatykom i łowcom, zwanym Psami Pustyni – ci przeżyli.

     Z dala od ludzkich osiedli, w dziczy, zakładali osady i w nich zbierali podobnych sobie wyrzutków.
     Żyliśmy więc w ukryciu, z dala od cywilizacji, miast, bez medycznych zdobyczy, bez technologii, lecz pod skrzydłami Matki bezpieczni od ludzkiej nienawiści, pogardy i nietolerancji.
     Może komuś się zdawać, że czas ten był dla nas trudny, ale my nie postrzegaliśmy naszego życia w taki sposób. Byliśmy przecież częścią świata, jego szkieletem i krwiobiegiem.
     Żyliśmy, bo Ziemia leczyła nas i odziewała, Woda przynosiła ulgę i zmywała trudy. Żyliśmy, silni Ogniem Aravat i wypełniając płuca jej Powietrzem. Żyliśmy, radując się błogosławieństwem bogini, sami niosąc je udręczonej ludzką chciwością planecie. I to był czas szczęśliwy. Z upływem wieków ludzie nauczyli się akceptować naszą obecność i choć nadal pozostawali nieufni i gardzili nami, to skończył się czas zabijania. Nastały dni spokojne, które dla nas były szczęśliwe.

     Nic, jednakże nie trwa wiecznie, tak też i owe dni odeszły, gdy zaczęły pojawiać się Portale.

     Nikt nie potrafił wyjaśnić, co sprawiało, że się tworzyły. Ustalono jedynie, że są wrotami do innych Światów. Nikt nie wiedział, dokąd dokładnie prowadzą ani co może przez nie przedostać się na Aravat.
     My, Sigini, posiadając zmysły znacznie bardziej wrażliwe niż pozostali, wyczuwaliśmy w owych wrotach niebezpieczeństwo. Uważaliśmy, że należy je niszczyć, lecz nie słuchano nas. Nienaznaczeni chcieli wiedzieć, poddawali je badaniom i próbom. Znaleźli się nawet śmiałkowie, którzy podejmowali się przejścia przez te aktywne. Nikt z nich nigdy nie powrócił, a nasze przeczucia się sprawdziły. Bowiem to, co próbowało przedostać się na naszą stronę, było gniewne i niebezpieczne. I nie wolno było wpuścić tego do naszego świata. Nienaznaczeni otoczyli więc owe przejścia specjalnymi strefami, dla bezpieczeństwa. Lecz by w pełni chronić się przed zagrożeniem, jakie stanowiły, potrzebowali czegoś więcej niż betonu i stali. Wtedy przypomniano sobie o nas i drzemiących w nas mocach Ognia, Ziemi, Wiatru i Wody.
     Cztery połączone Żywioły mogły sprostać armii. Uznano więc, że spełnią swą rolę strażnika świata, strzegąc tajemniczych wrót rozsianych po lądach. Przestaliśmy być zbędnym balastem, anomalią, staliśmy się potrzebni.

     Nie zaprzestano okazywać nam pogardy i odrazy, o nie, jednak niebezpieczeństwo zmusiło ludzi do zaakceptowania naszego istnienia blisko nich. Bo tylko moc Żywiołów potrafiła skutecznie stawić opór i powstrzymać tajemniczą złą siłę lub siły, które podejmowały próby, by wejść do naszego świata. Tylko my umieliśmy blokować i gasić aktywujące się bramy. Bo to my byliśmy Dziećmi Aravat, dziećmi jej Żywiołów, Dziećmi Światów.
     Moglibyśmy odmówić, odciąć się od tych, którzy przez wieki nie chcieli pogodzić się z tym, że żyjemy. Nie mogliśmy jednak stać z boku. Aravat była naszą Matką i mieliśmy obowiązek ją chronić, tak jak od zawsze ona chroniła nas.
     Chroniliśmy więc, nie bacząc na cenę, jaką przyszło nam płacić. Bowiem owo nieznane nie dawało łatwo się poskromić. Nie wszystkie przejścia udawało się zamknąć. Zdarzało się, że jedynym wyjściem było zniszczenie portalu. To była nasza ofiara. Ponieważ te, które stawiały opór, poddane mocy połączonych Żywiołów, ulegając jej, wybuchały. Rozpryskiwały się na dziesiątki szczelin i wirów. Chaotycznych, nieprzewidywalnych tworów, prowadzących nie wiadomo dokąd. Te błędne korytarze były agonią rozbitego portalu, wygasały i zamykały się same, lecz nim się tak stało, zasysały i pochłaniały wszystko, co znalazło się w ich pobliżu.

     My, Sigini, zawsze byliśmy blisko. Nie skarżyliśmy się jednak i nie wahaliśmy się, nigdy...


Wpisy z tego tytułu będą się pojawiać mniej więcej raz w tygodniu. Będą też niebawem kolejne odcinki "Ukrytych" choć ci nietety nie tak często i nie tak regularnie. Nie mniej dwa bieżące tytuły zwiększą troszkę częstotliwość aktualizacji bloga.
Do następnego posta, kochani :). 

1 komentarz:

  1. Dzieci żywiołów. Nareszcie!! Nawet nie wiesz ile na nie czekałam.... Uwielbiam 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.