Kolejna opowieść będzie z cyklu "Dzikie łabędzie". Taki pomysł mi kiedyś po głowie chodził. Wymyśliłam sobie monumentalną wielowątkową opowieść. Wątki zostały, monumentu jakoś nigdy nie poskładałam do kupy. Pierwszą, którą Wam zaserwuję jest "Yave". Pierwszą, chociaż wedle chronologii tamtego universum dziej się jako ostatnia, bo po kilkunastu latach od właściwych zdarzeń. Ale jest najbardziej kompletna, dlatego ona poleci na pierwszy ogień. Poza tym historie łączą się ze sobą na tyle luźno, że kolejność ich czytania nie ma znaczenia.
Na południe gotowa ustawka z "Zatoki", a teraz w ramach zapowiedzi i mam nadzieję, dla zachęty, by mnie jeszcze nie porzucać, fragmencik...
Kobiety kończyły swoją pracę. Większość odchodziła właśnie. Właściwie
zostały tylko dwie młódki, które strawiwszy czas na zabawie teraz w pośpiechu
nadganiały robotę. Pokrzykiwały coś wesoło, odpowiadając oddalającym się
kobietom.
Myśliwy skradał się bezszelestnie ku wciąż tkwiącym w
jałowcach chłopcom i zbliżywszy się chwycił podglądaczy za kostki. Głośno
wrzeszczących ze strachu, wywlókł z ukrycia.
Zaalarmowane krzykiem dziewczyny porzuciły pracę i pobiegły, by sprawdzić, co się dzieje. Wypadły z gęstwiny na ścieżkę w chwili, gdy Melta chwytał urwisów za uszy i ciągnąc w górę stawiał na nogach.
Zaalarmowane krzykiem dziewczyny porzuciły pracę i pobiegły, by sprawdzić, co się dzieje. Wypadły z gęstwiny na ścieżkę w chwili, gdy Melta chwytał urwisów za uszy i ciągnąc w górę stawiał na nogach.
– Hejże! Człowieku! – krzyknęła rudowłosa Yave. Nie
zatrzymując się wparowała pomiędzy Gedora, a wysokiego człowieka i z rozmachem uderzyła
nieznanego napastnika pięściami w klatkę piersiową, starając się odepchnąć go
od chłopaka. – Zostaw mojego brata!
– Tak?! – poirytowany Melta też podniósł głos. – A wiesz, że
cię podglądał panienko?!
Płonące gniewem oczy Yave skierowały się ku Gedorowi
rozcierającemu wytarmoszone ucho.
– Podglądaliście nas?! – wrzasnęła wściekła.
Uwaga Melty chwilowo skupiła się na zgrabnych łydkach Yave,
odsłoniętych przez dość wysoko podkasaną przy praniu spódnicę i nieopatrznie
puścił on ucho Yorki.
– Ja wcale... – próbował się tłumaczyć Gedor, lecz jego
kompan, korzystając z roztargnienia Melty, rzucił hasło:
– W nogi!
– Czekaj! Powiem wszystko matce! Zobaczysz, smarkaczu!
Dostaniesz w skórę! – darła się czerwona ze złości Yave, ciskając za nimi szyszkami.
– Daj spokój – nieznajomy chwycił ją za rękę. – Wszyscy
chłopcy w ich wieku to robią – uśmiechnął się pobłażliwie. – Wyrośnie z tego.
– Tak?! A ty, co o tym wiesz?! Też podglądałeś swoje starsze
siostry?! – wrzasnęła teraz na niego, jako że był jedynym dostępnym w tej
chwili przedstawicielem płci męskiej, na którym mogła zogniskować swój gniew.
Nad strumykiem coś głośno chlupnęło w wodę.
– O, nie! Moje pranie! – Pulchna Eyat znikła z prędkością,
jakiej nikt by się po niej nie spodziewał przy jej tuszy.
Mężczyzna, rzecz jasna, poczuł się dotknięty jawnie
niesprawiedliwym atakiem na swoją osobę. Powiedział więc, nie kryjąc urazy:
– Sądziłem, że za ocalenie twojego zgrabnego tyłeczka przed
podglądaczami należy mi się, choć życzliwe dziękuję, ale...
– Ocalenie?! Tak?! – Yave atakowała go, dźgając wskazującym
palcem w pierś, niczym rozjuszona czapla. – A może oni ci podpadli, zajmując
twoje miejsce, mądralo?! Bo niby skąd ty wiesz, jaki mam tyłek?!
Rozzłoszczony już na dobre Melta, chwycił jej nadgarstki,
unieruchamiając ręce.
– Wiesz, co powinienem zrobić, dziewczyno?! No, wiesz?!
– Puszczaj mnie zaraz ty wielkoludzie!
Zignorował „puszczaj” i „wielkoludzie”, skupiając się na
„zaraz”.
– Zaraz przełożę cię przez kolano i przekonam się, jak jest
naprawdę... – mruknął złowrogo.
Taaa... Czy Melta spełnił swoją groźbę? Dowiedzą się Ci, którzy wytrzymają jeszcze trochę ze mną i z moim blogiem ;) Aha, "Yave" dostanie etykietkę powieść, ponieważ tą postanowiłam oznaczać teksty dłuższe niż 45 stron w wordzie, a ten ma znacznie więcej już na tę chwilę. Przy czym jeszcze to i owo muszę tam uzupełnić.
W południe, jak mówiłam: "Zatoka"...

No proszę! Co to się zadzieje przy takich dwóch temperamentach? Oj, co tu się będzie działo!!
OdpowiedzUsuńAle się dzisiaj czuję obdarowana :) Chwilkę popracuję i znowu do Ciebie wracam!
He he, u mnie to ostatnie podrygi, jutro wraca mąż i trza będzie się nim zaopiekować ;) tekst jest stary i trochę grafomański, ale pfff... co tam ;)
Usuń