WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

25.09.2017

Ukryci cz.2

Ufff... Najgorzej jak się człowiekowi zalęgnie coś w głowie, to nie ma bata musi to wywalić. A jak przetrzyma to potem jest jak z "Dioris", lezie, ale wolno. A tu mam już naklepane prawie setkę stron. Ale podawać będę na przemiennie z D, tak więc kolejna będzie z D i nie ma zmiłuj. A ponieważ każdego dnia staję przed lustrem i napominam się surowo, że przerwy są pfuj, to powinna być jeszcze we wrześniu. A dzisiaj "Ukryci", żeby znów w maraz nie wpaść ;).



     Labirynt lochów i korytarzy pod zamkiem nawet dla nas, którzy znaliśmy każdy kamień w tej budowli był wyzwaniem. Ojciec jednak wydawał się zmierzać prosto do celu. Mimo, że często zmienialiśmy kierunek marszu, skręcając to w lewo, to w prawo, czasem wręcz zawracając, nie miałem wrażenia, że błądzimy w poszukiwaniu właściwej drogi. Niemal w każdym korytarzu pokonywaliśmy wiodące w dół schody, aż w końcu osiągnęliśmy najniższy poziom.
     Szliśmy teraz wąskim pomostem z bazaltu a tuż pod nami bulgotała i syczała magma. Żar panował tu nie do zniesienia. Znaczy nie byłby w stanie znieść go nikt prócz demonów związanych z ogniem, jak my. Gorących, gryzących oparów nie odczuwaliśmy intensywniej niż człowiek czuje lekką letnią bryzę. Można by nawet rzec, że znajdowaliśmy swego rodzaju przyjemność we wdychaniu tej zabójczej dla innych istot mieszaniny wulkanicznych gazów.
     Na końcu pomostu znajdowała się okrągła platforma nieco wklęśnięta pośrodku, co sprawiało, że trochę przypominała wielką bazaltową misę. Po jej dnie wiły się smużki dymów przedostające się przez porowatą skałę, pod którą gotowała się lawa. Jednak to, co przykuło moją uwagę znajdowało się w samym centrum niecki.

21.09.2017

Dioris II cz.2

Przyznaję się bez bicia, że troszkę się zaciełam na "Ukrytych" i mam tam już nieco materiału naklepanego na zapas. Ale to wszystko przez tę ubiegłotygodniową grypę. Jak mi gorączka rozmiekczyła "musk" to mi się tak pięknie wyklarował jeden wąteczek, że prawdę mówiąc wolę nie myśleć, jakie to chore wyjdzie :D. Ale to będzie jednak później.
Dziś pora na Dioris, aczkolwiek wciąż pozostajemy przy zdarzeniach z przed ucieczki Dioris. I jeszcze chwilę przy nich zostaniemy, ale prosze się nie martwić na zaś, do Botty dotrzemy szybciej, niż by się mogło zdawać ;).


poprzedni fragment


***
     Zatrzymała się na skraju obozowiska, skryta pomiędzy namiotami, nie chciała by ktoś ją widział. Wstydziła się tego, co czuła, bo to był głupie. Nie powinna, ale nie umiała się przed tym obronić. Trwała przy nim wtedy, kiedy był najbardziej bezbronny. Zdany na jej troskliwe dłonie, nieprzytomny, rozgorączkowany. To ona zmieniała mu opatrunki, obmywała rozgorączkowane ciało, czuwała w nocy, poiła. Słuchała, gdy mamrotał nieprzytomnie wzywając matki, sióstr, ojca. Ocierała pot z jego czoła, gładziła z czułością jego dłoń i uśmiechała się, szepcząc uspokajające słowa. Zasypiał wtedy zapatrzony w ten uśmiech, spokojnie, jakby znajdywał w jej głosie ukojenie. Wyobrażała sobie, że tak właśnie jest. Że to jej obecność pozwala mu wracać do zdrowia. W jakimś sensie tak właśnie było, tyle że Anegord nie był w tym stanie świadomy jej obecności, a Mirith nie chciała myśleć, co będzie później. Teraz był jej.
     Od dziecka go podziwiała. Z daleka i nie robiąc sobie nadziei, bo jakież mogła by mieć chłopska córka względem pańskiego syna? Od zawsze wiedziała, że to jedynie marzenie. A jednak teraz kiedy kraj stanął w ogniu, na krótką chwilę stali się sobie równi i marzenie ożyło. I nie umiała go w sobie stłumić, choć wiedziała, że na dłuższą metę nic się nie zmieniło.

16.09.2017

Ukryci cz.1

Naprawdę chciałam, żeby dzisiaj wpadła "Dioris", niestety w tym tygodniu pokonała mnie grypa i nie dałam rady wyklepać działki. W związku z tym są "Ukryci". "Ukryci" na razie mają tytuł nieco od czapy, bo pierwotny pomysł trochę sobie poewoluował a tytuł póki co został i na razie jest, jaki jest. Z mojego punktu widzenia ma jakiś tam sens, aczkolwiek za wiele musiałabym wyjaśniać dlaczego tak, a nie inaczej. I chyba o wiele prościej będzie go kiedyś tam poprawić ;).

Tym razem sięgnęłam odrobinę do mitologii, a trochę do kilku dawnych kultur z różnych rejonów świata. Jak zwykle to raczej inspiracje, nie odtwórstwo wg źródeł, choć być może ktoś wyłapie jakieś analogie tu i ówdzie. Poza tym, znajdziecie tu to co zwykle: trochę humoru, trochę gniewu, trochę przygody, miłości, rywalizacji, tajemnic do wyjaśnienia, trudnych decyzji do podjęcia. I cóż, życzę Wam i sobie, żebyście znaleźli też trochę frajdy, podróżując z bohaterami przez nowy świat.


START


     Sanktuarium


     Trzej mężczyźni energicznym krokiem przemierzali kręte korytarze twierdzy. Odgłos kroków stawianych przez trzy pary stóp, obutych w ciężkie wojskowe obuwie, odbijał się głośnym echem od kamiennych zimnych murów. Ich twarze były ponure, usta zaciśnięte, a długie ciemne włosy ściągnięte czarnymi rzemieniami z tyłu odkrytych głów.
     Z ramion spływały długie, ciężkie płaszcze z wysokimi sztywnymi kołnierzami, spięte broszami z ciemnymi kamieniami oprawionymi w połyskliwy jasny metal, w którym migotały płomienie świec pozapalanych na kandelabrach. Nie nosili żadnej broni, co w jakiś sposób kłóciło się z ich posturą i elementami ubioru z czarnej skóry, jak pasy, kamizele, rękawice na rękach dwóch z nich i karwasze opinające przedramiona trzeciego. Ich postawa, pewny krok, uważne jastrzębie wejrzenia nadto wyraźnie sugerowały wojowników. Tym bardziej dziwił brak jakiejkolwiek broni. Nie mieli ani mieczy, ani nawet ozdobnych, paradnych sztyletów.
     Dotarli wreszcie do celu swej wędrówki i zatrzymali się przed wysokimi podwojami. Okucia drzwi przypominały fantazyjnie powyginane gałęzie drzewa, a w drewnie finezyjnie wyrzeźbiono listowie i nasączono ryty zieloną farbą. Oprócz tego oba skrzydła naznaczone były symbolami oznaczającymi święte miejsce, do którego nie mogła być wniesiona żadna broń ani trucizna.