Na okoliczność konieczności zrobienia przerwy w pisaniu i lekkiego odmóżdżenia się postanowiłam powalczyć z corelem. Zechciało mi się zrobić obrazek do opowieści, za którą pewnie się zabiorę kiedy już ogarnę to, z czym uganiamy się na bieżąco, czyli "Słony wiatr" i "Dzieci Żywiołów". Opowiadanie należy do cyklu "Dzikie łabędzie" i nosi tytuł "Yave". Koncepcyja mi się uroiła żeby zrobić mroczny portret głównego bohatera i na tym nalepić Yave.
Wiśta wio, łatwo powiedzieć. O ile Yave szybko sobie znalazłam taką, jaka mi odpowiadała, okazało się, że w wyborze Melty jestem baaardzo wybredna. Cały wieczór szperałam za facjatą, która będzie mi odpowiadała i nic mi się nie podobało. Jak to mówią najciemniej pod latarnią... Nie nie, na obrazku nie ma ani mojego męża, ani syna (tych nie udostępniam). Jak już się przekopałam przez setki grafik z zapuszkowanym rycerstwem, lżej uzbrojonymi wojakami, łucznikami i seksownymi przystojniakami (bez uzbrojenia) i innym badziewiem... mojego Meltę znalazłam wreszcie w jednym z ostatnich kinowych hitów. W poczciwym "Hobbicie". Oczywiście mój bohater nie jest kurduplowatym (acz w filmie to albo krasnolud przerośnięty, albo elfica kurduplowata, nie ma to jak hollywoodzka komercha) krasnoludem, ale facjata mi przypasowała jak tralala, no to jest. Ale ostatecznie Melta na okładkę się nie załapał, bo niepolityczny był ;).
Ostatecznie wycięłam, co chciałam i nalepiłam, jak chciałam. Może nie do końca wygląda to tak, jak chciałam... póki co kompletnie nie ogarniam niektórych funkcji w programie. Ale przecież nie od razu Kraków... To moja pierwsza praca w corelu i generalnie jestem z niej na tyle zadowolona, że postawiłam się pochwalić efektem :D

Na razie niestety nie potrafię zrobić tak, żeby warstwy się ładnie przenikały, nie radzę sobie z ich przezroczystością. Praktyka jednak czyni mistrza (podobno). Wiem, że program ma niesamowite możliwości i można w nim cuda robić, niestety nie mam instruktora i nim sama dotrę do różnych rzeczy, wiele wody upłynie w Wiśle. A jak czytam tutoriale w internecie to mam ochotę wrzeszczeć "a nie dałoby się po polsku?!" Przy polskich tutorialach, wrzeszczę, żeby nie było wątpliwości za angielskie nawet się nie zabieram. Umiem wprawdzie posługiwać się słownikiem, ale bez przesady. Może jednak kiedyś ogarnę program i wtedy kolejne obrazki będą ładniejsze, a w każdym razie kolejne nie powinny być gorsze od tego :).
Od jutra hi live w domu, luz, żadnego gotowania, będę pisać (demoniczny śmiech) :D
Do następnego wpisu :)
Edit 30.01.2016: okładka z Meltą zostła usunięta z bloga, bo... niepolityczna była ;). Nowa jest jaka jest. Na razie nie znalazłam na nią "politycznego" Melty. Jeśli kiedyś wyszperam, zrobię inną.