WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

23.02.2017

15 godzin... cz.28

Luty jeszcze trwa, a to oznacza że jakimś cudem udało mi się trzymać własnych planów i dotrzymać danej Wam obietnicy. Może więc, jest jeszcze dla mnie szansa ;).
Zapraszam...



***

     Ciężarówka, która służyła jako „autobus” nie wzbudzała zaufania wyglądem. Przede wszystkim, pasażerowie pozostawali zamknięci w naczepie, bez możliwości porozumienia się z kierowcą. Nie było więc mowy o zatrzymaniu się na żądania w razie nagłej potrzeby na przykład. Na szczęście kontener przynajmniej prowizorycznie przystosowano do transportu ludzi poprzez zamontowanie w środku twardych, niewygodnych krzesełek i wycięcie w bocznych ścianach kilku otworów, w których zamontowano uchylne okienka. To dawało przynajmniej pewność, że pozostającym w środku nie zabraknie powietrza. Przerobiono też zamek we wrotach tak by dało się je otwierać także od wewnątrz. Podróżujący mieli więc poczucie wolności i złudne wrażenie, że dzierżą swój los we własnych rękach.

     Misha upewnił się, że Anna nabyła właściwy bilet i znalazła właściwy „autobus”. Mieli jeszcze chwilę do odjazdu. Pomógł jej ulokować bagaż i teraz stali z boku naczepy. Misha palił papierosa i kątem oka obserwował Annę. Mała pomrukiwała i wierciła się w powijakach.
     – W Tukon masz przesiadkę, pamiętasz?
     – Tak.
     – Musisz tam przenocować. Koło dworca powinien być hotel.
     – Dam sobie radę. – Spojrzała na niego, zakładając z ucho kosmyk jasnych włosów, który wysunął się spod gumki. Usta miała spierzchnięte od zimnego wiatru.
     Uśmiechnął się. Rzucił niedopałek i zdusił czubkiem buta.
     – Nie wątpię. Ale lepiej uważaj na małą. Jak ją przebierasz staraj się robić to dyskretnie. Lepiej niepotrzebnie nie ryzykować. Żałuję, że sam nie mogę cię zawieźć, ale im szybciej się rozdzielimy tym lepiej.
     Zmrużyła oczy i spojrzała na niego uważniej.
     – Dlaczego? – Nie, żeby pragnęła jego towarzystwa, ale sposób w jaki to powiedział, nie patrząc na nią, lecz ponad jej ramieniem, jakby wypatrywał jakiegoś czającego się niebezpieczeństwa, zaniepokoił ją.

09.02.2017

15 godzin... cz.27

Moi drodzy, pokonałam grypę, pogrypowe przeziębienie i prawie już pokonałam wydzierający wnętrzności kaszelek. Przeżyłam, więc będę nadal molestować internety swoją grafomanią :D.
Dziś daję co mam zrobione i jeśli wszystko pójdzie mi zgodnie z planami, to w lutym wpadnie jeszcze jeden "rozdział". Miłego czytania i do następnego oczywiście :)


poprzedni fragment

***
     Anna zamarła. Teraz myśli przelatywały przez głowę jak szalone. Niezależnie od tego, czy mówił prawdę, czy sobie z nie kpił... Jaki mógł mieć cel w podawaniu jej informacji, o której najprawdopodobniej nikt poza nim nie wiedział? A teraz wiedziała także ona.
     Wojna dobiegła końca, ale uprzedzenia, niechęć, nawet wrogość, wciąż były głęboko zakorzenione w ludzkiej psychice. Ludzkość zawsze odrzucała to, co odmienne. Człowiek może sobie stawiać siebie ponad innymi stworzeniami, cokolwiek by jednak nie zrobił nie jest w stanie zmienić faktu, że jest jedynie jednym z bardziej inteligentnych zwierząt z naturalnymi, atawistycznymi instynktami, które nakazują mu odrzucać to, co naturze się nie udało. Organizacje wspierające wszelką niepełnosprawność... to takie szlachetne, ale w praktyce i tak ci „niedoskonali” pozostają wyrzuceni poza nawias społeczności. Nawet jeśli ta głośno wrzeszczy o akceptacji i tolerancji, bo zasada gwarantująca gatunkowi przetrwanie nie zna ani jednego, ani drugiego. I to nie człowiek, to natura stworzenia ustaliła tę brutalną, pozbawioną skrupułów normę, a odstępstwa od niej, w długiej perspektywie, nieuchronnie prowadzą do degeneracji. Zasada ta, wynikająca z naszych zwierzęcych, ludzkich instynktów, mniej lub bardziej świadomie była i jest stosowana przez każdą ludzką społeczność i dotyczy ludzi, a cóż dopiero kogoś, kto nie do końca jest człowiekiem?
     Mogłoby się wydawać, że w świetle zawartych i podpisanych ostatnio przez obie strony traktatów i umów, reguła pełna frazesów o zrozumieniu odmienności i życzliwym wsparciu dla każdej jednostki powinna się przenieść teraz także na yennich i zgodnie z literą prawa tak właśnie było.
     Ale prawo to jedno, a realne życie to drugie. Ujawnienie szczegółu, dotyczącego pochodzenia Jaszczykova, skrzętnie dotąd skrywanego, z pewnością niczego by mu nie ułatwiło, a wiele spraw i planów skomplikowało. Po co więc podzielił się tą wiedzą z Anną? Czy mogło to być jedynie poczucie gatunkowej więzi, jaka zaistniała pomiędzy mężczyzną a córką Anny?