WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

31.03.2016

Vardoger


Kochani śpieszę donieść o sukcesie mojej znajomej, która podobnie jak ja wydała swoją powieść. Powieść, która jest mi znana i którą gorąco polecam miłośnikom mrocznych tajemnic i niesamowitych splotów okoliczności.

Oto "Vardoger" - niestety nie umiem zrobić takiego przekreślonego "o", dlatego moja pisowania tytułu nie jest poprawna, ale mam nadzieję, że Maja mi to wybaczy :).

Książkę-ebook można nabyć na stronie wydawnictwa e-bookowo: VARDOGER (kliknij tytuł)

Szczerze polecam i uprzedzam: nie zaczynajcie czytać wieczorem, bo zagwarantujecie sobie bezsenną nockę. Po przeczytaniu pierwszego zdania lekturka wciąga i nie odpuszcza do samego końca ;).

19.03.2016

15 godzin... cz.10

Obiecałam działkę z 15... w tym tygodniu i prawie bym się nie wyrobiła przed niedzielą ;). Na szczęście jest.
Powoli idzie mi pisanie tego tekstu. Wyewoluował mi pewien pomysł i krok po kroku staram się go ogarnąć a jednocześnie nie narobić przy tym ogarnianiu bałaganu.
Zapraszam :)



***
     Boże! Co ja robię?! To przecież czyste szaleństwo! Od samego początku to było szaleństwo!
     Panika narastała wraz z zacieśniającym się na jej ciele uchwytem. Nie mogła się bronić, bo unieruchomiono jej ramiona, nie mogła krzyczeć, choć paniczny wrzask wyrywał się z gardła, bo zatkano usta. Próbowała się uwolnić, szarpiąc całym ciałem, ale nogi w panice ślizgały się po podłożu. Zaczynało jej brakować powietrza, palce bezsilnie drapały ramię oplatające jej klatkę piersiową. To i drugie, owinięte wokół jej talii było niczym żelazna obręcz. Miała ważenie, że jeszcze chwila a pogruchocze jej kości. Zabije ją... I jego głos:
     – Spokojnie, to tylko ja...
     Przerażona znieruchomiała, poddała się. Ale on jej nie puścił, poluzował jedynie odrobinę chwyt, mogła więc głębiej odetchnąć. Zanurzył nos w jej włosach. Co on wyprawia?! Oszalał?! Znów przygarnął ją mocniej, ale tym razem z większym wyczuciem. Wyraźnie starał się nie zrobić jej krzywdy, napięcie mięśni sugerowało teraz zupełnie inny nastrój. Jednak wydało się jej to tak absurdalne, że odrzuciła natychmiast te myśli.
     – Oszalałeś? – warknęła gniewnie, gdy odsunął dłoń od jej twarzy. – Chcesz mnie zabić?
     Odwrócił ją przodem do siebie bez większego wysiłku, jakby była zabawką w jego rękach. Wzrok mu płonął w ciemności, a rysy twarzy miał napięte.
     – To adrenalina – wyjaśnił. – Wybacz, nic ci nie zrobię, ale...
     Przywarł ustami do jej szyi tuż poniżej ucha i lekko ją ukąsił. Potem tym swoim schrypniętym głosem wyszeptał jej do ucha.
     – Mówili nam że ludzkie kobiety są brzydkie, ale ty nie jesteś...

11.03.2016

Słony wiatr - Tryton cz.2

Dziś zapraszam na drugą część promocyjnego rozdziału "Słonego wiatru" :).


część I - KLIK


VI
Człowiek, który nie umie pływać, musi utonąć, mówiła matka.
Kiedyś Marike znalazła na plaży ciało topielca, którego fale wyrzuciły na brzeg. Wyglądał upiornie.
Uciekła i długo nie mogła zatrzeć w pamięci okropnego obrazu. Myślała wtedy, że za nic w świecie nie chciałaby wyglądać po śmierci tak, jak tamten nieszczęśnik. Nigdy nie nauczyła się pływać, mimo to nie odczuwała lęku przed głębią. I teraz, gdy trzymając Nida pod pachą, skakała nad kipielą po mokrych, obmywanych raz po raz przez morską wodę głazach, nie myślała w ogóle o matczynych przestrogach. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że morze mogłoby chcieć ją skrzywdzić. Traktowała je jak coś żywego, kogoś bliskiego, jak przyjaciela, któremu mogła z ufnością powierzyć wszystkie troski i smutki, wszystkie radości i tajemnice. Lubiła wsłuchiwać się w jego głos i krzyki mew gniazdujących w skalnych szczelinach. I czasami zdawało się jej, że rozumie o czym szumią fale i co krzyczą ptaki.

Znalazłszy się bezpiecznie po drugiej stronie topieli, puściła Nida. Kawałek dalej, w górę klifu, pięła się kolejna, wiodąca na szczyt, stroma ścieżka. Marike postanowiła pokręcić się jeszcze trochę po plaży w poszukiwaniu „skarbów”, nim wróci do domu. Znalazła kilka kolejnych kawałków bursztynu. Ucieszyła się. Jeżeli uda się to sprzedać, kupi upragnione płótno na koszulę i może trochę kolorowych nici, by mogła ozdobić nową szatkę haftem. Powinno nawet zostać trochę grosza.
Znalazła też trochę mięczaków, więc na kolację będzie mogła ugotować pyszną zupę.
Rozejrzała się za psem, jak zwykle myszkującym gdzieś między głazami.

05.03.2016

Słony wiatr - Tryton cz.1

Dla przybliżenia treści książki (mam nadzieję że i dla zachachęty :)) na blogu będzie można zapoznać się z treścią pierwszego rozdziału "Słonego wiatru". Całość oczywiście do nabycia w ksiągarniach internetowych, z racji tego, że ksiażka wydana jest w formie e-booka.
Zapraszam na pierwszą część pierwszego rozdziału...


Tryton

I

Morskie dno wyraźnie wznosiło się ku wybrzeżom.
By zachować jak najszersze pole widzenia, starał utrzymać się na powierzchni. Tymczasem wściekły sztorm miotał nim jak szmacianą kukłą. Dno nieustannie to wypiętrzało się, to opadało, tworząc mielizny i głębsze niecki.
Z całą pewnością zbliżał się do lądu. Był teraz gdzieś na przybrzeżnym szelfie, daleko od bezpiecznych głębin.
Uparcie walczył z prądami, z mozołem pokonując odległość wciąż jeszcze dzielącą od brzegu. Ten zaś, choć przesłaniały go szalejące fale, musiał być niedaleko, bo Loannar czuł pod skórą charakterystyczne mrowienie towarzyszące transformacji.
Ogon zaczął zanikać i wkrótce w jego miejsce ukształtowały się dwie ludzkie kończyny. Teraz jednak, w lądowej postaci, o wiele trudniej było zmagać się ze wzburzonym morzem.
 Fale rzucały trytonem, bezlitośnie obijając ciało o podwodne skały. Skrzela także już zanikły i dodatkowo musiał walczyć o utrzymanie głowy nad powierzchnią wody, by móc oddychać. Z nóg niewielki miał w tych warunkach pożytek, szczególnie że mało używane mięśnie były słabe i podatne na obezwładniające skurcze.