WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

20.01.2016

15 godzin... cz.8

Witajcie :). Dzisiaj, kawałek, w którym zdradzę jaki to "plan" wymyśliła sobie Anna... Myślę, że czas najwyższy...


poprzedni fragment


     Była zmęczona, bardzo. Niestety nie mogła sobie pozwolić na odpoczynek. Musiała nie tylko wydostać yenniego z kostnicy, ale także przetransportować go jakoś i ukryć w bezpiecznym miejscu póki nie odzyska dość sił by mógł sam o siebie zadbać. Potrzebowała środków medycznych, opatrunkowych, żywności, prawdopodobnie też odzieży... Z każdą chwilą była coraz bardziej przerażona szaleństwem tego co zamierzała zrobić, co już zrobiła.
     Nie wróciła od razu na kwatery. Zeszła do piwnic szpitalnych, gdzie mieściły się magazyny. Pracownik w ekspedycji uśmiechnął się. Widywał ją ty nie raz, ona jego także. Personel nie był zbyt liczny i wszyscy się ty nawzajem znali.
     – Znów jakieś braki, pani doktor? – zagadnął przyjaźnie.      Nie raz zdarzało się, że dzienny przydział nie wystarczył ktoś przybiegał po uzupełnienie czy to leków, czy innych środków.
     Odpowiedziała zmęczonym uśmiechem. Bała się, że nie zdoła wydobyć głosu ze ściśniętego gardła.
     – Mam jutro robotę w terenie, potrzebuję w pełni wyposażonej apteczki.
     – Się robi, pani doktor. – Człowiek, szurając głośno, odsunął się od biurka razem ze stołkiem, poczym podniósł się ciężki i znikł pomiędzy regałami.
     Anna wsunęła dłoń w kieszeń i wilgotną od potu zacisnęła na chłodnej blaszce. Czuła też kropelki potu powoli spływające wzdłuż kręgosłupa. Nieprzyjemne uczucie...
     Wrócił magazynier i podał jej plecaczek oznaczony czerwonym krzyżykiem.
     – Powinno być wszystko, proszę sprawdzić.
     Kobieta pobieżnie przerzuciła zawartość plecaczka. Standardową znała na pamięć, ale potrzebowała jeszcze czegoś.
     – Proszę jeszcze dorzucić trzy iniektory z epinefryną.
     – Tego nie ma w wyposażeniu apteczki.
     – Tak wiem… - Głos nienaturalnie zachrypł. Odchrząknęła i opanowała się. – Wiem, ale czuję się pewniej, jeśli mam ją pod ręką. Nigdy nic nie wiadomo. Proszę zapisać, że wydano na żądanie.
     Mężczyzna  wzruszy ramionami i znów znikł wśród regałów. Po chwili położył na blacie trzy aplikatory. Anna zgarnęła je bez słowa, poczym burknęła niewyraźnie:
     – Dziękuję.

13.01.2016

Dioris cz.15






     – Pan wrócił! – Z wieścią wpadła do kuchni Liki. – Do wieczerzy pewnie zaraz zechce siadać!
     Diye pośpiesznie zagoniła dziewczęta do pracy i dopiero teraz, kątem oka dojrzawszy Dioris, wciąż siedzącą za stołem, przypomniała sobie o niej.
     – Ty jeszcze tutaj? – fuknęła. – Biegnij na górę, a już. Przebrać się, bo zaraz do wieczerzy będziemy siadać.
Dioris popatrzyła na nią dziwnie, łokcie wsparła na blacie i podparła brodę dłońmi. Wzrok miała lekko mętny.
     – Nie chsę wieszerzy – burknęła nieco bełkotliwie.
     – Nie gadaj mi tu głupstw! Król zauważy twoją nieobecność i będzie gniewny. Marsz na górę.
     Dioris zaparła się jak osioł.
     – Rossłości się? No to, so? Nie idę nigzie... i już. – Wychyliła do końca zawartość kielicha i sięgnęła po dzban, ale że ręka nie od razu trafiła na ucho Diye zdążyła sprzątnąć go jej sprzed nosa,
     – O, nie. Stanowczo masz już dosyć – oznajmiła, jednoczenie ze zgrozą spostrzegając, że w dzbanie niewiele już pozostało do ocalenia. – No, oberwie mi się za ciebie – mruknęła pod nosem. – A, trudno. Jazda mi natychmiast na górę, do spania! Jak mnie zapytają, gdzie jesteś to powiem, że zasnęłaś i może się nie wyda, że się spiłaś.

     Ale wysłanie Dioris gdziekolwiek okazało się być z tych niemożliwych do wykonania. Znów oparła brodę na rękach, łokcie wspierając na stole.
     – Mowy nie ma. Nie idę. Tu będę siezieć, bo tak mi dobszsz...
     – Próbuje ocalić naszą skórę przed reprymendą! – rozeźliła się na dobre Diye, po prawdzie troskając się głównie o własną. – Czekaj ty... Mnie się oberwie, ale tobie też. Zobaczysz, napuszczę go na ciebie, zobaczysz! – Spróbowała groźby, robiąc groźną minę, licząc w duchu, że to poskutkuje, ale gdzie tam.
     – A... nie boję się... Niech się spróbuje tylko pokasłać... dam mu w sęby... O, tak mu dam. – Niezdarnie machnęła ręką w powietrzu.
     Ochmistrzyni sapnęła gniewnie.
     – Skoro tak, to siedź tu sobie! I żebyś wiedziała, że go napuszczę!

11.01.2016

SŁONY WIATR - wydanie




     Moi drodzy, wreszcie mogę oficjalnie powiedzieć, że "Słony wiatr" został wydany.

     Ukazał się jako e-book, nakładem wydawnictwa e-bookowo.pl.

     Każdy, kto ma ochotę może nabyć e-booka i uzupełnić sobie "Słonym wiatrem" swoją talbletową biblioteczkę.

     Oczywiście, polecam :).


     A ponieważ presja i ciśnienie zeszły wracam do gry na blogu ;). I to jest druga dobra wiadomość. Na blogu będzie trochę zmian. Wygładzenie i dopieszczenie wszystkiego co chcę zrobić trochę potrwa, ale początki już poczynione... I ponieważ to pierwszy wpis w 2016 wszystkim życzę:


SZCZĘŚLIWEGO I PEŁNEGO SUKCESÓW 2016 :D