WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

12.12.2015

Dioris cz.14

Kochani wpierw trochę wieści, dobrych czy złych zależy od punktu widzenia. Z mojego, dobrych, mam nadzieję, że i Wam zdadzą się miłe. Do rzeczy... 
"Słony wiatr" ukaże się jako ebook. Jest już po korekcie wydawniczej i ponieważ to nie jest druk, liczę, że cały proces nie potrwa już długo. Niestety, póki co dokładnych terminów nie znam. Nie mniej z zapisu w umowie w przybliżeniu mogę powiedzieć, że należy się spodziewać premiery w nowym roku, być może na przełomie stycznia i lutego, na pewno nie później. Ogromnie się cieszę, bo mam wielki sentyment do tego tekstu, ktory będzie nie tylko moim wydawniczy debiutem ale jest pierwszą napisaną przeze mnie powiescią w ogóle i pierwszą, która została ostatecznie dopięta od początku do końca. Oczywiście, jak tylko książka będzie dostępna w sprzedaży pojawi się na blogu stosowna informacja :).
A teraz zapraszam na kolejny fragment Dioris...



     Zawzięła się. Nie chce jej uczyć? Trudno, zwróci się o pomoc gdzie indziej. Z zasady unikała obcych mężczyzn, ale skoro upór wymagał ofiary to była gotowa ją ponieść. Niełatwo było uchwycić chwilę, w której nikt by się nie kręcił wokół tamtego człowieka. Ale Dioris była cierpliwa i wreszcie udało się zamienić z nim kilka słów. Wysłuchał jej z tym swoim drwiącym uśmieszkiem na twarzy i taksując sylwetkę dziewczyny śmiałym spojrzeniem, od stóp do głów, w sposób, który budził w niej sprzeciw. Czuła się oceniana i skrępowana. W dodatku była przekonana, że on dostrzega jej niepewność i nawet go ta sytuacja bawi. Stłumiła lęk i niechęć dla dobra sprawy. Zacisnęła zęby i umówiła się z nim na pierwszą lekcję za kilka dni. Mieli zacząć naukę od strzelania z łuku. I tak owych kilka dni później nie mówiąc nikomu gdzie idzie oddaliła się z domu w sobie tylko znanym kierunku.
     Na jej nieszczęście, nieobecność prędko została zauważona. Botta, którzy starał się nie wchodzić w drogę nieustannie bowiem miał na nią oko. Zdawał sobie sprawę, że uparta dziewczyna nie zrezygnowała ze swoich planów.
     Także i tego dnia, krótko po jej wyjściu udał się na plac, gdzie spodziewał się ją zastać. Nie zastał, za to dość szybko zorientował się, kto jeszcze zrezygnował dziś z ćwiczeń, a że kilka dni temu przyuważył jak rozmawia z Rokką, teraz dodawszy jedno do drugiego, klnąc pod nosem, natychmiast zaczął poszukiwać oboje.

02.12.2015

Dioris cz.13

Mam tu w sumie dwa rozpoczęte teksty, ten i "15 godzin..." oraz jeden zasadniczo zawieszony, "Kontredans". Zawieszony, bo jakoś nie mogę się do niego zabrać. Może kiedyś. Na razie skupiam się na tamtych dwóch i mam nadzieję, że na żadnym z nich się nie zawieszę i doprowadzę oba do końca :).
I to dobre wieści, a złe... Złych nie ma :D. A niebawem spodziewajcie jeszcze lepszych ;) A teraz zapraszam na chwilkę z Dioris i Bottą...


     Wiosna wybuchła nagle. Niemal z dnia na dzień w dolinie zazieleniły się łąki i zakwitły wczesnowiosenne kwiaty. Na gałęziach pojawiły się pączki a listki rozwijały się niemal w oczach. Poletka na łagodnych wschodnich zboczach szumiały oziminami.
     Dioris pozostawiono niemal całkowita swobodę. Mogła chodzić gdzie chciała i rozmawiać, z kim chciała. Gdyby oczywiście ona sama miała ochotę rozmawiać. Zastanawiała się nawet czy próbowano by ja zatrzymywać, gdyby postanowiła opuścić dolinę, ale tego nie zamierzała sprawdzać. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie czuła się gotowa wracać. Niemal każdego dnia spędzała godzinę lub dwie uważnie obserwując ćwiczących chłopaków. Potem w tajemnicy próbował naśladować ich ruchy i kroki z użyciem kija, ale zdawała sobie sprawę, że to żadna nauka. Potrzebowała czynnych lekcji z dobrym szermierzem. Z kobiecych zajęć lubiła prząść wełnę. Popołudniami i wieczorami zaszywała się w kącie z kołowrotkiem i, rozumiejąc wiele z auryjskiej mowy, przysłuchiwała się rozmowom kobiet. W ten sposób dowiadywała się wiele o swoich gospodarzach, oraz o zwyczajach i kultywowanych tradycjach. Osłuchawszy się z językiem sama coraz częściej zaczynała go używać, odpowiadając na pytania, gdy się do niej zwracano.
     Przy wiosennych porządkach wynalazła belę delikatnego płótna. Zapewne była to część jakiegoś łupu. Poprosiła o kawałek materiału Diye, ochmistrzynię w domu Botty. Ślęczała kilka wieczorów aż uszyła z niego trzy małe koszulki i ozdobiła je delikatnym haftem. Wybrała się z nimi do domu Aruta...

     Pomimo zapewnień Botty nie czuła się dobrze, że w żaden sposób nie dołożyła się do podarunku jaki złożył w imieniu ich obojga. Chciała podarować coś od siebie, a płótno z którego uszyła kaftaniki, było przecież zdobyczne, więc też nie do końca stanowiło własność Botty.