WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

18.11.2015

MDS wydana!

Właśnie tak, Kochani :)
Mam ogromną przyjemność zakomunikować Wam, że właśnie ukazał się ebook:

 "MDS antologia tematyczna grupy La Noir"

Trochę to trwało, ale udało się i oto jesteśmy już w sprzedaży...


Opis: Co może łączyć niewierną małżonkę, anioła, seryjnego mordercę, kobietę po przejściach i niedoszłego samobójcę? By poznać odpowiedź na to pytanie, wyrusz z nami podróż po meandrach erotyki w opowiadaniach zawartych w niniejszej antologii. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich tekstów niech będzie skrót MDS, którego rozwinięcie pozostanie tymczasowo naszą słodką tajemnicą. Jesteście ciekawi czym jest ów sekret? Cóż, przekonajcie się sami, smakując przy okazji mieszanki: słodyczy pierwszych uniesień, pikanterii zakazanych uczuć, goryczy utraconej miłości.

Można nabyć tutaj: ebookowo

Cały dochód ze sprzedaży przekazywany jest na konto fundacji PAJACYK, dlatego gorąco zachęcam do nabycia egzemplarza :).


Antologia zawiera 19 tekstów różnych autorów. Podejście do tematu (MDS - ciekawa jestem, czy ktoś z Was rozszyfruje skrót ;)) jest tak zróżnicowane, jak różni są członkowie grupy La Noir, a dodam że pisali z nami także goście. Mój udział w niej to jedno opowiadanie, które cześć osób bywających u mnie (mimo owego zastoju ostatnimi czasy), miała okazję poznać, gdy było na blogu - "Nie-boskie stworzenie".

To jeszcze nie koniec niespodzianek... Będzie kolejna niebawem ;).
Dla wydanych pozycji powstanie na blogu podstrona z linkami, bo wiadomo, sam post informacyjny z czasem zepchną z głównej kolejne wpisy. Tymczasem niech moje obwieszczenie sobie wisi i mam nadzieję będzie zachętą do wsparcia Pajacyka, gdyż jak wspomniałam, autorzy tekstów z tego wydania nie czerpią żadnych korzyści finansowych.
Pozdrawiam wszystkich moich stałych Czytelników i Gości, i do poczytania w kolejnym wpisie :).

06.11.2015

Dioris cz.12

Siedzę ostatnimi czasy jak na szpilkach, przez co czuję się jak fakir jakiś. I jeszcze jakiś czas to niestety potrwa. Ale jak tylko poznam dzień i godzinę nie omieszkam zarzucić konkretem tutaj. Wtedy dowiecie się o co chodzi. Na razie zaryzykuję jedynie info, że coś jest na rzeczy, coś co mnie ogromnie cieszy. Ale sza... żeby nie zapeszyć ;)




     – Czego miała dotyczyć ta wróżba? Ta z dzieckiem. – Pytanie to dręczyło Dioris od chwili, gdy opuścili biesiadę i dom Aruta.
     Miała nieoparte wrażenie, że za tym, pozornie nic nie znaczącym, gestem kryło się jednak niemałe znaczenie. Bała się odpowiedzi i dlatego zwlekała póki nie znaleźli się sami w rodzinnej świetlicy, na piętrze.
     Uśmiechnięty Botta powoli ściągnął aksamitną narzutę i niedbale cisnął ją na ławę. Przetarł dłońmi twarz i westchnął.
     – Botto? – Dioris ponagliła. Skoro już zdobyła się na odwagę, by spytać, nie miała zamiaru ustąpić nie zaspokoiwszy ciekawości.
     Mężczyzna usiadł na wyściełanej ławie pod oknem i zachęcająco poklepał miejsce obok, jakby szykował się na dłuższą pogawędkę. Dziewczyna nie skorzystała z zaproszenia. Zmarszczyła jedynie brwi w oczekiwaniu na wyjaśnienie i wietrząc podstęp.

     – Jest u nas taki zwyczaj – odezwał się wreszcie, kiedy zrozumiał, że nie usiądzie obok niego – ojciec podaje nowo narodzone dziecko wolnemu mężczyźnie. Nie wybiera go pochopnie. Musi to być mąż dojrzały i świadomy swych pragnień. Ów mąż z kolei podaje dziecko kobiecie, z którą sam w przyszłości, w szczęściu chciałby doczekać potomstwa. Wybranka nie musi podzielać jego pragnień, ale tradycja mówi, że jeśli weźmie od niego dziecko...
     Usta Dioris zacisnęły się w wąską linię. Nozdrza zafalowały, gdy z gniewem wciągnęła powietrze. Zarumieniła się. Równie dobrze mógł być to jednak rumieniec zażenowania jak i gniewu. Dłonie splecionych na piersi ramion zacisnęły się w pięści. Nie przerywała mu jednak i w milczeniu wysłuchała opowieści do końca.
     – Małe dziecko jest niewinne i czyste. Jeśli uczucia obojga są równie czyste, to maleństwo nie zapłacze i wróżba jest pomyślna dla nich obojga.

     Doskonale zdawał sobie sprawę z wagi swych słów. Nie uśmiechał się, bo nie chciał, by odebrano je jak żart. Mówił spokojnie, z powag i z mocą, bez mrugnięcia patrzył dziewczynie w oczy. Widział jak zapala się w nich gniew, ale dostrzegał też niepewność i lęk. Z gniewem by sobie poradził, nie obawiał się go. Z niepokojem także. Lecz ów lęk sprawiał, że coś ściskało go w żołądku. Sprawiał, że czuł się bezradny, bo przerażała świadomość, że jako mężczyzna, sam był uosobieniem wszystkiego czego ona się bała. Umilkł i czekał. Nie wykonał żadnego gestu. Nie podszedł do niej, nie próbował nawet wziąć za rękę. Po prostu czekał na to, co powie, jak zareaguje. Nie zdziwiłby się, gdyby wybiegła bez słowa. Dziewczyna jednak nie uciekła, co mimo wszystko uznał za dobry znak. Odwróciła twarz.