WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

12.06.2015

Dioris cz.2

Uporałam się z tym i z owym, pora na kolejny wpis z Dzikusów. Jeśli ktoś czeka na "15 godzin..." to proces mi się klaruje i troszkę jeszcze to pewnie potrwa nim polecimy z tym dalej. Tymczasem "Dioris" jako zapchaj dziura. No, i jeszcze słówka dwa na temat mojej sondy, ale to na końcu.

poprzedni fragment


     Dioris zabrano. Kalgas rozejrzał się po opustoszałej komnacie. Stoły i ławy poodsuwano pod ściany, na podłodze porozkładane były sienniki, derki, trochę zwierzęcych skór. Służyło to wszystko przetrzymywanym tu dworkom za posłania i okrycia, gdy było ich tu wiele. Teraz na jednym z nich, skulona, siedziała tylko jedna, struchlała Imeni. Na chwilę zatrzymał na niej wzrok i prychnął pogardliwie.
     – Rozpalić tu ogień. – Polecił. – I dajcie jej coś jeść.

     Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Imeni została sama w gęstniejącym mroku. Nie płakała już. Nie poruszyła się, gdy wszedł pachołek, by rozpalić ogień, ani gdy w chwilę później inny przyniósł miskę z jakąś strawą i świeżą wodę. O siedzenia w bezruchu zdrętwiały ręce i nogi, ale zupełnie nie zwracała na to uwagi. Strach skutecznie tłumił wszelkie inne odczucia.
     Drgnęła dopiero późną nocą, gdy znów otwarły się drzwi, a sługa wprowadził, czy raczej wepchnął do środka Dioris.
     Imeni poderwała się ze swego miejsca. W świetle pełgających, po polanach w palenisku, płomieni siostra wyglądała okropnie. Twarz miała bladą i ślady uderzeń na niej. Ubranie w nieładzie.  Na zaciśniętych ustach zaschniętą krew. Tępy, niewidzący wzrok wbiła w nieokreślony punkt przed sobą. Imeni podeszła do niej powolutku.
     – Dioris... moja kochana. – Głos się jej łamał. – Tak się bałam, że już nigdy cię nie zobaczę.
     Wyciągnęła ramiona, chciała ją objąć, przytulić się do niej, ale tamta odsunęła się w milczeniu.
     – Dioris... – wymamrotała zdezorientowana szesnastolatka.
     Poturbowana dziewczyna wyminęła ją bez słowa i zwinęła w kłębek na posłaniu w najdalszym, najciemniejszym kącie. Odwróciła się plecami do sali i zasłoniła się naciągając wełnianą derkę pod samą brodę. Imeni zbliżyła się ostrożnie i lekko pogładziła potargane włosy Dioris. Wtedy ta wreszcie odezwała się matowym głosem: