WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

30.04.2015

15 godzin... cz.5

Dzisiaj w biegu sprawdzimy co, w czasie kiedy Odd przeżywa swoje rozterki, robi Anna. Nie, nie przewiduję jeszcze ich spotkania, ale powoli się zbliżamy.
Nie wiem czy tylko u mnie tak jest, ale od czasu do czasu, coś mi się buntuje blogger i nie widać wtedy części postów, ani wpisów z boxa. W boksie są wtedy tylko same emotki. Naprawia się samo, więc jestem skłonna przypuszczać, że jest to jakiś błąd techniczny serwera, chociaż w tym czasie podobnych błędów innych blogach tego nie zaobserwowałam. Ale trudno, raczej nie przeprowadzę się z bloggera na inną platformę, ponieważ tylko tę w miarę ogarniam. Poza tym, z tego co patrzyłam, to tylko ta ma w wersji free wszystkie opcje, których potrzebuję i lubię używać.




***
     Przeszła przez piekło kontroli, weryfikacji lojalności, testy na prawdomówność, inwigilację, obserwację. Winą było to, że przeżyła, czy raczej, że darowano jej życie. Były chwile, kiedy zastanawiała się, czy nie byłoby lepiej dla niej, gdyby jednak tamten yenni okazał się służbistą. Ale nie. Musiała akurat trafić na jakiegoś durnia ze śladowymi ilościami sumienia.
     Przez kolejne miesiące wydeptywała ścieżki we wszystkich garnizonach do jakich udało się jej dotrzeć, starając się o jakikolwiek przydział. Potrzebowała pracy nie tylko żeby się utrzymać, ale żeby nie zwariować. Brakowało lekarzy, w kolejnych miejscach, do których aplikowała rekrutanci witali ją entuzjastycznie, bo przecież w wojennej zawierusze każdy lekarz był na wagę złota. A jednak nie każdy. Wstępny entuzjazm gasł, gdy kładła na biurku potencjalnego przełożonego swoje papiery. Przecież nie miała prawa żyć.
     Dobiegał końca kolejny beznadziejny dzień. Do obskurnego pokoiku, w którym pomieszkiwała z przypadkowo poznaną dziewczyną, wróciła jak zwykle z kwitkiem. Bezsilność ją zabijała skuteczniej mógł to zrobić yenni z bronią w garści.
     – I jak? – Gina energicznie mieszała w mocno sfatygowanym garnku postawionym na elektrycznej płytce. – Znów nic?
     Anna nie odpowiedziała, pokręciła tylko głową i ciężko opadła na posłanie w swoim kącie.
     – Nie martw się, w końcu coś dostaniesz. Nie uwierzysz co znalazłam. – Triumfalnym gestem potrząsnęła malutką puszeczką. – Pewnie solidnie przeterminowany, ale co tam. Dzisiaj będziemy mieć pomidorówkę. – Szeroki uśmiech ozdobił twarz współlokatorki.

20.04.2015

15 godzin... cz.4

Świeżyzna bez wstępów, pogadankę zostawiam tym razem na koniec...



     Ogarniająca go ciemność była nieprzenikniona, gęsta, dusząca i tylko jeden punkt w niej jaśniał osobliwym blaskiem. Właściwie dwa... Dwoje oczu, bardzo, bardzo błękitnych oczu. Nie istniało nic więcej, tylko ciemność i one. Nie chciał ich widzieć, nie chciał o nich pamiętać, ale zawsze tam były, ilekroć obejrzał się za siebie. I patrzyły na niego z wyrzutem. Próbował przepłoszyć je wrzaskiem. Nie reagowały w żaden sposób. Patrzyły na niego niczym nieme oskarżenie. Rozczarowane, zawiedzione, smutne...
     Sen powtarzał się po każdej akcji i choć, w porównaniu z tym, z czym mieli do czynienia wykonując obowiązki, nie było w nim niczego przerażającego, działał jak koszmar. Zdarzało się, że zbudził kogoś ze współtowarzyszy, bo jak w gorączce rzucał się po łóżku, czasem nawet krzyczał przez sen. Teraz też z tej cholernej ciemności wyrwał go ostry kuksaniec.
     – Kurwa, Odd, zamknij się, bo wszystkich pobudzisz. – Ściszony szept Geena dotarł do niego zanim na dobre otworzył oczy i dostrzegł zarys sylwetki kolegi, który przykucnął przy jego pryczy.
     – Dzięki... – mruknął.
     – Nie ma za co. Wszyscy miewamy koszmary. Uroki wojny.
     Geen owinął się kocem i odwrócił plecami na swoim łóżku.
     – Śpij i daj spać innym.
     Tak, dokładnie tak. Nie do końca chodziło tu o przyjaźń, czy bodaj jej namiastkę. Potrzebowali odpoczynku, wszyscy.