WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

22.01.2015

Zieleń cz.2

Druga i ostatnia część tego tekstu... Bo takie krótkie cóś jest. I oczywiście czekam teraz grzecznie na obiecany pater noster od Małpka. Nie powiem, sama jestem ciekawa, co spaprałam tym razem i za co oberwę. Oczywiście, nie licząc bzdetów w postaci literówek, ani nawet zbrodni, za którą pewnie z piekła nie wylezę, czyli źle postawionych przecinków :D


     4
     Tłoczyły się wokół coraz bardzie wysuszonych i poskręcanych zwłok. Poszturchiwały się, warczały na siebie nawzajem i popiskiwały żałośnie. Szczątki  w kilkanaście sekund zamieniły się w kruchy chrust, kupkę śmieci którą porzuciły niezadowolone, że tak prędko musiały zakończyć ucztę. Najodważniejsza z nich wyprostowała się i podniosła wzrok ku Przywódczyni, stojącej obok, z krwistym spojrzeniem, utkwionym w nieokreślonym punkcie gdzieś nad ich głowami.
     − Jesteśmy głodne – syknęła. – Obiecałaś nam ucztę, a dostałyśmy ledwie przekąskę.
     Pogardliwie trąciła stopą kupkę kości. Któraś z nich pękła z suchym trzaskiem. Czerwonooka uniosła wargi, w drapieżnym grymasie odsłaniając zęby i warknęła ostrzegawczo, przywołując do porządku niesforną towarzyszkę. Ta zacisnęła usta i cofnęła się do reszty stada.
     − Dotrzymuję obietnic. Zawsze. Chodźcie, pora zaprosić resztę gości.

     Przejście przez gęsty las zajęło im ledwie kilka sekund. Gąszcz nie mógł ich przecież powstrzymać, nie ograniczał ich, był częścią ich magii.
     Znów zebrały się na krawędzi klifu, wygłodniałym wzrokiem pożerając statek. Czuły zapach ludzkiego życia, słyszały delikatny szum krwi krążącej w żyłach i słyszały bicie serc. Wielu serc. Załoga była wyczerpana, ale wciąż jeszcze dość silna i żywa, by mieć im wiele do zaoferowania.
     Stojąc w cieniu drzew, kryte w ich gąszczu wygłodniałym wzrokiem wpatrywały się w statek kołyszący się swobodnie na gładkiej ciemno-szmaragdowej toni. Powierzchnia wody ledwie się marszczyła, tworząc drobne fale, które leniwie rozlewały się na brzegu wąskiej plaży.
     Drapieżny uśmiech znów zagościł na twarzy Przywódczyni. Uniesione, karminowe wargi ponownie odsłoniły białe zęby, czerwone oczy zalśniły złowrogo. Uniosła smukłą dłoń, jakby chciała wskazać jednostkę zakotwiczoną w zatoczce. Usta poruszały się, gdy bezgłośnie wypowiadała tylko sobie znane słowa.

16.01.2015

Zieleń cz.1

Kochani, połowa stycznia za nami, czas ucieka nie ma na co czekać. Pora zainaugurować rok konkretnie a nie tylko marudzeniem. I tak, na pierwszy ogień w tym roku poleci "Zieleń", opowiadanie, które miało wylądować gdzie indziej, ale z pewnych przyczyn trafi tu, na bloga i w jeszcze jedno miejsce w niedalekiej przyszłości i o tym będzie innym razem. Tymczasem teraźniejszość jawi się konkursem na bloga roku, w którym biorę udział, o czym informuje banerek na pasku bocznym. Po lewej stronie.

A teraz już przechodzimy do konkretów i do pierwszej części opowiadania "Zieleń". Dla uspokojenia dodam tylko, że to opowiadanie jest po pierwsze krótkie, zawiśnie tu w dwóch częściach, po drugie absolutnie ukończone, więc część następna zostanie opublikowana po niedzieli bez żadnych terminowych obsuwów tym razem.

Start
  
     1
     – Ziemia! Ziemia na dziesiątej!
     Krzyk dobiegający z bocianiego gniazda sprawił, że bezruch panujący na statku, bezwładnie dryfującym z morskim prądem wreszcie został złamany. Z kątów wypełzli wycieńczeni, zrezygnowani i apatyczni załoganci. Zawiśli na bakburcie, wbijając spojrzenia w horyzont, choć z perspektywy pokładu nie mogli widzieć tego, co z góry dostrzegał obserwator.
     Stężałe w napięciu twarze, przekrwione białka pustych od beznadziei oczu, spękane od pragnienia usta, a w nich krwawiące od szkorbutu dziąsła i chwiejące się zęby. Zesztywniałe języki utrudniały mowę, zamieniając ją w trudny do zrozumienia bełkot, więc nie gadali po próżnicy. Twarde, marynarskie dłonie zaciskały się kurczowo na relingu, a na nich, na napiętej skórze pokrytej siateczką zastrupiałych pęknięć, obok starych tworzyły się nowe, krwawiące ranki.
     Wszyscy pogodzili się już z nieuchronnym losem. Najpierw nagła burza, która uszkodziła ster, zniszczyła część żagli i pozbawiła statek przedniego masztu. Złamany też został bukszpryt, a wściekłe fale uszkodziły płetwę sterową. A gdy rozszalałe morze wreszcie się uspokoiło nastała cisza.
     I w końcu ten dziwny, nieznany prąd, który pochwycił statek i niósł go w nieznane. Dosłownie, bo jedynie w przybliżeniu, obserwując słońce i gwiazdy nocami byli w stanie określić kurs. Kompas zwariował i kręcił się w kółko, nie wskazując niczego. Jedyne, czego byli pewni to, że prąd niesie ich coraz dalej uczęszczanych szlaków i znanych, żeglownych akwenów. W nieznane, które pragnęliby jednak poznawać na własnych warunkach.
     A teraz wód, na których się znaleźli nie opisano w żadnej locji, ich bezmiar zdawał się nieskończony i nie spodziewali się, by na ich drodze stanęła bodaj marna skała, o którą mógłby się roztrzaskać kadłub, a oni znaleźliby godną, marynarską śmierć. A tu nagle... Ziemia? Nadzieja?

13.01.2015

Na gorąco...

     Kochani, ja żyję w przekonaniu, że mój blog do nazbyt popularnych nie należy, a ponieważ ja nie należę do osób z parciem na popularność, zupełnie mi ten stan chwilowej stagnacji nie przeszkadzał. Ze wstydem znajduję korespondencję, z której wynika, że jednak są osoby, które zaglądają i których cierpliwość wystawiam tym swoim przekonaniem i niefrasobliwością na próbę. W związku z tym winna jestem Wam wszystkim, zarówno cichym jak i aktywniejszym czytelnikom, słowo wyjaśnienia. Otóż nic gorszego nie ma jak się, człowiek zabierze za ciąganie kilku srok za ogon na raz. I tak ja zaangażowałam się w kilka projektów, a teraz gonię w piętkę. Z jednego już się wycofałam. Pozostałe na tę chwilę stoją pod znakiem zapytania i są zawieszone. Co dalej się wydarzy zobaczymy.

     Niestety ponieważ jestem osobą dość emocjonalnie podchodzącą do wydarzeń, które dotyczą mnie i moich przyjaciół, sporo energii i czasu wyciągnęła ze mnie nieprzyjemna i żenująca sprawa rozkręcona przez pewną histeryczkę, której imienia nie wymienię, ani nie wskażę namiarów na nią, żeby nie dawać jej narzędzi, do rozkręcania kolejnej draki, tym razem na blogach. Ta żałosna sprawa nadal pozostaje otwarta, mimo iż doprowadzono do poblokowania nam profili, ale mamy nadzieję, że ostateczne jej wyjaśnienie i zamknięcie jest kwestią krótkiego czasu.

     W tej chwili jestem też trochę zajęta wysyłką tekstu. Jest to moje pierwsze podejście i mam trochę tremy. Z drugiej strony mam świadomość, że czas oczekiwania na odpowiedź należy liczyć w miesiącach, do pół roku nawet, więc zanim ktokolwiek się odezwie zdążę się pozbierać. Biorę też oczywiście pod uwagę, że nie odezwie się nikt. Ale wtedy zawsze mam zanadrzu powrót z tekstem tutaj ;).

     Wszystko to i sprawy osobiste, złożyło się na to, że tu był zastój. I mam nadzieję, że tym razem słowo "był" będzie miało moc sprawczą. Dziś dostałam komentarz, z zapytaniem o kontynuację "Kontredansa". Odpowiadam więc, tak to opowiadanie będzie kontynuowane i nie jest zawieszone. Podobnie jak nie jest zawieszone "15 godzin...", ani żaden inny tekst, z którym do tej chwili weszłam na bloga. Potrzebuję jedynie jeszcze trochę czasu żeby się ogarnąć. I nie mogę obiecać, że pierwsza kontynuacja jaka się pojawi (prawdopodobnie nastąpi to w przyszłym tygodniu) będzie kontynuacją "Kontredansa". "Kontredans" jest, bądź co bądź, komedią, a ja, biorąc pod uwagę wszystkie ostatnie zdarzenia, raczej jestem w morderczym nastroju. Dlatego ze swojej strony stawiam raczej na "15 godzin...", albo jakiś inny tekst, w którym będę mogła bezkarnie kogoś zamordować, najchętniej zbiorowo, dając w ten sposób upust emocjom i frustracji.

     Obrazek załączam adekwatny. Tak właśnie ostatnio wyglądam i tak się czuję... Ot co. I tylko proszę mi nie współczuć, ja się tu bynajmniej nie skarżę. Jestem z tych wyznających zasadę: co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Dlatego, choć pewnie moich wrogów to zmartwi, powrót do opowiadań nastąpi niebawem. Na dniach powinno się pojawić opowiadanie, które wycofałam z projektu wydawniczego. I mam nadzieję, że to będzie takie przełamanie marazmu. Potem już powinno być tylko lepiej.