WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

31.12.2014

Żegnamy stare, witamy nowe...



     Umarł król, niech żyje król… Za nami stary rok, przed nami nowy rok…

     Wpisów stuknęło w tym roku sto sześć, a ten, zamykający jest sto siódmy. Czyli średnio wypada mniej więcej 7- 9 wpisów w miesiąc. Myślę, że to całkiem dobry wynik. Nawet jeśli w ostatnich miesiącach mijającego roku wynik ten jest nieco poniżej tej średniej. Niestety, nawet hobbystycznie nie da się niczego robić na pełnych obrotach w nieskończoność i musiałam troszkę zwolnić. Ale mam nadzieję, że za rok o tej porze, będziemy się cieszyć nie gorszym wynikiem.
     O tym, z czym skończyłam w tym roku, była mowa przy okazji urodzin bloga, więc  teraz dodam tylko, że kolejna opowieść (może kolejne, tego jeszcze nie wiem) z cyklu „Dzikie łabędzie” pojawi się w roku przyszłym. I będzie najpewniej ta, od której grafika zawisła już  „Galerii”.
    
     Ogólnie zamykam rok kilkoma całościami i trzema rozgrzebanymi tekstami tutaj na Warsztaciku. Bo tego, co mam rozpisane i rozgrzebane we własnych notatkach to nawet nie liczę.

     Plany na przyszłość są oczywiście, a jakże… ale takie krótko dystansowe, dalekobieżnych nigdy nie robiłam i to się nie zmienia. Postanowień noworocznych także nie robię, bo życie lubi po swojemu wszelkie takie weryfikować. Tak więc, będzie co ma być, uda się zrobić, co się uda, a co się nie uda, to zrobi się kiedyś tam.
     No i oczywiście wszystkim Wam, tu zaglądającym życzę fantastycznej zabawy w sylwestrową noc i wspaniałego ROKU 2015! Całego, żeby nie było wątpliwości ;). Samych sukcesów, samych radosnych zdarzeń, samych spełniających się marzeń. Euforii, radości, uniesienia, miłości, wiadomo. To ode mnie, a łyżkę dziegciu do tego morza słodyczy pewnie i tak dorzuci samo życie od siebie, więc ode mnie tylko na słodko ;).

Do siego roku! I na koniec jeszcze trochę fajerwerków ;).

25.12.2014

Czy leci z nami pilot?

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Serdeczne życzenia, dużo radości, spokoju, wypoczynku, śpiewania kolęd w rodzinnym gronie aż do ochrypnięcia, życzy...
Kajjka :)


***

Dzisiaj przy święcie będzie wpis z innej beczki. Robiłam wprawdzie "15 godzin..." ale kawałek jaki musiałabym wrzucić jest wg mnie troszkę mało świąteczny. Dlatego dzisiaj puszczamy pilota, a tamtym zajmiemy się już w nowym roku. To co wrzucam dzisiaj, też nie będzie ustrojone choinkowymi ozdobami, bo to nie za bardzo w moim klimacie takie opowieści. Jakoś nie czuję magii reniferów, Śnieżynek i grubego, brodatego faceta z workiem, musicie darować. Nie mniej uznałam, że świąteczny wpis powinien się pojawić więc...
zapraszam na małą niespodziankę ;)

09.12.2014

15 godzin... cz.3

Wszystko mi ostatnio idzie jak krew z nosa. Zawaliłam już chyba wszystkie terminy, które mogłam zawalić i nie mam pojęcia kiedy cokolwiek nadgonię. Ale czasem tak już jest i nic się na to nie poradzi. Tymczasem najzwyczajniej w świecie stęskniłam się za moimi blogami.
Rok się zbliża ku końcowi i wszystko wskazuje na to, że w nowy wejdę z przynajmniej dwoma otwartymi tekstami. Ten w ogóle pisze się na bieżąco. Jest to pewne ryzyko, ale też i rodzaj zabawy. W końcu przecież, jestem w tym miejscu właśnie dla niej. Myślę, że mimo wszystko nie wyjdzie źle.
Ale na wpis podsumowujący mijający roczek jeszcze pora przyjdzie.

Dzisiaj kolejny fragmencik, taki trochę... Sami zobaczycie. I oczywiście pełen błędów, niczym lasek grzybów, więc przy okazji gratka, dla grzybiarzy ;).




     Drobinki pyłu wirowały, unosiły się tuż nad ziemią. Nie było ich wiele, lecz wciąż jeszcze nie zdążyły opaść, a to znaczyło, że ten kto je wzbił w powietrze musiał przejeść tędy przed chwilą. Przy tym nie był zbyt ciężki, bo ślady butów odciśnięte w prochu pokrywającym posadzkę nie były zbyt głębokie. Odd wytężył słuch, niczego jednak nie udało mu się wychwycić. W podziemiu panowała cisza. Najwyraźniej uciekinier skrył się gdzieś i nie poruszał się. Gdyby było inaczej, wzmocniony aparaturą, słuch wychwyciłby nawet lekki chrzęst gruzu pod podeszwami. Człowiek mógł być gdziekolwiek, choćby za najbliższym załomem muru. I mógł być uzbrojony.

     Żołnierz dotarł do końca uszkodzonych schodów. Poprawił uchwyt na broni i zlustrował otoczenie.
     Korytarz na wprost był zasypany gruzem, zawalił się po porostu. Nie możliwe było, by ktoś się w nim teraz ukrył, a ktokolwiek zrobił to wcześniej jego los już został przypieczętowany.
     Ledwie słyszalny szmer skierował jego uwagę w lewo.
     Kolejny korytarz.
     Szelest powtórzył się, jakby dwie, delikatnie  trące o siebie powierzchnie. I chrzęst cichego kroku, potem drugiego. Znów szmer i cisza… Przestrzeń przed Oddem, oświetlona migoczącą, pojedynczą żarówką, która lada chwila mogła zgasnąć, zdawała się pusta. Po obu stronach znajdowały się drzwi. W większości pozamykane, czasem uszkodzone i krzywo zwisające w zawiasach. Przyjrzał się im uważnie. Otwierały się do wewnątrz pomieszczeń. Gdyby których ktoś użył, ślady pozostałyby w środku. Nie mniej było mało prawdopodobne, by po zasypanej gruzem, odłamkami metalu i szkła posadzce ktokolwiek zdołał przesunąć je bezszelestnie, nie wywołując przy tym hałasu. Szczególnie, gdy za nimi mogło się znajdować dosłownie wszystko. Dźwięki, które dobiegły z głębi korytarza były ledwie słyszalne. To stanowczo nie był rumor wywołany opornie otwierającym się, drzwiowym skrzydłem.