WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

28.07.2014

Jesienny nokturn cz.7

Ponieważ ciągle są wakacje to bez rutyny, a z doskoku... ;)
Piszę w dziwnym edytorze, który nie do końca ogarniam i dlatego wpis jest troszkę, hm... dziwny. Szczególnie jeśli spojrzeć na myślniki. Gdyby poza nimi ktoś jeszcze wypatrzył coś "dziwnego", to dajcie znać w komentarzu, naniosę poprawki.
Myślę, że wakacyjnego lajta będzie jeszcze jedna część i dobijemy z nim do endu ;)


Warszawa cztery tygodnie wcześniej

W środku nocy dworzec świecił pustką. Niewiele osób decydowało się na podróż o tak nietypowej porze, chyba że wymuszały ją okoliczności.
Wysoki, szczupły mężczyzna stał na peronie i obserwował nielicznych wysiadających podróżnych, wyraźnie szukając kogoś wzrokiem.
Zauważył Adę, gdy tylko wytaszczyła z wagonu swoje dwie walizy. Szybkim krokiem ruszył w jej kierunku. Ona też go zauważyła. Stanęła i z daleka uśmiechnęła się niepewnie. Odpowiedział uśmiechem, a chwilę później miażdżył ją w uścisku jak w imadle.
− Tobie to powinno się spuścić porządne lanie, dziewczyno – powiedział śmiertelnie poważnym tonem.
− Przepraszam, nie powinnam zawracać...
− Cicho! – przerwał jej. – Już ja ci dam „nie powinnam”! Tyle czasu milczeć jak grób?! Co ty sobie myślałaś? Zamartwiałem się, zachodziłem w głowę, co się stało. Zniknęłaś bez słowa. Nic nie zostawiłaś. Na stancji nie znali twojego adresu, o telefonie nie wspominając. No, nie patrz tak na mnie. Właśnie tak, byłem tam i pytałem. I twoich koleżanek z roku, a one też nic nie wiedziały. Tylko że nagle rzuciłaś studia. Żeby nawet telefonu nie zostawić?! – Beształ ją bez miłosierdzia.
− Maciek! – Wpadła mu w słowo, gdy zamknął się na chwilkę dla zaczerpnięcia tchu. – Ja nie mam komórki, przecież wiesz.
− Skądś jednak w końcu zadzwoniłaś.
− Tak, z automatu na dworcu.

19.07.2014

KONKURS


Kochani, urlop urlopem, a dziać się coś musi, bo jak się nie dzieje to wiadomo, robi się nudno. Oto przed nami "Wakacje Grozy", a zatem mam nadzieję, będzie się działo... 

"Wakacje Grozy" to hasło przewodnie konkursu literackiego, organizowanego przez ekipę z portalu literackiego extrastory.pl.
W imieniu administracji i własnym też, zapraszamy osoby, które piszą i takie, które dopiero z pisaniem chcą się zmierzyć i tych, którzy w pisaniu znajdą sposób na wakacyjną nudę. 
Dla zwycięzców są przewidziane nagrody książkowe.

Szczegółowe informacje dotyczące regulaminu konkursu i nagród

TUTAJ

PS. z dnia 24.07.2014 - wszystkie plany dotyczące śledzenia na bieżąco, co w sieci piszczy, nadrabiania zaległości w tekstach, korekt i innych takich, zdechły wraz ze sprzętem.
Korzystam jedynie grzecznościowo ze sprzętu nieswojego i w ograniczonym zakresie, więc niestety dopiero po urlopie będę mogła się wziąć za cokolwiek, a póki co marazm, przestój, posucha...
Niemniej udanych wakacji wszystkim życzę ;)

11.07.2014

Naczynie

Kolejny tekścik-ćwiczenie z serii Skojarzenia. Tym razem "kojarzyliśmy" do tego gifa:


Naczynie

     Ciężki jest żywot dżina. Nie wierzycie, ale ja wiem, co mówię...

     Znów nabito mnie w butelkę... Który to już raz? Nie wiem, od dawna nie liczę. Za to za każdym razem obiecuję sobie, że to po raz ostatni dałem się podstępnie podejść... I za każdym razem znajduje się jakiś wredny typek, któremu udaje się mnie przechytrzyć.
     Oto wdzięczność jaką otrzymuję za spełnienie trzech życzeń. Okrutny świat, a ludzie na nim jeszcze gorsi. Nikomu nie przejdzie przez myśl pochylić się nad moim ciężkim losem. Z powodu ogólnie panującej znieczulicy nieustannie cierpię, tkwiąc w słojach, butelkach i innych skorupach.

09.07.2014

Urlopujemy się...

     Znów mała reorganizacja... Tym razem do remontu poszedł dział "Aktualności". Od dziś będą się tam wyświetlać wpisy oznaczone taką właśnie etykietką - "aktualności". I tak oto przechodzimy do wpisu inauguracyjnego, nowy dział ze starą nazwą...

     Sezon urlopowo-wyjazdowy w pełni tak i na mnie padło. Zakładam domową nieobecność mniej więcej do połowy sierpnia. Na bloga pewnie będę zaglądać, natomiast nie jestem w stanie obiecać dodawania wpisów w tym okresie. Więc jeśli też wyjeżdżacie i nie planujecie biegać po sieci, to przynajmniej u mnie raczej wiele do nadrobienia nie będziecie mieli.
     Na piątek, na pożegnanie planuję krótki tekścik pisany jako ćwiczenie warsztatowe z serii "Skojarzenia", a skoro zaplanowany to oczywiście ukaże się w południe ;).


Wakacyjnie, o... Heh... co by tu... Pomarzyć zawsze fajnie ;)
Do poczytania za jakiś czas i wszystkim udanego letniego wypoczynku, nawet jeśli to są tylko chwilki łapane weekendy... Wypoczynku oczywiście z książką...



08.07.2014

Jesienny nokturn cz.6

Jeszcze jeden kawałek przed wyjazdem, a potem kochani życzę wszystkim udanych urlopów :)
Literówki tym razem łowiłam sama, więc... Cóż, może nie będzie tak źle...

poprzedni fragment

David wymógł na Adzie obietnicę, że nie ruszy się z Krymanowa do końca przyszłego tygodnia. Rozważy pod jego nieobecność wszystkie za i przeciw złożonej propozycji. Gdy on przyjedzie, w piątek, powie mu co zdecydowała.
Wyjechał w niedzielę, najpóźniej jak się dało. Musiał rankiem być w Gdańsku. Ada trochę niepokoiła się, że będzie jechał w nocy, ale zapewniał, że nocne podróżowanie nie jest dla niego żadną nowością i nie powinna się martwić. Obiecał solennie nie zasnąć za kierownicą i zadzwonić natychmiast, gdy dotrze na miejsce, bez względu na porę.

Kiepsko spała z niedzieli na poniedziałek, nieustannie się budząc w oczekiwaniu na telefon. Rozważała nawet możliwość uszykowania sobie legowiska w holu, by mieć aparat pod ręką i przeklinała w duchu swoją niechęć do posiadania komórki.

Dźwięk połączenia wyrwał ją z kolejnej niespokojnej drzemki. Wyskoczyła z łóżka i tak jak stała, boso, w piżamie, przeskakując po dwa stopnie, zbiegła na dół.
– Tak? – wydyszała w słuchawkę całkowicie już rozbudzona.
– Spałaś w ogóle? Sądziłem, że trochę będę musiał poczekać nim cię dobudzę...
Po bezsennej nocy spędzonej za kierownicą, głos miał lekko schrypnięty, ale na jego dźwięk napięcie w jakim trwała Ada przez ostatnie godziny nagle ją opuściło.
Odetchnęła z ulgą.
– Kiepsko spałam. Wiesz... Czekałam na telefon.
– Więc jednak troszkę martwisz się o mnie. – Niemal słyszała jego uśmiech w słuchawce.
– Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele – usiłowała nadać głosowi protekcjonalny ton, ale kiepsko jej wyszło, zbyt ucieszył ją fakt, że cały i zdrów dotarł do celu podróży. – Ale tak, troszkę się martwiłam – przyznała się ostatecznie. – Troszkę – dorzuciła z naciskiem.
– Cóż, jeśli „troszkę” oznacza dla ciebie bezsenną noc, to co robisz, gdy martwisz się naprawdę?

06.07.2014

Jesienny nokturn cz.5 (18+)

Temperatura dostosowana odpowiednio do tej za oknem czyli... duszno i gorąco ;). Kto czekał, to się doczekał. Kto żywił nadzieję, mam nadzieję, że dziś się nasłodzi ;) Kto nie ma dowodu osobistego w garści (własnego oczywiście) - wynocha :P
I dzisiaj, tak przy niedzieli, wpis troszkę wcześniej :)


– Zapiekanka prawie gotowa. – Zamknęła piekarnik i ustawiła czasomierz. – Mamy pół godziny.
– Pół godziny na co? – zapytał wyrwany znienacka ze świata własnej wyobraźni.
– Na obejrzenie domu – wywróciła oczyma. – A myślałeś, że na co? – zerknęła na niego podejrzliwie.
– Eee... Nic nie myślałem – skłamał i ku swemu ogromnemu niezadowoleniu poczuł, jak na policzki wypełza zdradliwy rumieniec. – Zupełnie nic.
Ponieważ nie golił się od wczoraj miał nadzieje, że nie zauważyła jego zażenowania.

Kolację jedli, prawie nie rozmawiając. Umysł Davida intensywnie poszukiwał sposobu na zatrzymanie Adriany w tym domu. Przynajmniej na jakiś czas. Choć kilka tygodni, albo do końca roku... Mógłby ją wtedy widywać, na przykład w weekendy, może nawet częściej. Praca i tak wymagała przebywania w kraju. Przyjeżdżałby do Krymanowa i spędzaliby wspólnie czas. Z radością zapewniłby jej wszystko, czego potrzebuje. Nawet umożliwiłby powrót na wymarzone studia. Wszystko, żeby tylko chciała być obecna w jego życiu.
Z drugiej strony, zdawał sobie sprawę, że szanse by Ada zgodziła na taki układ są żadne. Mimo, że nie domagałby się od niej niczego w zamian, a może właśnie dlatego, że nie chciał stawiać żadnych warunków, uznałaby to za podstęp.
Ale pracę, tak czy inaczej, mógłby jej zaproponować. Dziewczyna przecież i tak musi jakąś znaleźć.

03.07.2014

Jesienny nokturn cz.4

Dzisiaj wybierzemy się z Adą i Davidem na króciutką wycieczkę. Myślę, że to odrobinę przybliży miejsca i ułatwi odnalezienie się na mapie, aczkolwiek margines dla wyobraźni pozostawiam tak duży, jak duży jest region, o którym wspominam w tekście ;).


– Rany boskie, daleko jeszcze? Maszerujemy już chyba z godzinę – jęknął David, dysząc jak parowóz.
– Mówiłam: dwie godziny marszu. Poza tym, to tobie zachciało się zwiedzać okolicę, więc mi tu teraz nie jęcz.
– Sądziłem, że to marsz po normalnym, utartym szlaku, a nie po dzikich wertepach.
– Szosą byłoby znacznie dalej. My idziemy na skróty. I nie gadaj tyle, dostaniesz zadyszki.
– Już mam – sapnął.
Spojrzała na niego z dezaprobatą i stwierdziła:
– Tym bardziej nie gadaj, bo teraz mamy pod górkę. – Wskazała stromą jak klif, pooraną erozją wapienną skalną ścianę.
Zrezygnowany tylko ciężko westchnął.

Kiedy wreszcie stanęli na szczycie zamkowego wzgórza mijało południe. Słońce stało w zenicie, choć o tej porze roku ów zenit nie znajdował się zbyt wysoko. Zaczął wiać dość zimny, porywisty wiatr, a niebo dotąd czyste zaczęło się chmurzyć.
– Wiedziałem, że w tym skrócie tkwi jakiś podstęp – mruknął, spoglądając na wijącą się po zboczu wygodną, szeroką ścieżkę, po której dałoby się spokojnie jechać autem.
Ada uniosła brwi.
– Niby jaki?
– Liczyłaś, że mnie wykończysz, przestanie mi się podobać okolica i więcej nie będę chciał tu wracać. Muszę cię zmartwić, ja lubię stare zamki.
Skwitowała oświadczenie wzruszeniem ramion.

01.07.2014

Jesienny nokturn cz.3

No, to dajemy dalej z koksem... Przyznam się szczerze, że mnie samą trochę zaskakuje tempo w jakim się wszystko posuwa... Ale tak właśnie ma być. Bywa, że życie zaskakuje znienacka wymachując przed nosem jedyną niepowtarzalną okazją i albo mamy odwagę ją złapać i nie wypuszczać z rąk, albo się wahamy i tracimy coś bezpowrotnie. Co zrobią moi bohaterowie? Którą opcję wybiorą? Ostrożność, rozwaga i rozsądek, czy instynkt i spontan? Na dwoje babka wróżyła... Zapraszam :)


– Dzień dobry, Jonasz Turczyk, tutejszy stajenny,  prawda? – Odezwał się pierwszy. – Jestem David Ferbs.
 Zbliżył się do starszego mężczyzny z wyciągniętą na powitanie ręką. Jonasz znów postawił taczkę i lekko zażenowany otarł spracowaną dłoń o koszulę nim podał ją Davidowi.
– Tak, panie Ferbs, to ja, dzień dobry – powiedział, odpowiadając uściskiem na mocny i szczery uścisk Ferbsa.
– Zapowiada się ładny dzień. – David zerknął na bezchmurne niebo.
– Taa, ranki już chłodne, w nocy przymrozki, ale za dnia jeszcze słoneczko grzeje. Dzisiaj też pewnie będzie ciepło.
– Uhm... idealna pogoda na długi spacer... – mruknął, wzrokiem śledząc Adę mocującą się z dawno nieużywanymi wrotami do garażu.
Musiały być spaczone, bo miała poważne problemy z ich otwarciem.
– Przepraszam Jonaszu, ktoś chyba potrzebuje pomocy...
Stajenny podążył za wzrokiem Davida i uśmiechnął się wyrozumiale.
– Jasne – stwierdził. – Miłego dnia, panie Ferbs.
David uniósł tylko dłoń w pozdrowieniu, maszerując już w kierunku Adriany, która z narastającą furią szamotała się z garażowymi drzwiami.