WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

31.03.2014

Lizakowy pamiętnik

Dzisiaj malutki przerywnik, tak na odrobinę uśmiechu :)
To są drabble... Króciutkie teksty, dkładnie 100 słów na jeden (tytuł się nie liczy)



Pudełko
     Myślałem, że to będzie dzień jak, co dzień. Te same trociny pod tyłkiem, ten sam szary kumpel, to samo
siano do chrupania… Nuda… Dobrze, że przynajmniej gęby przed szybką zmieniają się od czasu do czasu. Szczerzą się, nie wiadomo do czego. Żeby chociaż zęby mieli ładne, długie, ostre, jak moje… I znów jakieś gęby. Gapią się jakby królika nie widzieli w życiu… O, ta wielka, palczasta łapa… Pewnie dosypie karmy. Ona jest spoko… Zignorowałem, pogryzając słomkę… A teraz nawet ruszyć uchem nie mogę. Tylko jednym okiem lukam przez malutką dziurkę, w tym cholernym pudełku… Jeszcze nie wiem, czy się bać…

27.03.2014

Przyszłościowo...

     Ponieważ nieuchronnie zbliżamy się do finału zarówno w "Słonym wietrze" jak i w "Dzieciach Żywiołów" uchylę rąbka tajemnicy, co dalej... Nie myślcie sobie bowiem, że na tym koniec. Mam w zanadrzu jeszcze kilka historyjek, którymi postanowiłam się z Wami podzielić. Spisywane wieki temu wymagają kapitalnego remontu, ale to drobiazg. Lubię grzebać w swojej szufladzie, a decyzja o publikacji tych staroci będzie miała na pewno jeden pozytywny dla nich skutek... Zostaną dokończone. W tej chwili większość z nich przypomina ruiny zamku w Ogrodzieńcu. Sporo jest, ale jeszcze więcej brakuje, albo trzeba wymienić albo zaszpachlować, podmalówkę zrobić, jakąś klepkę przymocować, taaa... dywanik położyć. Wracając do rzeczy...

     Kolejna opowieść będzie z cyklu "Dzikie łabędzie". Taki pomysł mi kiedyś po głowie chodził. Wymyśliłam sobie monumentalną wielowątkową opowieść. Wątki zostały, monumentu jakoś nigdy nie poskładałam do kupy. Pierwszą, którą Wam zaserwuję jest "Yave". Pierwszą, chociaż wedle chronologii tamtego universum dziej się jako ostatnia, bo po kilkunastu latach od właściwych zdarzeń. Ale jest najbardziej kompletna, dlatego ona poleci na pierwszy ogień. Poza tym historie łączą się ze sobą na tyle luźno, że kolejność ich czytania nie ma znaczenia.

Na południe gotowa ustawka z "Zatoki", a teraz w ramach zapowiedzi i mam nadzieję, dla zachęty, by mnie jeszcze nie porzucać, fragmencik...

24.03.2014

Wolnoamerykanka i złośliwość sztucznej inteligencji

Usunęłam moderację komentarzy. Mam cichą nadzieję, że brak moderacji zachęci cichych do większej aktywności. Nie ukrywam, że lubię czytać Wasze wpisy i odpowiadanie na nie, to dla mnie wielka frajda. Pozostawiam moderację dla starszych postów. Czasem ktoś o coś pyta i nie chciałabym, żeby mi to umykało. Ustawiona za to będzie weryfikacja obrazkowa, dla ostudzenia komentarzy w stylu: "supcio blog, zapraszam do mnie".
Takie będę usuwane, bezwzględnie nawet w saloniku. Rozumiem i akceptuję Waszą reklamę, ale prowadźcie swoje kampanie z głową. Sama zrezygnowałam ze spamu u Was. Przynajmniej na razie. Uważam bowiem, że gra nie warta jest świeczki ;).

Dzisiaj niestety wpisu nie ma, bo mi się sprzęt zawiesił i kilka stron tekstu "diabli wzięli" ;/. Muszę pisać od nowa, a to jest to, czego smok nie cierpi najbardziej wrrrrrr... :(. Powinnam jednak ogarnąć kawałek czegoś na jutro. Czego, to będzie zależało od różnych czynników. Bo albo uda mi się odtworzyć to, co pisałam rankiem, albo wróci kawałek z korekty i zdołam ogarnąć w nim kwiecie. Sądzę, że coś jednak się pojawi... Pozdrawiam cierpliwych i wytrwałych :)

22.03.2014

Radość

U mnie za oknem cieplutko i cudne słoneczko :) Wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło "wiosna" i patrzcie co mi wyskoczyło :D. Ryknęłam śmiechem i nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie podzielić. Do kompletu odgrzebałam stary wiosenny wierszyk :)


Słońce z nieba,
wyzłocone śmiechem,
zerka ku błękitnej planecie.
A tam w dole
gałązki się w zieleń stroją,
łąki barwy malują kwieciem.

Hej wiosna, wiosna!
Radość! Nadzieja!
Hej! Życie znów budzi się w sercu.
Spoglądam w błękitne
niebo nade mną,
leżąc na zielonym kobiercu...


W południe zapraszam na spotkanie z "Zatoką" :)


16.03.2014

Graficzne zabawy

Na okoliczność konieczności zrobienia przerwy w pisaniu i lekkiego odmóżdżenia się postanowiłam powalczyć z corelem. Zechciało mi się zrobić obrazek do opowieści, za którą pewnie się zabiorę kiedy już ogarnę to, z czym uganiamy się na bieżąco, czyli "Słony wiatr" i "Dzieci Żywiołów". Opowiadanie należy do cyklu "Dzikie łabędzie" i nosi tytuł "Yave". Koncepcyja mi się uroiła żeby zrobić mroczny portret głównego bohatera i na tym nalepić Yave.

Wiśta wio, łatwo powiedzieć. O ile Yave szybko sobie znalazłam taką, jaka mi odpowiadała, okazało się, że w wyborze Melty jestem baaardzo wybredna. Cały wieczór szperałam za facjatą, która będzie mi odpowiadała i nic mi się nie podobało. Jak to mówią najciemniej pod latarnią... Nie nie, na obrazku nie ma ani mojego męża, ani syna (tych nie udostępniam). Jak już się przekopałam przez setki grafik z zapuszkowanym rycerstwem, lżej uzbrojonymi wojakami, łucznikami i seksownymi przystojniakami (bez uzbrojenia) i innym badziewiem...   mojego Meltę znalazłam wreszcie w jednym z ostatnich kinowych hitów. W poczciwym "Hobbicie". Oczywiście mój bohater nie jest kurduplowatym (acz w filmie to albo krasnolud przerośnięty, albo elfica kurduplowata, nie ma to jak hollywoodzka komercha) krasnoludem, ale facjata mi przypasowała jak tralala, no to jest. Ale ostatecznie Melta na okładkę się nie załapał, bo niepolityczny był ;).


Ostatecznie wycięłam, co chciałam i nalepiłam, jak chciałam. Może nie do końca wygląda to tak, jak chciałam... póki co kompletnie nie ogarniam niektórych funkcji w programie. Ale przecież nie od razu Kraków... To moja pierwsza praca w corelu i generalnie jestem z niej na tyle zadowolona, że postawiłam się pochwalić efektem :D



Na razie niestety nie potrafię zrobić tak, żeby warstwy się ładnie przenikały, nie radzę sobie z ich przezroczystością. Praktyka jednak czyni mistrza (podobno). Wiem, że program ma niesamowite możliwości i można w nim cuda robić, niestety nie mam instruktora i nim sama dotrę do różnych rzeczy, wiele wody upłynie w Wiśle. A jak czytam tutoriale w internecie to mam ochotę wrzeszczeć "a nie dałoby się po polsku?!" Przy polskich tutorialach, wrzeszczę, żeby nie było wątpliwości za angielskie nawet się nie zabieram. Umiem wprawdzie posługiwać się słownikiem, ale bez przesady. Może jednak kiedyś ogarnę program i wtedy kolejne obrazki będą ładniejsze, a w każdym razie kolejne nie powinny być gorsze od tego :).

Od jutra hi live w domu, luz, żadnego gotowania, będę pisać (demoniczny śmiech) :D
Do następnego wpisu :)

Edit 30.01.2016: okładka z Meltą zostła usunięta z bloga, bo... niepolityczna była ;). Nowa jest jaka jest. Na razie nie znalazłam na nią "politycznego" Melty. Jeśli kiedyś wyszperam, zrobię inną.