WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

05.06.2014

Margas od... (18+)



     Żebyście wiedziały, co ja się zeszukałam tego kuchennego fragmentu. Już byłam przekonana, że w ferworze robienia „porządków” wywaliłam na amen. Okazało się jednak, na moje szczęście, że zapobiegliwie schomiczyłam na chomiku i jest. Kuchnia jest light, więc to od niej zaczniemy ;)



     Kuchnia...

     Był sobie... rosół... ;)

     Rosół... cholerny, parszywy rosół. Skubanie i patroszenie drobiu...
     Ergor serdecznie tego nie cierpiał, podobnie zresztą babrania się w mące. Jednak mąkę jeszcze był w stanie przeżyć, zaś oprawianie drobiu doprowadzało go do szału. Tymczasem oni zgodnym chórkiem poparli Vertosha, który uznał, że rosół musi być, bo „ to pożywna strawa i dobrze zrobi dziewczątkom”, tak stwierdził i bez skrupułów zagonił kowala do kuchni.
     Pozostali rechotali przy tym bezczelnie, bo wszystkim znana była awersja jaką Ergor żywił do gotowania czegokolwiek. Nie żeby nie lubił jeść, lubił a jakże, byleby sam nie musiał kucharzyć.
     Robienia klusek do rosołu też oczywiście  nie lubił, ale kluski nie wyprowadzały go aż tak z równowagi i gdyby od niego zależało, dzisiaj skończyłoby się na kluskach okraszonych słoniną. Ale nie, im się zachciało...
     A czekajcie wy... braciszkowie, zarazy wy jedne, już ja się wam odwdzięczę przy okazji. Każdemu z osobna się odwdzięczę... Miął pod nosem przekleństwa, z furią drąc pierze z kury. Na ławie na swoją kolej czekały cierpliwie cztery kolejne.

     W tym stanie permanentnej furii nie zauważył Airo, która wsunęła się do kuchni, póki ta się nie odezwała.

     – Powiedzieli mi, że tu cię znajdę – zaszczebiotała słodko.
     – Zajęty jestem – burknął, nie podnosząc wzroku.
     – No wiem, dzisiaj ty gotujesz.
     – Właśnie – prychnął i dmuchnął wściekle, w celu pozbycia się jakiegoś upierdliwego piórka, przyklejonego do nosa, niestety bezskutecznie. Z uporem tkwiło w miejscu, które sobie wybrało. Ugryzł się w język żeby nie zakląć.

     Airo westchnęła i uwolniła go od wrednej i wątpliwej ozdoby.
     – Dziękuję, ale teraz lepiej stąd idź – burknął znów.
     Dziewczyna zachichotała.
     – O nie, nie. Nie uda ci się mnie tak łatwo pozbyć.

     Cisnął niedoskubaną kurę w kociołek i odwrócił się w jej stronę. W oczach trzaskały błyskawice.
     – Airo! Mówiłem ci, że jestem zajęty, do cholery! Chyba widzisz?!
     Nie przejęła się jego wybuchem nic, a nic.
     – A co takiego robisz? – zapytała z niewinną minką, kompletnie ignorując fakt, że niemal para szła mu uszami, od gotującej się w nim wściekłości.
     – Gotuję rosół – wycharczał... a za chwilę ugotuję ciebie,  dorzucił w myślach.
     – Och, rosół?! – zapiszczała radośnie, ukazując rząd białych równych ząbków. – Uwielbiam rosół!

     I cała furia pierzchła sromotnie przed wielką miłością, jaką Ergor nagle zapał do wszystkich zup na świecie, a szczególnie do tej, którą właśnie przyszło mu szykować. Airo zaś, korzystając z momentu jego i że porzucił chwilowo skubanie drobiu, wykorzystała okazję i bezceremonialnie usiadła mu na kolanach. 

     Zarzuciła mu ramiona na szyję i głośno cmoknęła w policzek.
     – Kochany jesteś – stwierdziła, wprawiając go w jeszcze większą konsternację.
     – Upaprzesz się...
     – No to co? – Wzruszyła bez frasunku ramionami. – Od biedy radzę sobie z praniem.
     Zdmuchnęła z włosów kowala kolejne niesforne piórka.

     Beztroska dziewczyny całkowicie go rozbroiła, objął ją i przyciągnął do siebie, a ona bez zbędnych słów chciwie wpiła się jego usta... Po długiej chwili, kiedy wreszcie oderwali się od siebie, ona zaśmiała się cicho.
     – Widzisz? Od razu lepiej...  a jeszcze chwilę temu o mały włos nie wyszedłeś z siebie.
     – Fakt, dobrze na mnie działasz dziewczyno – delikatnie zsunął ją ze swoich kolan – ale teraz muszę się zająć robotą, bo tam – wymownie spojrzał w kierunku wyjścia – za tymi drzwiami, siedzi czterech głodnych wojowników, że nie wspomnę o głodnych kapłankach. I jeżeli oni wszyscy nie dostaną obiadu na czas, to zapewniam cię, że zeżrą nas. I to żywcem.

     W odpowiedzi usłyszał szczery, perlisty śmiech.
     – No to, na co czekamy?
     Zdziwiony uniósł brwi. A teraz to o co jej chodzi?
     – Nie patrz tak na mnie. Wydaje ci się, że kapłanka nie umie niczego poza śpiewaniem psalmów w świątyniach? Bierz się za te ptaszyska, a ja zrobię makaron. – Wstała i zaczęła podwijać rękawy.
     – Co zrobisz?
     – Makaron. Tam skąd pochodzę rosół jadamy z makaronem.
     – Aa... a co to jest?
     – Nie wiesz, co to makaron?! – zdumiała się.
     – Nie mam pojęcia. U nas się jada rosół z kluskami – oświadczył z godnością.
     – Ach, już rozumiem – zaśmiała się. – Makaron to po prostu takie kluski. Gdzie jest mąka?
     – W spiżarni – wskazał brodą – i stolnica też tam jest, i wałek do ciasta...

     Tego dnia rosół zachwycił i zadowolił wszystkie podniebienia, nikt jednak nie wpadł na to, że tajemnica jego niezrównanego smaku tkwi w przyprawach: odrobinie czułości, miłości i wzajemnego porozumienia.

     Niniejszym opuszczamy kuchnię i przenosimy się do sypialni... Dzieciom wstęp wzbroniony...

     Żeby nie było... Kolejne scenki są już spod znaku (18+). Zatem dziatwę proszę o udanie się do biblioteki i tam zaopatrzenie się w tom baśni np. Andersena. Polecam te mniej znane, jak np. „O dziewczynie, która podeptała chleb”, ze znanych np. „Małą syrenkę” wg mnie w andersenowskiej wersji jest o wiele bardziej ciekawa niż w disneyowskiej. Dla porównania warto poznać obie :).

     Taka mnie refleksja napadła... chyba dostrzegam źródło mojego zamiłowania do niekoniecznie szczęśliwego kończenia własnych historii. Baśnie Andersena nie zawsze, a nawet rzekłabym, że rzadko, kończą się happy endem z fanfarami. A to od nich zaczęła się moja przygoda z czytaniem w ogóle. Karmiłam się nimi w wieku lat sześciu... sama.
     Tak moi drodzy, ponieważ czytać nauczyłam się zanim posłano mnie do szkół. Sama. Znaczy, czytać uczyłam się sama. Byłam dociekliwym smarkiem i latałam raz po raz do mamy, dopytując się o znaczenie poszczególnych literek (drukowanych oczywiście). Swój zbiór pięknie wydanych "Baśni Andersena" dostałam pod choinkę... Był to wybór tych bardziej znanych. Później stałam się posiadaczką tomiku zwierającego wiele tych mniej znanych i to wtedy przekonałam się, że Andersen stanowczo nie lubował się w szczęśliwych zakończeniach. Mimo to uważam jego historie za jedne z najpiękniejszych jakie kiedykolwiek przeczytałam. 

     A teraz... (18+) przypominam... Dzieci wynocha...



    
     Sypialnia... (18+) 

     Pamiętamy (albo i nie) ową noc, kiedy to Eva obudzona z koszmarnego snu popędziła na bosaka do Larkusa. I pamiętamy, że... no nie pamiętamy, bo narrator się ulotnił... Dobra, teraz się przyznaje, że podglądał trochę przez dziurkę od klucza i podsłuchiwał pod drzwiami... A co widział i co słyszał...

     Odwróciła się i chciała uciec. Nie pozwolił jej...

     Zarzuciła mu ramiona na szyję i wtuliła się w niego mocno, z ufnością. Wyczuwał, jak ciało dziewczyny ciągle jeszcze drży ze zdenerwowania.
     Przygarnął ją mocno do  siebie. Męskie usta dotknęły ciepłych, miękkich warg Evy. Pocałował powoli, delikatnie, później gorąco, zachłannie... Ona z wolna rozluźniała się, oddając pocałunek. Żar rozlał się falą i zapalił lont...

     Larkus z cichym westchnieniem pogłębił pocałunek, który z czułego i delikatnego stawał się coraz bardziej gorący i pożądliwy. Jego dłonie zsunęły się z pleców dziewczyny, zacisnęły na pośladkach. Krew w tętnicach pulsowała rytmicznie i nabierając tempa spływała w dół, w podbrzusze, wywołując falę gorącego pożądania.
     Eva wsunęła palce we włosy na jego karku i zacisnęła je kurczowo, gdy dłoń Larkusa, podwinąwszy koszulkę dotknęła nagiej skóry na jej udzie. Mocniej docisnęła do niego biodra i ją samą zalała fala gorąca, gdy wyraźnie wyczuwała twardą nabrzmiałą męskość wpijającą się w jej brzuch. Wspięła się na palce, by zniwelować różnicę wzrostu, równocześnie ocierając się zmysłowo o niego.
     Jęknął cicho, błądząc dłońmi po jej biodrach, talii, pośladkach. Usta zsunął na szyję, a ona odrzuciła w tył głowę, by ułatwić mu do siebie dostęp. Nagle odsunął ją odrobinę. Spojrzała na niego zaskoczona. Uśmiechał się, a palce zbierały tkaninę koszuli. Odpowiedziała uśmiechem i uniosła w górę ramiona, pomagając w pozbyciu się zbędnej sztuki odzieży.
     Odrzucił koszulkę i przesunął dłońmi wzdłuż linii ciała Evy, z zachwytem sycąc wzrok.

     – Jesteś piękniejsza niż w moim śnie...
     Oparła dłonie o jego pierś i musnęła ją ustami.
     – Jesteś moim snem... tylko ty, nikt inny. I tylko do ciebie chcę należeć.

     Smukłe, męskie palce zamknęły się wokół krągłej piersi, najpierw jednej, potem drugiej. Eva znów wspięła się na palce i przywarła do ust Larkusa. Objął ją mocno, a potem podniósł w górę i ostrożnie ułożył na łóżku. Czuł euforyczną radość i przepełniał go zachwyt. Pragnął jej od dłuższego czasu, ale zaciskał zęby, nie do końca pewien, czy ona zaakceptuje tego rodzaju zainteresowanie z jego strony. Dotąd raz ją pocałował, a ona poprosiła by dał jej czas. Więc czekał.

     Dziś kompletnie go zaskoczyła. W pierwszej chwili nie uwierzył, że jest świadoma tego, co mówi i czego chce. Łzy w jej oczach powiedziały mu, że tak, że jeśli on się, wycofa zrani ją. Za nic w świecie nie chciałby jej zranić. Ponad wszystko pragnął się z nią kochać...
     Zawisł nad nią na moment, zaglądając w przymglone, cudownie ciepłe oczy. Nie dostrzegł w nich niepewności. Pragnęła go i był pewien, że w pełni zdaje sobie sprawę do czego zmierzają. Jej ramiona przyciągnęły go do niej.

     Rozsunął dłonią gładkie, kobiece uda. Chciał jej dotykać, pieścić każdy skrawek ciała. Dłoń wędrowała powoli po jedwabistej, gorącej skórze ku jeszcze gorętszemu miejscu, rozkosznie wilgotnemu, pulsującemu tęsknotą. Z głębokim westchnieniem odrzuciła w tył głowę, gdy palce Larkusa z ostrożną czułością badały jej najintymniejsze zakamarki, a gdy wsunęły się w mokre wnętrze nie zdołała powstrzymać jęku. Jej biodra zachłannie naparły na męską dłoń. Z zachwytem obserwował rozkosz malującą się na jej twarzy, a kurczowo zaciskające się na jego barkach palce Evy, sprawiały, że jego pragnienie narastało z każdą chwilą  i miał wrażenie, że za moment eksploduje.
     – Kochaj mnie, Larkus – szeptała nieprzytomnie – kochaj mnie...
     Wycofał rękę i nachylił się, ustami pieszcząc teraz piersi, które nabrzmiały i stwardniały. Językiem delikatnie drażnił sterczące sztywno sutki, przygryzał, całował i ssał.
     – Larkus... błagam... – jęczała.
     Gdy tylko umościł się pomiędzy udami, jej nogi ponaglająco oplotły mu biodra.
     – Kochaj mnie – szepnęła, patrząc mu w oczy.
     Pchnął mocno, pokonując opór wszedł w ciasne wnętrze do samego końca. Nie odrywał wzroku od jej twarzy, od błyszczących oczu. Nie umknęło drgnięcie powiek i kącików ust, gdy wdzierał się w nią. Nie jęknęła jednak, tylko oddychała szybko i płytko. Przytulił wargi do jej warg i długą chwilę tkwił w bezruchu, jedynie tuląc w ramionach.

     Uniósł głowę:
     – Kocham cię, Evo – wyszeptał w jej usta.
     Poruszyła się, wypychając ku niemu biodra, gdy wycofał się odrobinę i zaraz powrócił. Zrobił to jeszcze raz, i jeszcze. Powoli, dokładnie, z namaszczeniem celebrując ich zespolenie. Teraz nie potrafiła już opanować jęków. Wiła się i napierała na niego, póki nie odnaleźli wspólnego rytmu. Wtedy Larkus zwiększył tempo, starał się ze wszystkich sił panować nad sobą, by rozkoszne chwile trwały jak najdłużej. Chciał dać jak najwięcej siebie, doprowadzić na szczyt i znaleźć się tam razem wraz z nią. Przyspieszył jeszcze, gdy poczuł jak drży jej wnętrze i czując, że ona stoi na krawędzi. Eksplodował w nią gorącym strumieniem, w chwili, gdy zamknęła się wokół niego w spazmach spełnienia.
     Dokończył i opadł ze stłumionym krzykiem, z twarzą wciśniętą w jej szyję. Oboje oddychali ciężko, a ciała mieli wilgotne od potu.

     Larkus musnął wargami pulsujące miejsce na szyi Evy, tuż za uchem:
     – Nigdy nikomu cię nie oddam, bo jesteś tylko moja.

     Przewrócił się na plecy pociągając ją za sobą. Natychmiast wtuliła się w niego, moszcząc się wygodnie u jego boku. Pocałowała go w pierś. Ciemne włoski porastające jego klatkę, przyjemnie łaskotały w policzek. Jego serce biło mocno i pewnie. Biło dla niej, czuła to. Czuła tę miłość, jaką ją otoczył.
     – Kocham cię, Larkus. Tylko ciebie – szepnęła. – Teraz i zawsze tylko ciebie... Cokolwiek się wydarzy.
     Przygarnął ją mocniej.
     – Nic się nie wydarzy. Nic, co mogłoby mi ciebie odebrać. Nie pozwolę...
     – Jest Airo... Nie wiem gdzie, coś widziałam... On nas szuka, jej i mnie. Ale już się nie boję, bo wiem, że jesteś przy mnie.
     – Zawsze będę, Evo. Nigdy w to nie wątp.
     – Wiem – podniosła głowę i musnęła wargami jego brodę. – Naprawdę cię kocham. Nigdy w to nie wątp.
     Uśmiechnął się i cmoknął ją w czoło.
     – Śpij, rano musimy się naradzić co robić. Kochanie... – wyszeptał jeszcze, gdy na powrót wtuliła się w niego.



     Kuźnia... (18+)

     
     Pamiętamy również, jak to Airo, z zamiarem przetestowania cierpliwości i opanowania Ergora, napadła biedaka w kuźni... Wyszliśmy wtedy dyskretnie, ale... Ciekawość – pierwszy stopień do piekła... Zaglądaliśmy przez szparę :D...

     – No to zobaczymy... – mruknął złowrogo, a na usta wypełzł podstępny uśmieszek. Ciężki fartuch wylądował w kącie.
     W tym momencie cała odwaga wyparowała z Airo. Przełknęła ślinę, niepewnie zerkając na sporych rozmiarów wybrzuszenie w spodniach Ergora. Rozważała właśnie błyskawiczne naciągnięcie koszulki i czmychnięcie, gdzie pieprz rośnie, ale silne ramię, które owinęło się wokół niej (dokładnie tak, jak to sobie chwilę wcześniej wyobrażała) pozbawiło ją szans na ucieczkę. Wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy jej nagie piersi zetknęły się z rozgrzaną skórą mężczyzny. Widziała pulsującą na jego szyi żyłkę i niewiele myśląc, sięgnęła ku niej i musnęła wargami.

     Ergor jęknął przeciągle i odszukał usta Airo. Wpił się w nie gwałtownie i zachłannie. Jego język stanowczo wsunął się pomiędzy jej zęby w poszukiwaniu odpowiedzi i słodyczy. Znalazł jedno i drugie niemal natychmiast. Airo zarzuciła mu ramiona na szyję i przylgnęła do niego, podczas gdy jego dłonie pieszczotliwie błądziły plecach. W pewnej chwili ześlizgnęły się w dół, a długie, mocne palce Ergora wsunąwszy się pod pasek spódnicy mocno zacisnęły się na krągłych pośladkach Airo. Usta zsunął na szyję, gdy odrzuciła w tył głowę.
     Pomrukiwała cichutko, w ogóle przestała myśleć. Czuła i tylko na czuciu się skupiła. Wsunęła palce w jego włosy i chłonęła przyjemność jaką niosły zdecydowane pieszczoty Ergora. Pchnął ją w kierunku stołu i nie przestając całować, zgarnął ramieniem znajdujący się na nim bałagan. Narzędzia z łoskotem wylądowały na podłodze, ale żadne z nich nie zwróciło uwagi na hałas.
Posadził dziewczynę przed sobą i podciągnął jej spódnicę, odsłaniając kolana i uda. Jedna dłoń wsunęła się pod materiał i powędrowała powoli w górę po jedwabistej chłodnej skórze ku miejscu, które pulsowało gorącem i tęsknotą, a gdy tam dotarła i place wsunęły się tym razem pod bieliznę, dziewczyna prawie krzyknęła, gwałtownie wciągając powietrze:
     – Ergor... proszę cię...
     Kowal podniósł głowę i uśmiechnął się lubieżnie.
     – Kochanie, czy ty aby na pewno tego...?
     – Tak! – Ze złością wbiła mu paznokcie w muskuły.
     – Jeszcze chwileczkę... – mruknął zmysłowo.

     Pchnął ją na blat, zmuszając by się na nim położyła i ustami sięgnął do sterczących sztywno piersi.
     – Ergor... – jęczała, wijąc się pod nim i przyciągając jego głowę do siebie.
     – Nie wierć się, bo sobie nawbijasz drzazg...
     – Twoja wina... – dyszała ciężko – trzeba było wybrać podłogę...
     – Tam są gwoździe...
     – Zadowolę się jednym...
     Znów się wyszczerzył w uśmiechu, patrząc na nią.
     – Jesteś okropna... – stwierdził, prawą dłonią pieszcząc ją intymnie, lewą mocując się z własnymi spodniami.
     – Przez... ciebie... oszaleję... – jęczała, napierając na jego dłoń.
     – Ja już oszalałem... – mruknął, mocno napierając biodrami i wciskając się w jej wnętrze.
     – Aaaaach... E... – Dalszy ciąg utonął w gorącym, namiętnym pocałunku, którym zamknął jej usta.

     Przez chwilę stał nieruchomo, przytrzymując jedynie jej biodra. Ona zacisnęła dłonie na jego plecach, wypychając ku niemu ciało. Potem zaczął się poruszać, powolnymi ruchami, kołysząc się nad nią. Eksplodowała, gdy przyspieszył. Czuł, jak zaciska się spazmatycznie wokół niego i jeszcze przyspieszył, dążąc do własnego spełnienia. Z zachwytem patrzył w jej nieprzytomne oczy, które teraz zdawały się jeszcze bardziej zielone niż zwykle, na zarumienioną twarz, rozchylone usta szybko łapiące oddech, ogniste włosy rozsypane na stole wkoło głowy...

     – Bogowie... – każde słowo akcentował pchnięciem, które zanurzało go niej tak głęboko, jak to było możliwe – jakaś... ty... piękna...
     Z gardłowym jękiem opadł na jej wiotkie, gorące ciało. Przez chwilę odpoczywał wyrównując oddech...

     Coś tam jeszcze gadali, ale gdzieś mi to umknęło ;)



     I to by było na tyle... I mam nadzieję, że nasłodziliście się wystarczająco ;).

     I teraz, uprzedzając ewentualne zapytanie, dwa słowa dlaczego te kawałki nie znalazły się w całości. Otóż... Jeśli chodzi o „Kuchnię” to najzwyczajniej w świecie nigdzie mi się ta scenka nie wpasowała i tyle. Zaś w przypadku pozostałych powody są właściwie dwa. I tak...
     Po pierwsze... nie za bardzo mi się podobają. Szczególnie z pierwszej nie jestem jakoś nadzwyczajnie zadowolona. Druga w moim mniemaniu jeszcze by obleciała, ale po drugie...
     Po drugie... DŻ nie są powieścią erotyczną, lecz przygodową. Nie chciałam i nadal nie chcę zanadto nasączać tego tekstu erotyką, jaka by miała nie być. Uważam, że na tę chwilę erotyki jest w całości dość i póki co, nie zmieniłam w tej kwestii zdania. Dlatego też fragmenty, które właśnie mieliście okazję przeczytać są tu, poza całością, a nie w niej.

     Niniejszym zamykam ostatecznie wszelkie wpisy i dywagacje dotyczące DŻ, te trzy kawałki zostawimy sobie na blogu na pamiątkę ;)

     A w kolejnym wpisie „Nie-boskie stworzenie”. Zawiśnie na blogu na trzy wrzuty, które już czekają ustawione w kolejce. Wpisy w piątek, sobotę i niedzielę. I tym razem nie o zwykłej porze, lecz o 17.00, tak lajtowo dla relaksu żeby było i żeby trochę przełamać monotonię "południa" ;) 

Zatem do piątku...

17 komentarzy:

  1. Chciałam na wstępie powiedzieć, że uwielbiam te Twoje wpisy na pocieszenie, po zakończonej powieści :) Niby już game over, ale jeszcze na chwilkę możemy sobie zajrzeć pod strzechę i popodglądać. Koisz naszą tęsknotę ;)
    Więc tak...
    Kuchnia.
    Mieliśmy wybrać kiedyś ulubioną parę. U mnie byli to Ino z Razą. Gdybyśmy jednak mieli wybrać niezwiązanych ze sobą ulubionych bohaterów, to u dziewczyn bardzo wahałabym się pomiędzy Evą, a właśnie Airo. Uwielbiam jej przewrotność i poczucie humoru i doskonale eksponujesz te cechy przy każdym "spotkaniu" z bohaterką. Ergor miał z nią ciężki orzech do zgryzienia, ale jak widać w powyższym udało mu się ;)

    Sypialnia odsłania scenę, której mi bardzo zabrakło w tekście. Pisałaś wtedy o cierpliwości Larkusa, o trzymaniu pragnień na wodzy i z tego co pamiętam to on tak przezimował nawet z tymi ciągotami do Evy. I bardzo się ucieszyłam, kiedy w końcu został nagrodzony za czekanie, ale brakło mi tam jeszcze jakiejś szczypty rumieńca. Nie sceny, ale dodatkowej linijki, która by go (czyt. nas) wynagrodziła za cierpliwość. No i dostałam :) I dziękuję uprzejmie.

    Kuźnia według mnie najlepsza i najgorętsza. No i motywy z drzazgami na stole i gwoździami na podłodze oddaje nam całą naturę owej parki :D

    Bardzo dobrze sobie radzisz ze swoimi scenami 16, czy 18+ i uważam, że możesz je śmiało zamieszczać. Ale nie w Dzieciach i tu przyznaję Ci pełną rację. Tam pikanteria w całokształcie nie pasuje nijak. Nie ta bajka.

    Także adios, Dzieci!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Yessss... jak już zaznaczyłam, mnie samej też o wiele bardziej podoba się scenka w kuźni, chociaż spece od tematu i tak pewnie znaleźliby całe mnóstwo mankamentów ;) Erotyka jako temat nie jest moją mocną stroną, ale ponieważ nie pisuję powieści erotycznych osobiście mi to lata. Do romansów to jak wykonuję scenki w zupełności wystarcza, do przygodówek tym bardziej ;). Moje typy to Eva i Larkus, chyba dlatego, że pierworodni :D Z bohaterów... trochę żałuję, że nie dane nam było poznać lepiej Garrosha. Miał być dobrodusznym olbrzymem, ale miał pecha... niestety. Naprawdę na to żeby go ukatrupić, w tamtym momencie, wpadłam... w tamtym momencie. A miałam już napisaną ładną scenkę, jak to "wiązał" Ino na żywca, bo przecież ona nieprzytomna nie była :D. I jeszcze kilka innych. Ze starymi wojownikami mieli się spotkać w innych okolicznościach i takie tam ;). Ostatecznie wyszło tak, że trzeba było znaleźć Garroshowi zastępstwo. I teraz Razy nie oddałabym za nic, nawet za dobroduszność Garrosha.
    A gdzie miałam nawet taki malowniczy opis nowej siedziby Zakapturzonego za morzem. Ale chyba gdzieś przehulałam, bo nie mogę póki co znaleźć ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam już na dzisiaj dosyć dyskusji ze "specami" różnych tematów :D Zwłaszcza tych co to są specami w każdej dziedzinie życia.
    Niesamowite jak to się wszystko zmienia w trakcie pisania. Ale właśnie na tym polega zaskakiwanie czytelnika. Najpierw musisz zaskoczyć sama siebie :) A zagranie z Razą było genialne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też zakończyłam dyskusję, bo żeby dyskutować to jeszcze trzeba mieć z kim ;)
    Zaskoczyć samą siebie powiadasz... Hmm... chyba będę w takim razie musiała znów nasłać na kogoś pluton egzekucyjny... przez zaskoczenie... Czyli wszyscy są potencjalnie zagrożeni :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy to ładnie tak podglądać przez dziurkę od klucza?! Ciekawość to pierwszy stopień do ... wiedzy! :P
    Jako dodatek, na poprawę naszych humorków, na pocieszenie ... dobre :) Tak mi się skojarzyło, że to takie wycięte sceny, które ostatecznie nie znalazły się w filmie - tutaj w powieści.
    Szkoda się żegnać z DŻ, ale ... Jedno się kończy, a drugie zaczyna!
    Zaskoczenie pewnie czeka nas jeszcze nie jedno :)
    Lena


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki już los narratora, albo przez dziurkę, albo w krzakach... Ciężkie życie ;) Sceny zostały dopisane w trakcie nie wycinałam ich, bo po prostu gnębiła mnie ciekawość jak właściwie to zrobili ;) poza tym takie wprawki w tematyce ot co ;)

      Usuń
  6. "Coś tam jeszcze gadali, ale gdzieś mi to umknęło..."
    Hihi... mi też by pewnie umknęło ;):D Jak wokół tyle się dzieje... porozrzucane gwoździe itd... ;)
    Świetny pomysł z podsunięciem, tych "kąsków" ;) Nie przeczytałam jeszcze całości, przyznaję się bez bicia :p Ale połowę mam już za sobą ;) Jak lekturę zakończę, to ślad zostawię pod Epilogiem :)

    Pozdrawia, Soul

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiola, jak to powiedziała przy okazji innego wpisu Lena, life is brutal... Są obowiązki i przyjemności i wiadomo obowiązki najpierw :) Ja wiem, że Ty przeczytasz, prędzej czy później. Ale ślad zostaw tutaj, bo epilog poleci stąd razem całą resztą i tylko ten wpis zostaje na blogu po DŻ ;)

      Usuń
    2. Pamiętamy, pamiętamy... Ale mimo, iż autorka definitywnie powiedziała nie opisaniu dalszych losów kapłanek i ich "przyjaciół" to ja cały czas mam nadzięje, która moim zdaniem matką nie tylko głupich, na ciąg dalszy. Może wyprawa dzieci kapłanek i naprawienie sytuacji siginów w równoległym świecie... A może co innego...
      Jeżeli są jakiekolwiek szanse na cdn, to ja mam mnóstwo pomysłów(;
      I Kasiu - błagam - nigdy nie mów nigdy

      Usuń
    3. A fragmenty jak zwykle genialne. Nawet jeśli nie będzie cd, to i tak dobrze, że cokolwiek było więc przestaję marudzić i przeczytam jeszcze raz.

      Usuń
    4. Wiem jak to jest, jak się żaba błota zarzeka, więc nie mówię ;) Ale na tę chwilę na pewno biorę od nich urlop. Mam co innego na warsztacie, a jeszcze co innego mi krąży pod czerepem ;)

      Usuń
  7. Scenki podobały mi się bardzo szczególnie ta w kuźni z uwagi na dialogi zresztą jak można było przewidzieć jestem wielbicielką dowcipnej wymiany zdań Mam tylko jedno zastrzeżenie coś mi nie pasuje w kuchni w sformułowaniu zdania.......Ario zaś , korzystając z momentu jego i że porzucił ....nie wiem co ale rzuciło mi się w oczy dziękuję blanka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Całkiem słuszne nie pasuje, bo tam zostało coś co miało wylecieć. Dziękuję Balnko i już poprawione.
    na codzień to ja nie potrafię tak sypać dowcipami z rękawa, ale jak sobie zapisuję, to dobrze wiedzieć, że udaje mi się rozbawić czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj, Kami :)
    Obiecałam, że pojawię się i napiszę „coś” o Dzieciach. Skoro słowo się rzekło… COŚ… :p A tak na poważnie, to może Ty mi powiedz, co ja mogę jeszcze napisać, czego nie wiesz…? Dzieci Żywiołów są mi bardzo bliskie. I to nie tylko z powodu grafiki ;). Wszystkie dziewczyny są wg mnie wyjątkowe, interesujące (to za mało powiedziane), chciało by się o nich czytać i czytać. Dlatego mam nadzieję, że kiedyś tam powstanie ciąg dalszy ich perypetii. W końcu zakończyłaś tak, że należy tego oczekiwać ;). Najwięcej powinnam powiedzieć o części ostatniej… Narobiłaś tam. Oj, nabroiłaś ;). Szkoda mi Razy, po przemianie, jaką przeszedł, zasłużył na coś więcej :(. Ale mam nadzieję, że mu to wynagrodzisz… kiedyś tam… ;). Dziękuję Ci za te chwile spędzone z niezwykłymi siginam i dzielnymi wojownikami :) :).
    Przesyłam buziaków całe mnóstwo, Soul :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Soul :)
      To nie ja nabroiłam, to Raza :P.
      W moich oczach ostatnia część wyszła najlepiej. Trzy wcześniejsze jakieś takie blade mi się zdają i niewykluczone, że będą tam zmiany. Znaczy, główny wątek zmianie nie ulegnie, ale coś będę próbowała tam zrobić, żeby uatrakcyjnić i żeby nabrały troszkę kolorków. Ale to pieśń przyszłości, odległej :).
      Mnóstwo rzeczy chodzi mi po głowie, dalsze dzieje świata stworzonego w DŻ też. Ostatnio kusi mnie rozwinięcie Grina (tak, wiem, też mówiłam "nigdy w życiu" ;)) Jak jeszcze trochę pożyję na tym świecie to wszystko jest możliwe :)

      Usuń
  10. A tak z innej beczki, dlaczego DŻ są niedostępne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Względem DŻ mam pewne plany i ze względu na nie tekst powieść została usunięta z sieci. Na blogu są tylko fragmenty, których nie ma tekście finalnym. Jeśli moje plany spalą na panewce powieść wróci na bloga, jeśli nie spala będzie w przyszłości dostępna w innej formie. Podobnie rzecz ma się ze "Słonym wiarem" :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.