WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

27.12.2013

Żagle



     Wypłynęli na morze. Pogoda była piękna i nic nie zapowiadało nieszczęścia. Niebo bezchmurne, wiatr idealny do przybrzeżnej wakacyjnej żeglugi. To miały być wakacje marzeń.
     Było ich czworo na pokładzie niewielkiego jachtu. Dwoje świetnie radziło sobie z żaglami. Pozostali pomagali doświadczonym żeglarzom, stosując się ściśle do ich poleceń.

     Sztorm zerwał się nagle. Uderzył nie wiadomo skąd, uchwycił w szpony i porwał niewielką jednostkę jak drapieżny ptak.

            


        Pierwsze uderzenie zmyło z pokładu Adama. Znikł, w ogromnych jak góry falach. Nie zobaczyli go więcej. Próbowali walczyć, ale byli niczym marne plewy wobec rozszalałego żywiołu, zdani na jego łaskę.
Dno sponiewieranego, przez tropikalną burzę, jachtu rozprysło się o przybrzeżne skały niczym szklana bańka. Mogli próbować ratować jedynie własne życie.
     Lisa ocknęła się z twarzą wciśniętą w ziemię.

17.12.2013

Zima

Taka pustka lodowa,
Głuchą ciszą jałowa,
Szczerzą zęby chochliki po kątach
I zziębnięta Samotność
Do okien zagląda.
Za oknem sypie śnieg,
Zimowy rzeczy bieg.
Mrozem ścięte życie
W sercu wilków wycie,
Pies w kłębek zwinięty
Śni o łące, za zającem.
I tylko sny piękne ciepłem
Ucieczką przed pustym piekłem.




09.12.2013

Bestia

Taki przerywnik pomiędzy Wodą a... Wodą ;)



     Nie liczyłem dni mego uwięzienia... Przyzwyczaiłem się do bólu i głodu. Stały się codziennością, a twarda skała pod stopami i żelazne pręty dookoła ograniczyły moją przestrzeń do niewielkiego skrawka, zajmując miejsce zielonych lasów, w których niegdyś żyłem, wolny i dumny.
     Mówili o mnie Bestia... ale to oni byli Bestiami. Łudzili się, że strachem zmuszą mnie do posłuszeństwa. Nie bałem się. Serce nie znało strachu. Płonął we mnie tylko gniew. Jak najgorętszy ogień, wypełniały mi trzewia nienawiść i pragnienie zemsty. Za ból, za głód, za niewolę...
     Wiedzieli o tym i to oni się bali, a ja czekałem... Czekałem na dzień, gdy kraty, którymi tchórzliwie odgradzali się ode mnie, znikną.
     Nigdy nie podchodzili blisko. Mieli dość rozsądku, by się nie zbliżać. Lecz każdy popełnia błędy. Któregoś dnia, stracą czujność, a ja będę gotowy... Tymczasem musiałem walczyć. Walczyć o życie. Z Bestią...

     Tamtego dnia jaskrawe światło sprawiło, że źrenice gwałtownie się zwęziły, gdy wydostałem się wreszcie z ciemnego tunelu. Zamiast twardej skały, nieprzyjemnie ocierającej podeszwy stóp, poczułem pod nimi miękki, ciepły piasek.